Andrew Korybko: Dlaczego Kurdowie twierdzą, że Czeczeni są „autentycznie rdzenni” w Syrii?

Od Tłumacza: Z uwagi na pewne problemy wynikające z aberracyjnych zachowań części środowisk kurdyjskich w pn. Syrii (o których informował wcześniej także Xportal), chciałbym Państwa zapoznać z artykułem pt. Why Are The Kurds Saying That Chechens Are “Genuinely Native” To Syria?, który 19-go marca br. na portalu Katechon zamieścił Andrew Korybko (prorosyjski publicysta, wykładowca na MGIMO – o nowych publikacjach informuje też via FB, na swoim profilu). Obecnie tekst (oraz jego kontynuacje) krąży wśród popierających niepodległą Syrię środowisk zachodnich i bliskowschodnich, więc warto byłoby go przybliżyć także podobnym środowiskom w Polsce. Z uwagi na to, że został on napisany językiem dość trudnym – nawet dla kogoś, kto mieszka w Wielkiej Brytanii od dawna i raczej nie ma problemów z komunikacją – postanowiłem go przetłumaczyć na polski, specjalnie dla czytelników Xportalu. Zgodnie z intencją Autora zachowano nazwę Daesz (w miejsce częściej używanej w mediach polskich ISIS). Dodano też kilka hiperlinków, które nie występują w tekście oryginalnym.

Czytelnik polski musi zostać także zaznajomiony z bardzo ważnym faktem: w mediach zachodnich i polskojęzycznych promowana jest niezgodna ze stanem faktycznym narracja, jakoby wszyscy Kurdowie w Syrii (albo chociaż ich przytłaczająca większość) opowiadała się za federalizmem czy wręcz ogłoszeniem niepodległości tzw. Kurdystanu. Otóż bardzo wielu Kurdów (osób cywilnych jak i kombatantów) czuje się przede wszystkim obywatelami Syrii, popiera albo siły prorządowe, albo związana jest z różnymi frakcjami tzw. opozycji, a nawet ewidentnych, ideowych islamistów w rodzaju ISIS (przykładowo, w 2014 roku w Aleppo przedstawiciele Kurdów z ponad 30 okolicznych miejscowości złożyli przysięgę na wierność tzw. Państwu Islamskiemu) – toteż nieprawdziwy jest również medialny obraz, jakoby Kurdowie byli wszyscy tacy„nowocześni”, „bliżsi Europejczykom” czy niepodatni na radykalizację (prawdę powiedziawszy, to już o wiele większa proporcja etnicznych Syryjczyków jest bliższa tych wyobrażeń – zwł. tych wywodzących się z zachodniej części Syrii, nie tylko szyitów czy alawitów, lecz także sunnitów). Natomiast koncepcje federalizmu kurdyjskiego (z opcją ogłoszenia niepodległości kontrolowanego przez siebie terytorium) w Syrii reprezentuje przede wszystkim partia PYD i jej ramię zbrojne YPG. W tłumaczeniu na polski starałem się oddać te niuanse, określając ich w wielu miejscach jako Kurdów-federalistów. Warto też zauważyć, że na rozmowach w Genewie zarówno kurdyjscy delegaci rządowi, jak i ci ze strony „opozycji” potępili jednogłośnie federalizacyjny projekt PYD. Podobnie uczynili nie-kurdyjscy mieszkańcy prowincji Hasaka. / (Michał Mazur)

kurdy

(na zdjęciu Kurdowie z syryjskich sił rządowych, celebrujący Nowruz wraz z cywilnymi pobratymcami)

Andrew Korybko: Dlaczego Kurdowie twierdzą, że Czeczeni są „autentycznie rdzenni” w Syrii?

Prawdopodobnie najbardziej osobliwa nowina, jaka do tej pory dotarła do nas z frontów wojny w Syrii, to fakt, że kurdyjski oficjalny plan federalizacji, określany jako „Project For A Democratic Syria” („Projekt dla Demokratycznej Syrii”), nie tylko czerpie obficie z areligijnej (choć wahabickiej) bliskowschodniej nowomowy nt. „faszyzmu” i „semi-faszyzmu”, lecz także zawiera niedorzeczne passusy, jakoby walczący na terenie Syrii Czeczeni byli tam „autentycznie rdzenni”, czy nawet wcześniej „uczestniczyli w tworzeniu historii i kultury tego regionu” (sic!). Tak bezwstydne kłamstwa wynikają najwyraźniej z przyczyn politycznych, a mianowicie z dążeń Kurdów-federalistów do przeciągnięcia na swoją stronę ponad 2 tys. Czeczenów, którzy walczą w szeregach Daesz (ISIS) w północnej Syrii.

Ponadto, próbując zakłamywać historię tak, by legitymizować czeczeńskich dżihadystów jako „tubylców”, Kurdowie dostarczają światu niepodważalnego dowodu na istnienie czegoś takiego jak bronie masowej migracji („Weapons of Mass Migration”), których istnienia dowodziła prof. Kelly M. Greenhill. Logiczny wniosek, który nasuwa uczynienie oręża z zakłamywania historii jest taki, że Kurdowie i ich patroni amerykańsko-izraelsko-saudyjscy są zdecydowani zniszczyć Syrię, idąc nawet tak daleko, aby zmienić jej nazwę – cel, który również wymienili w swoim wcześniej wspomnianym manifeście – na coś bardziej „tożsamościowo inkluzywnego” (‘identity inclusive’), jak przypuszczalnie „Lewantyńska Federacja” [w miejsce Syryjskiej Republiki Arabskiej, oficjalnej nazwy Syrii – przyp. M.M.] lub jakikolwiek inny sztucznie „kompromisowy” twór, jaki uda im się wymyślić.

Osadnicy – już nie tylko Żydzi

W potocznym języku geopolityki bliskowschodniej, gdy ktoś mówi o „osadnikach” to z reguły odnosi się do Żydów okupujących Palestynę – Kurdowie jednak pokazali światu, że termin ten może być zastosowany także na określenie muzułmańskich osadników, którzy od pięciu lat napływają do Syrii by przejąć ją we władanie. Warto w tym miejscu zauważyć, że nowo przybyli Czeczeni zostali według Kurdów zaklasyfikowani jako „tubylcy” obok podobnie „tubylczych” tzw. Turkmenów [z których większość dziwnym trafem urodziła się w Turcji, a z Turkmenami w sensie etnosu ma wspólnego niewiele lub zgoła nic – przyp. M.M.] po to, by dzięki temu w pewien sposób przypodobać się Turcji, uzyskując jej milczącą akceptację dla kurdyjskiego projektu geopolitycznego w północnej Syrii. Patrząc na to z punktu widzenia strukturalnego i biorąc pod uwagę, że „Projekt dla Demokratycznej Syrii” został ogłoszony ponad rok temu w lutym 2015 roku, wyraźnie widać, że Kurdowie-federaliści bez wątpienia dość strategicznie zaplanowali najlepszy możliwy sposób, w jaki mogą jednostronnie zrewidować historię, by zniechęcić do działań przeciwko sobie największych wrogów ich wizji (a wręcz otworzyć sobie pole do dalszych układów z nimi) – dżihadystów Czeczenów i neo-ottomańskich Turków.

Syryjska aktywistka-dziennikarka Afraa Dagher już we wrześniu ub. roku informowała, że Daesz zwabiał z Chin do Syrii (co czyni nadal) Ujgurów-radykałów, za pomocą obietnic darmowej ziemi i zakwaterowania dla nich oraz ich rodzin – toteż w działaniach Kurdów-federalistów widzimy swego rodzaju kontynuację wrogich intryg, mających na celu zasiedlenie Syrii elementami obcymi etnicznie. Gdyby ci Kurdowie oraz ich patroni znali dokładniej skalę obecnych i potencjalnych migracji Ujgurów-islamistów, to być może również ujęliby tę środkowoazjatycką, turkijską grupę jako „tubylców”, obok wielu innych napływowych grup, by móc w ten sposób położyć pewniejszy fundament pod „Federację Północnej Syrii”. Podobnie jak autor wyjaśniał już wcześniej w swoim poprzednim artykule na ten temat, Kurdowie zasadniczo tworzą „federację w obrębie planowanej federacji”, czyli innymi słowy, znacznie większy skalą i poziomem dysfunkcjonalności podmiot niż Bośnia i Hercegowina – a najnowsze kłamstwo jakoby Czeczeni i tzw. Turkmeni byli „autentycznie rdzenni” jest nieodłączną częścią tej farsy.

Jak wie bodaj każdy, kto jest choćby minimalnie zaznajomiony z problematyką syryjską (nie mówiąc o Syryjczykach), Czeczeni i Turkmeni nie są ludnością rdzenną północnej Syrii, ani też nie „przyczyniają się do jej równowagi społecznej” [sic! nowomowa federalistów kurdyjskich – przyp. M.M.], co jest kolejnym fałszem zawartym w manifeście „Projekt dla Demokratycznej Syrii”. To bezczelne kłamstwo jest rozpowszechniane przez federalistów tak, by „złożony federalizm” (tudzież podobną do bośniackiej „federację wewnątrz federacji”) narzucić Syrii w taki sposób, by w praktyce pozbawić nad nią kontroli rząd w Damaszku, de facto dzieląc kraj wg podziałów etnicznych. Kluczem do zainicjowania tego procesu jest użycie „broni masowej migracji”, wspomaganej administracyjno-politycznymi zachętami do osiedlania się dla etnicznie odrębnych, lecz zbliżonych do Kurdów pod względem wyznania nie-arabskich kolonistów (Czeczenów i Turków) – aby ich napływ do płn. Syrii pozwolił przekształcić jej krajobraz etniczny na tyle, by potem Kurdowie-federaliści mogli ogłosić go jako „swój”.

Kalejdoskop federalistyczny

Autor we wcześniejszych publikacjach używał przymiotnikowej metafory kalejdoskopu dla określenia natury „federalizmu tożsamościowego”, np. w swych pracach opublikowanych w ramach rosyjskiego Narodowego Instytutu Badań Bezpieczeństwa Globalnego (NIIGlob), gdyż najdokładniej oddaje ten system w praktyce. W odróżnieniu od „standardowych federacji”, takich jak USA czy Niemcy, lub systemu zbudowanego częściowo w oparciu o tożsamość i jednocześnie określonego także geograficznie jak w Rosji, w „federacjach tożsamościowych” jak Bośnia i Hercegowina, Sudan Południowy i wkrótce Nepal, każda z „konstytutywnych” grup otrzymuje własną podmiotowość z konstytucyjnie zagwarantowaną szeroką autonomią.

Plan Kurdów-federalistów i wspierającej ich działania „osi” zagranicznych sojuszników w rzeczywistości wykracza poza wszelkie modele wcześniej zaimplementowane na świecie, pchając ten ostatni model w stronę maksymalnej skrajności, postulując nawet, że „wszystkie organizacje społeczeństwa obywatelskiego mają zorganizować, jako środki zapewniające bezpieczeństwo i rozwój, instytucje obronne, włącznie z siłami zbrojnymi i porządkowymi, zgodnie z uchwalonymi dla demokratycznej ojczyzny zasadami, które zamierzamy zbudować w oparciu o niezależne instytucje.” [nowomowa kurdyjskich federalistów, vol. 2 – przyp. M. M.].

Zastanawiając się nad znaczeniem tej intencyjnej klauzuli z „Projektu dla Demokratycznej Syrii” można rozumieć, że wszystkie grupy, które Kurdowie i ich kontrolerzy zidentyfikują jako „autentycznie rdzenne” dla północnej Syrii będą uprawnione do posiadania własnych sił zbrojnych, co prawdopodobnie skutkowałoby konstytucyjną legitymizacją grup zbrojnej „opozycji” jako oficjalnych sił bezpieczeństwa w etnicznych „państewkach” wchodzących w skład projektowanej federacji.

Biorąc pod uwagę, że pełna oficjalna lista etnosów zawiera „Arabów, Kurdów, Ormian, Syryjczyków, Chaldejczyków, Asyryjczyków, Turkmenów, Czeczenów i Czerkiesów”, jest bardzo prawdopodobne, że federaliści kurdyjscy będą chcieli rozłożyć CAŁĄ Syrię wzdłuż tych wspomnianych linii opartych na tożsamościach etnicznych, każdą z wymienionych grup zamykając w ramach federalnej lub autonomicznej jednostki administracyjno-politycznej (niezależnie, czy będzie to jedna jednostka federalna czy autonomiczne „państewko” umieszczone w takowej), z etnicznie pasującymi doń siłami wojskowo-porządkowymi.

Przypominając czytelnikowi metaforę kalejdoskopu używaną przez autora do opisywania tego rodzaju federalizmu, staje się jasne, że końcowym rezultatem narzucenia takiego planu całej Syrii byłoby całkowite rozbicie jej społeczeństwa – niczym obrazu oglądanego w kalejdoskopie – w liczne, zantagonizowane wzajemnie grupy etno-regionalistyczne, które wraz z postępem czasu i zagranicznych intryg w końcu pogrążyłyby się w wojnie „wszystkich ze wszystkimi”, niczym w obrazie znanym z dzieł Tomasza Hobbesa.

Zniszczyć patriotyzm przez zmianę nazwy kraju

Jest faktem powszechnie znanym, że nazwa danego kraju i związany z nią patriotyzm często idą w parze, co jest jedną z przyczyn rozróżnienia nazewniczego między Republiką Helleńską a Republiką Macedonii. Jeżeli patriotyzm w ramach danego kraju zmienia się w coś nie pasującego do oficjalnej nazwy państwa, to jest prawdopodobne, że sama nazwa również ulegnie zmianie – i vice versa. Tu leży ostateczny trik, który Kurdowie i ich patroni próbują wykorzystać: oficjalnie w ich „Projekcie dla Demokratycznej Syrii” zauważono, że konstytucyjna i oficjalna nazwa kraju – Syryjska Republika Arabska – jest „wyraźną deklaracją państwowego nacjonalizmu i wyłączeniem wszystkich innych etnosów składowych”. Nieważne, że w Syrii proporcja arabskich Syryjczyków jest większa niż etnicznych Rosjan w Rosji – to i tak się nie liczy dla marksistów kulturowych, którzy kierują projektem geopolitycznym syryjskiej Kurdów-federalistów; oni jakoś czują najwyższą niechęć do tego i dlatego weszli dosłownie na wojenną ścieżkę w celu zapewnienia, że nazwa kraju i w konsekwencji jego tożsamość zostaną nieodwracalnie zmienione, by mogli stosować zasadę „dziel i rządź”.

Zrozumiawszy, że zastosowanie metod tzw. wojen piątej generacji („fifth generational warfare” – kolorowe rewolucje itd.) w Syryjskiej Republice Arabskiej dochodzi do tego stopnia, że z jej własnej nazwy uczyniono broń przeciwko niej, warto byłoby się zastanowić, jaka nazwa byłaby „do przyjęcia” dla „politycznie poprawnych” prowokatorów. Autor uważa, że dojdą oni do tak radykalnych skrajności (zgodnie ze swoją naturą) w próbach wygaszenia jednolitej tożsamości Syrii, że nie będą nawet uciekać się do nazywania jej tym najprostszym mianem, zastępując je jakimś polit-poprawnym, „inkluzywnym” dziwolągiem w stylu „Federacja Lewantu”. Ponadto, zmieniając nazwę kraju, będą musieli zmienić także jego flagę [obecna jest bardzo silnie związana z historią ogólnoarabskiej partii BAAS – przyp. M.M.]; tu nasuwa się analogia do tej bandery, pod którą walczy tzw. Wolna Armia Syryjska (w języku angielskim Free Syrian Army, nazywana też Fałszywą Armią SyryjskąFake Syrian Army. Tak czy owak, w skrócie FSA) od samego początku konfliktu.

Używana przez FSA flaga jest właściwie tożsama z tą używaną za okupacji francuskiej, gdy Syria była wewnętrznie podzielona na quasi-państwowe Okręg Aleppo, Okręg Damaszku, tzw. „Wielki Liban” (który zawsze był integralną częścią cywilizacji Syrii) oraz „niezależne” państewka: Alawitów oraz druzyjski region Dżabal ad-Duruz. Odpowiednio, z oczywistym wyłączeniem niepodległego obecnie Libanu, jest możliwe, że kurdyjska deklaracja „Federacji Północnej Syrii” to instrument do powielenia tego sztucznego, kolonialnego podziału. Wyznaczając oczywistą paralelę, owa „ Federacja” obecnie zajmuje większość terytoriów historycznego Okręgu Aleppo i może jak ów inkorporować Rakkę, jeśli dowodzone przez Kurdów „Demokratyczne Siły Syrii” (ang. „Democratic Forces of Syria” – w skrócie DFS lub SDF) zdobędą to miasto zanim uczyni to Syryjska Armia Arabska (SAA) (zob. artykuł „Race For Raqqa”, który autor napisał razem z syryjskim kolegą w październiku 2015 r.)

Konkluzja

Wracając do problemu zasygnalizowanego na początku artykułu, absurdalna proklamacja kurdyjska, w świetle której Czeczeni są jednym z „autentycznie rdzennych” ludów Syrii, może być postrzegana jako genialny manewr strategiczny zaprojektowany tak, by po zakończeniu działań zbrojnych zapewnić najbrutalniejszym sługusom Daesz „nietykalność”, a być może także autonomię polityczno-administracyjną w zamian za złożenie przez nich broni i poddanie się DFS, zanim dopadłaby ich SAA. Czeczeńscy dżihadyści dobrze wiedzą, że powrót na terytorium Federacji Rosyjskiej nie będzie dla nich nigdy możliwy, zaś będąc na zawsze oddzielonymi od swej ojczyzny przez omotanie wahabizmem i/lub chciwą pogonią za pieniędzmi i niewolnicami seksualnymi, jest dość logiczne, że część z nich mogłaby rozważyć poddanie się w zamian za status „tubylczej” mniejszości w Syrii, z którym wiązałoby się także przyznanie im przez Kurdów-federalistów i ich zagranicznych stronników obiecywanych w deklaracji przywilejów (w tym prawo do tworzenia własnych, konstytucyjnie uznanych, etno-regionalnych „służb wojskowych i bezpieczeństwa”).

Ta sama logika może zostać zastosowana w stosunku do popieranych przez Ankarę Turkmenów, gdyż „przekupienie” ich w sfederalizowanej pod przywództwem kurdyjskim Syrii (nawet jeśli ta byłaby ograniczona jedynie do historycznego obszaru Okręgu Aleppo z czasów po I wś) może być tym, co umożliwiłoby otrzymanie taktycznej aprobaty Turcji i zapobiegnięcie jej ewentualnej inwazji, która tak czy owak zostałaby rozbita przez działające razem siły powietrzne USA i Rosji, jak można domniemywać z zawartego niedawno układu obu mocarstw. Oczywiście czegoś takiego nawet nie wyobrażano sobie w momencie ogłoszeniadeklaracji z lutego 2015 roku, więc z perspektywy czasu jest przewrotnie „zrozumiałe” dlaczego Kurdowie-federaliści po raz pierwszy ogłosili tam swoje niedorzeczne tezy. Podsumowując, staje się jasne, że tworząc dziwaczne fantazje historyczne w rodzaju Czeczenów i Turkmenów jako „autentycznie rdzennych” ludów Syrii, „uczestniczących w tworzeniu historii i kultury regionu” i „przyczyniających się do równowagi społecznej”, nie mogą być oni w żaden sposób uznani za stronę rozmów w Genewie, a bez wątpienia już teraz powinno zostać powszechnie przyjęte, że ich „Projekt dla Demokratycznej Syrii” stanowi jedynie wyszukany eufemizm uzasadniający dokonanie wewnętrznego podziału kraju.

Andrew Korybko

Dodaj komentarz