Michał Mazur: Mroczna strona „Rożawy”. Problemy wynikające z działalności Kurdów w północnej Syrii

Syria od początku swego istnienia, jako jedno z państw powstałych w wyniku rozpadu Imperium Osmańskiego i podziałów dokonanych przez mocarstwa kolonialne (niedawno mieliśmy setną rocznicę układu Sykes-Picot[i]), zmagała się z napięciami natury etnicznej i religijnej. Wojna wydobyła je na wierzch, eskalując wiele z nich – wcześniej Syria cieszyła się dość sporą (jak na Bliski Wschód) tolerancją, jednak niektóre problemy długo były jedynie wyciszane, a nie rozwiązane. Dotyczy to także kwestii syryjskich Kurdów.

W wielu przypadkach (oczywiście za wyjątkiem ISIS i innych frakcji islamistycznych) trudno obiektywnie wartościować, która strona jest „dobra”, a która „zła”. Podobnie jest w przypadku Kurdów popierających Partię Sojuszu Demokratycznego, w skrócie PYD (oraz jej zbrojne ramię YPG – Powszechne Jednostki Obrony); o ile należy docenić ich walkę przeciwko dżihadystom, to wiele pozostałych działań ma negatywny wydźwięk. Obecnie dostrzegają to nawet brytyjskie media głównego nurtu (jak ostatnio „The Telegraph”[ii]), więc tym bardziej trudno byłoby udawać, że problemów nie ma. Należy się zatem pochylić nad zagadnieniem, pamiętając jednak, że cytowany często w zachodnich mediach Robert Ford, b. ambasador USA w Syrii, jest postacią dość kontrowersyjną (mowa o dyplomacie rozniecającym protesty na terenie państwa do którego był akredytowany, do tego przez dziennikarzy i aktywistów zajmujących się sprawą syryjską wielokrotnie złapanym na kłamstwie, oraz kompromitujących rząd USA wypowiedziach). Nadto, niektóre tezy tego typu artykułów mogą być dostosowane do linii politycznej państw zachodnich (znamienne, jak niewiele w mediach brytyjskich mówi się o wojnie w Jemenie – gdzie Arabia Saudyjska, jeden z ważniejszych partnerów dla Zjednoczonego Królestwa, na drodze interwencji zbrojnej usiłuje utrzymać zależną od siebie dyktaturę).

O problemach związanych z działaniami grup kurdyjskich w Syrii (oraz w Iraku) od lat informują głównie aktywiści i dziennikarze funkcjonujący poza mediami głównego nurtu. Na forach bliskowschodnich (z których część jest prowadzona w języku angielskim) częste są związane z tym burzliwe dyskusje internautów, reprezentujących różne grupy etniczne i wyznania. Warto zauważyć, że tło religijne (wbrew pozorom!) często odgrywa drugorzędną rolę – jednak np. w przypadku Asyryjczyków ich odrębność religijna nakłada się na etniczną. Naiwnością byłoby także zakładać, że głoszone przez kurdyjskie PYD lewicujące hasła (wliczając w to np. walkę z faszyzmem – jakiż to niby faszyzm występuje w Syrii?) będą miały pokrycie w rzeczywistości  – choćby pamiętając z historii, że Związek Radziecki w sferze deklaratywnej popierał internacjonalizm, walkę z nacjonalizmem i faszyzmem, jednak w praktyce cechował go supremacjonizm nowego „człowieka radzieckiego”, pomieszany z rosyjsko-imperialną pychą. Analogia z systemem opartym na założeniach marksistowskich nie jest przypadkowa – warto zapoznać się z wywiadem udzielonym „Interii” przez dziennikarza Witolda Gadowskiego, gdzie zwrócił on uwagę także na ten aspekt organizacji kurdyjskich w płn. Syrii[iii]. Można również wczytać się w ich silnie zideologizowany manifest (marksizm kulturowy w wersji bliskowschodniej?), pt. „Projekt dla Demokratycznej Syrii”[iv], ogłoszony na początku 2015 roku (proklamacja regionu federalnego w płn. Syrii miała miejsce w marcu br.[v]). Jak wielki jest rozdźwięk między zawartymi w nim idealistycznymi deklaracjami a rzeczywistością, można się przekonać na poniższych przykładach (czytelnikom prezentujemy jedynie wybór z nich):

1) Kilka tygodni temu miała miejsce nieudana ofensywa tzw. Wolnej Armii Syryjskiej (FSA) na kontrolowany przez kurdyjskie YPG kanton Afrin. Po jej odparciu, zwłoki około pięćdziesięciu bojowników FSA (i wspierających ją doraźnie dwóch innych frakcji islamistycznych – Ahrar asz-Szam i Frontu Lewantu) zostały wrzucone na ciężarówkę, stając się częścią makabrycznej, zorganizowanej przez Kurdów „parady zwycięstwa”. Nagranie z tego zdarzenia pojawiło się w internecie, wywołując falę oburzenia (nie tylko wśród radykałów). Kilka tygodni później dwoje kurdyjskich negocjatorów zginęło z rąk bojowników FSA, przypuszczalnie w odwecie[vi]. Znieważenie zwłok uchodzi w świecie islamu za wyjątkową zbrodnię, tego typu działania jedynie nakręcają dalej spiralę przemocy i radykalizację zagrożonych grup społecznych.

2) Napięcia między Asyryjczykami a grupami kurdyjskimi – ich korzenie sięgają co najmniej początku XX wieku, gdy Kurdowie z poduszczenia władz tureckich mordowali Ormian, Asyryjczyków i innych chrześcijan na terenie dawnego Imperium Osmańskiego. Współcześnie  podsycają je różnice polityczne oraz wzrost kurdyjskich dążeń do niezależności (podobnie jest zresztą w Iraku). Częste są bezpodstawne represje; jak w lutym ub. roku, gdy pod zarzutem wtargnięcia na teren kurdyjski (sic!) w mieście Al-Malikiyah aresztowano 10 Asyryjczyków, w tym księdza – delegata patriarchy Syrii[vii]. Dwa miesiące później członkowie YPG zwabili w zasadzkę i zamordowali Davida Jindo, dowódcę lokalnej samoobrony asyryjskiej Khabour Guards, a jednocześnie kapłana[viii]. Przywództwo PYD/YPG zapowiedziało surowe kary dla morderców, jednak w pierwszym procesie zabójcy otrzymali bardzo niskie kary (po dwa lata więzienia). Wyższe wyroki dla sprawców zapadły dopiero w ponownym procesie, po interwencji partii SUP (Syriac Union Party – asyryjskiej, również niezależnej od rządu w Damaszku)[ix]. Można też dostrzec, że wykorzystując różnice polityczne wśród Asyryjczyków, Kurdowie-federaliści rozgrywają ich przeciwko sobie; w płn. Syrii ze strony asyryjskiej porządku pilnują zarówno oddziały Sutoro (powiązane ze współpracującą z Kurdami asyryjską partią SUP) jak i Gozarto Protection Forces (zwane także Sootoro). Członkowie tego ostatniego oskarżani są przez władze kurdyjskie o ścisłą współpracę z legalnymi władzami Syrii (mimo, że odcinali się od nich wielokrotnie), uzasadniające w ten sposób podejmowanie działań przeciwko nim[x]. Jednak sami Kurdowie też są podzieleni: na rozmowach w Genewie zarówno kurdyjscy delegaci rządowi, jak i ci ze strony tzw. opozycji (islamistycznej) potępili federalizacyjny projekt PYD[xi]. Podobnie uczynili nie-kurdyjscy mieszkańcy prowincji Hasaka, kontrolowanej przez YPG[xii]. W internecie można się również natknąć na komentarze Kurdów, twierdzących, że jeśli tzw. Rożawa ma być wykorzystywana jako proxy w służbie obcym interesom, to cała federalizacja (czy nawet niepodległe państwo w przyszłości) nie ma większego sensu. Jest też dość duża grupa Kurdów, którzy popierają władzę w Damaszku[xiii]; część z nich służy w wojskach rządowych, najwyraźniej nie mając zamiaru zdezerterować – bo inaczej zrobiliby to już dawno, gdy armia syryjska była w dużo gorszym położeniu. Niestety, jest też wielu Kurdów walczących u dżihadystów, w tym ISIS[xiv].

3) Wysiedlenia ludności arabskiej i turkmeńskiej z obszarów kontrolowanych przez kurdyjskie YPG. W październiku ub. roku ukazał się raport Amnesty International na ten temat, podobne zarzuty w 2014 r. sformułowała także Human Rights Watch[xv]. Strona kurdyjska stanowczo zaprzecza większości z tych oskarżeń, aczkolwiek ich linia obrony nie była zbytnio przekonywująca. Nadto, część osób dotkniętych takimi represjami może ulec radykalizacji; zwłaszcza ludzie młodzi mogą stać się łatwiejsi do pozyskania przez terrorystów. Jak ma się to do „wolności, sprawiedliwości, równości” głoszonych w manifeście Kurdów-federalistów? Nijak. Warto jednak zauważyć, że kartą turkmeńskiej ludności Syrii gra także Turcja: wytwarzając narrację, jakoby syryjskich Turkmenów było o wiele więcej niż faktycznie, a nawet usiłując przedstawić ściągniętych z Azji turańskich dżihadystów (w tym skośnookich Ujgurów z zachodnich Chin!) jako tych, którzy rzekomo mieszkali na terenie Syrii przed wybuchem wojny[xvi].

4) Czeczeni – uznani w manifeście kurdyjskim za jedną z grup ludności „autentycznie rdzennej”, wbrew temu, iż historycznie w Syrii nie było żadnej znaczącej mniejszości czeczeńskiej[xvii]. Wymienienie ich w oficjalnym dokumencie zrodziło spekulacje, że Kurdowie-federaliści (niczym Turcja w kwestii grup turańskich) usiłują stworzyć grunt do przeciągnięcia na swoją stronę tych Czeczenów, którzy z jednej strony przestali już wierzyć w sens służby u ISIS czy innych frakcji ekstremistycznych, z drugiej zaś wiedzą, że powrót na terytorium Federacji Rosyjskiej oznaczałby dla nich śmierć lub wieloletnie więzienie. Jednak czy YPG odważyłoby się podjąć takie ryzyko, usiłując wykorzystać Czeczenów-islamistów? Nie byłoby to zaskakujące, wszak konflikt syryjski cechują doraźne, lokalne zawieszenia broni (a czasem nawet współdziałanie) między kurdyjskim YPG a FSA, tudzież między YPG a wojskami rządowymi; oprócz tego frakcje islamistyczne raz to ze sobą walczą, raz współpracują. Nadto, znani z bitności Czeczeni mogliby stanowić wartościowe uzupełnienie dla Kurdów, gdyby ci chcieli utrzymać także te tereny, gdzie ludność kurdyjska nie stanowi większości. Warto też zauważyć ciekawą dysproporcję – w manifeście o Czeczenach wspomniano trzykrotnie, podczas gdy etnoreligijna grupa Alawitów (stanowiąca ok. 12 proc. ludności Syrii) została wymieniona tylko raz.

5) Brak współpracy z rządem w Damaszku w kwestii prowadzenia działań zbrojnych przeciwko dżihadystom. Obecnie tzw. Syryjskie Siły Demokratyczne (czyli głównie kurdyjskie YPG) przy wsparciu ok. 300 amerykańskich doradców wojskowych prowadzą ofensywę w północnej Syrii; pierwotnie jej celem miała być Rakka, jednak wkrótce po jej rozpoczęciu główne uderzenie przekierowano na łatwiejsze do zdobycia, leżące przy granicy z Turcja miasto Mandżib, również zajęte wcześniej przez ISIS (dwa dni temu koalicja zajęła już jego przedmieścia). Wkrótce po jej rozpoczęciu strona rządowa również rozpoczęła analogiczną ofensywę. Trzeba jednak przypomnieć, że wcześniej kręgi dowódcze YPG zagroziły, że jeśli wojska syryjskie pierwsze odbiją nieformalną stolicę „kalifatu” ISIS w Syrii, to spotkają się z kontrnatarciem YPG.

*          *          *

Syryjscy Kurdowie stanowią niewątpliwie siłę, którą należy brać pod uwagę w kalkulacjach politycznych, zaś rozwój sytuacji w Syrii jeszcze nie raz może nas zaskoczyć. Lawirując między USA i Rosją, Kurdowie-federaliści prowadzą własną grę. W kontekście bliskowschodnim wczorajszy wróg jutro może stać się sojusznikiem, nierzadko w sposób zaskakujący dla Europejczyków. Kto nie wierzy, niech popatrzy na Liban – kraj niegdyś targany wojną domową, gdzie obecnie Hezbollah utrzymuje taktyczny sojusz z większością chrześcijan, czego przejawem jest np. poparcie dla ich kandydata na urząd prezydenta Libanu. Jakie nauki płyną stąd dla Polski? Nasza ospała i nieefektywna dyplomacja od dawna ma trudności z reagowaniem na zmiany polityczne. Toteż tym bardziej nie powinna partycypować w misji wojskowej w Syrii: potencjalne korzyści z tego byłyby minimalne, koszta udziału spore, zaś straty wizerunkowe, straty w relacjach (także handlowych!) z partnerami bliskowschodnimi – przeogromne.

Co zrobimy, gdy okaże się, że postawiliśmy nie na tego konia, co trzeba?

Pocieszające jest jedynie to, że obecny rząd polski (oraz piony zajmujące się obronnością i bezpieczeństwem) nie mówią już o wysyłaniu sił wojskowych do Syrii – zapewne zdając sobie sprawę, że wszelkie koncepcje prowadzenia działań przeciwko państwu bohatersko broniącemu swej niepodległości przed obcymi zakusami, jak dotąd spotykały się z ostrą krytyką Polaków (niezależnie od dziejących społeczeństwo różnic politycznych). Nadto, uwzględniając skomplikowaną sytuację w Syrii podjęto ostatecznie decyzję, że 150 wojskowych i cztery samoloty F-16 trafią do Kuwejtu, a około 60 żołnierzy sił specjalnych do Iraku (Prezydent RP podpisał stosowne postanowienie 18go czerwca) – włączając się w operację Inherent Resolve, prowadzoną w ramach Globalnej Koalicji do walki z tzw. Państwem Islamskim, na podstawie artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych i na prośbę rządu Republiki Iraku[xviii]. Rozwiązanie wydaje się nienajgorsze (oczywiście na tle innych potencjalnych alternatyw, wymuszanych przez politykę będącej członkiem NATO Rzeczypospolitej)[xix] – jeśli nasze siły zbrojne nie zostaną zaangażowane w jakiekolwiek działania przeciwko rządowi w Damaszku, to zarówno ów jak i jego sojusznicy (najważniejsze są tu Rosja i Iran) nie powinni mieć do nas żadnych pretensji. Tym bardziej, jeżeli nasze wojska będą operować jedynie na terenie Iraku. Niestety, każda podobna interwencja niesie za sobą ryzyko terrorystycznych ataków odwetowych na terytorium Polski – choć raczej nie tyle ze strony samego ISIS, co jego zwolenników w Europie.

Michał Mazur

[i]     http://www.economist.com/news/special-report/21698442-sykes-picot-carve-up-led-century-turbulence-unintended-consequences

[ii]    http://www.telegraph.co.uk/news/2016/05/18/syrian-kurds-accused-of-ethnic-cleansing-and-killing-opponents/

[iii]   http://fakty.interia.pl/tylko-u-nas/news-kurdowie-kim-sa-i-o-co-walcza,nId,2182297

[iv]   http://peaceinkurdistancampaign.com/resources/rojava/the-project-of-a-democratic-syria/

[v]    http://www.aljazeera.com/news/2016/03/syria-civil-war-kurds-declare-federal-system-north-160317111902534.html

[vi]   https://www.almasdarnews.com/article/two-kurdish-negotiators-executed-free-syrian-army-azaz-video/

[vii]  http://www.aina.org/news/20150221150639.htm

[viii] https://www.youtube.com/watch?v=fKC-UcEFicU

[ix]   http://www.aina.org/news/20151221023437.htm. O tym, że kurdyjskie władze w płn. Syrii (i popierający je Kurdowie) nie mają czystych intencji, autor jest przekonany od czasu, gdy zobaczył skandaliczny wpis pewnego Kurda, nazywającego zamordowanego D. Jindo „pedałem”, szkalujący go i wybielający jego morderców. Coś takiego raczej utwierdza w przekonaniu, że skazanie ich było tylko zasłoną dymną, tak by PYD/YPG mogło zachować reputację po wyeliminowaniu asyryjskiego przywódcy.

[x]    http://drrichswier.com/2016/04/27/exclusive-interview-assyrian-christians-battle-kurds-in-syria/

[xi]   http://aranews.net/2016/03/kurdish-national-council-syria-condemns-federalism-declaration-kurdish-rival/

[xii]  http://sana.sy/en/?p=72463

[xiii] http://www.aina.org/news/20140207150744.htm

[xiv] Przykładowo, w 2014 roku w Aleppo przedstawiciele Kurdów z ponad 30 okolicznych miejscowości złożyli przysięgę na wierność tzw. Państwu Islamskiemu. Nagranie zamieszczono w internecie https://www.youtube.com/watch?v=_KuHcu7ywyA

[xv]  http://www.al-monitor.com/pulse/pt/contents/articles/originals/2015/10/syria-turkey-right-groups-accused-kurds-rojava-of-war-crimes.html; https://www.hrw.org/news/2014/06/18/syria-abuses-kurdish-run-enclaves

[xvi] http://atimes.com/2015/10/a-buffer-zone-for-erdogans-turkic-settlements-in-syria/

[xvii]         Według niepotwierdzonych informacji w Serakanie mieszka niewielka społeczność czeczeńska, zaklasyfikowana oficjalnie przez rząd syryjski jako Czerkiesi (którzy na terenie Syrii mieszkają od XIX wieku, uchodząc przed caratem). Problem stanowi jednak określenie kiedy, oraz w jakich okolicznościach taka grupa mogłaby legalnie osiedlić się w Syrii – sprzymierzeni z Rosją, a do tego przeciwni ekstremistom przywódcy jak Hafez al-Asad i jego syn Baszar raczej nie byliby skłonni zaakceptować jakichkolwiek migrantów czeczeńskich.

[xviii]        http://www.pap.pl/aktualnosci/news,544919,prezydent-podpisal-postanowienie-o-wyslaniu-kontyngentow-do-wsparcia-walki-z-is.html

[xix] Przykładowo, gen. Stanisław Koziej sugerował, że nasze F-16, zamiast lecieć na Bliski Wschód, powinny zostać zaangażowane jako dodatkowe siły do ochrony przestrzeni powietrznej państw nadbałtyckich. Takie rozwiązanie byłoby jednak tylko pozornie atrakcyjne – obecność dodatkowych polskich samolotów w okolicy Kaliningradu prowadziłaby jedynie do eskalacji napięć w stosunkach z Rosją.

kurdowie

2 komentarze

  1. Autor zawsze pisze rozbudowane artykuły, a jego tezy są potwierdzone prezentowanymi źródłami. Pozdrawiam.

  2. Dobry, ciekawy tekst.

Dodaj komentarz