Aleksandr Dugin: Imię moje topór

Człowiek który napisał Rosję

Najważniejszym spośród rosyjskich pisarzy jest Fiodor Michaiłowicz Dostojewski. Niczym w magicznej soczewce skupiają się w nim rosyjska kultura i mentalność. To, co było przed nim, zwiastuje Dostojewskiego. To, co nadeszło potem, wynika z niego. Niewątpliwie jest on największym narodowym geniuszem Rosji.

Dziedzictwo Dostojewskiego jest ogromne i niemal wszyscy jego badacze są zgodni, że jego najważniejszym punktem jest powieść Zbrodnia i kara. Jeśli Dostojewski jest najważniejszym pisarzem rosyjskim, to Zbrodnia i kara jest największym dziełem literatury rosyjskiej i fundamentalnym tekstem rosyjskiej historii.

Z tego powodu nie ma i nie może być w niej nic arbitralnego i przypadkowego. Z pewnością książka ta zawiera tajemniczy hieroglif, w którym skoncentrowany jest cały los Rosji. Jego odczytanie oznacza zdobycie wiedzy o rosyjskim misterium.

Trzecia stolica – Trzecia Ruś

Miejscem akcji powieści jest Sankt Petersburg. Fakt ten ma sam w sobie znaczenie symboliczne. Jaka jest sakralna funkcja Petersburga w rosyjskiej historii? Rozumiejąc ją, zbliżymy się do stanowiska Dostojewskiego.

Sankt Petersburg przyjmuje znaczenie sakralne jedynie przez porównanie z Moskwą. Obie stolice są złączone symboliczną nicią, połączone cykliczną logiką. Ruś miała trzy stolice. Pierwsza – Kijów – była stolicą narodowego, jednolitego etniczne państwa położonego na peryferiach Cesarstwa Bizantyjskiego. Ten położony na północnych rubieżach byt nie odegrał wielkiej roli cywilizacyjnej ani sakralnej. Był typowym państwem aryjskich barbarzyńców. Kijów to stolica etnicznej Rusi.

Druga stolica – Moskwa – jest czymś o wiele ważniejszym. Nabrała znaczenia w chwili upadku Konstantynopola, kiedy Ruś stała się ostatnim prawosławnym królestwem, jedynym prawosławnym imperium.

Wypływa stąd koncepcja Moskwy jako Trzeciego Rzymu. Idea królestwa w tradycji prawosławnej posiada szczególne znaczenie eschatologiczne: państwo uznające pełnię prawdy Kościoła jest zgodnie z tradycją przeszkodą na drodze „syna zatracenia”, opóźnia nadejście Antychrysta.

Państwo prawosławne, opierające prawa na prawdach prawosławia i autorytecie patriarchów, jest katechonem, czyli „powstrzymującym”. Wprowadzenie patriarchatu na Rusi możliwe było, kiedy upadło Cesarstwo Bizantyjskie, wobec czego patriarchat Konstantynopola utracił swe znaczenie. Oparte jest ono bowiem nie tylko na hierarchii kościelnej, lecz także na Imperium, które uznaje autorytet owej hierarchii. Stąd teologiczne i eschatologiczne znaczenie Moskwy i Rusi Moskiewskiej. Upadek Cesarstwa Bizantyjskiego w apokaliptycznej optyce prawosławia był zwiastunem czasów upadku. Tylko przez krótki czas Moskwa może być Trzecim Rzymem, odsuwającym nadejście Antychrysta i jego powszechne panowanie. Moskwa jest zatem stolicą państwa nowego w swej istocie. Nie narodowego, lecz soteriologicznego, eschatologicznego i apokaliptycznego. Ruś Moskiewska ze swym patriarchą i prawosławnym carem jest całkowicie różna od Kijowskiej. Nie leży już na peryferiach Imperium, lecz jest ostatnim bastionem ocalenia; Arką; ziemią, na którą zstąpi Nowe Jeruzalem.

Petersburg jest stolicą Rusi po Trzecim Rzymie. Na swój sposób, stolicy takiej nie ma i być nie może, gdyż „Czwartego Rzymu nie będzie.” Petersburg ustanawia Trzecią Ruś. Trzecią pod względem jakości, struktury i sensu. Nie jest ona ani państwem narodowym, ani soteriologiczną arką. Jest dziwną, olbrzymią chimerą; „krajem po śmierci”; państwem, które żyje i rozwija się w przestrzeni leżącej poza historią. Petersburg to miasto Nawii, miasto odwrócone na drugą stronę. Stąd związek między rzeką Newą, nad którą położone jest miasto, i Nawią. Miasto światła księżyca, wody, dziwnych budowli obcych rytmom historii, estetyce religijnej i narodowej. Petersburski okres rosyjskiej historii jest trzecim pod względem jej losu. Był to czas szczególnych Rosjan, tych spoza Arki. Jako ostatni na Arkę Trzeciego Rzymu poprzez ognisty chrzest, którego dostąpili razem ze swymi chatami, wkroczyli staroobrzędowcy, powierzając się płomieniom.

Dostojewski to pisarz Petersburga. Bez miasta jest on nieczytelny. Ale bez Dostojewskiego Petersburg pozostałby iluzją. Dostojewski ożywił go, uczynił zagadkowe miasto faktycznym poprzez odkrycie jego sensu (coś może istnieć tylko wtedy, gdy poprzez siebie okazuje swe znaczenie).

Tylko w Petersburgu pojawić się mogła rosyjska literatura. Okres kijowski to czas legend i eposów. Moskiewski jest czasem soteriologii i narodowej teologii.

Petersburg wprowadza do Rosji literaturę; profańskie szczątki wartościowego myślenia narodowego; ślad tego, co zagubione. Literatura jest kostiumem dla próżni ryczącej rozpaczą. Dostojewski odpowiedział na wezwanie pustki w taki sposób, że wszystko co zagubione, wymazane i zapomniane zostało wskrzeszone w jego heroicznym duchowym dziele.

Dostojewski to więcej niż literatura. To teologia, to epos i legenda. Stąd jego Petersburg poszukuje idei, sensu. Nieustannie zwraca się w stronę Trzeciego Rzymu. W cierpieniu przygląda się źródłom narodu.

Nazwisko głównego bohatera Zbrodni i kary, Raskolnikowa, jest bezpośrednim odwołaniem do schizmy (raskołu). Raskolnikow to człowiek Trzeciego Rzymu rzucony (Geworfern) w petersburską Nawię. Cierpiąca dusza, która nieznanym sposobem po samospaleniu znalazła się w oślizłym labiryncie petersburskich ulic, żółtych murów, mokrego bruku i posępnego, szarego nieba.

Stolica

Struktura fabularna Zbrodni i kary jest analogiczna do Kapitału Marksa: jest proroctwem nadchodzącej rosyjskiej rewolucji. Jednocześnie jest zarysem nowej teologii, teologii opuszczenia przez Boga, która stała się głównym problemem filozoficznym XX wieku. Można by ją nazwać teologią petersburską, myślami z Nawii, intelektualizmem duchów.

Historia jest niezwykle prosta. Student Raskolnikow dobrze wyczuwa, że rzeczywistość społeczna jest wcielonym złem. Wrażenie to jest niezwykle charakterystyczne dla gnostyckich nauk eschatologicznych.

Cyjanek cywilizacji. Występek i degeneracja kwitną, podczas gdy organiczne połączenia, znaczenia duchowe i odpowiadające im drabiny hierarchii sięgające aż do nieba zostają utracone. Ujawnia się przeklęta rzeczywistość i tragedia utraty Trzeciego Rzymu. Koszmar spotkania z Antychrystem, z Petersburgiem. Raskolnikow całkowicie słusznie odgaduje, że symbolicznym biegunem zła jest wypaczona zasada żeńska (Kali). Są nią kredyty i kapitał wyklęte przez religię, które zrównują żywych i umarłych i tworzą potwory. Oto rozkład, degradacja świata. Wszystkim tym jest stara lichwiarka, Baba Jaga nowczesnego świata, Kobieta-Zima, Śmierć, morderczyni. Ze swego brudnego mieszkania tka pajęczynę Petersburga, posyłąjąc na ciemne ulice Łużynów, Swidrygajłowów, Dworników i Marmieładowów, „czarnych braci”, tajnych agentów kapitalistycznego grzechu.

Macki podziemnego świata obejmują gospody i domy publiczne, jaskinie żałości i niewiedzy, a także bramy i klatki schodowe zanurzone w półmroku. Za sprawą czarów staruchy, Sofia, Mądrość Boża, przyjmuje postać godnej politowania prostytutki Sonieczki. Oś petersburskiego zła zostaje odnaleziona. Rodion Raskolnikow kończy ontologiczny rekonesans. Raskolnikow jest oczywiście komunistą, chociaż bliżej mu do socjalistów-rewolucjonistów i narodników. Jest zaznajomiony ze współczesnymi naukami społecznymi. Zna języki obce i mógł czytać Manifest Komunistyczny, a nawet Kapitał. Istotny jest sam początek Manifestu: „Widmo krąży po Europie”. To nie metafora, to precyzyjna definicja stanu pojawiającego się, gdy społeczeństwo traci świętość, gdy następuje „śmierć Boga”. Od tego czasu żyjemy w świecie widm, świecie wizji, chimer i halucynacji, w Nawii. Dla Rosji oznacza to „podróż z Moskwy do Petersburga”, wcielenie w miasto nad Newą, miasto duchów. Wcielenie, które nigdy nie może być pełne.

Komunistyczne widmo całą rzeczywistość zmienia w świat duchów. Zagnieździwszy się w świadomości studenta poszukującego utraconego Logosu, zanurza go w ciąg rozedrganych wizji: tam stary rozpustnik ciągnie gdzieś pijaną dziewczynę; tam serce rozdziera płacz Marmieładowa, który sprzedał ostatni szal ukochanej, by zdobyć pieniądze na alkohol; gdzie indziej demoniczny Swidrygajłow, wysłannik pajęczej sieci wieczności nadzorowanej przez starą lichwiarkę, pełznie w stronę czystej siostry Rodiona. Ale czy to złudzenia? Duch, opętawszy świadomość, pozbywa się nieświadomości. Rzeczywistość odsłania się w prawdziwym, przerażającym i niemożliwym do zniesienia kształcie. Czy źle jest rozumieć zło? Czy iluzją jest odkryć iluzoryczny charakter świata? Czy odkrycie, że ludzkość kieruje swym życiem w sposób szalony to szaleństwo? Duch marksizmu, narkotyk objawienia, gnostycki zew do walki ze złym demiurgiem… Ból tych krwawiących ran jest bardziej prawdziwy, niż obraz jasno oświetlonej sali balowej pełnej wirujących w tańcu, dobrze odzianych par.

Zabijając lichwiarkę, Raskolnikow wykonuje gest paradygmatyczny, Czyn, do którego w archetypiczny sposób redukowane jest całe praxis marksizmu. Czyn Rodiona Raskolnikowa jest aktem rosyjskiej rewolucji, podsumowaniem całej literatury socjaldemokratów, narodników i bolszewików. To fundamentalny gest rosyjskiej historii, który wykonany został po Dostojewskim, a przygotowywany był na długo przed nim, w enigmatycznych początkach narodowego losu. Cała nasza historia dzieli się na dwie części – przed i po zabiciu lichwiarki przez Raskolnikowa. Lecz jako akt dokonany poza czasem odbija się ono w przeszłości i przyszłości. Objawia się w buntach chłopskich, herezjach, powstaniach Pugaczowa i Stieńki Razina, w rozłamie w łonie Cerkwi, w nadejściu mrocznych wydarzeń z początku XVII w., w całej skomplikowanej, wielostopniowej, nienasyconej metafizyce rosyjskiego mordu, która rozciąga się od narodzin Słowian do czerwonego terroru i gułagu. Każda ręka wzniesiona nad czaszką ofiary była prowadzona przez ten sam namiętny, mglisty i znaczący wybuch gniewu. Było to uczestnictwo we wspólnym Czynie i jego filozofii. Zabijanie i śmierć przybliżają wskrzeszenie umarłych.

Rosjanie to naród błogosławiony. Z tego powodu wszystko, co czynimy – wzniosłe i niskie, miłe i przerażające – jest uświęcone przez siłę spoza tego świata, przez światło niebiańskiego miasta, obmyte w transcendencji. W obfitości łask naszego narodu dobro i zło mieszają się ze sobą i nagle mrok rozświetla się, a coś czystego zmienia się w piekło. Jeteśmy niepoznawalni jak Absolut. Jesteśmy boską nacją. Nawet nasza zbrodnia jest nieporównywalnie wyższa od cnoty innych.

(Nie) Zabijaj

Między połową wieku XIX a początkiem wieku XX świadomość Rosjan była przedziwnie opętana dążeniem do zrozumienia jednego z dziesięciu przykazań – „nie zabijaj”. Było ono dyskutowane, jakby stanowiło istotę chrześcijaństwa. Nieustannie powtarzali je teologowie, rewolucjoniści, terroryści oraz zwolennicy humanitaryzmu, postępowcy i konserwatyści. Zarówno temat, jak i związana z nim argumentacja stały się tak ważne, że w znaczącym stopniu ukształtowały nowoczesną świadomość Rosjan. Chociaż z nadejściem bolszewików znaczenie tej formuły zblakło, wypłynęła ona ponownie pod koniec okresu sowieckiego i z odnowioną siłą zaczęła nawiedzać umysły intelektualistów. „Nie zabijaj” nie jest przykazaniem chrześcijańskim i nowotestamentowym, lecz żydowskim, wywodzącym się ze Starego Testamentu. Jest częścią Tory – Prawa, które reguluje całość egzoterycznych, zewnętrznych norm społecznych i etycznych życia ludu Izraela. Przykazanie to nie ma żadnego szczególnego znaczenia. Analogiczne odnajdziemy w większości reguł społecznych i systemów religijnych. W hinduizmie jego odpowiednikiem jest ahinsa – „niekrzywdzenie”. “Nie zabijaj”, tak jak większość Prawa, reguluje ludzką wolność, kierując ją na Ścieżkę Prawej Ręki. Istotne jest również, że „nie zabijaj” nie posiada żadnego absolutnego znaczenia metafizycznego. Jak każdy przepis egzoteryczny, przykazanie to służy utrzymywaniu ładu w życiu wspólnoty i powstrzymania jej przed popadnieciem w chaos. Pod względem zasady działania, jeśli zestawić rzeczywistość Starego Testamentu ze współczesnością, „nie zabijaj” odpowiada mniej więcej informacji o zakazie palenia w teatrze. Palenie w teatrze nie jest dopuszczalne, nie jest dobre. Kiedy ktoś zacznie palić w teatrze, zostanie potępiony przez opinię publiczną i stanie się obiektem reakcji odpowiedzialnych za utrzymanie porządku.

Znaczące jest, że Stary Testament jest pełen przykładów nieprzestrzegania tego przykazania. Mord jest wszędzie. Dopuszczają się go nie tylko grzesznicy, ale ludzie prawi, królowie i prorocy. Prorok Elizeusz, uczeń Eliasza był szczególnie surowy: nie miał litości nawet dla najmniejszych. Zabijano w czasie wojen, ginęli swoi i obcy, przestępcy i ci, którzy zabijali. Nie było litości dla kobiet, dzieci, starców, gojów, proroków, bałwochwalców, czarowników i krewnych. Wiele rzeczy zniszczono. W Księdze Hioba Jahwe bez szczególnych powodów, jeśli nie liczyć sporu z szatanem, poddaje okrutnemu traktowaniu wybranego przez siebie cnotliwego człowieka. Współcześni bibliści są zgodni, że pierwotny tekst Księgi Hioba kończy się u szczytu tragedii, a naiwnie moralistyczne zakończenie zostało dopisane później przez kapłanów przerażonych pierwotną, twardą naturą najbardziej archaicznych fragmentów Starego Testamentu.

Innymi słowy, w kontekście judaizmu, z którego pochodzi przykazanie „nie zabijaj”, nie ma ono ani charakteru absolutnego, ani specjalnego znaczenia. Nie znaczy to jednak, że zapominano o tym przykazaniu. Pilnowano, by nie przelewać krwi bez potrzeby. Jeśli ktoś ginął bez powodu, następowała kara dla zabójcy. Jak w każdym zwyczajnym prawie regulującym ludzkie postępowanie. W chrześcijaństwie wszystko ulega zmianie. Chrystus jest wypełnieniem Prawa. Prawo skończyło z Jego nadejściem, misja Prawa została zakończona. Na swój sposób zostaje ono usunięte z horyzontu. Usunięte, lecz nie zniesione. Problemy duchowe przechodzą na radykalnie odmienną płaszczyznę. Kończy się era Prawa, zaczyna się czas Łaski. Jego nadejście podkreśla nieistotność przykazań.

Nawet pierwsze przykazanie dotyczące czczenia Jedynego Boga ustępuje w znaczeniu Przykazaniu Miłości do Niego ustanowionemu przez Nowe Przymierze. Poprzez Wcielenie, Logos-Bóg ustanawia nowe relacje między Stwórcą a stworzeniem i pośród samych stworzeń. Od tej pory wszystko dzieje się pod znakiem Emanuela, pod formułą błogosławieństwa „Bóg jest z nami”. Bóg nie jest gdzieś daleko, nie jest już tylko Prawodawcą i Sędzią, ale także Miłującym i Umiłowanym. Nowe przykazanie nie znosi poprzednich, ale czyni je zbędnymi.

Ludzkość Nowego Przymierza jest różna od starej. Naznaczona jest transcendentą Miłością. Dlatego dychotomie Prawa „czcij” – „nie czcij”, „pojedyncze” – „dualne”, „kradnij” – „nie kradnij”, „cudzołóż” – „nie cudzołóż” i wreszcie „zabijaj” – „nie zabijaj” nie mają już sensu.

Świętość chrześcijaństwa zawsze wyraża się na sposób pozytywny. Nowy człowiek nie potrzebuje zasad, żyje bowiem dla jednej rzeczy – wiecznej, czystej Miłości, pogrążony w modlitwie i kontemplacji. Nie ma już „nie zabijaj”. Chrześcijański święty zaśmiałby się, widząc taką ostrożność, gdyż dla niego zniesiona jest już dualność, upada bariera między ja i nie-ja. Co więcej, pragnie on śmierci, dąży do cierpienia, tęskni za męczeństwem. Wartościowe życie chrześcijańskie nie łączy się w żaden sposób z dawnym Dekalogiem. Jest on raz i na zawsze przekroczony przez chrzest święty. Po nim jest tylko realizacja Łaski.

Spójrzmy jednak na chrześcijanina nie będącego świętym, mnichem, ascetą czy pustelnikiem. Czy idee starotestamentowego porządku stosują się do niego? Nie. Jest ochrzczony, a zatem zrodzony dla Nieba, Bóg jest także z nim. Wewnątrz, nie na zewnątrz. Nawet grzesznik, niegodny, stoi wyżej niż dawny człowiek, spływa bowiem na niego strumień niezasłużonego światła Łaski. Przestrzeganie praw Starego Testamentu lub ich odrzucenie nie ma nic wspólnego z istotą życia chrześcijania.

Oczywiście dla społeczeństwa lepiej jest, gdy tworzą je ludzie posłuszni i przestrzegający reguł. Także dla społeczeństwa chrześcijańskiego. Ale nie można mierzyć go jedną miarą z sakramentem Kościoła, z mistycznym życiem wiernego. Oto najciekawszy aspekt problemu. Chrześcijanin przekraczając któreś z przykazań Starego Testamentu, pokazuje, że nie w pełni zrealizowała się w nim tajemnicza natura Nowego Człowieka otrzymana w darze od Ducha świętego podczas chrztu.

Ale któż może się poszczycić pełnym przebóstwieniem? Im bardziej człowiek jest święty, tym bardziej ohydny, grzeszny, straszliwy wydaje się sam sobie przed oczyma Jaśniejącej Trójcy. Tak jak w wypadku jurodiwych – szaleńców Chrystusowych – pogardzających wszystkim co ludzkie, upadek może stać się sakramentem w paradoksalnie chrześcijański sposób.

Przestrzeganie Dziesięciu Przykazań nie jest czynnikiem decydującym dla prawosławnego chrześcijanina. Ważna jest dla niego tylko jedna rzecz: Miłość. Nowe – absolutnie Nowe Przymierze – Przymierze Miłości. Dziesięć Przykazań bez Miłości to droga do piekła. A jeśli jest Miłość, przykazania nie mają znaczenia. Rozumieli to wszyscy radykalni intelektualiśći Rosji. W powieści Borysa Sawinkowa Koń blady terrorysta Wania (wzorowany na Iwanie Kalajewie) przed dokonaniem morderstwa mówi: „Jeśli kochasz bardzo, kochasz naprawdę, możesz wtedy zabić, prawda?”

I dalej: „Trzeba przejść przez mękę, być pewnym, że wszystko to robi się z miłości i dla miłości. Tylko i wyłącznie. Zatem żyję. I po co? Może dla godziny mojej śmierci. Modlę się »Panie ześlij mi śmierć w imię miłości.« Nie można się modlić o morderstwo, prawda?”

Sawinkow żył, myślał i mordował po Dostojewskim. Ale nie można dodać nic do Raskolnikowa. Raskolnikow morduje nie tylko w imię ludzkości, zabija w imię Miłości. Aby przetrwać cierpienie, musi umrzeć, zabić śmierć w sobie i innych. Iwan Kalajew, jak i sam Sawinkow są ludźmi prawdziwie rosyjskimi, prawdziwie prawosławnymi, prawdziwymi ludźmi Dostojewskiego: posiadają boski charakter wraz z całym narodem, przepełnia ich wzniosła, paradoksalna myśl prawosławia. Rosjanie nie formułują teologii, oni przez nią przechodzą, przeżywają ją przez całe życie. Ta teologia przenika przez skórę, przez oddech, przez łzy, przez sen i napady gniewu. Przez tortury i udrękę. Przez mokre, krwawe, cielesne i duchowe pierwiastki Nowego Życia.

Z Miłością i dla Miłości można dokonać wszystkiego. Nie znaczy to, że człowiek winien robić wszystko i całkowicie odrzucić przykazania. W żadnym razie. Należy demonstrować własnym życiem i czynami, że – to najważniejsze – istneje inna miara bytu, nowe światło, światło Miłości. Miejsce mordu na lichwiarce to Petersburg. Jest on zatem miejscem Miłości w Rosji, locus amoris.

Rodion wznosi ramiona, dwa znaki, dwa sploty ścięgien, dwie runy nad zimną, drżącą czaszką stolicy. W rękach ma prymitywny, prosto wykonany przemiot. Za jego pomocą wypełnia centralny rytuał rosyjskiej historii i rosyjskiego misterium. Widmo materalizuje się, chwila wypada poza strumień czasu. Dwie teologie, dwa przymierza, dwa objawienia spotykają się w jednym, magicznym punkcie.

Imię jego topór.

Labrys – krótka genealogia topora

Najciekawsze hipotezy na temat tego przedmiotu, jego pochodzenia i symboliki, stworzył Herman Wirth, niemiecki naukowiec i specjalista w zakresie prehistorii ludzkości i paleografii. Wirth wykazał, że topór o dwóch ostrzach był pierwotnym symbolem roku, koła i jego dwóch połów. Jedna poprzedza przesilenie zimowe, druga następuje po nim. Topór o jednym ostrzu symbolizuje zatem połowę roku i czas wiosny.

Co więcej, użycie topora jako narzędzia do ścinania drzew również wiąże się z symboliką roku, gdyż drzewo tradycyjnie oznacza rok. Jego korzenie to miesiące zimowe, a korona – letnie. Stąd ścinanie drzewa w pierwotnym kontekście symboliki społeczeństw sakralnych wiąże się z nadejściem nowego roku i końcem starego.

Topór to jednocześnie nowy rok i narzędzie zniszczenia poprzedniego roku. To narzędzie cięcia rozdzielające czas, przecinające pępowinę w przesilenie zimowe, dzień solarnego misterium śmierci i zmartwychwstania.

W starożytnym kalendarzu runicznym runą przedstawiającą topór była runa thurs poświęcona Thorowi. Oznaczone nią dni przypadały na początek nowego roku. Thor był bogiem dzierżącym topór lub jego symboliczny odpowiednik – młot Mjölnir. Swoją bronią Thor rozbijał głowę Jormunganda, unoszącego się na zimnych, ciemnych wodach dolnego świata wielkiego węża oplatającego świat. Ponownie widzimy tu symbolikę nowego roku. Wąż to zima, chłód, niższe wody roku sakralnego, do których opuszcza się słońce. Thor będący zarówno słońcem, jak i duchem słońca przezwycieża uścisk zimy i uwalnia światło. W późniejszych etapach rozwoju mitu, figura słońca i światła ulega podzieleniu na zbawcę i ocalonego, później wraz z toporem – narzędziem ocalenia – tworzy triadę. Pierwotnie wszystkie te figury były jednym: bogiem-słońcem-toporem (młotem).

Wirth analizował najstarsze inskrypcje przedstawiające topór w świetle rytuału i struktury kalendarza. Prześledził niezwykłe podobieństwo pierwotnego znaczenia topora u kultur różniących się językami, epokami i zajmowanym terytorium. Wykazał, że słowa na oznaczenie topora pozostają w etymologicznych i semantycznych relacjach z innymi elementami kojarzonymi z misterium nowego roku, środka zimy i przesilenia zimowego.

Szczególnie ciekawe są uwagi na temat tożsamego znaczenia symbolicznego topora, brody i labiryntu.

Labirynt jest rozwinięciem idei spirali roku, rozwijającej się od pierwszego dnia nowego roku. Broda to męski symbol słońca drugiej połowy roku (zaś włosy jako takie to symbol promieni słonecznych). Choć runa peorð przypomina topór, oznacza brodę. W środku labiryntu mieszka Minotaur, potwór, człowiek-byk, odpowiednik węża Jormunganda i… starej lichwiarki. Dostojewski opisał starożytny mit; tajemny paradygmat symbolicznego następstwa; pierwotny rytuał, który nasi przodkowie wykonywali przez tysiące lat. Ale to nie anachronizm czy rozproszone fragmenty nieświadomości zbiorowej. Sprawa dotyczy bowiem o wiele bardziej istotnych kwestii eschatologicznych; sensu końca czasów; chwili świętego objawienia, kiedy czas zderza się z Wiecznością i błyskają ognie Dnia Sądu.

Rosjanie to naród błogosławiony, a ich historia jest podsumowaniem historii świata. W naszą stronę ciąży z rosnącą prędkością los stuleci, jakby przyciągany czasowym, przestrzennym i etnicznym magnesem. Pierwszy i drugi Rzym powstały, by mógł pojawić się trzeci. Cesarstwo bizantyjskie było zwiastunem Świętej Rusi. Święta Ruś przyciągnięta została do miasta-widma zwanego Petersburgiem, gdzie pojawił się Fiodor Dostojewski, największy prorok Rosji. Scenerią Zbrodni i kary jest labirynt petersburskich ulic, a jej główni bohaterowie to rosyjskie archetypy. Najważniejszymi z nich są Raskolnikow, lichwiarka i łączący ich topór. Historia świata poprzez historię Rzymu, historię Bizancjum, historię Rosji, Moskwy, Petersburga, Dostojewskiego, Zbrodni i kary i jej bohaterów zostaje zredukowana do topora.

Raskolnikow rozdziela głowę kapitalistycznej lichwiarki. Samo jego nazwisko (raskoł to dosłownie rozłam) wskazuje na topór i to, co dokonuje się dzięki niemu. Raskolnikow wykonuje rytuał nowego roku, misterium Dnia Sądu, celebrację odrodzenia słońca.

Kapitalizm wślizgujący się do Rosji z Zachodu, ze strony, gdzie zachodzi słońce, ucieleśnia węża. Jego wysłanniczką jest lichwiarka-pajęczyca tkająca sieć niewoli. Raskolnikow wznosi nad nią topór Wschodu. Topór wschodzącego słońca, topór Wolności i Nowej Jutrzenki.

Powieść powinna zakończyć się triumfalnym usprawiedliwieniem zbrodni Raskolnikowa będącej karą dla lichwiarki. Ogłoszeniem epoki topora i rewolucji. Ale na scenę wkraczają inne siły. Śledczy Porfiry okazuje się być szczególnie podstępny. Ten reprezentant kafkowskiej machiny śledczej i faryzejskiego pseudohumanizmu zaczyna snuć intrygę, której celem jest zohydzenie Raskolnikowowi jego czynu i własnej osoby. Żonglujący faktami Porfiry prowadzi Raskolnikowa coraz głębiej w labirynt wątpliwości, zdenerwowania i niestabilności psychicznej. Nie chce tylko doprowadzić do jego skazania, lecz prześladuje go na planie duchowym. Główny bohater powinien potraktować tę szumowinę tak, jak lichwiarkę, zmiażdżyć głowę węża. Ale okazuje się niezdolny do tego. Reszta fabuły także należy do sfery mitów. Raskolnikow winien był wyprowadzić Mądrość-Sofię z domu publicznego, tak jak uczynił to gnostyk Szymon Mag z Heleną. Widać to nawet w scenie czytania fragmentu Ewangelii o wskrzeszeniu Łazarza: Sofia ocalona przez Miłość i uwolniona z kajdan lichwy ogłasza powszechne zmartwychwstanie. Lecz z jakiegoś powodu dołącza do spisku Porfirego, humanitarnego czciciela węża. Sugeruje Rodionowi, że stara kobieta powinna była zostać oszczędzona, że nie była wszą. Oto społeczeństwo kochające zwierzęta, w tym węża skrytego w mroku.

Jak to wytłumaczyć?

Dostojewski przewidział nie tylko rewolucję (uderzenie topora w czaszkę), ale także jej degenerację, jej zdradę, jej sprzedanie. Sofia socjalizmu stopniowo została zdegradowana do humanitarnego bełkotu faryzeuszy. W szeregi partii przeniknęło wielu Porfirych, którzy podkopali fundamenty eschatologicznych rządów. Najpierw porzucili permanentną rewolucję, potem czystki, a potem Sonia w przebraniu intelektualistów późnych czasów sowieckich znowu zaczęła jęczeć swoje puste „nie zabijaj”. A wtedy krew trysnęła jak rzeka. Nie była to krew lichwiarek, ale niewinnych dzieci.

Możemy wyobrazić sobie inną wersję Zbrodni i kary z zupełnie innym zakończeniem. Wiąże się ona z nową, nadchodzącą epoką w historii Rosji. Do tej pory przeżywaliśmy pierwszą wersję. Ale wszystko już skończone. Nowy mit przyobleka się w ciało. Szkarłatny miecz Borysa Sawinkowa płonie w rękach nowej młodzieńczej Rosji, Rosji Czasów Końca.

A imię jej topór.

 raskolnikow

3 komentarze

  1. Bazyli Venosta

    Autor komentarza miał chyba gorszy dzień, albo ktoś włamał mu się na konto. Nawet gdyby poddać w wątpliwość chrześcijański charakter najbardziej kontrowersyjnych rozważań Dugina nad piątym przykazaniem, i tak nie mówi on tu więcej niż choćby Kościół katolicki; dostęp do chrześcijańskich sakramentów i znajomość chrystusowego przesłania miłości stawia chrześcijan duchowo wyżej, niż choćby najlepszych moralnie pogan.

    • narodowy agrarysta

      Kościół katolicki nie twierdzi jednak, że przykazania nie obowiązują wyznawcy chrześcijaństwa, ani też nie twierdzi, że anarchistyczni terroryści zabijali w imię Chrystusowego przykazania miłości. Tekst jest upozowany na gnostycki, a gnostycyzm jest nie tylko pozachrześcijański, lecz jednoznacznie antychrześcijański.

  2. narodowy agrarysta

    Tekst pokazuje czarno na białym, że Dugin przynajmniej w tym, co głosi na użytek zewnętrzny (bo nie wiemy, czy sam naprawdę wierzy w to, co pisze) nie jest chrześcijaninem i jeżeli posługuje się chrześcijańskim aparatem pojęciowym, to tylko jako fasadą dla idei obcych chrześcijaństwu, a nawet z nim sprzecznych. To jeden z wielu powodów, które każą traktować wszystko, co pisze Dugin co najmniej z daleko idącą ostrożnością.

Dodaj komentarz