Leopold Caro: Bezużyteczność Misesa

Od Redakcji: Od kilku lat zapatrzone w anglosaską myśl ekonomiczną środowiska liberalne energicznie propagują na luźno pojętej prawicy koncepcje Ludwiga Misesa. Nie tylko przedstawiają je jako bezdyskusyjne, jedynie słuszne stanowisko w dziedzinie ekonomii, ale czynią wręcz kryterium „prawicowości”, „konserwatyzmu”, a nawet „katolicyzmu” ze zgodności zapatrywań na gospodarkę z poglądami tego kosmopolitycznego żydowskiego liberała. Mając to na uwadze, przypominamy poświęcony im artykuł konserwatywnego ekonomisty prof. Leopolda Caro. Tekst powstał jako krytyczna recenzja książki prof. Adama Heydla, polskiego propagatora poglądów Misesa. Polecamy jego lekturę zarówno wyznawcom, jak i przeciwnikom nowej, świeckiej religii „wolnego rynku”.(A.D.)

Prof. Heydel (1) udowadnia w sposób przekonywujący, że człowiek uszczuplający swój zysk w drodze powiększenia inwestycji działa gospodarczo błędnie. Myli się tylko, jeśli niżej ceni i przeciwstawia opinię inżyniera, przedstawiciela pracy, dostawcy surowców i konsumenta opinii „ekonomisty”, która rzekomo ogarnia ogół wszystkich interesów i korzyści. Punkt widzenia, jaki zajmuje autor, jest równie uprawniony, jak każdy inny, ale nie można go nazywać ekonomicznym, o ile nie zechcemy utożsamiać ekonomisty z człowiekiem dążącym wyłącznie do własnego wzbogacenia się. Byłby to punkt widzenia ekonomiki prywatnej, a nie społecznej, trafny tylko, o ile byśmy uznali, że jest to właśnie jedyna droga do wzrostu bogactwa społecznego, ale moim zdaniem różniący się zasadniczo od punktu widzenia ekonomiki społecznej. Tylko punkt widzenia prawdziwego ekonomisty ogarniać może ogół wszystkich interesów i stać od nich wyżej.

Gospodarstwo społeczne tworzy część składową życia w społeczeństwie, nie może przeto być wyzutym z celów związanych z istnieniem całości społecznego życia. Celem gospodarstwa społecznego nie może być żadną miarą wyłącznie produkcja dóbr, obejmować on winien obok niej i zaopatrywanie ogółu w przedmioty jego zapotrzebowania jako cel drugi, tudzież taki rozdział dóbr, który odpowiadałby powszechnemu dobru jako cel trzeci. Jeśli zaś uznamy wszystkie te trzy cele, w takim razie uwidoczni się nam cel ogólny, etyczny, zarówno gospodarstwa społecznego, jak zorganizowanej wspólnoty czyli społeczeństwa. Cel produkcyjny tylko w takim wypadku iść może w parze z celem powszechnego dobra, jeśli całość produkcji zwiększy sumę zadowolenia największej liczby ludzi, co tylko wówczas nastąpić może, jeśli w społeczeństwie zdobędzie uznanie prawo moralne. Społeczeństwo, wyzute z więzów moralnych, nie podołałoby i zadaniom gospodarczym, jak tego dowodzi rozkład Francji w drugiej połowie XVIII wieku, tudzież Rosji sowieckiej. Zadanie etycznego celu gospodarstwa społecznego tkwi głęboko w istocie społeczeństwa ludzkiego, wobec czego nie podobna myśleć wprost o nim z pominięciem owego celu. Cel ten etyczny objawia się w nieodzownej – przynamniej w dużym stopniu – solidarności życia społecznego, w społecznych cechach pracy, w żądaniu równomierności a więc sprawiedliwości w obrocie, oszczędności i ograniczeniu potrzeb, tudzież obowiązków, jakie nakłada własność prywatna.

(…). Ten mój pogląd uzasadnia także konkluzje w sprawie granicy między liberalizmem a etatyzmem. O ile gospodarstwo prywatne narusza wymagania etyki, działa ze szkodą społeczeństwa i wówczas jest rzeczą państwa wkroczyć. Będzie to nawet rodzajem obrony koniecznej, równej roli państwa wobec jednostek, zagrażających życiu czy mieniu innych – roli, którą wszak liberalizm ekonomiczny gorąco uznaje i aprobuje. Wszelka przesada w dziedzinie etatyzmu byłaby oczywiście błędną a nawet szkodliwą. Szczegółowo wywiodłem to na innym miejscu. Ale już z tego, co tu powiedziałem, wynikają granice, jakie moim zdaniem zakreślić można i należy dążeniom do wszechwładzy państwa w sprawach gospodarczych.

Wydaje mi się więc błędnym stanowisko szkoły liberalnej, która nie przecząc zarzutom o niedoskonałości a nawet niekiedy ciężkich grzechach liberalizmu, rozpatruje zjawiska gospodarcze jedynie z punktu widzenia kanonu praw gospodarczych, które sam kapitalizm ad usum delphini ułożył i nam do wierzenia podał a pomija – lub, jak to czyni autor omawianej pracy [tzn. Heydel – przyp. red.], osobno rozpatruje względy etyczne.

Dla uzasadnienia tej metody izolacyjnej mówi się zazwyczaj o odrębności i suwerenności nauki ekonomicznej. Ale zapomina się, że medycyna nie mogłaby obejść się bez nauk przyrodniczych, historia literatury bez historii powszechnej, filozofii i estetyki, prawo bez filozofii itd. Tam zaś, gdzie, jak wyżej powiedziałem, idzie o społeczeństwo, które opiera się z konieczności na etyce, a ginie w razie jej braku, co powiedzieli tacy geniusze jak Goethe, Napoleon i wielu innych – rozpatrywanie gospodarstwa tegoż społeczeństwa z zupełnym pominięciem etyki może dać tylko rezultat taki sam, jak badanie choroby nerek bez uwzględnienia np. sklerozy albo kataru kiszek z pominięciem stanu serca czy nerwów. Wszystko trzeba znać a nadto lekarz musi być i dobrym psychologiem, jeśli jego diagnoza i terapia ma stać na wyżynie zadania i jeśli nie ma się skończyć w najlepszym razie na wyleczeniu choroby, ale na śmierci pacjenta.

Ale nawet ograniczając się do kwestii zysku w gospodarstwie prywatnym w przykładzie przez autora dobranym, zauważyć trzeba, że wykazując bezwzględną wyższość producenta, osiągającego wyższy zysk przy mniejszych kosztach i mniejszej produkcji, pomija on wypadek straty, z którym obaj producenci ze sobą konkurujący liczyć się przecież muszą. Zysk to nie wynagrodzenie za dostarczenie dobrego towaru, jakby może być powinno, zysk to po prostu wynik korzystnej sprzedaży towaru, a tu tylko jednym z czynników jest dobra jego jakość, dalszymi a często ważniejszymi są reklama, potrzeba społeczeństwa, spekulacja. Wielkie majątki są rezultatem przede wszystkim pomyślnej koniunktury, jak tego dowodzi historia milionowych majątków Fuggerów i Rothschildów, w naszych czasach Vanderbildtów, Astorów, Carnegie’ich i setek innych – a nie samej pracy i oszczędności. A jeżeli tak jest, to dlaczego odmawia się zasług gospodarczych i temu, który więcej wyprodukował, choć wobec zwiększonych kosztów osiągnął w danym roku mniejszy zysk? Gdyby nie eksperyment, zakończony ubytkiem zysku, nie odważyłby się w roku następnym, wytworzyć jeszcze więcej towaru, ale już przy redukcji kosztów w drodze lepszej organizacji pracy. Wszelki wzrost zysków ma początek w doświadczeniu, okupionym stratą. Hipoteza, (nie autora) jakoby producent więcej produkujący przy większych kosztach czynił to dlatego, aby dać więcej ludziom u siebie zarobić, byłaby zupełnie dowolna i nie znajduje podstawy w rzeczywistości. Wszyscy produkują na to tylko, aby zarobić. Różnica między nimi jest tylko ta, że jeden kalkuluje trafnie a drugi opuszcza jedną choćby przesłankę w swym rozumowaniu i dlatego traci; albo też ta, że co do przedsiębiorstwa pierwszego zaszedł nieprzewidziany wypadek, stwarzający koniunkturę pomyślną lub niepomyślną, a co do drugiego nie zaszedł. Ford (2) sądzi, że ani koszta ani ceny nie odgrywają decydującej roli w kształtowaniu się zysku. Tajemnicę powodzenia widzi on w rozmiarach zbytu. I to jest w tym stopniu prawdą – niestety nie w naszych warunkach – że wywraca do gruntu wszystkie dotychczasowe teorie liberalizmu o pracy i oszczędności.

Odmienne moje od p. prof. H[eydla] zapatrywania wypowiedziałem i uzasadniłem już niejednokrotnie. Nie podejmuję się ponownego ich wyłuszczania przy sposobności pisania tych uwag.

Pragnę jedynie zaznaczyć odnośnie do recenzji prof. H[eydla] o książce Misesa „Liberalismus”, zawierającej polemikę z odmiennym moim o tej książce zapatrywaniem – że w artykule krytycznym w „Przeglądzie Powszechnym” (3) szło mi przede wszystkim o ustępy dyskwalifikujące p. Milesa jako uczonego. Jeżeli ktoś określa chrześcijaństwo jako naukę „zabraniającą ludziom troszczenia się o pracę, głoszącą nienawiść przeciw rodzinie i zalecającą dobrowolne pozbawienie się męskości”, jeżeli ktoś o słowach Zbawiciela, krytykujących bogatych mówi, że „więcej krwi popłynęło z ich powodu, więcej wywołały one nieszczęść, niż prześladowania kacerzy i palenie czarownic na stosie”, jeżeli ktoś przypisuje destrukcjonizm dzisiejszego świata łącznie Kościołowi katolickiemu i protestanckiemu a odmawia gorącemu chrześcijaninowi obu wyznań zrozumienia kultury współczesnej (…), to tym samym dowodzi bądź głębokiej ignorancji, bądź bezgranicznej złej wiary i także jako uczony nie może być traktowany poważnie. Nie żąda się od prof. Misesa aby był chrześcijaninem, wierzącym czy niewierzącym, i to nikogo nic nie obchodzi. Ale jeśli prof. Mises dzierży katedrę uniwersytecką, ma się prawo żądać, aby nie pisał niedorzeczności i potwarzy.

Co Mises przytacza przeciw możliwości zrealizowania socjalizmu, to dawno przed nim było powiedziane lepiej i poważniej a bez niesmacznych i nietaktownych wycieczek i napaści. Co natomiast mówi o interwencjonizmie, to jest powierzchowne i płytkie. Dlaczego rynek i wolna konkurencja mają być bardziej przewidujące, niż elita społeczeństwa, skupiona w rządzie, mającym wytknięty program (nie mówię o konkretnych rządach, mam na myśli zasadę), to jest niezrozumiałe. Ale powiedzieć, że interwencjonizm prowadzić musi do socjalizmu, to znaczy uprościć sobie bardzo dyskusję. Kartele obalają zresztą wolną konkurencję i do nich należy przyszłość. Interwencjonizm nie jest bynajmniej wrogiem karteli, pragnie jedynie i tu wiedzieć, co się dzieje i w razie naruszenia zasad obrotu, o których mówiłem na wstępie, mieć prawo głosu. (…).

Dlaczego lektura Misesa w Polsce, gospodarującej niewprawnie, wysprzedającej się na rzecz zagranicy, odbierającej rozkazy gospodarcze z zachodu, ma być tak bardzo pożyteczną, jak sądzi prof. H[eydel], nie rozumiem. Gdybyż przynamniej hasło liberalizmu: the survival of the fittest (4) było dowiedzioną prawdą! Ale tak nie jest, a przy tym grozi katastrofą niechybną Polsce. Jhering (5) powiedział: „Wenn die Wölfe um Freiheit brüllen, so wissen sie, was sie tun; aber wenn die Schafe um Freiheit blöken, so beweisen sie bloss, dass sie eben Schafe sind.” (6) Przekonanie to moje wyjaśnia mój negatywny stosunek do liberalizmu ekonomicznego.

Autoregulacja życia gospodarczego, nawet jeśli ma miejsce, jak twierdzi prof. H[eydel], odbywa się bowiem w tempie zbyt powolnym i doznać może przeszkód i pokrzyżowań zgoła nieprzewidzianych i to nie tylko w produkcji drzewa jak przyznaje autor (…), ale w ogóle, wobec czego celowa, mądra, przewidująca interwencja państwa m[oim] zd[aniem] jest najlepszym, co się w tych warunkach da w ogóle pomyśleć, choć oczywiście jak każde dzieło ludzkie, i ona nie może być wolna od błędów i pomyłek. (…).

Leopold Caro

Źródło: „Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny”, 1929, półrocze II. (Pisownię uwspółcześniono. Tytuł, opuszczenia oraz przypisy pochodzą od redakcji.).

Leopold Caro (1864-1939) – adwokat, socjolog, teoretyk katolickiego solidaryzmu społecznego. Od 1921 r. profesor ekonomii społecznej i nauk prawniczych na Politechnice Lwowskiej. Prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego we Lwowie i redaktor pisma „Przegląd Ekonomiczny”. Członek Komisji Pracy przy Komitecie Ekonomicznym Rady Ministrów, a także Rady Gospodarczej Województwa Lwowskiego. Autor m.in. prac: „August Cieszkowski” (1893), „Kwestia żydowska w świetle etyki” (1893), „Etyka w życiu publicznym” (1914), „Ku nowej Polsce” (1923), „Zasady nauki ekonomii społecznej” (1926), „Droga do odrodzenia społeczeństwa. Idee przewodnie encykliki Rerum novarum” (1927), „Solidaryzm. Jego zasady, dzieje i zastosowania” (1931), „Współczesne prądy gospodarcze a spółdzielczość” (1932), „Reformy gospodarcze i społeczne faszyzmu” (1933), „Własność prywatna, jej utrzymanie czy ograniczenie?” (1933), „Problem wywłaszczenia” (1934), „Zmierzch kapitalizmu” (1934), „Prawa ekonomiczne a socjologiczne” (1935), „Przyczynowość czy celowość w ekonomice społecznej” (1935), „Problem społeczny w katolickim oświetleniu” (1936), „Liberalizm i kapitalizm” (1937), „Przewrót gospodarczy III Rzeszy” (1938).

Przypisy:

1. Adam Heydel (1893-1941) – prawnik i ekonomista, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, jeden z twórców tzw. krakowskiej szkoły ekonomii. Zdeklarowany zwolennik liberalizmu gospodarczego i leseferyzmu. Politycznie związany ze Stronnictwem Narodowym. W 1933 r. za ostrą krytykę sanacji usunięty przez rząd z uniwersytetu, gdzie powrócił w 1937 r. W 1939 r. aresztowany przez Niemców w ramach operacji Sonderaktion Krakau i wywieziony do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. W 1940 r. zwolniony z obozu, wkrótce aresztowany ponownie i uwięziony w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, gdzie został rozstrzelany.

2. Henry Ford (1863-1947) – amerykański konstruktor, przemysłowiec i finansista irlandzkiego pochodzenia, założyciel jednego z największych koncernów motoryzacyjnych na świecie, działacz wolnomularski. Twórca systemu produkcji fabrycznej, od jego nazwiska nazwanego fordyzmem. Autor pracy „Międzynarodowy Żyd. Główny problem świata” (wyd. polskie: Warszawa 1998).

3. „Przegląd Powszechny” – miesięcznik wydawany w latach 1884-1939 przez polskich jezuitów. Poruszał zagadnienia z zakresu religii, filozofii, polityki, ekonomii, spraw społecznych.

4. Ang. „przetrwanie najlepiej przystosowanych”.

5. Rudolf von Jhering (1818-1892) – niemiecki filozof prawa, teoretyk solidaryzmu społecznego.

6. Niem. „Kiedy wilki wyją o wolności, wiedzą, co robią; ale kiedy owce beczą o wolności, okazuje się, że są tylko owcami.”

(opr. Adam Danek)

Komentarze są zamknięte.