Adam Danek: Nie jestem Europejczykiem

W tekście „Jestem Europejczykiem”, określonym w podtytule jako „osobisty manifest europeizmu”, Ronald Lasecki przekonująco dowodzi, iż nie ma sensu identyfikowanie się współcześnie z takimi kategoriami, jak Zachód, cywilizacja zachodnia czy kultura łacińska – i można się tylko z tym zgodzić. Ale jedna kwestia wymaga przedstawienia jej odmiennie, niż uczynił to Autor. Mianowicie, nie ma również sensu utożsamiać się dzisiaj z Europą. Wszelkie bowiem próby dopatrywania się w Europie pewnej określonej jedności, czy to realnie istniejącej, czy też uśpionej i gotowej do przebudzenia, bazują mniej lub bardziej na ideologicznych fikcjach.

Fikcja jedności duchowej

   I tak, w kręgach konserwatywnych czy prawicowych, z którymi związany jest Autor, poglądu o Europie jako jedności duchowej (istniejącej dawniej lub obecnie) broni się na ogół z pozycji katolickiego uniwersalizmu. Jego zwolennicy zapoznają jednak lub przemilczają fakt, że Europa nigdy nie była w całości katolicka, i to także przed wielką schizmą wschodnią, kiedy np. na Litwie panowały kulty pogańskie, a w Andaluzji – islam. Co więcej, nawet katolicka część Europy nigdy nie stała się duchowym monolitem; wyłamywały się z niego m.in. wielkie herezje dualistyczne, związane z konkretnymi jednostkami historyczno-geograficznymi i kształtujące ich krajobraz religijny, jak bogomilizm w Bośni czy kataryzm w Langwedocji.

   Schizma wschodnia, teologiczno-polityczny spór papiestwa i cesarstwa (skrótowo nazywany „walką o inwestyturę”), spór o uniwersalia, wielka schizma zachodnia i wreszcie Reformacja położyły kres marzeniom o duchowej jedności Europy. Nie jest więc prawdą, iż tę ostatnią przekreśliła dopiero rewolucja protestancka XVI wieku. Nie istniała ona bowiem również wcześniej, w średniowieczu.

Fikcja jedności cywilizacyjnej

   Europa nigdy nie była ponadto jednolita pod względem cywilizacyjnym, z czego zdają sobie sprawę nawet zwolennicy obskuranckiej poza tym i szowinistycznej historiozofii Feliksa Konecznego. Na obszarze Europy obok kultur ukształtowanych przez pierwiastek rzymsko-katolicki występowały kultury ufundowane na pierwiastku grecko-bizantyjskim, silnie zabarwionym jednak lokalną specyfiką (Serbia, Rumunia, Bułgaria). Niektórzy konserwatywni autorzy utożsamiają zachodniość i europejskość zarazem z przyjmowaniem wzorców kulturowych świata romańskiego; tymczasem w średniowiecznych Włoszech kulturowe wpływy Bizancjum długo były tak silne, że sławny historyk sztuki Józef Strzygowski i jego szkoła opisywali ten ciekawy kompleks kulturowy jako „Italię orientalną”.

   Nie ulega wątpliwości, że uformowane w Europie kręgi kulturowe: romański, germański i nordycki, słowiański, celtycki i inne, że kultury Francji, Anglii, Niemiec, Włoch, Irlandii, Hiszpanii, Norwegii, Bułgarii, Finlandii, Serbii, Węgier wytworzyły wartości, idee i dzieła, które wypada szanować i poznawać dla wzbogacenia własnego ducha i pogłębienia horyzontu intelektualnego. Ale nie łączy ich żadna „europejskość”, bo nie ma takiego wspólnego mianownika, wyabstrahowanego z żywych, historycznych kultur. W tym sensie rację miał rosyjski myśliciel Nikołaj Danilewski, kiedy przekonywał w XIX wieku, że pod względem cywilizacyjnym Słowiańszczyzna nie należy do Europy. Bo „cywilizacja europejska” tout court nie istnieje.

   Jeżeli coś obejmuje dziś na płaszczyźnie kulturowej niemal całą Europę, to „europejskość” spod znaku Geremka i Barroso, czyli lewicowy demoliberalizm, który wdziera się ławą nawet do krajów jeszcze do niedawna mu obcych, jak Chorwacja. Ów europeizm nie stanowi jednak realnej tożsamości żadnego społeczeństwa, lecz sztuczną konstrukcję ideologiczną, narzucaną odgórnie mieszkańcom Europy drogą zmasowanej i agresywnej indoktrynacji. Nie jest to rzeczywistość zastana, lecz aprioryczny projekt, szkodliwy dla wszelkich realnych tożsamości, dlatego narody i kultury muszą go zwalczać we własnej obronie.

Fikcja jedności politycznej

  Ronald Lasecki słusznie wskazuje, iż duchowa i cywilizacyjna jedność Eurazji jest nie tyle rzeczywistością, ile raczej projekcją (mówiąc ładnie – pragnieniem, a mówiąc brzydko – wymysłem) ideologów eurazjatyzmu, przeważnie rosyjskich. To samo dotyczy Europy. Europa nigdy nie była i nie jest jednością duchową ani cywilizacyjną, więc nie ma powodów, by sądzić, że stanie się jednością polityczną.

   Zdarzało się, iż nawet autorzy zbyt inteligentni, by bezmyślnie powtarzać brukselską propagandę o Unii Europejskiej jako „zjednoczonej Europie”, raju na ziemi i najwspanialszym cudzie świata – autorzy niekiedy wybitni – podejmowali próby obrony UE jako wprawdzie ułomnego i obciążonego wieloma słabościami, ale jednak wyrazu politycznej jedności Europy. To ułuda. Unia Europejska nie jest wyrazem zjednoczenia Europy, lecz strukturą instytucjonalną utrzymywaną przez określone państwa w celu pasożytowania na innych państwach. Do opisu jej funkcjonowania dają się dość dobrze zastosować stare kategorie marksistowsko-leninowskie, z podziałem na „państwa wyzyskiwane” i „państwa-wyzyskiwaczy” (z których głównym są Niemcy), a jeszcze lepiej – powojenne analizy zjawiska neokolonializmu. Państwa tak zwanej umownie Europy Środkowo-Wschodniej po akcesji do Unii Europejskiej stały się koloniami; biernymi rynkami zbytu bez własnej bazy przemysłowej i dostarczycielami taniej siły roboczej. Dlatego, nawiasem mówiąc, powinniśmy poważnie przemyśleć doświadczenia państw postkolonialnych zdobyte w walce o uniezależnienie się od metropolii; zastanowić się, czego mogą nas nauczyć działalność przywódców i koncepcje teoretyków ruchów antykolonialnych. Unia Europejska to nie wyraz jedności Europy, lecz wyraz jej podziału – na państwa eksploatujące i państwa eksploatowane. Wstąpienie do Unii nie przyniosło Polsce i jej sąsiadom żadnych korzyści. Nie ma żadnego „wspólnego europejskiego interesu”; są tylko ślepe lub sprzedajne elity polityczne, gotowe poświęcać dobro swoich państw na ołtarzu partykularnych interesów innych państw, niosących peryferiom iluzoryczne światło „europejskości”.

   Nie należy sobie wmawiać, że Unię Europejską da się oczyścić z lewicowego demoliberalizmu. Mrzonką jest na przykład postulat przywrócenia Unii staro-chadeckiej orientacji ideologicznej, wysunięty przez polski „ruch narodowy” przed niedawnymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Jeszcze bardziej bujają w obłokach ci, którzy powołując się na myślicieli pokroju Oswalda Mosley’a czy Jeana Thiriarta, snują nadzieje na przyszłą rekonstrukcję UE w duchu prawicowym: pewnego dnia pod wpływem bliżej nieznanych czynników (Deus ex machina?) Unia Europejska zrzuci demoliberalną ideologię niczym wąż starą skórę, jej struktura pozostanie ta sama, a nawet ulegnie wzmocnieniu i tylko brukselski cyrkiel i trójkąt zastąpi na jej sztandarach rózga liktorska bądź inny podobny symbol. Wyobrażeń tych nie podpiera nic poza Heglowskim przekonaniem, że jeśli rzeczywistość przeczy moim poglądom, to tym gorzej dla rzeczywistości. Unia Europejska to naciski na wprowadzenie do polskich szkół zboczonej indoktrynacji. Unia Europejska to masowa emigracja młodych Polaków na zmywak. Unia Europejska to portugalska Biedronka i francuski Carrefour w miejscu zamkniętych polskich sklepików osiedlowych. Unia Europejska to „parady” pedałów na ulicach polskich miast. Unia Europejska wyraża dążenia starych, tłustych degeneratów z Europy Zachodniej, którzy chcą przyjeżdżać do Polski i kłaść łapy na naszych córkach, czy w ogóle dzieciach, jak już robią to w tzw. krajach trzeciego świata. Najlepszym symbolem Unii Europejskiej pozostaje europedofil Daniel Cohn-Bendit, przewodniczący frakcji zielonych w Parlamencie Europejskim. Unia Europejska to liberalne ścierwo i nic poza nim; nigdy nie była ani nie będzie inna. Dlatego trzeba ją jak najszybciej zlikwidować lub opuścić. Jej istnienie nie jest wcale bardziej uzasadnione, niż innych form współpracy międzyrządowej czy organizacji międzynarodowych – mogą istnieć lepsze od niej.

   Europa to tylko grupa państw położonych blisko siebie, a to nie stwarza jeszcze żadnej ich jedności. Nie czuję się Europejczykiem. Odczuwam więź z Kościołem katolickim, z państwem polskim, z krajami słowiańskimi, a także ze swoim regionem Polski (nawet jeśli trzeba go nieco sztucznie okroić np. do granic województwa, jest to przestrzeń, w obrębie której żyję i się poruszam). Nigdy natomiast nie odczuwałem i nadal nie odczuwam więzi z abstrakcją zwaną Europą.

Adam Danek    

0019b91ec74f107cc0790f

12 komentarzy

  1. Mariusz S.

    Redakcja XPortal sugeruje, jakoby każdy lud czy naród stanowił odrębną i samodzielną rzeczywistość oraz dodaje, że narodowe kultury wytworzyły wartości, idee i dzieła. Nie sposób z tym się zgodzić. Powstawanie ludów czy narodów było już procesem rozkładowym, a nie postępem. Z pierwotnej rasy solarnej powstali Indoeuropejczycy, następnie ludy indoeuropejskie, z czasem wykształciły się narody. Jakiekolwiek wartości czy obyczaje nie są wytworem danego narodu, lecz są przekształconą i zmienioną pozostałością po pierwotnej rasie solarnej. Stąd wynikają różnice kulturowe między narodami. Dzieje świata mają charakter cykliczny, a nie ewolucyjny. Obecnie świat jest fazie zmierzchu – ostatnim etapie cyklu. Cykl natury, który jest odzwierciedleniem Boskości, obejmuje cały świat, przyrodę, kontynenty, cywilizację, ludzkość, wszystkie organizmy. Sam człowiek również przechodzi taki sam cykl: Narodziny – dojrzałość – śmierć. Założenie „wiecznej ewolucji” wszystkiego jest fałszem. Natomiast pojęcie „rozwoju” można uznać przy założeniu, że jest ono tożsame z pojęciem „cyklu” i nie ma nic wspólnego z abstrakcyjną „ewolucją”.

    • Lawrence z Kacapii

      Hu hu, cóż za patos. Ciekawe komu to ma imponować.
      Na xportalu był kiedyś taki tekst:
      http://xportal.pl/?p=10644
      Skoro te cykle i tak biegną niezależnie od naszej woli, to może lepiej zajmimy się problemami które są od niej zależne?

  2. Mariusz S.

    Wbrew stanowisku autora powyższego tekstu – ja jestem Europejczykiem. Fakt, że Europa jest w rozkładzie wg mnie nie jest usprawiedliwieniem, aby nagle przestać utożsamiać się z Europą. To tak, jakby mężczyźni nagle przestali uważać się za mężczyzn, tylko dlatego, że większość mężczyzn popada w rozkład, przestaje być męska, i staje się „zniewieściała”. Nade wszystko i w każdych okolicznościach należy „być sobą”, nawet w czasach największego rozpadu. Natomiast odnośnie „Dziedzictwa” to ująłbym to w następujący sposób: „Dziedzictwo materialne” już nie istnieje, natomiast „Dziedzictwo duchowe” to rzeczywistość transcendentna i istnieje jako pewien „wzorzec” niezależnie od upływającego czasu. Dziedzictwo materialne to również symbole, pozostałości po obyczajach, obrzędach. „Dziedzictwo materialne” powinno być ziemskim odwzorowaniem „Dziedzictwa duchowego”. Analogią do tego może być materialna postawa mężczyzny, która powinna być odwzorowaniem jego własnej duchowej powinności. Należy po prostu dostrzec różnicę miedzy duchową powinnością rozumianą jako pewien wzorzec i konieczność, a między fizyczną osobą, która urzeczywistnia ów wzorzec w życiu doczesnym i materialnym. Podałem to jako przykład. Pozdrawiam.

    • Redakcja Xportal

      Odpowiedź znajduje się w tekście: Nie ulega wątpliwości, że uformowane w Europie kręgi kulturowe: romański, germański i nordycki, słowiański, celtycki i inne, że kultury Francji, Anglii, Niemiec, Włoch, Irlandii, Hiszpanii, Norwegii, Bułgarii, Finlandii, Serbii, Węgier wytworzyły wartości, idee i dzieła, które wypada szanować i poznawać dla wzbogacenia własnego ducha i pogłębienia horyzontu intelektualnego. Ale nie łączy ich żadna „europejskość”, bo nie ma takiego wspólnego mianownika, wyabstrahowanego z żywych, historycznych kultur.

      Romańskość, germańskość, nordyckość, słowiańskość, celtyckość – to etniczne, duchowe i kulturowe rzeczywistości. „Europejskość” to wymysł, ahistoryczny amalgamat.

      • Nie powiedziałbym, po pierwsze granice kulturowo-etniczne między Słowianami, a Germanami, Celtami itd. są płynne, Polacy, czy też Czesi, Słoweńcy więcej mieli związków cywilizacyjnych z Niemcami niż z Rosją, germański pierwiastek występuje w dość znacznym stopniu, poza tym tacy Niemcy, Holendrzy, Austriacy, Szwajcarzy, Flamandowie, a w największym stopniu Anglicy są etnicznie i kulturowo grupami przejściowymi między Celtami, a Germanami mówiący w językach germańskich. Niemcy wschodni i Austriacy mają dodatkowo słowiański wpływ. Francuzi mówiący w języku romańskim mają mieszane kulturowe dziedzictwo rzymskie, celtyckie i germańskie i w praktyce można tak powiedzieć o wszystkich narodach europejskich. Poza tym ludy europejskie instynktownie czują wspólnotę wyodrębniającą ich od ludów nieeuropejskich i Polak nie czuje się tak egzotycznie w Niemczech, Anglii, Włoszech, na Ukrainie czy w Skandynawii niż jakby pojechał przykładowo do Tajlandii. Mrzonką jest doszukiwanie się wspólnoty w jakiejś mitycznej Eurazji, na pewno nie w Europie, a jeśli nie dostrzega się europejskiej wspólnoty to tak samo nie ma żadnej wspólnoty panetnicznej Słowian, pozostaje tylko tożsamość narodowa i myślenie w kategoriach, że Słowianin, czy inny Europejczyk to już dla mnie obcy, swoimi są tylko Polacy. Ja na pewno nie akceptuję takiego postawienia sprawy, druga sprawa wolę być europejskim nacjonalistą niż eurazjatyckim, bo więcej wspólnoty czuję z Irlandczykiem niż z Azerem, czy Kirgizem (żadne bzdury o haplogrupie R1a1 tego nie zmienią, bo krew to jest coś więcej, genotyp i więź duchowa z każdym Europejczykiem jest większa niż z innymi ludami).

  3. Europa posiada wspólne indoeuropejskie czy szerzej solarne Korzenie niezależnie od tego czy ktoś to uznaje czy nie. Wspólnego Dziedzictwa Europy i Azji nie zmieni indywidualistyczne i demokratyczne postrzeganie świata.

    • Redakcja Xportal

      Gdzie jest to „dziedzictwo” dzisiaj i czy przypadkiem upadek (moralny, polityczny, kulturowy) Europy nie implikuje błędu leżącego u samych jej fundamentów?

      • Dziedzictwo indoeuropejskie zostało zaprzepaszczone przez liberalną generację po II wojnie światowej, tak tradycyjną Rosję zniszczył bolszewizm jak Europę zachodnią postmodernizm, fundamentem Europy jest cywilizacja grecko-łacińska uzupełniona o rodzimy czynnik etniczny – jednym słowem aryjskie dziedzictwo. Jeśli odrzuca się fundamenty własnej cywilizacji to chyba pozostaje liczenie na obce wpływy kulturowe, a przyjmowanie obcych cywilizacji jest zaprzeczeniem samoidentyfikacji białych ludów Europy.

  4. A JA się Czuję przynależny do cywilizacji łacińskiej. Owszem jedność europy to mit ale cywilizacja łacińska istniała i istnieje choćby w sercach części ludzi( małej części).

  5. W zasadzie to chyba nic na tym ziemskim padole nie jest jednością.

  6. Świetny tekst. Mit „obrony Europy” jest jednak dalej bardzo mocny i to nie tylko wśród pipi-prawicy.

  7. „Socjalizm… tak ! Wypaczenia…nie !!!”
    Tak brzmiało hasło następujących po sobie elit Polski ludowej, w dość regularnych przesileniach politycznych tzw.”cyklu świńskiego”.
    Segmentując pojęcie Europy w przedziałach aksjologicznych, historycznych, gospodarczych, ma Adam Danek bezsprzeczną rację. Europa nigdy nie była jednością absolutną. Nawet wspólny język jej nie łączy.
    Lecz cóż wobec tego powiedzieć o Ameryce. W niej, jak w soczewce skupia się obraz całego świata. Poziom atomizacji, nie ma sobie równego w świecie.
    Ale to nie fałszywie lansowana homogeniczność jest w moim przekonaniu fundamentem idei zjednoczonej Europy, lecz wspólny obszar gospodarczy.
    Nie będę roztrząsał słuszności polskiego wyboru sprzed lat dziesięciu. W najmniejszym stopniu nie kwestionuję opinii Adama Danka o eksploatatorskich charakterze dominacji niemieckiej w Unii.
    Wszelako mieliśmy wybór i wybraliśmy.
    Dziś, w już zastanych warunkach, możemy podjąć próbę odbudowy tego, co z ignorancji i zdrady przywódców, ale także z własnego wyboru – utraciliśmy bezpowrotnie.
    Piszę o tym w liście otwartym do Korwina Mikke.
    I myślę, że to już ostatnia szansa, przed wysoce prawdopodobną rewolucją :

    Czcigodny
    Pan Janusz KORWIN-MIKKE

    LIST OTWARTY

    Wielce Szanowny Panie,

    Einstein powiedział : „To obłęd powtarzać w kółko te same wybory i oczekiwać innych rezultatów”.
    Casus KNP i Janusza Korwin-Mikke zdaje się dowodzić, że zrozumieli to młodzi, a dynamicznie rosnąca popularność formacji, rokuje pomyślnie na przyszłość.
    Zadałem więc sobie trud przestudiowania Pańskiego programu.
    Jest słuszny i oczywisty, lecz koncentruje się na zasadach, czy raczej ich przywróceniu. I zgodnie z logiką Pańskiego światopoglądu, zakłada odtworzenie pomyślności zbiorowej, przez powrót do ideologicznych pryncypiów i źródeł.
    Ja jednak chciałbym pomyślności Polski i Polaków w krótszym horyzoncie czasowym. Ja chciałbym, by Polakami zawładnęła ocierająca się o zbiorową psychozę mania, pod hasłem : ” Gospodarka-Kreatywność-Innowacje GŁUPCZE”. Aby odczuwalne efekty reform, nastały nie później, niż po 2-3 kadencjach.
    Przywołany już Einstein, na pytanie skąd biorą się genialne wynalazki odparł : „Gdy wszyscy twierdzą że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś kto tego nie wie, i niemożliwe staje się możliwe „.
    I dlatego chcę Pańskiej łaskawej uwadze, zarekomendować kilka lakonicznych spostrzeżeń :
    1) Polska wymaga modernizacyjnej restytucji. Odrodzenie trzeba oprzeć na gospodarce realnej, do maksimum ograniczając spekulacje giełdowe które same na siebie sprowadzają zagładę, a które niczym hazard, tak ochoczo są uprawiane zwłaszcza przez wielkie, inwestycyjne banki. Żadnych prywatyzacji zysków, żadnej nacjonalizacji strat. Zaś rezerwy państwa należy bezwarunkowo lokować w złocie deponowanym w kraju, równolegle się wyzbywając w szczególności dolara.
    2) Wzrost, a więc i pomyślność tworzy POPYT. Powstaje on na rynku wewnętrznym i w eksporcie. Nakręcenie koniunktury na obu kierunkach, jest więc koniecznym i wystarczającym warunkiem pobudzenia gospodarki. Lecz nie może to być każdy popyt. Sukces kraju i rodzimej gospodarki, tworzy popyt nakierowany na rodzimą działalność, wytwórczość, towary. I co niemniej ważne – na branże przyszłości. Nawet, jeśli są w stadium embrionalnym. Dlatego popyt ów, musi mieć charakter selektywny i preferencyjnie ukierunkowany.
    3) Aby cel ten osiągnąć, potrzebny jest preferencyjny, nieoprocentowany, selektywny KREDYT, do protekcjonistycznego finansowania działalności, dziedzin i towarów, wspierających dynamiczny wzrost polskiej gospodarki. Taki kredyt mógłby być realizowany przez specjalnie do tego celu powołane prywatne konsorcjum kapitałowe, emitujące weksle z pokryciem w majątku własnym. Aby zaś przyśpieszyć cyrkulację takowych banknotów do kilku cykli w roku, można by im nadać oprocentowanie ujemne.
    Operacja miała by wiec stricte buchalteryjny charakter, uwalniając obrót od bankowego odium, wspierając zarazem odrodzenie rodzimej gospodarki sprowadzonej do standardów kolonialnych, sprzyjając ożywieniu aktywności społeczeństwa i poprawie stopy życiowej, a w ślad za tym, powstrzymując atrofię demograficzną i ekspulsję emigracyjną z kraju.
    4) Trzeba mocą państwa, nadać Polsce specyfikę i kierunek specjalizacji rozwojowej w międzynarodowym podziale pracy w XXI wieku, z uwzględnieniem geopolitycznych trendów w gospodarce świata. Ja obstawiam projekt EurAsiaRegina. Bliższe jego szczegóły odsłaniam w załączniku, stanowiącym list do prezydentów Chińskiej Republiki Ludowej i Federacji Rosyjskiej.

    Czcigodny i Wielce Szanowny Panie,

    Napoleon rzekł : „Kto Naród ratuje, ten prawa nie łamie”.
    Będą na Pana miotać wszelkie kalumnie. Nazwą Pana marzycielem, oszołomem, szaleńcem. Sprawią, że wielu się stanie sceptykami wobec intencji, a nawet wrogami nakreślonych tu idei.
    Sięgną po każdą nikczemność i podłość, by ratować swoje zagrożone imperia. Ta agonia i zmierzch – pociągnie ofiary.
    Ci, którzy na drodze zmowy i poplecznictwa, uczynili sobie z Polski koryto, których narcyzm i egotyzm uwalnia od refleksji i zatroskania efektami własnych poczynań, staną murem w sprzeciwie wobec zmian.
    To nieistotne. Mahatma Gandhi nauczał, że każdy przełomowy projekt musi przejść i pokonać 5 faz : milczącego chłodu, obojętności, walki, akceptacji, implementacji.
    Tu także nie będzie zatem wyjątku.

    Kreślę się Wielce Szanownemu Panu z należnymi wyrazami szacunku….

    Waldemar P. Bartosik.

Dodaj komentarz