Dla Xportalu: Alexander Norbert Koss – Nie przestanę walczyć o Polskie Wilno

Od Redakcji: Prezentujemy drugi na naszych łamach wywiad z Alexandrem Norbertem Kossem, byłym kandydatem do Parlamentu z listy KUKIZ’15, który w trakcie ostatniej kampanii wyborczej zelektryzował opinię publiczną otwartym żądaniem obrony polskiej mniejszości na Wileńszczyźnie. W reakcji na ten spot wyborczy, polskie (?) Ministerstwo Spraw Zagranicznych zawiadomiło prokuraturę, która postawiła Alexandrowi Kossowi zarzut z art. 256 kk.. Proces polityczny m.in. za stwierdzenie „polskie Wilno” odbędzie się 20 października w Gdańsku.

O co właściwie został Pan oskarżony?

Na rozprawie głównej, czekającego mnie procesu politycznego, usłyszę zarzut w związku z rzekomym popełnieniem przeze mnie czynu opisanego w Art. 256 § 1. kodeksu karnego. Prokuratora uważa mnie za winnego nawoływania do nienawiści jakiego, jej zdaniem, dopuściłem się 14 października 2015 r. pod konsulatem „Litwy” w Gdańsku wobec tzw. „Republiki Litewskiej” i jej obywateli. Wygłosiłem wtedy przemówienie, które było poświęcone problemom mniejszości polskiej na Litwie. Poruszyłem w tym przemówieniu także nierozliczone kwestie historyczne w stosunkach polsko-„litewskich”.

Sformułowania użyte w tym przemówieniu, które zostały uznane przez prokuraturę za mowę nienawiści to m.in.: „polskie Wilno”, „tzw. „Republika Litewska”” i „beneficjenci agresji na Polskę”. Brzmi to w najwyższym stopniu kuriozalnie, ale to właśnie ma być mi zarzucone na rozprawie głównej.

Wyjaśniając ewentualne wątpliwości, dodam, że sprawa w ogóle nie dotyczy złamania zakazu propagowania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, który również znajduje się we wspomnianym artykule.

Czy poczuwa się Pan do winy?

Bynajmniej. Jestem chrześcijaninem, obowiązuje mnie przykazanie miłości bliźniego i nie czułem, ani nie propagowałem nienawiści wobec nikogo, nawet wobec tych politycznych adwersarzy, i to ani w zamiarze bezpośrednim, ani w ewentualnym. Uważam, że nie złamałem ani prawa naturalnego – prawa do postawienia się w obronie za własną prześladowaną wspólnotę narodową, ani prawa obecnie w Polsce stanowionego.

Podkreślam też, że dalej podtrzymuję to wszystko co wtedy publicznie powiedziałem i jestem gotów ponieść za swoje słowa odpowiedzialność.

Czy we wniesienie oskarżenia ingerowali przedstawiciele Republiki Litewskiej?

Przypuszczam, że dyplomacja północno-wschodniego sąsiada Polski nie miała takiego zamiaru bezpośredniego. Wskazuje na to fakt, że sama nie wysłała, we własnym imieniu, żadnego pisma do prokuratury. Na potwierdzenie tej hipotezy jest jeszcze kilka innych poszlak, których, niestety, nie mogę ujawnić przed nadchodzącym procesem sądowym.

Podejrzewam, że oczekiwali oni raczej tego, żeby polska dyplomacja oficjalnie odcięła się od mojej wypowiedzi, np. w formie wystąpienia jakiegoś wiceministra i na tym sprawa mogła by się zakończyć. Trzymając się tego założenia, donos do prokuratury jest już inicjatywą giedroycistów z samego Protokołu Dyplomatycznego MSZ.

Nie wykluczam jednak tej możliwości, że „litewscy” dyplomaci mieli na celu wytoczenie mi procesu sądowego. Potencjalnie mogły mieć miejsce jakieś niezaprotokołowane rozmowy pomiędzy ambasadą a polskim resortem, a następnie pomiędzy owym resortem i prokuraturą, w trakcie których występowały sugestie lub naciski polityków na odpowiednie potraktowanie mojej osoby.

Te spekulacje mogą nigdy nie zostać do końca rozwiane, jeśli nie poznamy odpowiedzi, jakiej udzielił polski MSZ na notę dyplomatyczną, którą nieoficjalnie miał otrzymać w mojej sprawie. Uważam, że interes społeczny będzie wymagał tego, aby została ona w odpowiednim czasie opublikowana.

Czy Pański proces, a także aresztowanie w maju bieżącego roku przewodniczącego Zmiany, doktora Mateusza Piskorskiego, mogą być przejawem rozprawiania się proamerykańskiego establishmentu ze środowiskami negującymi atlantyckie status quo w polityce zagranicznej?

Owszem. Każdy uważny obserwator polskich stosunków międzynarodowych wie, że utrzymanie strategicznego partnerstwa Rzeczpospolitej Polskiej i tzw. „Republiki Litewskiej” stanowi jedną z priorytetowych trosk naszej dyplomacji. Jest to oczywiście element większej układanki, którą opracowano na rzecz realizacji amerykańskich interesów w Europie Środkowej i Wschodniej. Jej istotnym fundamentem jest unikanie jakichkolwiek niesnasek i budowanie swego rodzaju fałszywego pokoju pomiędzy amerykańskimi sojusznikami w regionie. Moim zdaniem zaś, priorytetem dla polskiego korpusu dyplomatycznego powinno być zabieganie o los Polaków za granicą, zwłaszcza w obliczu tego, że tak wielu z nich oczekuje pomocy z Macierzy. Priorytetem powinno być to, aby tożsamość, język, kultura, wspólnota i polska podmiotowość polityczna mogły rozwijać się swobodnie, i to nie tylko w obecnych granicach naszego kraju. Pilnowanie poprawności stosunków z sąsiadami powinno, więc zejść na dalszy plan, szczególnie w przypadkach ich nagannego postępowania.

Gdyby jakiś Ukrainiec został kandydatem mniejszości ukraińskiej do Sejmu RP w ostatnich wyborach parlamentarnych, a następnie, w trakcie kampanii wyborczej, pozwolił sobie na wygłoszenie przemówienia, pod Ambasadą Federacji Rosyjskiej w Warszawie, o analogicznym ładunku emocjonalnym i sile wypowiedzi, jak to, które wygłosiłem pod „litewskim” konsulatem, i zakończył swoją wypowiedź hasłami „Ukraiński Donbas!”, „Ukraiński Krym!”, to z pewnością, nawet najgłośniejszy protest rosyjskiej dyplomacji, nie poskutkował by wszczęciem w Polsce jakiegokolwiek postępowania prokuratorskiego.

Część polskiego Internetu aż kipi od nieprzychylnych Rosji i Rosjanom komentarzy i wypowiedzi. Często te wypowiedzi są o wiele ostrzejsze od słów, którymi posłużyłem się do krytyki postępowania „litewskich” władz, i prokuratura nic sobie z tego nie robi. Zatem mamy tutaj nierówne traktowanie ze względu na głoszone poglądy polityczne i na powyższych przykładach widać wyraźnie, że podnoszenie postulatów, które okazują się sprzeczne z realizacją amerykańskiej racji stanu, zostaje tępione, a te zgodnie z nią – już nie

Pod koniec czerwca wystąpił Pan na konferencji organizowanej przez Grzegorza Brauna, podczas której zapoznano opinię publiczną ze sprawami działaczy społecznych oskarżonych w politycznych procesach. Czy otrzymał Pan jakieś wsparcie ze strony środowiska Pobudki?

Jestem wdzięczny panu Grzegorzowi Braunowi i Centrum Edukacyjnemu Powiśle za to, że zaprosili mnie do udziału w tej konferencji.

Niestety, środowisko gdańskiej Pobudki – a tutaj mieszkam – uległo w ostatnich miesiącach całkowitemu rozkładowi i dopiero najbliższe miesiące pokażą czy jest tutaj jakiś potencjał na jego odbudowę.

Jak ocenia Pan profesjonalizm służb prowadzących postępowanie? Jak wyglądały ich działania wobec Pana?

Uważam, że działania operacyjne, jakie organy ścigania prowadziły w trakcie postępowania przygotowawczego, były na dość niskim poziomie. Profesjonalizm dostrzegam jedynie w kwestii dokonanych przesłuchań, na które stawiałem się już kilka razy w omawianej sprawie. Wynika on po prostu ze specyfiki pracy funkcjonariusza, dla którego takie zajęcie jest rutyną.

Niestety, przed procesem sądowym nie mogę ujawnić więcej w odpowiedzi na to pytanie.

Czy uważa Pan, że akt oskarżenia jest wynikiem donosu osób będących samozwańczymi tropicielami „rosyjskiej piątej kolumny”?

W związku z tym, że prowadząca sprawę Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Śródmieście oficjalnie potwierdziła już, że to Protokół Dyplomatyczny MSZ wysłał donos na moją osobę, w tej chwili mogę dodać, że został on podpisany przez polskiego dyplomatę, osobę ze stażem sięgającym czasów min. Skubiszewskiego, która ponoć ma w swoim dorobku nonszalanckie potraktowanie mniejszości polskiej na tzw. „Ukrainie”, wliczając w to panią Marię Pyż-Pakosz ze Lwowa, poprzez odmowę ugoszczenia Polaków w placówce przy stosownej okazji. Jeśli idzie o sieci kontaktów tej osoby, to związki z najsłynniejszymi tropicielami tzw. „rosyjskiej V kolumny”, tj. Marcinem Reyem et consortes, prawdopodobnie nie przekraczają promienia dwóch osób.

Jak ocenia Pan fakt, że podobne postępowania prowadzi się w Polsce, podczas gdy władze tzw. Republiki Litwy de facto prześladują mniejszość polską?

Zarówno zachowanie polskiego resortu, który doniósł na mnie do prokuratury, jak i to, że prokuratura zdecydowała się wszcząć, prowadzić postępowanie i przesłać akt oskarżenia do sądu de facto za ujęcie się za sprawę polską na Wileńszczyźnie, za to, że odważyłem się mówić o polskim Wilnie i wygarnąć północno-wschodnim sąsiadom ich liczne niewyspowiadane grzeszki – uważam to zachowanie za skandaliczne i kompromitujące obie te instytucje, a przez to i całe państwo polskie.

Polski MSZ powinien był twardo postawić się sugestiom i zacząć wreszcie zabiegać o interesy własnego państwa i narodu polskiego, bez względu na miejsce jego przebywania, co będę dalej powtarzał.

Czy w związku z postępowaniem zamierza Pan zrezygnować z działania na rzecz mniejszości polskiej na Wileńszczyźnie?

Wręcz przeciwnie. Stałem się jeszcze bardziej zdeterminowany w dążeniu do celu jakim jest zwycięstwo prawdy i interesu polskiego na Litwie – tym razem już bez cudzysłowu, bo mówię tu o Litwie, która dzięki postanowieniom Unii w Krewie należała od wieków, a w przyszłości będzie należeć znów do Rzeczypospolitej. Niech żyje polskie Wilno!

Koss

 

Dodaj komentarz