Mark Hackard: Manifest Disney

Gdy Ameryka świętuje kolejny dzień niepodległości, warto zastanowić się nad znaczeniem ogłaszanej przy każdej okazji wyjątkowości tego kraju. Stany Zjednoczone nie były nigdy organicznym państwem, lecz rewolucyjnym konstruktem, zwiastunem nadchodzącego Novus Ordo Seclorum. Ich postęp zawsze pozostaje niespełniony, jego naturą nie jest bycie, lecz stawanie się, są laboratorium społecznej alchemii na skalę kontynentalną. Spośród wszystkich prób identyfikacji American Dream najlepszą wydaje się poniższa, autorstwa prawosławnego mnicha Seraphima Rose: „Za symbol naszych beztroskich, kochających zabawę i czczących siebie czasów można uznać Disneyland. Skoro tak, powinniśmy być w stanie dostrzec za jego fasadą kierunek w którym zmierza pokolenie ja – sowiecki gułag”.

Seraphim Rose napisał te słowa w 1982 r. w wieku 48 lat. Dziś mogą się one wydać prorocze. Pochodzący z południowej Kaliforni Rose widział w Disneylandzie najlepszą analogię dla współczesnego Zachodu i jego wiodącego państwa – Ameryki. Nie ma lepszego podsumowania dla społeczeństwa fałszu, „zabawy” i narcyzmu niż „Magiczne Królestwo”, centrum medialnego imperium, którego macki oplatają segmenty rynku od dzieciństwa do dorosłości, bombardując cały świat uzbrojoną „rozrywką” tj. toczących wojnę psychologiczną, prowadzących dywersję uśmiechem. Gdy Ameryka zmierza do swojego przeznaczenia, realizując w coraz bardziej doskonałym stopniu zasady wolności i równości, coraz lepiej dostrzegamy ewolucję cywilizacji Disneylandu do jej najwyższej formy – cyfrowego gułagu.

Jak nigdy wcześniej gorączkowo zapewnia się nas, że nigdy nie byliśmy tak wolni. Jednocześnie NSA i międzynarodowi giganci technologiczni budują sieć nadzoru dając naszym władcom bezprecedensową kontrolę nad każdym aspektem życia. Nigdy wcześniej nie byliśmy tak wyzwoleni i nie mieliśmy tylu praw co dziś, gdy każda tradycyjna forma pośrednictwa między człowiekiem a państwem jest systematycznie niszczona przy akompaniamencie śmiechu z taśmy. Narody, plemiona i kultury muszą zniknąć rozpływając się w nowej i ulepszonej klasie konsumentów, która bardziej pasuje do projektu naszych oligarchicznych panów. Każda różnica, nawet między mężczyzną a kobietą, musi zostać wyeliminowana, a władza ma się stać przywilejem obecnej technokratycznej elity, nadchodzących bogów-maszyn.

Dystopia nie jest odległą przyszłością, istnieje teraz. Witajcie w Krainie Jutra. Brniemy coraz głębiej w fantazję zamiast kroczyć trudną drogą pokuty, zniewoleni przez migoczące ekrany odwołujące się do naszych najniższych pragnień. Ameryka Disneya, Koniec Historii – triumf zapowiedzianej przez Baudrillarda apokalipsy symulakrów. Jak kopie bez oryginału, symularky przybywają by ogłosić nasz upadek, gdy kreskówkowo absurdalne i nierealne uznawane są za godne i szlachetne. Na naszych oczach rodzi się fałszywa religia w duchu Wielkiego Inkwizytora Dostojewskiego – ponowoczesny cudowny spektakl. W ramach publicznych ceremonii następuje odwrócenie sakramentów, a ludzkość ulega dezintegracji pod panowaniem ilości. Oto stałem się Myszką Miki, niszczycielem światów.

“Nie żyjcie w kłamstwie” radził Aleksandr Sołżenicyn. Zbliża się czas, w którym podważanie fałszu ustanowionego porządku sprowadzi nie tylko snące prawne i administracyjne, ale dziką przemoc. Po zdarciu maski z kłamstw ujrzymy twarz ich ojca, pragnącego śmierci ducha. Faustowski człowiek sprzedał duszę Magicznemu Królestwu Mammona, globalnemu parkowi rozrywki będącego jednocześnie obozem koncentracyjnym. Cywilizacja Disneya i jej iluzje nie przetrwają długo, lecz w międzyczasie z pewnością staną się bardziej bestialskie w swojej dehumanizacji  i prześladowaniu prawdy. Niech Bóg da nam – ludziom  i narodom – żelazną siłę, abyśmy mogli wytrwać do końca.

Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Źródło: Soul of The East

banksy-prints-napalm-1

Dodaj komentarz