Adam Danek: Wzgórze – sanktuarium – opactwo

Takich duchowych centrów jest w naszym kraju wiele. Mapa Polski jest nimi usiana, wtopionymi w polski pejzaż tak dobrze, jakby każde znajdowało się idealnie na swoim miejscu. Kalwaria Zebrzydowska, Srebrna Góra, Rychwałd, Ludźmierz, Tyniec, Tropie, Mogiła, Staniątki, Święty Krzyż, Kalwaria Pacławska, Sowia Góra, Gietrzwałd, Piekary Śląskie, Wąchock, Złoczew, Czerna i wiele innych. Miejsca, jakby powiedzieli niektórzy, magiczne (choć doprawdy trudno o określenie bardziej nieadekwatne do ich rzeczywistego charakteru). Miejsca, których mieszkańcom i gościom objawia się tajemnica naszego bytu. Miejsca, gdzie stoją sanktuaria lub stare, głęboko korzeniami wrosłe w ziemię, wciąż działające opactwa.

Ich położenie nigdy nie jest przypadkowe. Bo centrum duchowe organizuje wokół siebie świat. (Coś do powiedzenia na pewno mają tu prawa geografii sakralnej, ale to opowieść na inną okazję.). Święte miejsce zazwyczaj leży na uboczu, często w otoczeniu pięknego krajobrazu, bardzo często na wzniesieniu. Geograficzne właściwości jego lokalizacji określają przebieg naszej wędrówki, kiedy się tam udajemy.

Najpierw opuszczamy Miasto, pozostawiając za sobą jego zgiełk. Wyruszamy w mniej uczęszczaną okolicę, gdzie cisza sprzyja obcowaniu ze Stwórcą i sama do niego skłania, pozwala wejść w siebie. Nieraz musimy odejść daleko od Miasta. W pewnym momencie droga zaczyna się wznosić. Musimy wstępować coraz wyżej, wzmóc wysiłek, tym bardziej, im bliżej jesteśmy celu. Zabudowania świątynne czy klasztorne stopniowo odsłaniają się naszym oczom. Wreszcie docieramy pod bramę, przekraczamy próg i jesteśmy w świętym miejscu. Tam, gdzie przechowywany jest cudowny obraz, gdzie znajduje się grób świętego lub jego relikwie. Albo po prostu tam, gdzie żyją mnisi, bo tam trwa Królestwo Boże na ziemi. Dawni pisarze chrześcijańscy powtarzali, że tylko ze względu na mnichów Pan Bóg pozwala, by ten świat ciągle jeszcze istniał. „Dlatego też nie powinno się wątpić, iż dzięki ich zasługom świat do dziś stoi.” – stwierdza we wstępie do swego dzieła anonimowy autor spisanej pod koniec IV wieku „Historii mnichów w Egipcie”.*

Opis pielgrzymki stanowi zewnętrzne odzwierciedlenie wędrówki wewnętrznej, która powinna jej towarzyszyć. Miasto symbolizuje w niej świat, z całym jego hałasem i chaosem – „świat” taki, jaki jest wspominany na kartach Ewangelii według św. Jana. Aby obcować z Bogiem, odwracamy się od spraw świata i jego spazmatycznego zabiegania. „Wychodzimy” ze świata niczym z Miasta. Musimy się skłonić do wewnętrznego wyciszenia, a potem skierować serce i umysł ku Bogu. Prawda przybliża się i odsłania stopniowo, w miarę, jak wzmagamy duchowy wysiłek. Wznosimy się coraz wyżej – w ramiona Stwórcy.

A gdy pielgrzymka dobiegnie końca, trzeba powrócić ze świętego miejsca do świata, ale już przemienionym wewnętrznie. Zostaliśmy pokrzepieni. Ponownie zanurzamy się w życie, które tak wielu ma za życie jedyne – wiedząc teraz, że jest ono zaledwie cieniem życia prawdziwego, jakie nastanie, gdy ziemskie cienie rozproszy Boskie Słońce.

Adam Danek

* Historia mnichów w Egipcie, przeł. Ewa Dąbrowska, Kraków 2011, s. 151.

 

2 komentarze

  1. cyt : „Aby obcować z Bogiem, odwracamy się od spraw świata i jego spazmatycznego zabiegania. „Wychodzimy” ze świata niczym z Miasta. Musimy się skłonić do wewnętrznego wyciszenia, a potem skierować serce i umysł ku Bogu. Prawda przybliża się i odsłania stopniowo, w miarę, jak wzmagamy duchowy wysiłek. Wznosimy się coraz wyżej – w ramiona Stwórcy.”

    Jak bym słyszała sufickie opowieści…

  2. Konrad Januszewski

    Piękny tekst. Oby więcej takich na xportalu 🙂

Dodaj komentarz