Jean Raspail: Imigracja to dług przerzucany na nasze wnuki

To posunięty już w latach mężczyzna w zielonej kurtce z pagonami, który przeprasza z góry jeśli nie będzie mógł znaleźć właściwych słów i czasem zawiedzie go pamięć. Zdaje się nieco zaniepokojony pomysłem rozmowy o dziele jego życia. Jednak fizycznie jest dalej silny i stoi wyprostowany. Nim zasiądziemy przy stole w salonie, Jean Raspail z chęcią pokazuje nam swoją bibliotekę zajmującą cały pokój w mieszkaniu w 17. dzielnicy Paryża. Giono, Modiano, Cau, Camus, Volkoff … Jean Raspail, posiadacz tytułu Konsula Generalnego Patagonii kolekcjonuje nie tylko setki (jeśli nie liczyć tych w piwnicy) książek, lecz także modele statków i żołnierzyki w barwach armii wandejskiej. Jego Obóz świętych po wznowieniu we Francji w 2011 r. został wydany w Niemczech, gdzie według autora, książka znalazła „dobry dom”. Od rozmowy o domu, przechodzimy do kryzysu migracyjnego i strachu i nadziei jakie w niektórych wzbudziła jego książka, uznawana za dzieło prorocze przez część francuskiej skrajnej prawicy…

Zawdzięczamy Panu Obóz świętych, książkę wydaną w 1972 r. opisującą masowy napływ imigrantów na wybrzeża Morza Śródziemnego, którą niektórzy przedstawiciele skrajnej prawicy coraz częściej przywołują w związku z kryzysem migracyjnym jako dzieło wizjonerskie. Jak Pan to odbiera?

Kryzys ten kończy trzydzieści lat obelg i pogardy pod adresem mojej osoby. Za tę książkę traktowano mnie jak faszystę, uznano ją za głoszącą nienawiść…

Czy jest Pan rasistą?

Nie, absolutnie nie! Jak człowiek, który podróżował całe życie, członek Towarzystwa Francuskich Odkrywców, który spotkał niezliczone ginące ludy może być rasistą? Wydaje się to trudne. Po wydaniu książki w 1972 r., nastąpił wielki wstrząs i były ku temu powody. Były to czasy, zwłaszcza za rządów Valérego Giscard d’Estaing, w których miał miejsce prawdziwy intelektualny terror wobec pisarzy prawicowych.

Intelektualny terror?

Tak. Byłem obrażany, obrzucany błotem ujmując rzecz dość łagodnie. Krok po kroku znaleźliśmy się w sytuacji, jaką opisałem w książce. Intelektualiści, w tym również lewicowcy, uznali, że w tym, co napisałem jest pewna prawda. Bertrand Poirot-Delpech, który po wydaniu książki wyrzucił mnie z „Le Monde” w 1998 r. przyznał mi wreszcie rację na łamach tego dziennika. Teraz to się skończyło.

Obóz Świętych był przyczyną krytyki na samo wspomnienie Pana imienia…

Niewielu zostało już zajadłych “antyraspailistów”, chociaż Laurent Joffrin [redaktor naczelny dziennika „Liberation” – Red.] dalej na mnie pluje, jakby było to silniejsze od niego. Ale mój przyjaciel Denis Tillinac bierze na siebie odpowiadanie mu. Nie jestem mściwy. Teraz znajduję się na właściwym miejscu.

Skoro książka nie jest rasistowska, jakby ją Pan określił?

To książka niezwykła.

Niezwykła?

Zrodziła się w dziwnych okolicznościach. Wcześniej pisałem książki podróżnicze i opowiadania, które nie odnosiły wielkich sukcesów. W 1972 roku, przebywałem na południu u ciotki mojej żony w pobliżu  Saint-Raphaël, koło Vallauris. Siedziałem przy biurku patrząc na morze i pomyślałem „A jeśli przybędą?” Ci, którzy mieli przybyć byli z początku nieokreśleni. Wtedy wyobraziłem sobie Trzeci Świat wlewający się do bogatej Francji. To książka niezwykła. Jej pisanie zajęło wiele czasu, ale słowa przychodziły same. Przerwałem pracę wieczorem i wznowiłem ją rano, nie wiedząc, dokąd zmierzam. Jest w tej książce inspiracja niepochodząca ode mnie. Nie nazwałbym jej boską, ale obcą.

Nie przewidział Pan jednak odrzucenia z jakim książka spotkała się po wydaniu…

Kiedy mój wydawca Robert Laffont, człowiek apolityczny, przeczytał rękopis, był bardzo podekscytowany i nie zmienił w nim ani przecinka. Ja też nie chciałem niczego zmieniać.

Czy powstanie tej książki byłoby możliwe dzisiaj?

Początkowo, Obóz świętych nie był popularny. Przez co najmniej pięć czy sześć lat sprzedawał się słabo. Nagle, po trzech latach, sprzedaż wzrosła. Sukces zawdzięczała poczcie pantoflowej i promocji ze strony pisarzy prawicowych. A w 2001 roku, łódź z kurdyjskimi uchodźcami wylądowała w Boulouris koło Saint-Raphaël, kilkaset metrów od miejsca gdzie pisałem Obóz świętych! Przypadek ten wywołał wielkie poruszenie w okolicy. Znów zaczęło być głośno o książce i dotarła ona do szerszego grona odbiorców. To był początek morskiego napływu ludzi z zewnątrz. Jestem nieco zawstydzony, że książka doczekała się wznowienia, gdy dociera do nas fala imigrantów. To głęboko związane z tym, co się dzieje.

Czy to książka polityczna?

Może trochę. Ostatni czterej wierni bojownicy to patrioci przywiązani do tożsamości i ziemi. Buntują się przeciwko powszechnemu braterstwu i wymieszaniu…

Odżegnuje się Pan od skrajnej prawicy, ale książka ceniona jest przez pewne ksenofobiczne ugrupowania. Czy potępia je Pan?

Mówi Pan o skrajnościach w obrębie skrajności! Możliwe, że książka jest wykorzystywana i przy tej okazji pojawia się niekiedy zbyt mocny język. Nie mogę z tym nic zrobić. Co więcej, nie korzystam z Internetu, nie wkroczyłem w XXI wiek, nie wiem co się w nim mówi. Osobiście jestem prawicowcem, można wręcz powiedzieć „prawicowcem prawicy”.

To znaczy?

Powiedzmy, że stoję na prawo od Alaina Juppé. Jestem przede wszystkim wolnym człowiekiem, nie związanym z żadną partią. Poruszam się na obrzeżach.

Głosuje Pan?

Nie zawsze. Jestem rojalistą. Głosuję w drugiej rundzie wyborów prezydenckich. Z pewnością nie głosuję na lewicę.

Czy rozważał Pan napisanie kontynuacji Obozu świętych?

Jest pewne, że powstanie, ale nie ja będę jej autorem. Czy nastąpi to przed wielkimi powszechnymi niepokojami? Nie jestem pewien.

W książce pisze Pan o “dzikim” zachowaniu migrantów. Ale dziś patrząc na przybyszy z Syrii i innych krajów nie widzimy, aby mieli noże w zębach…

To, co dzieje się teraz nie jest ważne, bo to dopiero początek. Teraz wszyscy o tym mówią, nagle pojawiły się tysiące ekspertów do spraw migracji, mamy do czynienia z chaosem komentarzy. Nikt nie myśli 35 lat naprzód. Obecna sytuacja to nic, w porównaniu z tym co nastąpi w 2050 r. Na ziemi będzie żyło 9 miliardów ludzi. Afryka w ciągu stu lat zwiększyła populację ze stu milionów do miliarda, co do 2050 r. może się podwoić. Czy będzie się wtedy dało żyć na świecie? Migranci pochodzą przeważnie z Afryki, Bliskiego Wschodu i granic Azji…

Czy powinniśmy zdusić zło w zarodku i bombardować pozycje ISIL, jak robi to Francja?

To ich problem, nie nasz. Nas to nie dotyczy. Co robimy w tej opowieści? Czemu chemy odgrywać jakąś rolę? To ich sprawa! Kiedyś wycofaliśmy się z tych terenów, po co mamy wracać?

A gdyby z Syrii wydano rozkaz przeprowadzenia ataków we Francji?

Wystarczy zablokować możliwość wjazdu na terytorium Francji. Ale politycy nie mają rozwiązania dla tego problemu. To jak dług przerzucany na nasze wnuki. To one będą musiały uporać się z problemem masowej migracji.

Kościół Katolicki zajmuje nieco inne stanowisko. Apeluje do wiernych o szczodrość i gościnność…

Pisałem, że chrześcijańskie miłosierdzie ucierpi w wyniku napływu migrantów. Utwardzi on serca i usunie wszelkie współczucie. Nasz kraj zaleje fala.

Zatem odmówić przyjęcia wszystkich, w tym chrześcijan ze Wschodu?

Ich przyjęcie można rozważyć, ze względu na religię są najbliżsi Zachodowi. Wiele osób we Francji boi się tego przyznać. Francja, państwo oderwane od religii pokazuje, że korzenie cywilizacji zachodniej to korzenie chrześcijańskie. Nawet ludzie, którzy nie chodzą na mszę, nie praktykują, reagują zgodnie z tymi korzeniami.

Źródło: Le Point
Rozmawiał Saïd Mahrane
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Tytuł pochodzi od redakcji.

A Macedonian police officer raises his baton towards migrants to stop them from entering into Macedonia at Greece's border,near the village of Idomeni, Greece, August 22, 2015. Thousands of rain-soaked migrants stormed across Macedonia’s border on Saturday as police lobbed stun grenades and beat them with batons, struggling to enforce a decree to stem their flow through the Balkans to western Europe. Security forces managed to contain hundreds in no-man’s land. But several thousand others – many of them Syrian refugees - tore through muddy fields to Macedonian territory after days spent in the open without access to shelter, food or water. REUTERS/Alexandros Avramidis      TPX IMAGES OF THE DAY

Jeden komentarz

  1. Dzięki za tłumaczenie, dobra robota. Sam Raspail na stare lata ma sporo satysfakcji.

Dodaj komentarz