Juan Manuel de Prada: Zdradzone tradycje

Czytałem, że w małej wiosce w La Rioja [­w Rincón de Soto – tłum.] zorganizowano wyścigi… amerykańskich bizonów! Przepraszam za tych ludzi z La Rioja, przepraszam za tak wiele hiszpańskich wiosek, które zdradziły swoje tradycje i zastąpiły je szyderczymi oraz obraźliwymi substytutami, przykro mi, że żyję w haniebnym wieku, który zamienił nas w biednych lokajów nowych i ulotnych fanaberii, w przedmiot zagranicznych mód. Przykro mi z powodu ogłupiającej kolonizacji medialnej, z powodu tyranii naszych nieuporządkowanych impulsów, które dziś pchają nas do uczestnictwa w biegach bizonów, a jutro ­ kto wie ­ może w wyścigach reniferów (z farmerami przebranymi za bożonarodzeniowe marionetki nazywane „świętym Mikołajem”). Saint­Exupéry napisał, że jedynie filozofia przynależności, poprzez łączenie człowieka z jego rodziną, pracą i ojczyzną, chroni go przed otchłanią kosmosu, że jedynie przywiązanie do obrzędów i tradycji chroni go przed erozją czasu. Gdy to poczucie przynależności zanika stajemy się miernotami wyrzucanymi na śmietnik historii.

Skoro hiszpańskie wioski porzucają swoje życiowe cykle związane z uprawą pól i hodowlą bydła, naturalnym jest, że ich młodzież przestaje widzieć w byku siłę natury przed którą będą chcieli się sprawdzić, a czas, który kiedyś poświęcano uprawie i obowiązkom gospodarczym (porzuconym z powodu unijnych łapówek), marnotrawią teraz przed telewizorem, gdzie ­ w czasie gdy sami poruszają się jak zombie po lobotomii ­ oglądają ganianie za bizonami w filmie Kevina Costnera [„Tańczący z wilkami” – tłum.]. A ponieważ ich dusze nadal noszą w sobie wspomnienie tradycji przodków, nawet jeśli ta nostalgia jest wypaczona przez oszałamiający hałas mediów i obcych mód, ci chłopcy z pewnością pojmą absurdalność idei organizowania wyścigów bizonów, mimo że byki są dla nich nie mniej egzotyczne.

Przywiązanie do tradycji, poprzez tworzenie powiązań między ludźmi czyni narody silnymi, impregnowanymi na materialną lub moralną grabież. W tym głębokim zakorzenieniu narodowym oparcie znajdują najsilniejsze i najbardziej różnorodne osobowości. Ludzie bez tradycji, z drugiej strony, są przeznaczeni do życia w ponurym odosobnieniu, które ­ mimo głoszonego indywidualizmu ­ prowadzi do masowej produkcji. Z tych narodów, bezbronnych wobec materialnej i moralnej grabieży, wychodzą osobowości słabe i prymitywne, niszczone przez obsesje niezależności i wolności, które ­ niezależnie od tego ­ zawsze kończą działając w ten sam, kolektywny, nonsensowny sposób. Odrzucające tradycje społeczności są, paradoksalnie, rajem statystyki ­ ponieważ tam gdzie nie ma tradycji (będących korytami rzek, którymi płynie nasza oryginalna osobowość) zachowania jednostek, choć pozornie niekonsekwentne, są łatwe do przewidzenia, niemal automatyczne. Ale ci, którzy chcą nas przekształcić w samotną masę, zredukowaną do roli niewolników (z obawy, że pamięć lub nostalgia stale mieszkająca w naszych duszach może skłonić nas do buntu), nie pozbawiają nas tradycji w sposób nagły, ale raczej zabawiają się dając nam substytuty, które z kolei, działają jak środki przeciwbólowe i pozwalają im ­ obserwując jak pielęgnujemy głupie i dziwaczne pasje oraz przyzwyczajenia ­bawić się okrutnie na nasz koszt.

Nic nie cieszy bardziej tych, którzy chcą zredukować nas do poziomu zagubionego motłochu, niż oglądanie jak przygotowujemy wyścigi bizonów, po tym jak zapomnieliśmy o tym jak hodować i ujarzmiać dzikie byki. Nic nie cieszy ich bardziej niż oglądanie jak jemy (ze smakiem!) jakieś postmodernistyczne mikstury gotowane w ciekłym azocie, po tym jak zapomnieliśmy jak gotować zupę czosnkową. Nic nie cieszy ich bardziej niż oglądanie jak w nocnym klubie tańczymy spazmatycznie z jakąś bezwstydnicą, której nawet nie znamy, po tym jak zapomnieliśmy jak to jest iść na potańcówkę z dziewczyną z sąsiedztwa. Nic nie cieszy ich bardziej niż oglądanie nas śpiewających idiotyczne piosenki we wtórze gitar w czasie mszy, po tym jak zapomnieliśmy słowa pieśni liturgicznych. Nic nie cieszy ich bardziej niż radzenie nam, żebyśmy narzeczonej szukali przez internetową agencję, po tym jak odrzuciliśmy rady naszych matek.

Oto sposób w jaki chcą nas okraść z naszych tradycji, zredukować do poziomu człeko­kształtnych kreatur, które zadowolone z siebie tarzają się we własnych nieczystościach, zasilane plugawymi i absurdalnymi zamiennikami. Przemienione w bydło, w stado, od którego pobierają opłaty za świadczenie usług zastępczych.

Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl

Juan Manuel de Prada ­ ur. 30 I 1970, hiszpański pisarz, dziennikarz i krytyk literacki. Autor „Nowej Tyranii” (2009) w której krytykuje kult praw człowieka i współczesną inżynierię społeczną.

Juan Manuel de Prada

Dodaj komentarz