Andrzej Zienkiewicz: O wyższości popytowej teorii zatrudnienia

,,Postaram się dowieść, że postulaty teorii

klasycznej dają się zastosować nie w ogóle, lecz jedynie w przypadku szczególnym,

gdyż sytuacja, jaką ona zakłada, jest punktem skrajnym

spośród wielu możliwych stanów równowagi”

– John Maynard Keynes

Ponad pół wieku upłynęło odkąd lord John Maynard Keynes opublikował swoje opus magnum, w którym rozprawił się z nieprzystającymi do rzeczywistości koncepcjami klasyczno – neoklasycznymi tworząc podwaliny pod zupełnie nową teorię ekonomiczną. Aż dziw bierze, że istnieją jeszcze intelektualiści wierzący w już dawno przestarzałe twierdzenia jakoby stopa procentowa równoważyła popyt na kapitał z jego podażą, zaś wzrost podaży pieniądza prowadził li tylko do wzrostu cen zgodnie z dychotomią sfery realnej i pieniężnej przyjmowaną przez neoklasyków. Jednak tym, co budzi największy niepokój, jest fakt, że prymitywna teoria głosząca, iż siła robocza to w istocie taki sam towar jak każdy inny w ramach kapitalistycznego sposobu produkcji, a skoro tak, to bezrobocie można zlikwidować poprzez obniżanie wynagrodzeń, ma aż tylu zwolenników wśród ekonomistów. To właśnie w tę kłamliwą koncepcję, której tak zawzięcie bronią ekonomiści wolnorynkowi, mamy zamiar uderzyć.

Nasze rozważania zaczniemy od zaprezentowania ortodoksyjnej teorii zatrudnienia.

1

Jak widzimy siła robocza potraktowana jest jak każde inne dobro, toteż jej ceną rządzą te same prawa, co innymi towarami na rynkach. Mechanizmem równoważącym popyt na pracę z jej podażą jest płaca realna. Ujemne nachylenie krzywej popytu na pracę jest odzwierciedleniem prawidłowości, iż produkt krańcowy czynnika pracy maleje wraz z każdym kolejnym zatrudnieniem pracowników (przy założeniu, że reszta czynników produkcji pozostaje niezmieniona), zaś dodatnie nachylenie krzywej podaży wynika z faktu, iż krańcowa przykrość pracy rośnie wraz z ilością świadczonej pracy (1). Przedsiębiorstwa kierując się zasadą maksymalizacji zysku zwiększają zatrudnienie, aż do zrównania się krańcowego produktu pracy z płacą realną (2).

Wedle liberalnej ortodoksji mechanizm dochodzenia do równowagi na rynku pracy wygląda następująco: jeśli występuje bezrobocie to należy sądzić, iż na niektórych rynkach płace przewyższają krańcowy produkt pracy. Wówczas w wyniku konkurencji pomiędzy pracownikami dojdzie do obniżki płac nominalnych, w konsekwencji do zwiększenia się popytu na pracę. Rynek ex post będzie zrównoważony, a nadpodaż pracy zlikwidowana.

Zwolennicy szkoły neoklasycznej postulują obniżkę płac nominalnych jako sposób walki z bezrobociem ulegając przekonaniu, iż płace realne zmieniają się w tym samym kierunku co płace pieniężne. Jest to konsekwencja założenia, iż obniżona płaca nominalna nie wpływa na poziom cen oraz na krzywe popytu konsumpcyjnego, ponieważ te rysuje się zawsze przy założeniu, że poziom dochodu jest dany (taka jest specyfika analizy równowagi cząstkowej). W ortodoksyjnej teorii zatrudnienia płace są po prostu potraktowane jako koszt z punktu widzenia kapitalisty. Jak widać, istnieje odwrotna zależność pomiędzy płacami realnymi a zatrudnieniem.

Jeśli przez wyzysk rozumieć utrzymywanie płac poniżej wartości produktu krańcowego to gra podaży i popytu nie pozwala na trwałe utrzymanie takiego stanu rzeczy. Dopóki krańcowy produkt pracy jest wyższy od płacy realnej (praca dodaje więcej do utargu niż do kosztów) kapitalistom opłaca się zatrudnić więcej robotników. Następstwem konkurencji między pracodawcami będzie oferowanie wyższych płac. Kwestia niesprawiedliwego podziału dochodu narodowego na nieskrępowanym rynku nie stanowi problemu, co prowadzi do prostego wniosku, że o podziale wytworzonego produktu winien decydować rynek, a nie Państwo.

Dwie kategorie bezrobocia zostały wyróżnione w teorii neoklasycznej. Jest to, po pierwsze, bezrobocie dobrowolne będące skutkiem utrzymywania płac realnych powyżej poziomu równowagi lub też odmowy przyjęcia wynagrodzenia odpowiadającego produktywności krańcowej. Niewykluczone jest także bezrobocie frykcyjne wynikające z błędnej oceny co do zapotrzebowania na towary danych gałęzi (3).

Skoro wiemy już jak przedstawia się mechanizm gwarantujący pełne zatrudnienie w gospodarce, przejdziemy obecnie do zilustrowania jak wygląda równowaga agregatowa okiem ekonomistów ortodoksyjnych:

2

Jak pokazane – na wykresie krzywa globalnego popytu przecina krzywą globalnej podaży w punkcie pełnego zatrudnienia, a gospodarka funkcjonuje na poziomie produktu potencjalnego (konsekwencja przyjęcia prawa Saya). Sama krzywa podaży wyprowadzona jest z prawa rosnących kosztów krańcowych. Zgodnie z tradycją marshallowską (równowagi cząstkowej) oraz tradycją warlasowską (równowagi ogólnej) ekonomiści ortodoksyjni przyjmują, iż siły popytu i podaży jednocześnie determinują ilość i ceny na jednym lub wielu rynkach.

Nietrudno zauważyć, że interwencjonizm państwowy jest bezzasadny. Każda próba podwyższenia globalnego popytu zakończyłaby się jedynie wzrostem cen oraz zwiększeniem udziału wydatków publicznych w PKB. Na gruncie teorii ortodoksyjnej bezrobocie może być jedynie wynikiem zakłócenia mechanizmu rynkowego, z tej racji postulaty deregulacji rynku pracy, likwidacji płacy minimalnej, ograniczenia działalności związków zawodowych etc. stają się jasne.

Przyjrzyjmy się teraz jak wygląda kwestia zatrudnienia w gospodarce kapitalistycznej z punktu widzenia teorii efektywnego popytu.

Keynes w swej Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza streszczając w dwu zasadniczych punktach neoklasyczną teorię zatrudnienia prof. Arthura C. Pigou odrzuca tylko jeden postulat ekonomii neoklasycznej. Mowa tu o postulacie głoszącym, iż ,,przy danym stanie zatrudnienia użyteczność płacy równa się krańcowej przykrości (ujemnej użyteczności) pracy odpowiadającej temu stanowi zatrudnienia” (4). Wynika z niego, iż bezrobocie dobrowolne oraz bezrobocie frykcyjne wyczerpują całość zagadnienia.

Przedstawimy obecnie model gospodarki dwusektorowej Michała Kaleckiego (nawiązujący do modelu stworzonego niegdyś przez Karola Marksa) celem rozstrzygnięcia zagadnienia, czy faktycznie w gospodarce kapitalistycznej istnieje tendencja do zapewnienia pełnego zatrudnienia. Przypomnieć należy, iż rozpatrujemy gospodarkę w krótkim okresie, gdyż tylko w odniesieniu do takiego okresu mają zastosowanie wywody Kaleckiego i Keynesa.

Nasamprzód poczyńmy kilka istotnych założeń:

  • gospodarka składa się z dwóch sektorów pionowo zintegrowanych, z których jeden produkuje dobra konsumpcyjne, drugi zaś dobra kapitałowe
  • robotnicy nie oszczędzają, a zatem ich konsumpcja równa jest wysokości funduszu płac w danym sektorze
  • całość zysków jest oszczędzana
  • wydatki inwestycyjne są dane autonomicznie (inwestycje, jak wiadomo, zależą od czynników długookresowych, tym samym założenie uznające stałość wydatków inwestycyjnych w krótkim okresie jest zasadne)

Prawdą jest, iż dobra kapitałowe nie są konsumowane przez robotników, wobec tego sektor dóbr konsumpcyjnych musi wykreować pewną nadwyżkę dóbr, tak aby zaspokoić potrzeby konsumpcyjne robotników z sektora produkującego dobra kapitałowe. Jednakże, żeby nadwyżka dóbr konsumpcyjnych została sprzedana, a potencjalny zysk zrealizowany, popyt inwestycyjny musi być na odpowiednim poziomie (w inny przypadku produkcja nie będzie się opłacać i nastąpi ograniczenie zatrudnienia), tzn. dochodowy efekt inwestycji musi być dostatecznie duży, tak by fundusz płac sektora inwestycyjnego był równy nadwyżce sektora konsumpcyjnego (jest to warunek równowagi makroekonomicznej przy pełnym zatrudnieniu) (5). Nie ma powodu twierdzić, że popyt inwestycyjny będzie odpowiednio wysoki, zapewniając w ten sposób pełne zatrudnienie, zwłaszcza pamiętając, że decyzje inwestycyjne są uzależnione od bardzo wielu czynników, stąd gospodarki kapitalistyczne niemal zawsze dysponują wolnymi mocami wytwórczymi (wielkość inwestycji jest jedną z najbardziej chwiejnych w gospodarce kapitalistycznej). Wydawać by się mogło, że w gospodarce kapitalistycznej nie może wystąpić nadprodukcja, a to z powodu nieskończonych potrzeb ludzkich. Niewątpliwie potrzeby ludzkie są nieskończone, jednak popyt konsumpcyjny jest tylko jednym z komponentów popytu globalnego, a najważniejszą częścią tegoż jest właśnie niestabilny ze swej natury popyt inwestycyjny.

Zwolennicy prawa Saya nie rozumieją, iż w warunkach produkcji kapitalistycznej podaż nie musi kreować swojego popytu, ponieważ ten ma swe źródło w wydatkach inwestycyjnych, które są autonomiczne. Popyt sektora inwestycyjnego rządzi podażą sektora konsumpcyjnego, dlatego prawo Saya musi zostać odwrócone, co jest równoznaczne z faktem, że w gospodarce jako całości wydatki określają dochody.

Keynes niewątpliwie postępuje słusznie przyjmując obok bezrobocia frykcyjnego i dobrowolnego również trzecią kategorię bezrobocia przymusowego, które nie jest skutkiem utrzymywania płac realnych powyżej poziomu równowagi.

Tak jak twórcy teorii efektywnego popytu zanegowali prawo Saya, tak też zakwestionowali założenie o rosnącej krzywej podaży w krótkim okresie (6). Kalecki zwraca uwagę, że o ile założenie o rosnących kosztach krańcowych stosuje się do rolnictwa o tyle nie ma ono uzasadnienia w przemyśle. Faktycznie jest tak, że w krótkim okresie krzywa podaży przedsiębiorstw jest w wysokim stopniu elastyczna, a to za sprawą utrzymywania niewykorzystanych zdolności produkcyjnych (tak samo jak w czasach depresji), przy takich zaś warunkach podażowych ceny są określane przez jednostkowe koszty zmienne – produkcja będzie rosła tak długo, jak długo ceny będą w stanie pokrywać koszty. Z kolei jednostkowy koszt zmienny (na który składają się głównie płace nominalne) jest stały, aż do pełnego wykorzystania mocy produkcyjnych. Najogólniej rzecz biorąc w teorii Kaleckiego ceny zależą od płac nominalnych. Skoro w krótkim okresie krzywa podaży jest elastyczna (ceny określane przez koszty) a dopiero w dłuższym okresie tj. gdy gospodarka zbliża się do pełnego zatrudnienia, robi się ona niemal pionowa (koresponduje to z cenami określanymi przez popyt) to krzywa łącznej podaży będzie miała kształt odwróconej litery L, równowaga agregatowa zaś w ekonomii popytowej będzie przedstawiać się następująco:

3

Na wykresie widzimy, iż na tej części globalnej podaży, która biegnie wzdłuż osi odciętych istnieje wiele punktów równowagi, lecz nie każdy z nich odpowiada temu poziomowi globalnego popytu, który zapewniałby pełne zatrudnienie. Taki właśnie stan gospodarki kapitalistycznej miał na myśli Keynes ucząc, że gospodarka może być w równowadze jednocześnie przy przymusowym bezrobociu – ,,(…) Skłonność do konsumpcji i stopa nowych inwestycji łącznie decydują o wielkości zatrudnienia, a ta ostatnia wyznacza poziom płac realnych, a nie odwrotnie. Jeżeli skłonność do konsumpcji i stopa nowych inwestycji nie stwarzają dostatecznie wielkiego popytu efektywnego, to faktyczny poziom zatrudnienia będzie niższy od potencjalnej podaży siły roboczej będącej do dyspozycji przy istniejącej płacy realnej” (7).

Wyraźmy zatem niezwykle ważną prawidłowość – gdy gospodarka funkcjonuje poniżej produktu potencjalnego o rozmiarach zatrudnienia decyduje wysokość efektywnego popytu, a nie mechanizm płacowy.

Niemniej jednak Keynes pozostawia w mocy drugi postulat ekonomii ortodoksyjnej mówiący, iż ,,płaca równa się krańcowemu produktowi pracy”. Tutaj też zaczyna się rozdźwięk pomiędzy teorią Keynesa a koncepcjami polskiego ekonomisty. Zdaniem brytyjskiego uczonego dopiero po osiągnięciu równowagi przy wykorzystaniu całego aparatu wytwórczego płaca realna zrównuje się z produktem krańcowym czynnika pracy. Widać tu wyraźnie, że Keynes nie zanegował zasady maksymalizacji zysku, tylko ją ograniczył, nie mógł całkowicie uwolnić się spod wpływu szkoły neoklasycznej. Takie podejście sprawia pewien problem, bowiem ekonomia neoklasyczna przyjmując jednocześnie zasadę malejących przychodów orzeka, że kapitaliści zatrudniliby więcej pracowników gdyby płaca realna była niższa. Oczywiście my żeśmy takiemu poglądowi dopiero co zaprzeczyli wykazawszy, iż w gospodarce, w której istnieją wolne moce produkcyjne zatrudnienie zależy w całości od zagregowanego popytu, jednakże rozwiązanie Keynesa doprowadziło do ponownego uzależnienia poziomu zatrudnienia od wysokości płac realnych i deformacji samego keynesizmu. Inaczej Kalecki – odrzucił on zasadę maksymalizacji zysku, ponieważ wymagałaby ona od przedsiębiorców znajomości nie tylko własnych kosztów, lecz i popytu. W związku z powyższym przedsiębiorstwa zachowują się racjonalnie, gdy opierają ceny na kosztach, które są im znane, niż na popycie, który jest im nieznany (8).

Warte podkreślenia jest to, iż pojęcie równowagi w teorii efektywnego popytu jest zgoła odmienne niż w teorii ortodoksyjnej – równowaga nie musi dotyczyć jednocześnie ilości i cen. Alfred Marshall zakładał, że w krótkim okresie krzywa podaży jest rosnąca, zaś gdy staje się elastyczna równowaga nie może być wyznaczona, jako że w tym przypadku cena nie może pełnić roli czynnika dostosowawczego. Kalecki i Keynes odrzuciwszy prawo Saya doszli do wniosku, że popyt i podaż mogą zrównywać się z sobą nie dzięki mechanizmowi cenowemu, lecz za pośrednictwem wzrostu produkcji wywołanej zwiększeniem efektywnego popytu. Tak długo jak mamy do czynienia z luką popytową tak zwiększanie wydatków będzie doprowadzało do wzrostu produkcji i zatrudnienia (mnożnik wywołuje dostosowania ilościowe). Nie należy jednak wysnuwać wniosku, iż teoria efektywnego popytu zakłada stałość cen, powstawała ona przecież w latach 30. XX wieku kiedy ceny radykalnie spadały. Ważne jest jedynie założenie o stałości jednostkowej marży zysku, czyli stałej struktury podziału dochodu narodowego pomiędzy płace i zyski.

Z teorii Keynesa i Kaleckiego wypływa, że bezrobocie w gospodarkach kapitalistycznych ma w dużej mierze charakter popytowy, tak więc walka z nim oznacza jednocześnie zwiększenie globalnego popytu, aż do poziomu zapewniającego pełne zatrudnienie. Ekonomiści wolnorynkowi przyjmujący, iż bezrobocie jest w dużej mierze spowodowane stawianiem ograniczeń kapitalistom są w błędzie.

Skoro przedstawiliśmy teorię zatrudnienia w ujęciu ekonomii popytowej możemy obecnie przejść do krytyki liberalnych koncepcji ograniczania bezrobocia, tj. do krytyki postulatu obniżki płac nominalnych jako rzekomego remedium na bezrobocie. Częstokroć obniżkę płac przedstawia się w zawoalowany sposób jako obniżkę kosztów pracy, różnica jest jednak niewielka, jak zauważa prof. Jerzy Osiatyński: ,,Dla przedsiębiorcy tak płace, jak i koszty pochodne związane z zatrudnieniem występują łącznie. Kiedy więc likwiduje się pewne świadczenia, koszty robocizny maleją, podobnie jak wtedy, gdy maleją płace. Natomiast z punktu widzenia pracownika – likwidacja bezpłatności świadczenia oznacza konieczność zapłacenia za nie, wobec czego ceteris paribus jego wydatki na inne dobra konsumpcyjne się zmniejszą – tak samo jak w przypadku redukcji płac” (9).

Postulat obniżania płac w celu zwiększenia zatrudnienia Kalecki podsumował w następujący sposób: ,,Pogląd, że obniżka płac jest najskuteczniejszym sposobem zwalczania bezrobocia jest nader rozpowszechniony. ,,Płaca robocza to cena siły roboczej, a więc popyt na nią rośnie gdy cena spada” – oto prymitywna argumentacja, którą zazwyczaj stosują pseudoekonomiści. Ale także i oficjalna ekonomia, posługuje się nieporównanie subtelniejszymi rozważaniami, dochodzi w końcu do podobnych wyników” (10).

Ekonomia ortodoksyjna postulując obniżkę płac nominalnych nie bierze pod uwagę dwu rodzajów sprzężeń zwrotnych występujących w gospodarce kapitalistycznej (11). Przyjrzyjmy się im.

Pierwszy polega na swoistym oddziaływaniu spadku płac nominalnych na poziom cen. Opisując mechanizm kształtowania się cen w krótkim okresie tłumaczyliśmy, iż ceny określane są przez poziom płac nominalnych, z tej przyczyny ceny będą spadać pari passu ze spadkiem płac nominalnych. Płaca realna nie ulegnie wówczas zmianie, a skoro tak to zatrudnienie nie może się zwiększyć. Można zatem wnioskować, że płace realne są sztywne w krótkim okresie.

Kolejna konsekwencja obniżki płac nominalnych dotyczy wpływu spadku płacy realnej na poziom efektywnego popytu. Załóżmy tak, jak ekonomia ortodoksyjna, iż obniżka płac nominalnych nie wpływa na poziom cen – wraz z płacą pieniężną spada płaca realna. Taka sytuacja niewątpliwie doprowadzi do wzrostu jednostkowego zysku. Czy doprowadzi to do wzrostu zatrudnienia? Dokonajmy istotnego rozróżnienia decyzji inwestycyjnych od inwestycji. Inwestycje z okresu (t)1 zależą od decyzji inwestycyjnych z okresu (t)0, co oznacza, że bezwzględnie trzeba brać czynnik czasu pod uwagę. Inwestycje nie mogą zwiększyć się do razu po obniżce kosztów, gdyż decyzje o rozmiarze inwestycji zostały już podjęte w okresie wcześniejszym. Pamiętajmy jeszcze o bardzo ważnej kwestii – obniżka płac nominalnych oznacza redystrybucje dochodu od klas o wyższej skłonności do konsumpcji do klas o wyższej skłonności do oszczędzania. Wzrost skłonności do oszczędzania przy niezmienionym poziomie inwestycji doprowadzi – na mocy paradoksu oszczędzania – do spadku zatrudnienia i PKB. Czy z kolei obniżka płac realnych doprowadzi do wzrostu inwestycji w przyszłym okresie? Należy sądzić, że nie. Spadek PKB i zatrudnienia w okresie wcześniejszym raczej zniechęci kapitalistów do większych inwestycji w okresie przyszłym.

Pokazaliśmy, iż obniżka płac nie może wpłynąć na wzrost zatrudnienia bezpośrednio. Zastanówmy się jednak, czy może ona przyczynić się do zmniejszenia bezrobocia w sposób pośredni.

Keynes wyrażał przekonanie, że obniżenie płac nominalnych może faktycznie przyczynić się do wzrostu zatrudnienia, a to za pośrednictwem preferencji płynności. Pisze on o tym w następujących słowach: ,,Zmniejszenie funduszu płac, któremu towarzyszy pewien spadek cen i dochodów pieniężnych w ogóle, zmniejszy zapotrzebowanie na gotówkę dla celów dochodowych oraz handlowych. Tym samym zmniejszy pro tanto skalę preferencji płynności dla całego społeczeństwa. To znów obniży, ceteris paribus, stopę procentową, co wyjdzie na dobre inwestycjom” (12).

Keynes ma na myśli to, że obniżka płac nominalnych może doprowadzić do zmniejszenia transakcyjnego popytu na pieniądz, co doprowadzi do spadku stopy procentowej, wzrostu inwestycji i zatrudnienia. Brytyjski uczony jednak zdaje sobie doskonale sprawę z faktu, iż pieniądz nie służy tylko do środków transakcyjnych, lecz jest on również silnie związany z motywem spekulacyjnym. Stopa procentowa wzrasta wraz ze zwiększaniem się spekulacyjnego popytu na pieniądz, a pamiętajmy, iż gdy motyw transakcyjny spada to w tym samym czasie ludzie mogą zechcieć trzymać więcej pieniędzy ze zgoła innego powodu (wg Keynesa wymienialność między popytem transakcyjnym a spekulacyjnym jest silna). Poza tym – inwestycje zależą od różnorakich czynników, a nie tylko od stopy procentowej.

Kalecki wątpił w taki sposób ożywiania koniunktury: ,,Jest jednak wysoce wątpliwe, czy opisany mechanizm w ogóle wywoła wzrost produkcji. Związek pomiędzy spadkiem obrotów a spadkiem krótkoterminowej stopy procentowej jest w istocie rzeczy dość niepewny na długą metę. Jeżeli spadek obrotów trwa przez długi okres, polityka bankowa może się z łatwością przystosować do tego długofalowego spadku przez obniżenie podaży środków pieniężnych pari passu z obrotami, podtrzymując w ten sposób krótkoterminową stopę procentową” (13).

Powyższe przykłady uwidaczniają nam, że mechanizm rynkowy pozostawiony sam sobie nie jest w stanie zamknąć luki popytowej, a więc bez interwencji Państwa gospodarka kapitalistyczna skazana jest na pozostanie w równowadze przy niepełnym zatrudnieniu.

Przyszedł czas na podsumowanie naszych wywodów. Liberałowie twierdzą, iż nieskrępowany rynek jest w stanie doprowadzić do pełnego wykorzystania czynników wytwórczych. Wykazaliśmy, że niekoniecznie tak musi być, gdyż podaż dóbr sektora konsumpcyjnego nie tworzy dla siebie wystarczającego popytu, stąd niezbędne są wydatki sektora inwestycyjnego, które jednak – mając na względzie ryzyko związane z podejmowaniem inwestycji – mogą okazać się zbyt małe, aby wchłonąć nadwyżkę sektora konsumpcyjnego. Po wtóre – liberałowie przekonują, iż mechanizm płacowy jest czynnikiem zapewniającym pełne zatrudnienie. Dowiedliśmy, że dopóki istnieje luka popytowa zatrudnienie w całości zależy od wielkości zagregowanego popytu, a obniżka płac nominalnych jest w stanie doprowadzić jedynie do ruiny gospodarczej. Wysoka elastyczność globalnej podaży w krótkim okresie prowadzi do konstatacji, iż popyt tworzy dla siebie podaż w równiej wielkości za pośrednictwem wzrostu produkcji. Dla wolnorynkowców nazwiska Kaleckiego i Keynesa mają wydźwięk jednoznacznie negatywny właśnie dlatego, że teoria efektywnego popytu uderza w prymitywne przeświadczenie jakoby swobodnie działający mechanizm popytu – podaży był w stanie doprowadzić do równowagi przy pełnym zatrudnieniu.

Andrzej Zienkiewicz

416_src

  1. – E. Kryńska, E. Kwiatkowski, Podstawy wiedzy o rynku pracy, Łódź 2013, s. 81.
  1. – E. Kwiatkowski, Bezrobocie. Podstawy teoretyczne, Warszawa 2002, s. 102.
  1. – Tamże, s. 104.
  1. – J. M. Keynes, Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza, Warszawa 1985, s. 31.
  1. – J. Osiatyński, Finanse publiczne. Ekonomia i polityka, Warszawa 2006, s. 69.
  1. – Tamże, s. 65.
  1. – J. M. Keynes, Ogólna teoria…, s. 57.
  1. – K. Łaski, Całkowity popyt i całkowita podaż we współczesnej makroekonomii – analiza krytyczna, w: T. Kowalik, J. Hausner, Polscy ekonomiści w świecie, Warszawa – Kraków 2000, s. 58.
  1. – J. Osiatyński, Finanse… s. 135.
  1. – M. Kalecki, Dzieła, t. 2, Warszawa 1980, s. 40.
  1. – A. Bhaduri, Makroekonomiczna teoria dynamiki produkcji towarowej, Warszawa 1994, s. 86.
  1. – J. M. Keynes, Ogólna teoria…, s. 289.
  1. – J. López, M. Assous, Michał Kalecki, Warszawa 2010, s. 76.

Dodaj komentarz