Adam T. Witczak: Tragedia „Grunwaldu”

Mało która organizacja w powojennej Polsce uległa tak daleko idącej mitologizacji negatywnej jak Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald”. Czarną legendę (albo też – czarną, paskudną gębę), jaką dorobiono temu ugrupowaniu, ogranicza chyba tylko to, że „Grunwald” relatywnie rzadko pojawia się w dyskursie historyków czy publicystów. Zazwyczaj zresztą traktowany jest przy tym zdawkowo i ogólnikowo, jako na poły śmieszny, na poły straszny symbol, do którego można coś lub kogoś przyrównać, bynajmniej nie po to, by mu w ten sposób sprawić przyjemność. Od czasu do czasu można zatem przeczytać ironiczne komentarze o „upiorach grunwaldyzmu” czy „marginalnych środowiskach, które świetnie mogłyby się dogadać z koncesjonowanym przez władze PRL, antysemickim Zjednoczeniem Grunwald” etc.

Czarna legenda tego stowarzyszenia w pierwszym rzędzie wynika z nieporozumień i uproszczeń. Ofiarą takiego podejścia padła już wcześniej inna prominentna formacja, utożsamiana ze środowiskami „endokomuny”, a mianowicie Stowarzyszenie PAX. Dla przykładu, jemu i jego działaczom, z Bolesławem Piaseckim na czele, imputowano, iż organizowali cieszący się złą sławą ruch księży-patriotów. Tymczasem – cokolwiek byśmy nie sądzili o PAX-ie – księża-patrioci w ścisłym tego słowa znaczeniu (tj. Komisja Księży przy ZBOWiD) stanowili odrębną inicjatywę (Piasecki powołał natomiast niejako konkurencyjny i mniej wiernopoddańczy wobec władz komunistycznych Komitet Księży i Działaczy Katolickich).

Na podobnej zasadzie „Grunwald” łączy się z postacią Mieczysława Moczara i ideologią tzw. „moczaryzmu”, choć tak naprawdę sam Moczar nijak nie był związany z organizacją. Analogicznie powiela się zupełnie fałszywy pogląd, w myśl którego organem prasowym Zjednoczenia był tygodnik „Rzeczywistość”. Fakty są natomiast takie, że „Rzeczywistość” stanowiła osobne przedsięwzięcie, w zasadzie wewnątrzpartyjne i znacznie bardziej „socjalistyczne” czy „komunistyczne” niż szermujący głównie nacjonalizmem „Grunwald”.

O tych i wielu innych ciekawych sprawach przeczytać można w książce „Koncesjonowany nacjonalizm. Zjednoczenie Patriotyczne Grunwald 1980 – 1990”, autorstwa Przemysława Gasztolda Senia, wydanej przed dwoma laty staraniem IPN. Autor bynajmniej nie utożsamia się z ideologią Zjednoczenia, co jednak nie znaczy, że praca stanowi wyraz potępienia dla Grunwaldu. Oczywiście autor stosunkowo często daje do zrozumienia, że nie znajduje słów usprawiedliwienia dla „antysyjonizmu” uprawianego przez „Grunwald” – i zresztą uważa, że w przeważającej mierze była to jedynie maska zwykłego antysemityzmu. Poza tym jednak czytelnik ma pozytywne wrażenie obcowania z dość bezstronnym dziełem naukowym, opartym o ogromną liczbę cytatów, zaczerpniętych z legalnej i nielegalnej prasy, druków ulotnych, książek, dokumentów Służby Bezpieczeństwa czy relacji ustnych (m.in. Bohdana Poręby, ale i Czesława Kiszczaka).

Mankamentem książki jest – moim zdaniem – zbyt głębokie skupienie się na personalnych i „koteryjnych” rozgrywkach w Grunwaldzie i jego okolicach, przy jednoczesnym potraktowaniu w skrótowy sposób ideologii i publicystyki Zjednoczenia. Podstawom programowym poświęcona jest co prawda jedna trzecia materiału, ale i tak odczuwa się tu pewien niedosyt, zwłaszcza jeśli wcześniej przebrnęło się przez liczne dywagacje na temat tego, kto i kiedy założył Zjednoczenie, którzy przedstawiciele aparatu partyjnego mu patronowali, kto je zwalczał itd. Być może dobrym pomysłem byłoby wyposażenie książki w większą liczbę wypisów z „Biuletynu” Zjednoczenia, a ściślej: z tekstów programowych i publicystycznych (a nie tych, które tyczyły się spraw organizacyjnych i konfliktów wewnętrznych).

Co można sądzić o „Grunwaldzie” czy to na podstawie lektury publikacji Gasztolda-Senia, czy to w oparciu o inną wiedzę? Z pewnością w wielkim stopniu zależeć to będzie od tego, jaki pogląd na najnowsze dzieje Polski jest nam bliski, z której tradycji politycznej wyrastamy.

Osobiście uważam, iż (wbrew pozorom lub raczej – wbrew mitom i kpinom) zasadniczy trzon ideologii „Grunwaldu” był propozycją bardzo rozsądną. W czasach ówczesnych język Zjednoczenia nie przystawał zapewne ani do tego, co czytać i pisać chciała opozycja demokratyczna, ani tym bardziej do obyczajów zbuntowanej młodzieży – tym niemniej wyrażano w nim poglądy, które, jak pokazał czas, okazały się nieraz mocno przenikliwe. Mam tu na myśli choćby nader sceptyczny kurs wobec Niemiec (i tendencji rewizjonistycznych tudzież mocarstwowych, obecnych w tym państwie i tworzącym go narodzie). Nie można tu nie wspomnieć równie sceptycznego nastawienia wobec kolejnych zbawicieli z tzw. Zachodu (a więc Waszyngtonu, a poniekąd może i Brooklynu), czy wreszcie – zrozumienia, że drogą do autentycznej niepodległości nie może być nowa quasi-tradycja KOR-owska.

Losy Polski po roku 1989, a więc losy polskiej gospodarki (z wyprzedażą przedsiębiorstw i rabunkową niby-prywatyzacją czele), polskiej kultury (poddanej inwazji miałkiej popkultury zachodniej), polskiej niezależności i niepodległości wreszcie (by wspomnieć choćby uzależnienie kolejnych rządów od zewnętrznych potęg, w szczególności niemieckiej i amerykańskiej) – pokazują, że w tezach „Grunwaldu” było wiele racji. A jednak organizacja popełniła przynajmniej kilka błędów, które sprawiły, że przeszła do historii nie tylko w niesławie, ale i bez znaczących osiągnięć.

Sporym problemem były na pewno spory wewnętrzne, a więc podział na frakcje Poręby i Ciesiołkiewicza, który owocował (przynajmniej w latach 1981 – 1984) ustawiczną kampanią wzajemnych oskarżeń na łamach prasy i nie tylko. Kłopotem „Grunwaldu” było też pewnego rodzaju rozdarcie ideologiczne, powiązane z personalnym – mam tu na myśli fakt, że z jednej strony mieliśmy tu autentycznie oddanych patriotyzmowi narodowców, wynikających z niemalże endeckiej szkoły myślenia, z drugiej natomiast – sporą rzeszę bezpieczniaków i wojskowych, w pełni zakorzenionych w PRL-owskim komunizmie, tyle że przesiąkniętych obsesjami antyżydowskimi i tendencjami do autorytaryzmu. „Grunwald” zasmucał także marazmem organizacyjnym, który pojawił się i trwale zapanował po krótkim, wczesnym okresie w miarę intensywnej działalności. Nie można też zapominać o tym, że w pewnym stopniu ugrupowanie infiltrowane było przez Służbę Bezpieczeństwa, co jednak – wbrew pozorom – niekoniecznie było postrzegane jako główny kłopot.

I wreszcie największy problem, autentyczny dramat Zjednoczenia i podobnych mu środowisk. Otóż ich stosunkowo sensowna diagnoza rzeczywistości w jednym była zupełnie błędna: w przeświadczeniu, że do ostatniej chwili można i trzeba stawiać na władzę komunistyczną, z generałami Jaruzelskim i Kiszczakiem na czele. Faktem jest, że z dylematu tego trudno było wybrnąć: z jednej strony „Grunwald” nie miał czego szukać w coraz bardziej demokratycznej, „lewicowo-laickiej”, prozachodniej opozycji (pomijając grupki zupełnie marginalne), z drugiej natomiast w roku 1989 nikt nie zatroszczył się o to, by uwzględnić „endokomunę” przy nowym rozdaniu kart. Rozdaniu, które nastąpiło przy Okrągłym Stole. Tym samym działacze tej i pokrewnych formacji (np. PAX-u) weszli w nową Polskę jako swoiste sieroty, nieraz do dziś kultywujące pamięć po Generale, który rozmowy podjął ze środowiskami z dokładnie przeciwnej strony barykady – tej, która zawsze „Grunwald” wyszydzała i oczerniała.

Zjednoczenie zapędziło się w ślepy zaułek, a jednocześnie trudno powiedzieć, czy w ówczesnych realiach nie była to jedyna droga dla tego typu formacji, mającej ambicje działać legalnie i oficjalnymi kanałami. I to właśnie była prawdziwa tragedia „Grunwaldu” – ów wybór rodem z greckiej tragedii, gdzie każda decyzja prowadzi do nieszczęśliwego finału.

Adam Tomasz Witczak

1 maja 03

3 komentarze

  1. Czytałem tą książkę poleam. Odczucia mam te same co Autor recencji. Za mało jest w niej poświęcone programowi politycznemu o gospodarce nie wspomne. P.S. komunista też może być patryjotą.

  2. ATW ty żyjesz! Do dzisiaj jesteś legendą w naszej Brygadzie. Wiele pozytywów opowiadał mi Ufo (teraz też u nas) o tobie. Pozdrawiam Skinek (zapytaj Alka ;P) Ps. Pisz więcej – tej ambrozji umysłowej na emigracji będę potrzebował najbardziej.

  3. polecam doskonaly wywiad dotyczacy PAXu i sylwetki Boleslawa Piaseckiego: https://www.youtube.com/watch?v=WcPR2m2Wkdg (niech Was na poczatku nie zrazi logo Nowego Ekranu)

Dodaj komentarz