Guenon, Maritain, Ossendowski: Ex Oriente Lux?

Od Redakcji: Prezentujemy przekład dyskusji która odbyła się w Paryżu z okazji wydania we Francji książki Ferdynanda Ossendowskiego książki „Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów”, a której zapis opublikowany został w czerwcu 1924 r. w piśmie „Les nouvelles littéraires”.

Przybycie pana Ferdynanda Ossendowskiego[i], nazywanego Robinsonem Crusoe XX wieku, do Paryża nie pozostało niezauważone. Krytycy jednogłośnie uznali Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów, jego pierwszą książkę przełożoną na francuski za dzieło znakomite i najbardziej ekscytujące wspomnienia z podróży jakie czytali. Mieliśmy przyjemność porozmawiać z Ossendowskim, człowiekiem który widział wcielonego Buddę, w towarzystwie trzech Francuzów którzy zdają się być przeznaczeni do tego by porównać swoje doktryny i wiedzę z jego doświadczeniami i osądzić w świetle koncepcji zachodnich obserwacje które Ossendowski poczynił podczas swych dramatycznych wędrówek po Azji. Wybraliśmy do tego historyka Azji Rene Grousseta[ii], Jacquesa Maritiana[iii] – katolickiego filozofa któremu w dużej mierze zawdzięczamy odrodzenie tomizmu w naszym kraju i Rene Guenona[iv], którego rozważania przyniosły nam znakomitą książkę Wprowadzenie do doktryn indyjskich, pracę pełną ważnych treści, cenną dla Wschodu i Zachodu. Najpierw zapytaliśmy Ferdynanda Ossendowskiego o problemy polityczne, tak jak wszystkich którzy padli ofiarą rewolucji w Rosji. Przedstawił interesujące informacje o Rosji i Dalekim Wschodzie. Zadał sobie trud odpowiedzi na wszystkie nasze pytania. Spróbujemy odtworzyć przebieg tego spotkania (Frederic Lefèvre[v]).

Maritain: Czy istnieje sojusz między Sowietami a światem azjatyckim?

Ossendowski: Aby odpowiedzieć na to pytanie konieczne jest spojrzenie na historię. Ostatni potomek Czyngis-chana, Amursana będący także cesarzem Chin schronił się w Rosji kiedy dynastia Ming zatriumfowała nad dynastią Juan. W dowód wdzięczności przekazał swoje prawa najwyższego chana carycy Katarzynie II. Było to jak wiemy w XVIII wieku. Przekazał jej także święty kamień proroctwa, czarny agat pokryty porostem. Dopóki pozostawał on w Urdze, Mongołów i ich zwierząt miała nigdy nie dotknąć zaraza ani inne nieszczęście. Kiedy opuścił on Azję, Mongołowie zaczęli powoli umierać.

Lefèvre: Czy carowie używali tytułu najwyższego chana i czy moc świętego kamienia oddziaływała na Rosję?

Ossendowski:  Katarzyna II nie posługiwała się tym tytułem, ale Aleksander I, świadomy swoich obowiązków, udzielał dyplomatycznej pomocy Mongołom walczącym z Chińczykami. Od tego czasu, Mongołowie i Chińczycy tytułowali go białym chanem (Cagan-chan). Ponadto, kiedy Siemonow, generał armii Kołczaka, stał się faktycznym władcą Dalekiego Wschodu, zażądał od wcielonego Buddy z Urgi nadania mu tytułu chana i otrzymał go. Podobnie było z baronem Ungernem.

Lefèvre: Czy Siemionow dalej jest wielkim chanem Mongołów?

Ossendowski: Jest nim, ale nie sprawuje żadnej władzy. Mieszka teraz w Japonii, w Nagasaki. Walczył z bolszewikami nad Ussuri i u wybrzeży Pacyfiku kiedy rozdzielono go z oddziałami Ungerna. Władza przeszła więc w ręce barona, który od razu wymógł na wcielonym Buddzie wydanie wezwania do ludów Azji z rozkazem walki przeciwko „bolszewikom, złym diabłom które zabijają  moralność i duszę w każdym człowieku.” Siemonow skontaktował się także z Dalajlamą, który w liście do wcielonego Buddy polecił mu podjęcie walki w obronie ludzkości.

Było to w 1921 r. Wtedy wcielony Budda rozpoczął wojnę a baron Ungern był jego generalissimusem. Nazywali Ungerna bogiem wojny, a w jego armii widziałem reprezentantów wszystkich ludów Azji. Najpierw walczyli z Chinami o niezależność Mongolii. Zwyciężyli. Uwolniona Mongolia zaproponowała Chinom stanięcie na czele ruchu panazjatyckiego, najpierw przeciw bolszewikom, a potem całej białej rasie. Ale Chiny znajdujące się w stanie anarchii nie mogły przyjąć propozycji. Były podzielone na małe królestwa rządzone przez generałów-awanturników. Na czele ruchu stanęła więc Mongolia i podjęła nierówną walkę, bez sukcesów. Ungern, zdradzony przez własnych oficerów, został oddany w ręce bolszewików i zabity. Od tego czasu, Sowieci przypisali sobie prawo carów do rządzenia Azją. Od pięciu lat odbyło się w Piotrogrodzie jedenaście kongresów panazjatyckich, a na uniwersytecie  w Moskwie czterdzieści tysięcy spośród dwustu tysięcy studentów to Azjaci (najwięcej jest Indusów, Chińczyków, Persów i Turków). Bolszewicka propaganda działa bardzo sprawnie. Komunizm nie jest doktryną na eksport, gdyż Orient całkowicie go odrzuca. Przedstawia się więc Rosję jako awangardę świata żółtych gotową uderzyć na białą rasę. Ale wcielony Budda i jego żona stanowili przeszkodę dla ich propagandy. Bolszewicy się nie wahali. Jakieś dwa lata temu otruli żonę wcielonego Buddy. Nie mogąc otwarcie walczyć z bolszewikami, wcielony Budda ograniczył się do utrzymywania kontaktów z innymi ludami by w odpowiednim czasie móc stworzyć wielkie środkowoazjatyckie królestwo. Blisko współpracują z nim chińscy monarchiści, dlatego jeśli zatriumfuje, zmusi to Chiny do dołączenia do ruchu przeciwko bolszewikom i białym.

Lefèvre: Czy to znaczy, że nie wierzy Pan, że bolszewicy są zdolni do utworzenia ruchu panazjatyckiego?

Ossendowski: Nie wierzę w to. Nie opierają się oni na pierwiastkach czysto azjatyckich.

Maritian: Czy są jakieś relacje między wcielonym Buddą z Urgi i Gandhim?

Ossendowski: Tak, pozostają w kontakcie, ale o ile łączy ich wola walki z białą rasą, ich systemy są zupełnie różne. Wcielony Budda to wojownik, a Gandhi jest pacyfistą. Jego ruch nie jest jeszcze ruchem wojowniczym.

Lefèvre: Zna Pan Rabindranatha Tagore? Czy nie krytykuje on batalii z cywilizacją zachodnią jako przesady? W trzech tekstach które Cecile Geroge-Bazile niedawno przełożył na francuski pod wspólnym tytułem Nacjonalizm umieszcza on śmiałą deklarację : ”Zachód jest Wschodowi niezbędny. Uzupełniamy się nawzajem dzięki różnym aspektom prawdy, dlatego właśnie, gdy duch Zachodu spadł jak burza na nasze kraje, mimo wszystko zasiał ziarna które są nieśmiertelne. I kiedy Indie będą zdolne do zasymilowania tego co wieczne w cywilizacji Zachodu, będziemy mogli doprowadzić do pogodzenia tych dwóch wielkich światów”.

Inteligencja Tagore karmi się owocami wszystkich kultur świata. Poza tym stwierdził „ Wierzę w prawdziwą jedność Wschodu i Zachodu. Wszystko co chwalebne u ludzkości, uznaję za swoje. Żaden lud nie ocali się odcinając się od innych.” Co więcej, mimo podziwu dla Gandhiego, obawia się gandystów.

Ossendowski:  Widziałem Tagore w Londynie. To Azjata. W jego czarnych oczach nie można dojrzeć niczego. Kiedy się w nie patrzy, ma się wrażenia zasłony którą koniecznie trzeba podnieść.

Guenon: Tagore jest bardzo zokcydentalizowanym Azjatą.

Ossendowski: Nie można jednak na tym zbytnio polegać.

Maritain: Czy napotkał Pan w Mongolii ślady ewangelizacji katolickiej?

Ossendowski: Nie. Jest paru franciszkanów, ale są pozbawieni znaczenia.

Guenon: Niemniej jednak, tylko katoliccy misjonarze mogą znaleźć posłuch w duszach buddystów. Niestety, według mnie popełniają wielki błąd przemawiając jedynie do pariasów, kast niewykształconych i dlatego są pogardzani. Ograniczają swoje pole wpływów gdyż zaniedbują wszystko co stanowi o intelektualnej żywotności Orientu.

Grousset: Żywotność intelektualna, Żywotność intelektualna! Ależ w mongolskim buddyzmie nie ma żadnej aktywności filozoficznej!

Guenon: A cóż Pan o tym wie? Nie wie Pan, że prawdziwą mądrością jest milczenie? Cnota Buddy to coś całkowicie wewnętrznego.

Lefèvre: Panie Ossendowski, czy może nam Pan opowiedzieć o wcielonym Buddzie?

Ossendowski: Widziałem tego z Urgi. Jest jeszcze dwóch innych.

Lefèvre: Czyli trójca wcielonych Buddów?

Ossendowski: Dokładnie. Każdy z nich ma własne, specyficzne atrybuty. Dalajlama rezydujący w tybetańskiej Lhasie jest wcieleniem, czy może raczej realizacją świętości Buddy. Lama z Taszilunpo położonego 200 kilometrów od Lhasy jest realizacją nauki Buddy. Trzeci, którego widziałem w Urdze reprezentuje materialną  i wojowniczą siłę  Buddy.

Lefèvre: Jestem poruszony. Ponawiam pytanie o błogosławionego kontemplującego wcielonego Buddę. Czy naprawdę jest kimś więcej niż człowiek? Jakie wywarł na Panu wrażenie? Z pewnością niezwykłe.

Ossendowski:  Owszem. Jest niestety starym pijakiem.

Lefèvre: To okropne.

Guenon i Ossendowski: To nie ma żadnego znaczenia.

Ossendowski: Władza spoczywa w rękach kupców rosyjskich którzy rozpili go by mieć na niego większy wpływ. Stracił wzrok. Osobowość wcielonego Buddy przedstawia ten sam dualizm który znajdziemy w całym lamaizmie. Kiedy stracił wzrok, lamowie wpadli w rozpacz. Niektórzy byli pewni, że trzeba go otruć i na jego miejsce osadzić kolejne wcielenie Buddy. Inni podkreślali jego wielkie zasługi dla Mongołów i innych wyznawców. W końcu zbudowali wielką świątynię z olbrzymim posągiem Buddy by przebłagać bogów. Nie przywróciło to wzroku wcielonemu Buddzie, ale przyspieszyło jego odejście do innego świata za sprawą lamów będących zwolennikami radykalnych rozwiązań.

Lefèvre: Słowa Pana Ossendowskiego są zaskakujące. Trudno nam wytłumaczyć dziwną moralność wcielonego Buddy.

Guenon (przerywając): Proszę nie osądzać według zachodnich kategorii. To co Pan nazywa cnotą, jest dla mądrości Wschodu czymś zewnętrznym i przygodnym.

Maritain: Czy to dlatego wcielony Budda nie odrzucił pomocy bractwa lamów-trucicieli?

Ossendowski: To lekarze praktykujący medycynę polityczną. Wracając do wcielonego Buddy, nie jest pijany codziennie i poza wspomnianą już wadą, wydał mi się wybitnym człowiekiem. W pewnych chwilach dostrzegałem bijącą z niego prawdziwą inspirację. Miał 64 lata. Jest synem jednego z wasali Dalajlamy. On sam ma syna którego do intryg próbowali wciągnąć Japończycy.

Maritain: Co Pan myśli o tajemniczym Władcy Świata, rządzącym podziemnym królestwem pełnym potęgi  i niezwykłej wiedzy, którego w pańskiej książce uznaje pan za główny czynnik ożywiania nadziei Mongołów?

Ossendowski: Wydaje mi się, że legenda ta ma pochodzenie polityczne. Ponieważ obecnie żaden z ludów Azji nie jest w stanie zbudować buddyjskiego imperium, funkcje te przypisano podziemnej społeczności i jej przywódcy. Dzięki temu nadzieje Azjatów mają swój punkt zaczepienia. I mogą oni oczekiwać nowego Czyngis-chana.

Guenon:  Idea Króla Świata jest w Azji obecna od czasów starożytnych. Zawsze pełniła ważną rolę w hinduizmie i tradycjach śiwaickich które wpłynęły na kształtowanie się buddyzmu tybetańskiego.

Maritain: U nas sam jego tytuł odsyła do innych skojarzeń. Ewangelie mówią „Książę tego świata został osądzony.”

Lefèvre: Czy wśród wszystkich dziwnych zjawisk których był Pan świadkiem i które opisuje Pan w swojej książce, są takie które wydają się być niewytłumaczalne?

Ossendowski: Muszę powiedzieć, że kilka miesięcy spędziłem w rozdzierającej samotności, z każdym nerwem napiętym do granic w nieustannej walce o życie. Byłem niezwykle podatny na wszelkie sugestie i autosugestie.

Maritain: Jednak pośród różnych wizji znalazła się także ta którą miała Pańska, oddalona od Pana rodzina, a niektóre Pańskie przewidywania się sprawdziły. Przewidywania zjawisk wykracza poza domenę sugestii.

Ossendowski:  Jestem podróżnikiem i obserwatorem. Wkrótce wyjeżdżam do Afryki Północnej. Chcę odwiedzić Maroko, Algierię, Tunezję i Egipt. W przyszłym roku planuję wyprawę do Środkowej Afryki. Mam przeczucie, że także te wyprawy przyniosą ciekawe doniesienia. Podchodzę zawsze z sympatią do ludów które spotykam i samej ziemi. Mam pewne poczucie romantyzmu ziemi

Maritain: Czy zanotował Pan jakieś nauki lamów?

Ossendowski: Lamowie są niezwykle inteligentni i kulturalni, ale utrzymują lud w wierze w przesądy I zabobony. Na każdym zakręcie drogi trzeba składać ofiarę na przebłaganie złych duchów. Sam składałem je wielokrotnie. Tamtejsi ludzie wyznają prymitywny rodzaj panteizmu. Wszędzie gdzie byłem, widziałem jak drżą ze strachu.

Maritain: Są jeszcze ci nauczyciele lamaizmu którzy chcą zanieść królestwo ducha do Europy… Uderzające jest dla mnie to, że w miejsce różnic między odmiennymi porządkami które można uznać za jedne z największych osiągnięć cywilizacji zachodniej i warunek ludzkiej wolności, u nich widać powszechne pomieszanie duchowego i doczesnego, mistycyzmu i polityki, wewnętrznej hierarchii świętości i hierarchii władzy duchowej.

Guenon: Ale obecna jest tam również głęboka mądrość której Zachód nie zna i nie potrafi do niej dotrzeć.

Maritain: Jestem daleki od zaprzeczania temu stanowisku. Ale z czym jest ona zmieszana? I od jakiego ducha pochodzi? Zadaniem teologów katolickich jest odpowiedzieć na te pytania. Kiedy zdecydują się oni na zbadanie tych kwestii w świetle własnych zasad? To bardzo pilna sprawa. Wracając do książki, Panie Ossendowski, zaskakuje mnie jedna rzecz. Czy nie ma Pan wrażenia, po wszystkim co Pan zobaczył, że ich mądrość angażowana jest głównie do zarządzania światem rzeczy doczesnych?

Ossendowski: Niewątpliwie zgadza się to z tym co widziałem w Urdze. Nie zapominajmy jednak, że oprócz wcielonego Buddy z Urgi są jeszcze Panczenlama i Dalajlama, którzy odwracają się od spraw tego świata i poświęcają się kontemplacji.

Maritain: W tym aspekcie lamaizm pozostaje wierny jednej z najgłębszych prawd porządku duchowego. Jego przedstawiciele mają oczywiście słuszność, kiedy krytykują naszą cywilizację za jej materializm i rozpraszanie się w nieistotnej aktywności zewnętrznej. Jeśli Europa jest obecnie udręczona, przyczyną tego stanu rzeczy jest to, że jej misja skończyła się klęską. Ale to nie od nich musimy otrzymać inicjację w sprawy ducha. Wystarczy, że powrócimy do najbardziej autentycznej tradycji Europy, która argumentując słuszniej niż tradycje Orientu podkreśla fundamentalne znaczenie mądrości i kontemplacji.

Ossendowski: Azjaci uważają, że wojna Azji przeciw Europie jest nieunikniona i święta.

Grousset: Ale Japonia, tak głodna postępu materialnego i zwrócona w stronę cywilizacji Zachodu nie pójdzie z nimi.

Ossendowski: Japończycy są dziś w Azji uznawani za renegatów.

Maritain: Trzeba nie tylko przeciwstawić siłę sile, ale także ducha ich duchowi.

Guenon: Dlaczego mówimy o przeciwstawianiu się? Konieczne jest raczej zawarcie sojuszu i porozumienia.

Maritain: Nie można zawierać sojuszy bez opierania się na prawdzie.

Guenon: Myślę tak samo. Ale Wschód przynosi nam prawdy które mogą być zgodne z prawdami najwyższych tradycji Zachodu – tradycji arystotelejskiej i katolickiej.

Maritain: Metafizyka Arystotelesa nigdy nie da się pogodzić z myślą która, mimo błyskotliwej obrony z Pańskiej strony, pozostaje panteistyczna i która pragnąc wykroczyć poza byt, może jedynie odrzucić rozum.

Guenon: Panteizm to zachodnie określenie którego nie można stosować wobec indyjskiej spekulacji filozoficznej. Nie ma nic wspólnego między nią a tym co zwiemy panteizmem, ani tym co nazywamy idealizmem.

Maritain: Co do religii katolickiej, wspomniany sojusz oznaczałby dla niej bezwarunkowe podporządkowanie i upadek rozróżnienia między porządkiem przyrodzonym i nadprzyrodzonym, między naturą i łaską. Teologia opierająca się na objawionych zasadach wiary pozostaje najwyższą nauką.

Guenon: Nie. Jest tylko dziełem determinant dostarczanych przez metafizykę. Mówię o prawdziwej i autentycznej metafizycznej mądrości. To coś o wiele większego.

Maritain: Żadna nauka nie jest większa od wiary objawionej. Co więcej, czy mądrość Indii zna całość drogi, nie tylko właściwie nazwany porządek moralny, to co nazywamy cnotą, grzechem itd., lecz także porządek miłosierdzia?

Ossendowski: Mongołowie są uczciwymi, spokojnymi i bardzo godnymi ludźmi. Są niezmiernie gościnni. Ale ich religia nie zna praktykowania miłosierdzia w znaczeniu jakie ma ono w chrześcijaństwie.

Maritain: No właśnie! Jest ono w pełni duchową i całkowicie nadprzyrodzoną cnotą, “Bóg jest Miłością.” To dzięki temu i tylko temu człowiek osiąga doskonałość. Także dzięki temu otrzymuje dar mądrości, który jest nierozerwalny z miłosierdziem i umożliwia prawdziwą kontemplację. Tylko tak Duch może rządzić wśród ludzi. I głównie dlatego nie jest możliwe pogodzenie absolutnego intelektualizmu z indyjskim ezoteryzmem.

Lefèvre: Czy wobec tego konieczne jest według Pana odrzucenie całej myśli Wschodu?

Maritain: W żadnym wypadku. Możemy dzięki niej poznać cenne prawdy, powstrzymując się od niesprawiedliwych ocen i uprzedzeń oraz unikając (w czym zgadzam się z panem Guenonem) stosowania wobec nich nieużytecznych metod które krytyczni racjonaliści stosują wobec chrześcijaństwa na Zachodzie. Musimy jednak pozostać wierni świętym prawdom stanowiącym nasze dziedzictwo! Trzeba zapytać, czy kultura grecko-rzymska dzięki której ocalono rozum nie jest skazana na ustąpienie z uprzywilejowanej pozycji, czy wręcz na utratę statusu jedynej formy inteligencji, w obliczu formowania się nowej, światowej kultury.

Lefèvre: Z pewnością nie możemy uniemożliwić na przykład tłumaczenia książek Tagore na wszystkie języki i zapoznawania się dzięki nim z orientalną koncepcją życia przez czytelników na całym globie.

Grousset: Anglosasi dawno już zrozumieli, że wzajemne przenikanie się kultur jest nieuniknione i przeciwstawianie się mu nie ma sensu.

Maritain: Żadne bariery celne nie są skuteczne wobec dzieł ludzkiego ducha. Ta „ekspansja kultury” będzie wielką próbą ludzkiego rozumu. To kolejny powód dla którego należy badać Orient z uwagą i sympatią, przy jednoczesnym trwaniu przy dziedzictwie helleńskim, łacińskim i katolickim.

Ossendowski: Powtarzam, Panowie. Jestem tylko bezstronnym obserwatorem, ale nie będę ukrywał, że czasami z niepokojem myślę o tym co by się stało gdyby całe ludy innej rasy, wyznające inne religie, różne plemiona ruszyły na Zachód. Czy to byłby ostatni marsz Mongołów?

 


[i] Ferdynand Antoni Ossendowski (1876-1945) pisarz, dziennikarz, podróżnik. Autor licznych książek i reportarzy. W latach międzywojennych jeden z najpoczytniejszych pisarzy polskich, zarówno w kraju jak i zagranicą.

[ii] René Grousset (1885-1952) historyk. Autor licznych prac poświęconych histori państw  i kultur azjatyckich. Od 1946 r. członek Akademii Francuskiej.

[iii] Jacques Maritain (1882-1973) filozof, teolog i myśliciel polityczny. Przedstawiciel personalizmu chrześcijańskiego inspirujacy się myślą Arystotelesa i św. Tomasza z Akwinu.

[iv] René Guénon (1886-1951) myśliciel i pisarz. Badacz tradycji religijnych, współtwórca tradycjonalizmu integralnego.

[v] Frédéric Lefèvre (1889-1949) pisarz, eseista i krytyk literacki. Jeden z założycieli i redaktorów tygodnika „Les Nouvelles littéraires”

Tłumaczenie i przypisy: Redakcja Xportal.pl
Tytuł pochodzi od Redakcji

 

guenon-f-oddendowski-et-j-maritain

Dodaj komentarz