Fehim Taştekin: Turcja i Chiny. Strategiczni partnerzy czy przeciwnicy?

Zawsze, gdy prezydent Recep Tayyip Erdogan chce wyrazić gniew na Unię Europejską, spowodowany kolejnymi odroczeniami rozmów o tureckim członkostwie, grozi, że dołączy do Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Obecnie Turcja dąży do poprawy relacji z Chinami, planując zniesienie wiz dla Chińczyków w 2016 r. Jednak Turcja dalej nie jest w stanie pogodzić się z kwestią Chińskiego Turkiestanu i sytuacją asymilowanej ludności ujgurskiej. Z tego powodu Ujgurski Region Autonomiczny Sinciang, zwany przez nacjonalistów tureckich Wschodnim Turkiestanem, łatwo jest w stanie wywołać gwałtowne reakcje tureckiej opinii publicznej.

Ostatnio była ona prowokowana przez prorządowe dzienniki: Aksam pisało „Chińska policja masakruje osiemnastu poszczących Ujgurów”, dziennik Sabah informował: „Zmasakrowani za post: osiemnastu zabitych”, zaś w Takvim można było przeczytać „Ujgurzy zmuszani do picia alkoholu w ramadan”. Portale internetowe i media społecznościowe także przyczyniły się do napędzania histerii, donosząc o rzekomym zakazie postu obejmującym urzędników, studentów i nauczycieli, nakazie otwierania restauracji w godzinach postu i przymuszaniu sklepów do sprzedaży alkoholu.

Niektóre organizacje nacjonalistyczne zorganizowały w Turcji antychińskie protesty. W chętnie odwiedzanej przez turystów stambulskiej dzielnicy Sultanahmet grupa nacjonalistów napadła na turystów z Korei, omyłkowo wziętych za Chińczyków.

Również w Stambule wybito szyby w chińskiej restauracji, w której pracują Ujgurzy. W Balikesiz spalono chińskie flagi i powieszono kukłę Mao. Wobec kolejnych incydentów chińskie MSZ wydało ostrzeżenie dla obywateli Chin udających się do Turcji. Ministerstwo odnotowało, że Ujgurzy cieszą się wolnością religijną i prawem do życia i pracy w pokoju zgodnie z zasadami konstytucji.

Nie chodzi o Ramadan

Według Radia Wolna Azja, starcia 22 czerwca wybuchły po tym, jak grupa Ujgurów uzbrojona w noże i materiały wybuchowe zaatakowała posterunek policji w Tahtakoruk, dzielnicy Kaszgaru. Zginęło dwadzieścia osób, w tym trzech chińskich policjantów i sześciu napastników. Policja poinformowała o śmierci szesnastu terrorystów. Mamy do czynienia z atakiem, w następstwie którego wybuchły starcia i nieproporcjonalną reakcją policji, która doprowadziła do śmierci niewinnych ludzi. Napastnicy nie protestowali przeciwko zakazowi postu, lecz pragnęli krwawej zemsty. Pochodzili z tej samej rodziny. Ich ziemię dziesięć lat temu przekazano chińskim osadnikom. Rodzina borykała się z problemami finansowymi, a jednocześnie związała się z religijnymi radykałami, co przyciągnęło uwagę policji. Policjanci zmusili kobiety do odkrywania włosów, a mężczyzn do zgolenia bród. Innymi słowy, rodzina padła ofiarą polityki obliczonej na zwalczanie religijnych ekstremistów.

Problem terroryzmu

Problemy Sinciangu mają dwa wymiary. Jednym jest polityka asymilacji prowadzona od 1949 r. w celu osłabienia ruchu niepodległościowego. Drugim jest terroryzm, który do Chin wprowadził Islamski Ruch Wschodniego Turkiestanu, od lat dziewięćdziesiątych współpracujący z al-Kaidą.

Turcja w owym czasie podjęła nieostrożne kroki, które położyły fundamenty pod jej zaangażowanie w Sinciangu. Jednym z nich była reakcja Erdogana na starcia Chińczyków i Ujgurów w 2009 r., kiedy otwarcie oskarżył on Chiny o dokonywanie ludobójstwa. Zganił nawet tureckie MSZ za próbę zmiękczenia jego słów. Ale większość ze stu dziewięćdziesięciu siedmiu ofiar tamtych starć stanowili Chińczycy. Erdogan ostatecznie wycofał się ze swoich uwag i podpisał osiem porozumień z chińskim premierem Wen Jiabao, którego rok później gościł w Ankarze. Dwa lata później Chiny nie zareagowały, gdy Erdogan wizytę w Państwie Środka rozpoczął w Urumczi, stolicy Sinciangu. Później nastąpiło odcięcie się Turcji od oskarżeń o dystansowanie się od NATO i zaoferowanie Chinom niespodziewanej propozycji zakupu systemów antyrakietowych od Chin.

Relacje chińsko-tureckie charakteryzują zatem nagłe wzloty i upadki. O ile Pekin redukuje sprawę ujgurską do kwestii walki z terroryzmem, Turcja woli nie wspominać o przemocy, kiedy wyraża zatroskanie sprawami Sinciangu. Takie podejście jest jednak niebezpieczne. Dawniej, kiedy ruch ujgurski nie otrzymywał wsparcia z Ankary (na które liczył), Chińczycy zawsze dopatrywali się ręki Turcji w działaniach Ujgurów. Teraz szukają tureckiego śladu w ostatnich wybuchach przemocy. W marcu 2014 r., kiedy zamachowcy z Kunming, gdzie zginęło trzydzieści pięć osób, a sto czterdzieści jeden zostało rannych, zostali schwytani w Indonezji z tureckimi paszportami, Ankara znalazła się w narożniku. Pekin rozdrażniło także wydanie paszportów tureckich stu siedemdziesięciu trzem Ujgurom, którzy uciekli do Tajlandii. Ujgurzy wstępujący w szeregi „Państwa Islamskiego” są kolejnym elementem nadwyrężającym zaufanie między Ankarą a Pekinem. Jak wiele innych krajów, Chiny krytycznie odnoszą się do działań Turcji wobec Syrii.

W obliczu nowych napięć Erdogan podjął zaskakującą decyzję udania się do Pekinu 28 lipca. Jednak w tym momencie przezwyciężenie atmosfery nieufności może nie być tak łatwe, jak w 2010 r., ze względu na powagę spraw spornych.

Podsumowując, chociaż rząd turecki trzyma się porozumienia w sprawach bezpieczeństwa podpisanego w 2000 r. i odmawia wydania wizy dla Rabii Kadir, przywódczyni Światowego Kongresu Ujgurskiego, to jednak nie ma pewności, jak zareagować na zrównywanie prawdziwych problemów z rzekomymi prześladowaniami. Postawa ta utrudnia rozwiązanie problemów asymilacji kulturowej, dyskryminacji i marginalizacji Ujgurów.

W ostatnich latach narracje obliczone na wywarcie wrażenia na opinii publicznej, zdziałały wiele na rzecz pojawienia się nowych obszarów problematycznych dla tureckiej polityki zagranicznej. Wciąganie polityki zagranicznej do wewnętrznej walki politycznej może szybko unicestwić wysiłki na rzecz rozwoju relacji dwustronnych.

Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Źródło: Al-Monitor

20140610182601_kuresellesme-surecinde-turkiye-cin-ekonomik-iliskileri_banner

Dodaj komentarz