Wincenty Krautz: Piąty wymiar walki, czyli logiczne konsekwencje modelu Wardena

Wydarzenia ostatnich dni rzuciły ostre światło na dotychczas ukryte i nieznane szerzej tendencje i dążenia w obrębie globalnej sieci internetowej, tworząc obraz zdeformowany przez pryzmat uproszczonych, obiegowych opinii i celowej dezinformacji. Koncepcje całkowitej zmiany charakteru przestrzeni cybernetycznej poprzez restrykcyjne rozwiązania prawne, pokaz siły w postaci aresztowania właścicieli i zamknięcia jednego z największych serwisów pozwalających na udostępnianie plików w sieci, wreszcie kontestujący próby zmiany status quo odzew oddolnych inicjatyw zrodzonych w przestrzeni internetowej; wszystko to każe pytać o źródła i przyczyny wydarzeń rozgrywających się na naszych oczach a także ich dalekosiężne konsekwencje.

Model Wardena jako narzędzie interpretacji tendencji globalistycznych

Podstawowym narzędziem, pozwalającym zrozumieć wspomniane trendy i wydarzenia, jest koncepcja amerykańskiego pułkownika US Air Force, Johna Ashelya Wardena III, jednego z najlepszych amerykańskich strategów i jednego z pierwszych, którzy dostrzegli znaczenie cyberprzestrzeni dla działań wojennych i politycznych. Model Wardena (opisany w jego pracy „Enemy as a System” ), powstały jako wynik doświadczeń pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, zakłada istnienie pięciu wymiarów oddziaływania na przeciwnika (definiowanego jako: systemy obronne, infrastruktura, społeczeństwo, instytucje podstawowe i elity polityczne): ląd, morze, przestrzeń powietrzna, przestrzeń kosmiczna i przestrzeń cybernetyczna. Jak widzimy, jest to koncepcja zakładająca totalność działań politycznych i militarnych (różniących się wszak tylko i wyłącznie używanymi środkami), obejmująca także (a może już przede wszystkim?) pole „wojny informacyjnej”, na którym należy zdusić możliwość przekazu przeciwnika i zapewnić sobie supremację informacyjną. Dookreślenie i wcielenie w życie tych koncepcji przyszło wraz z deklaracją rozpoczęcia „wojny z terroryzmem”, to jest wszechobecnym, niewidzialnym przeciwnikiem, definiowanym w bardzo prosty sposób: „jesteście albo z nami, albo z terrorystami”. Dowodem na to, że ten paradygmat „globalnej wojny” w istocie definiuje sposób myślenia mondialistycznych elit niech będzie treść niedawnego wystąpienia Sekretarz Stanu USA Hillary Clinton przed Kongresem, podczas którego stwierdziła ona, że „USA przegrywają wojnę informacyjną”, prosząc o zwiększenie wydatków w celu osiągnięcia przewagi na tym polu.

Euro-Ameryka kontra reszta świata

Kim jest ów „wróg”, na rzecz którego światła ostoja demokracji i praw człowieka przegrywa informacyjną batalię? W raporcie Clinton wspomniała o rozległej platformie medialnej Russia Today, będącej angielskojęzycznym, rosyjskim serwisem informacyjnym, agencją prasową i stacją telewizyjną w jednym, przedstawiającą obraz świata diametralnie odmienny niż media zachodnie, co stało się wyraźne zwłaszcza podczas wojny w Libii, w trakcie której RT demaskowało propagandowe zabiegi agencji amerykańskich i europejskich. W ostatnich dniach ogłoszono, że RT udostępni czas antenowy „twarzy” słynnego już portalu WikiLeaks, Julianowi Assange’owi, współodpowiedzialnego za głośne przecieki depesz dyplomatycznych i dokumentów obnażających ukryte mechanizmy polityki zachodniego świata. Inną ustrukturalizowaną platformą medialną jest (również angielskojęzyczna) irańska agencja Press TV, w przystępny sposób prezentująca wydarzenia z perspektywy perskiego państwa, której – również w przeciągu ostatnich dni – odebrano możliwość docierania ze swym przekazem do Wielkiej Brytanii poprzez wycofanie kanału z oferty największej telewizji satelitarnej. Oprócz tych dwóch (i wielu innych, pomniejszych) platform medialnych w skład antyglobalistycznej, „informacyjnej osi zła”, wchodzą także pojedyncze portale, blogi i strony internetowe, których różnorodność ideowa obejmuje bardzo szerokie spektrum ekstremizmów (czyli wszystkich całościowych wizji politycznych podważających paradygmat demoliberalny), zwykle jednak zbliżone są one do siebie w ocenie wydarzeń na arenie międzynarodowej, można zatem próbować wpisać je w koncepcję Globalnego Sojuszu Rewolucyjnego. Siły te obiektywnie dążą do przełamania informacyjnego monopolu wielkich, zachodnich koncernów medialnych (ideologicznie i politycznie zaangażowanych po wiadomej stronie), w czym poczyniły w ostatnich latach niemałe sukcesy, podsycając antywojenne, antykapitalistyczne i antydemokratyczne tendencje wśród społeczeństw zachodnich (oddziaływanie na pozostałe elementy systemu jest jednak wciąż znikome). Starcie wydaje się wchodzić na wyższy poziom w chwili, gdy rzekoma neutralność internetu jest już niczym więcej niż pobożnym życzeniem, a kombinowane siły globalizmu niechybnie przygotowują się do uderzenia na Państwo Ariów, na który to krok nie poważą się jednak bez zapewnienia sobie jednoczesnej supremacji we wszystkich pięciu wymiarach modelu Wardena.

Dlaczego nie killswitch?

W tak nakreślonych naprędce realiach, zasadnym wydaje się pytanie, czy najlepszym środkiem służącym do zapewnienia sobie przewagi w cybernetycznej wojnie nie jest po prostu wyłączenie globalnej sieci przez globalną elitę, dopóki wciąż jeszcze sprawuje ona nad nią przeważającą kontrolę? W przeciwieństwie do pozostałych czterech wymiarów działań politycznych i wojennych, przestrzeń cyfrowa jest wszakże dziełem człowieka, całkowicie zależnym od jego działań, subiektywną wypadkową środków technicznych i przekazu informacyjnego. Abstrahując od technicznych możliwości przeprowadzenia globalnego blackout’u Sieci, wydaje się, że czynnikiem stanowiącym języczek u wagi ewentualnej decyzji jest społeczne oddziaływanie internetu, znanego ze zdolności do paraliżowania rzeczywistej działalności rewolucyjnych ruchów politycznych poprzez przerost „internetowego aktywizmu” nad realną działalnością, niekończących się dyskusji będacych zarzewiem podziałów, wreszcie złudzenia cyberprzestrzeni jako jedynej możliwej współcześnie platformy działań „ekstremistycznych”, zwykle polegających na publikacji ognistych manifestów. Te oczywiste spostrzeżenia doczekały się naukowego opracowania w postaci teorii dynamicznych, sieciowych procesów społecznych zaproponowanej przez Navida Hassanpoura z uniwersytetu Yale, zilustrowanej przykładem arabskiej rewolucji w Egipcie, która zdołała obalić prozachodni reżim Mubaraka. Wyższy poziom komunikacji, zapewniany dzięki sieci internetowej i telefonii komórkowej, staje się przeszkodą w stworzeniu dynamicznego ruchu rewolucyjnego, ponieważ sprzyja jego nadmiernej centralizacji, ułatwiając wymianę informacji pomiędzy zaangażowanymi kadrami, lecz spychając na margines szeregowych aktywistów, którzy wolą przyjąć rolę „obserwatora” niż „uczestnika” jakichkolwiek działań. Pasywność, brak inicjatywy, ograniczenie się do uspokajającego sumienie klikania lubię to! na FaceBook’u; to wszystko jest codziennością politycznych aktywistów działających w realiach wysoce skomunikowanego społeczeństwa. Gdy jednak przełączony zostaje killswitch, strona portalu społecznościowego w przeglądarce znika a telefon komórkowy traci zasięg, ci dotąd niezaangażowani bezpośrednio, ale zaznajomieni w wystarczającym stopniu z danym (meta)politycznym paradygmatem rewolucyjnym, wychodzą na ulice, tworzą zdecentralizowane komórki terenowe, zaczynają działać w realnej przestrzeni, prowadząc do erupcji ukrytych dotąd tendencji i dynamizując rewolucję.

O wolną Sieć czy wolność od Sieci?

Wnioski, jakie płyną ze skrzyżowania dwóch teoretycznych założeń zaprezentowanych powyżej, nasuwają się same: globalna sieć informacyjna, po początkowym okresie istnienia jako przestrzeni „dzikiej” i nieuporządkowanej, wchodzi w ostatnią fazę bycia zdobywaną i dzieloną między siebie przez konkretne bloki polityczne i ideologiczne, zgodnie z logiką modelu Wardena. Zmiany były wdrażane dotąd w sposób stopniowy i mało gwałtowny, dopiero ich ostatni etap przybrał pokazową formę. Przebudzeni tym dotychczasowi „mieszkańcy” Sieci, przyzwyczajeni do indyferentnego status quo, w sposób odruchowy sprzeciwiają się zmianom, nieświadomi tego, że już wkrótce – w postaci intranetów, sieci wewnętrznych – zobaczymy zarysy konkretnych, cybernetycznych terytoriów, prawdopodobnie powstałych na bazie uwarunkowań geopolitycznych, ideologicznych i filozoficznych (przykładowo, całościowa, zachodnia wizja „praw autorskich” i „własności intelektualnej” kontra „piracka” przestrzeń rosyjska). Jednocześnie, ich protest, w swym nasileniu wykazujący cechy rewolucji in statu nascendi, mogącej oderwać polski, piracki internet od uporządkowanego internetu zachodniego, jest ograniczany przez samą swą przyczynę, czyli internet właśnie. Kierując się egipskim przykładem i teorią Hassanpoura, wszyscy dążący do rewolucyjnego przełomu powinni dążyć do zintensyfikowania „terrorystycznych” działań w cyberprzestrzeni, mając za cel jej całkowite odcięcie jako straconej dla propagandy i działań establishmentu; wyłączyć Matrixa, by walczyć naprawdę.

8 komentarzy

  1. Szukam i szukam pięciu wymiarów wojny wg Johna Wardena i jakoś doszukać się nie mogę. Z tego, co zdążyłam się zorientować, wynika, że w systemie Wardena chodziło o system pięciu „pierścieni”, czyli elementów systemu wroga, które są celem ataku (infrastruktura, populacja, przywódca, siły wojskowe i kluczowe elementy gospodarki, produkcji).

    • Redakcja Xportal

      W samym eseju „Enemy as a System” znajdują się wzmianki o pięciu wymiarach oddziaływania na przeciwnika. Bardziej wyczerpująco m.in. o tym traktuje praca „Strategic Warfare in Cyberspace” Gregory’ego J. Rattraya.

  2. Pingback: Xportal.pl — Christopher Pankhurst: Kony 2012 i “wojna piątej generacji”

  3. Pingback: Xportal.pl — Christopher Pankhurst: Kony 2012 i “wojna piątej generacji”

  4. Link do artykułu Hassanpoura nie działa … Czy też to znaczy że mam go aktywnie poszukać a nie klikać „Lubię to”? 😉

  5. Link do artykułu Hassanpoura nie działa … Czy też to znaczy że mam go aktywnie poszukać a nie klikać „Lubię to”? 😉

Dodaj komentarz