Raport Xportal.pl: Co ma Jordania do Wojska Polskiego, czyli przygotowania MON do wsparcia dżihadystów w Syrii

Od Redakcji: Poniższy raport został opracowany przez zespół redakcyjny Dziennika Internetowego Xportal.pl na podstawie powszechnie dostępnych doniesień medialnych oraz innych źródeł informacji dziennikarskiej.

Z mediów polskich wiadomo, że 28 sierpnia na terenie Jednostki Wojskowej 2305 Gdańsk odbyły się ćwiczenia Wojsk Specjalnych, którym przyglądali się prezydent Duda, minister Macierewicz oraz… król Jordanii Abdullah II. Co tam robił monarcha znany ze swej nienawiści do legalnych władz Syrii, ze wspierania zbrojnych grup islamistów przez swoje służby – i równie wiernopoddańczego stosunku do USA co nasze „elity” polityczne? O jego obecności w Gdańsku wiemy tylko i wyłącznie dzięki temu, że media zainteresowały się tymi manewrami w wyniku nieszczęśliwego wypadku: w ich trakcie zginął operator GROM, a drugi żołnierz doznał potłuczeń ciała oraz urazu kręgu szyjnego. Nieoczekiwanie, ponad tydzień po tym tragicznym zdarzeniu odwołani ze stanowisk zostali dowódca Wojsk Specjalnych, gen. dyw. Piotr Patalong, oraz dowódca JW GROM, płk. Piotr Gąstał – obaj będący doświadczonymi „liniowcami”, cieszący się ogromnym uznaniem wśród swoich żołnierzy… i mogący odnosić się niechętnie do lekkomyślnego narażania życia i zdrowia podkomendnych daleko poza granicami Polski.

Wątpliwe jest, aby (zgodnie z zapewnieniami MON) te wydarzenia były zbiegiem okoliczności, tak jak wątpliwe jest, by obecność tak wysoko postawionych przedstawicieli Jordanii w Polsce ograniczała się tylko i wyłącznie do udziału w jednym pokazie; cele, czas trwania oraz charakter tej wizyty dyplomatycznej pozostają nieznane, zaś media głównego nurtu nie są skore do ujawnienia tych informacji. O nagłym zbliżeniu między Polską a Jordanią świadczy także fakt poinformowania przez prezydenta Dudę o planowanej na listopad wizycie w tym kraju, co ma jakoby przyczynić się do „zwiększenia aktywności Polski w regionie [Bliskiego Wschodu]”; na uwagę zasługuje także fakt sprzedaży przez Polskę przestarzałych czołgów T-72 do tego kraju – czy przypadkiem część z nich nie trafiła już w ręce „demokratycznej opozycji syryjskiej”? Tymczasem w towarzyskich rozmowach w kuluarach warszawskich środowisk medialnych od niedawna całkiem wprost przyznaje się, że w najbliższym czasie (jeżeli nie zmienią się plany MON) dojdzie do zaangażowania Wojska Polskiego na terenie Syrii, podobno pod płaszczykiem kolejnej „misji szkoleniowej”. Oczywiście rozmawiającym o tym między sobą dziennikarzom nie przyjdzie na myśl, aby już teraz poinformować Polaków o tych planach.

Tymczasem nie od dziś wiadomo, że obecne władze RP usiłują się przypodobać Waszyngtonowi jeszcze bardziej niż poprzednie, więc niewykluczone, że mogą zaangażować nasze Wojska Specjalne do pomocy którejś z frakcji „umiarkowanych” islamistów. Już od dłuższego czasu cześć niezależnych analityków alarmowała o możliwości otwarcia nowego frontu przeciwko syryjskim wojskom rządowym – właśnie od strony granicy z Jordanią. Na terenie tego państwa znajdują się liczne bazy szkoleniowe „syryjskich rebeliantów”, zarządzane we współpracy z USA. W przeszłości próbowano już wielkiej ofensywy „rebeliantów” na Damaszek właśnie od strony granicy z Jordanią, posunięto się także do przerzucania ich do Syrii drogą powietrzną. Jednak wszelkie polskie wsparcie dla islamistów, biorąc pod uwagę możliwe niezadowolenie społeczne w Polsce (także wśród samego elektoratu PiS), musiało by zostać skoordynowane z odpowiednią ofensywą propagandową w mediach, przedstawiających tych terrorystów jako „bojowników o wolność i demokrację”, „walczących z agresją rosyjską”, „prozachodnich” itd. Nie jest jednak pewne, czy taka propaganda byłaby skuteczna – bowiem w ostatnich latach społeczeństwo zaczęło się uodparniać na manipulacje.

O planowanym wmieszaniu się Polski w konflikt syryjski wiedzą już najprawdopodobniej wszystkie liczące się ośrodki bliskowschodnie (w tym oczywiście Damaszek) i pod tym kątem biorą poprawkę na relacje z naszym krajem. Tym samym pogrzebane zostają wszelkie nadzieje na pokojowy i konstruktywny wkład Polski w sytuację Bliskiego Wschodu, mogący mieć charakter na przykład pomocy przy odbudowie zrujnowanych syryjskich miast, co wiązałoby się z wymiernymi korzyściami dla polskiego sektora budowlanego. Sprzeczna z wolą legalnego rządu Syrii obecność polskich żołnierzy na terenie tego państwa byłaby ostatnim gwoździem do trumny, w której złożono relacje pomiędzy naszymi państwami. Gwoździ w wieko wbito już wiele, by wymienić choćby przykład Sekcji Interesów USA, powołanej w ramach struktur Ambasady RP w Damaszku po tym, jak tamtejsza ambasada USA zawiesiła swoją działalność. Funkcjonowała ona od 6 lutego do 26 lipca 2012 r. (następnego dnia ówczesny szef MSZ Radosław Sikorski ogłosił czasowe zamknięcie Ambasady RP. Pozostaje ona zamknięta po dziś dzień). Nie dość, że funkcjonując na zasadzie „użytecznego murzyna” USA straciliśmy wizerunkowo w Syrii (niegdyś jednego z partnerów gospodarczych Polski!) to jeszcze za wszystko zapłacił polski podatnik. Nie wiadomo o żadnych wymiernych korzyściach dla Polski z tego faktu; amerykańskich odznaczeń dla naszych dyplomatów nie sposób wliczać do tej kategorii.

O przygotowaniach do kolejnej fali proxy war przeciwko Syrii świadczy także wzmożenie wysiłków propagandowych ze strony Zachodu. Od pewnego czasu prosyryjscy aktywiści zachodni obserwowali nasilające się działania na rzecz pozbawienia Syrii wszelkiej pomocy humanitarnej, oraz wygaszenia współpracy ONZ z legalnymi władzami w Damaszku. W mediach zachodnich i na stronach różnego rodzaju „think-tanków” od pewnego czasu pojawiały się „raporty” w których twierdzono, że rząd syryjski wykorzystuje pomoc humanitarną z ONZ do prowadzenia działań zbrojnych przeciwko „moderate rebels” (czyli w rzeczywistości islamistom, a nie żadnym „umiarkowanym rebeliantom”) – w związku z tym sugerując, by tej pomocy Syrię pozbawić. Modelowy przykład takiej (pozornie) merytorycznej propagandy zamieścił w ostatnich dniach Canadian Global Affairs Institute, tego typu publikacji pojawiło się jednak w ostatnich dniach o wiele więcej, także w prasie codziennej i wydaniach on-line ważniejszych magazynów zachodnich.

Natomiast 31 sierpnia br. złożona z członków diaspory syryjskiej w USA organizacja Syrian American Council wydała bardzo niepokojące oświadczenie, również w myśl którego ONZ powinno zaprzestać współpracy z syryjskim rządem. Z jego treścią można się zapoznać w tym miejscu.

W oryginale oświadczenia użyto zdania „It is long past time for the world community to rechannel humanitarian aid toward grassroots organizations not tainted by association with Assad — and it may now be required based on some countries’ sanctions regulations.”

Wszystko jasne: agenci USA i islamiści chcą zwyczajnie wyniszczyć popierającą rząd w Damaszku część ludności, aby jak najwięcej obywateli Syrii zginęło z głodu i braku lekarstw; wiadomo bowiem, co kryje się pod określeniem „rechannel”. Natomiast owe „grassroots organizations not tainted by association with Assad” to m.in. osławione „White Helmets” (których przedstawiciele odebrali w Polsce nagrodę z rąk Amerykanów, mimo tego, że ich powiązania z syryjską Al-Kaidą były znane od dawna) oraz inni stronnicy islamistów, finansowani przez rządy zachodnie tudzież podmioty wspierane czy wręcz założone przez G. Sorosa.

Ponieważ powtarzające się w tych tekstach „argumenty” czy nawet całe sformułowania wyglądają jak od sztancy, można zatem przyjąć, że mamy tu do czynienia z jakąś odgórnie sterowaną akcją, koordynowaną przez establishmenty państw zachodnich. Rzucono oskarżenia najcięższej wagi, w rodzaju celowego uniemożliwiania rannym cywilom dostępu do banków krwi (bzdura!), które miały być przejęte na potrzeby wojska, czy celowego głodzenia rebeliantów i popierającej ich ludności.

Oczywiście na odpór tym oskarżeniom ruszyli aktywiści popierający niepodległą Syrię. Wśród nich znalazły się panie Vanessa Beeley i Eva Bartlett, które w trakcie swej niedawnej wizyty w Syrii… oddały krew. Widziały także cywilów ją otrzymujących, żaden nie został odprawiony z kwitkiem – więc przynajmniej ich świadectwo będzie trudno zakwestionować stronnikom agresji na niepodległą Syrię.

Podsumowując, cały splot przytoczonych faktów robi bardzo ponure wrażenie. Wszystko do siebie pasuje, korelując także ze postępującą utratą wpływów USA na Bliskim Wschodzie. Widocznie „Imperium” zamierza je odzyskać przysłowiowym rzutem na taśmę, wysyłając na krwawy bój swoich „sojuszników” (których tradycyjnie traktują tylko instrumentalnie).

W takiej sytuacji jednak trzeba brać pod uwagę także położenie geopolityczne Polski: z interwencji polskich Wojsk Specjalnych w Syrii może wyniknąć nawet casus belli dla Rosjan. Bo w końcu Syria to ich sojusznik, a atak na sojusznika… Spośród wszystkich państw NATO, których relacje z Rosją pogorszyły się najbardziej w ostatnich latach, Polska jest bodaj jedynym państwem z tak nieodpowiedzialną klasą rządzącą, żeby pakować własną armię w awanturę bliskowschodnią. Kalkulacja polityczna naszych elit zapewne opiera się na założeniu, że będąc stale „użytecznym” dla obcych państw można zapewnić sobie ich stałe poparcie, nawet w sytuacji eskalacji wojennej. Niestety, historia Polski wielokrotnie dowodziła, że jest inaczej.

Redakcja Xportal.pl

americans-train-syrian-rebels
Tzw. „umiarkowani rebelianci” szkoleni przez USA, Francję i Wielką Brytanię w Jordanii.

 

Jeden komentarz

  1. Co dalej? Istnieje partia, która ma siłę by wywołać siły społeczne przeciw głupocie?

Dodaj komentarz