Ľubica Kázmerová: Polonofilstwo w działalności Karola Sidora w latach 1920-1939

Od Redakcji: W przeddzień rocznicy wkroczenia wojsk polskich na Zaolzie prezentujemy Państwu  tekst poświęcony pierwszemu dowódcy Gwardii Hlinki, Karolowi Sidorowi (1901-1953). Artykuł słowackiej autorki otwiera październikowy cykl publikacji na temat stosunków polsko-czesko-słowackich. (B.B.)

Karol Sidor (1901-1953), polityk Słowackiej Partii Ludowej Hlinki (słow. Hlinkova slovenská ľudová strana, HSĽS), przedstawiciel słowackiego ruchu autonomistycznego, publicysta i dyplomata, przejawiał pozytywne skłonności do Polski już od swoich najmłodszych lat. Jego polonofilstwo miało korzenie rodzinne, on sam zaś wspominał o swoich polskich przodkach ze strony matki, a także polskich koligacjach rodzinnych swojej żony. W obydwu przypadkach nie podał jednak nigdy bliższych informacji.

Młodego Sidora pasjonowało dziennikarstwo, zaś karierę dziennikarza rozwinął w dzienniku „Slovák”, organie prasowym Słowackiej Partii Ludowej (SĽS od 1925 HSĽS). Problematykę związaną z Polską po raz pierwszy poruszył na łamach „Slováka” 29 sierpnia 1920 roku, gdy opublikował artykuł, którego tematem była współpraca polsko-słowacka. Artykuł zawierał wiele pozytywnych emocji względem Polski, a naród polski określał mianem bliskiego, słowiańskiego brata. Pogląd ten wyrobił sobie jeszcze podczas nauki w szkole średniej w Rużomberku. Sidorowi, jako młodemu uczniowi, imponowała bogata historia, narodowa suwerenność i samodzielność północnego sąsiada. Sympatie do narodu polskiego dodatkowo wzmacniała ta sama, chrześcijańska, katolicka tradycja, wspólna dla obydwu narodów.

Polonofilstwa Karola Sidora nie zostało w żaden sposób osłabione przez napięte stosunki, którymi charakteryzowały się pierwsze lata sąsiedztwa Czechosłowacji i Polski, co było ściśle związane z rozszerzeniem polskiego terytorium o trzynaście miast Spisza, oraz dwanaście miejscowości orawskich. Choć część społeczeństwa słowackiego odebrała ten krok jako krzywdę wyrządzoną Słowakom, Sidor za pośrednictwem utworu literackiego „W pieszczańskim parku” w zbiorze „Klątwa nienarodzonych” z 1922 roku, próbował wywrzeć wpływ na słowackiego czytelnika za pośrednictwem piękna polskiej dziewczyny. Apelował do czytelników, aby nie przyszło im spoglądać na nią nieprzyjacielskim okiem, tylko dlatego, że jej rodacy oderwali z naszej Słowacji kawałek żywego mięsa.

Dzięki działalności Sidora, oraz jego młodych kolegów-redaktorów, na łamach „Slováka” regularnie pojawiały się artykuły związane z polską problematyką. Po zmianie siedziby redakcji i przeniesieniu jej z Rużomberka do Bratysławy, sytuacja ta uległa zmianie. Sekretarz generalny Słowackiej Partii Ludowej Pavol Macháček nie był tak przekonany do polskiej orientacji w działaniach zagranicznych SĽS i świadomie osłabiał propolską orientację dziennika, co jednakże nie wpłynęło na polonofilstwo Sidora. Zgodnie z linią Słowackiej Partii Ludowej, za straty terytorialne na północnej Słowacji obwiniał przede wszystkim ówczesnego ministra spraw zagranicznych Republiki Czechosłowackiej (ČSR) Edvarda Beneša. Sam natomiast, w sposób jeszcze bardziej intensywny niż wcześniej, wiele uwagi poświęcał tłumaczeniu artykułów z polskiej prasy, a przede wszystkim tych, które poruszały kwestię wewnętrznych problemów politycznych ČSR i były związane ze stanowiskami centralnych władz czechosłowackich względem Słowacji.

Sidor pragnął poznać życie codzienne północnych sąsiadów Słowacji, dlatego złożył wniosek do praskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych o udzielenie stypendium na pobyt w Polsce. Pozytywne rozpatrzenie jego wniosku zostało mu oznajmione w czerwcu 1925 roku. W czasie przygotowań do wyjazdu publikował kolejne artykuły i eseje o sąsiednim kraju, które były utrzymane w serdecznym, zbliżającym tonie. Pisał również o pewnym trendzie w polskiej polityce zagranicznej, który sprowadzał się do dominacji interesów kulturowych w relacjach Czechosłowacją, w tym również Słowacją. Swoje interesy kulturowe na Słowacji strona polska zabezpieczała za pośrednictwem tzw. ośrodka krakowskiego, który uważał, że narodowy rozwój Słowaków leży w polskim, żywotnym interesie, w związku z czym wskazywano na wzajemne pokrewieństwo obydwu kultur. Słowaków uważano za samodzielny naród w ramach Czechosłowacji, co w czasach forsowania „etnicznego czechosłowakizmu” w wewnętrznej polityce ČSR, brzmiało dla Sidora co najmniej zachęcająco.

Polonofilstwo Sidora w skoncentrowanej formie objawiło się w publikacji Cestou po Poľsku, pierwotnie nazwanej Z cesty po Poľsku. Opisy przeżyć i spotkań ze swoich wędrówek podczas lata 1926 roku Sidor publikował fragmentami w dzienniku „Slovák”. Monografia, która ukazała się w 1927 roku, była pomyślana jako przewodnik i dziennik z podróży [cestopis]. Opisy były poprzetykane autentycznymi przeżyciami, zaś celem publikacji było dotarcie do jak najszerszego audytorium czytelników. Charakterystyka życia codziennego w ważnych, historycznych miastach Polski została dopełniona dokładnymi opisami geograficznymi, oraz historycznymi i kulturalnymi ciekawostkami. Prócz tego, Sidor obserwował życie prostych ludzi, oraz sytuację mniejszości narodowych. Prezentował dzieje stosunków słowacko-polskich, a także zaznajamiał czytelników z rozwojem polskiego systemu politycznego.

Podczas pobytu w Krakowie Sidor spotkał się z profesorem historii Uniwersytetu Jagiellońskiego Władysławem Semkowiczem, który był uważany za najbardziej wpływową osobistość tzw. ośrodka krakowskiego. Publikowane podczas I wojny światowej wyniki badań Semkowicza w swoich wnioskach potwierdzały polski charakter osadnictwa na polsko-słowackim pograniczu, w północnym rejonie Kysuc, Orawy i Spisza. Poglądy na kwestie terytorialne pogranicza polsko-słowackiego Semkowicz utrzymał również po wojnie i zakończeniu rokowań pokojowych w Paryżu. Kręgi krakowskie przystąpiły wówczas do organizowania akcji tzw. wybudzania [narodowego, przyp. B.B.], która miała objąć ludność zamieszkującą północną Słowację, głównie na obszarach, gdzie używano gwary góralskiej.

Profesor Semkowicz usiłował przekonać Sidora, że w przypadku regionów Spisza i Orawy na rokowaniach pokojowych w Paryżu strona polska nie mogła działać inaczej. Podczas rozmowy z Sidorem nie ukrywał zainteresowania kolejnymi, jego zdaniem, polskimi osadami, które pozostały w granicach Czechosłowacji, a konkretnie w północnej Słowacji. Sidor będący uważnym słuchaczem zanotował i opublikował rozmowę z Semkowiczem, ale prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy z możliwego znaczenia jego słów.

Sidor poważał Semkowicza również dlatego, że zorganizował on słowackim studentom stypendium na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, gdzie w roku akademickim 1924-1925 studiowali Ján Hollý, František Hrušovský i Mikuláš Stano. Z inicjatywy Semkowicza przy krakowskim uniwersytecie powołany został Związek Słowaków. Polskie wsparcie dla samodzielnego narodu słowackiego, jego języka i literatury zyskuje jednak inny kształt w świetle zapytania wystosowanego przez wydział konsularny polskiego MSZ. Adresatem zapytania były polskie placówki w Czechosłowacji. Oddział konsularny zapytywał o ustosunkowanie się do problematyki rozwijania akcji, której celem było budzenie polskiej świadomości narodowej w słowackiej części Spisza i Orawy.

 Sidor nie znał politycznego tła polskich działań. Interesował go przede wszystkim kulturalny aspekt współpracy. Wzór polskiej narodowej jedności posłużył mu w przygotowaniu haseł dla sierpniowych obchodów w Świętym Marcinie Turczańskim w roku 1926. Apelował, aby słowaccy działacze kulturowi potrafili sobie uświadomić nie tylko od święta, że wszyscy jesteśmy Słowakami. Równocześnie wzywał ich, by wytworzyli więcej przestrzeni dla, jak to określał, oryginalnej słowackiej twórczości literackiej.

Nawiązał też kontakt z polskim poetą i politykiem Feliksem Gwiżdżem, który w czasach przed powstaniem ČSR miał przekonywać ludność góralskich osad o jej przynależności do narodu polskiego. Za pośrednictwem Gwiżdża Sidor otrzymywał kolejne zaproszenia do Polski. Były to zaproszenia dotyczące przede wszystkim wydarzeń kulturalnych, jednak spotykał się na nich również z przedstawicielami rozmaitych kręgów politycznych, co umożliwiło mu częściowe zaznajomienie się z polską sceną polityczną. Zapoznał się z marszałkiem Sejmu Maciejem Ratajem i niektórymi polskimi posłami, wśród których byli również przedstawiciele ruchu socjalistycznego. Z tych ostatnich, bliskim współpracownikiem Sidora został dziennikarz Mieczysław Niedziałkowski, redaktor związanego z Polską Partią Socjalistyczną „Robotnika”.

Sidor odwiedził Polskę w czerwcu 1927 roku, czyli niedługo po tym, jak krajem wstrząsną przewrót wojskowy, na którego czele stał marszałek Józef Piłsudski. W marszałku Piłsudskim Sidor widział wybawienie Polski, skłaniając się ku rozwiązaniom, które miały ograniczyć demokrację parlamentarną i rolę Sejmu. Zgadzał się z przekonaniem, że partyjne rozbijactwo należy zastąpić narodową jednością. Sytuację polityczną w Europie Sidor określał mianem kryzysowej, zaś przewrót wojskowy uważał za właściwie rozwiązanie w przypadku Polski.

Robiąc liczne zestawienia demokracji jako formy rządzenia, z różnymi systemami autorytarnymi i totalitarnymi, Sidor stopniowo łagodził swój radykalizm, jednakże wobec demokracji zawsze pozostał co najmniej krytyczny. Samo pojęcie demokracji łączył z francuskimi, XVIII-wiecznymi nurtami filozoficznymi, ideami wolteryzmu i wolnomyślicielstwa, które występowały w opozycji do nauk Kościoła katolickiego. Nadzieje, które wiązał ze sprawą polską, miały mieć również przełożenie na kwestię samodzielności narodu słowackiego.

Na bezkrytyczne podejście Sidora do polskiej rzeczywistości politycznej w pewnej mierze wpłynęło spotkanie Andreja Hlinki, słowackiego księdza i polityka, założyciela SĽS, z marszałkiem Piłsudskim w 1919 roku, w czasie trwania konferencji pokojowej w Paryżu. Hlinka do Paryża jechał przez Polskę [gdzie otrzymał polski paszport wystawiony na fałszywe dane, gdyż władze czechosłowackie nie umożliwiłyby mu wyjazdu na konferencję, przyp. B.B.], zaś celem jego wystąpienia na konferencji miało  być złożenie deklaracji, iż naród słowacki nie uzyskał równoprawnego statusu w ramach  ČSR. Wcześniej doszło jednak do spotkania w Warszawie z marszałkiem Piłsudskim, który wyraził poparcie dla planowanej akcji Hlinki w Paryżu.

Krótko po powrocie z Polski Sidor zaczął przygotowywać wspólne przedsięwzięcia, na których realizację umówił się z W. Semkowiczem i F. Gwiżdżem. Przygotował program pobytu pisarzy polskich na Słowacji, którego oczywistą częścią miało być spotkanie z ich słowackimi kolegami. Stronie polskiej nie zezwolono jednak na przekroczenie granicy czechosłowackiej, w związku z czym do wizyty nie doszło. Sidor nie zrezygnował jednak ze swoich zamiarów i działalności w obszarze kultury, a współpracę polsko-słowacką realizował w dalszym ciągu za pośrednictwem artykułów, które zawierały wiele przejawów sympatii względem Polski. Współpracę w przestrzeni kulturalnej proponował również innym redakcjom słowackich dzienników. Rozwinął także działalność w kręgach artystycznych. Za jego sprawą Związek Artystów Słowackich (SSU) nawiązał bezpośrednie kontakty z artystami polskimi. Zaangażował się również w organizację literacko-muzycznej akademii w Krakowie w 1927 roku. Zawiązana w ten sposób współpraca umożliwiała prezentowanie słowackiej kultury, oraz Słowaków jako samodzielnego narodu.

Zetknięcie się z polską kulturą wzmocniło zabiegi Sidora o podźwignięcie życia kulturalnego Słowaków. W swoich artykułach stawiał polską inteligencję za wzór, oraz zachęcał inteligencję słowacką, aby odważyła się działać niezależnie. Słowackich artystów wzywał do zjednoczenia i śmiałości, co pomogłoby zrealizować program, w którym Słowacja będzie należała do Słowaków; wszelka chwała, chleb i praca na Słowacji, będzie w pierwszej kolejności dla Słowaków.

Listopadową wizytę w Polsce w 1927 roku Sidor wykorzystał do spotkania się ze Słowakami żyjącymi w Polsce. Czesi i Słowacy, którzy zamieszkiwali Warszawę, działali w jednym stowarzyszeniu zwanym Československá beseda. Sidor bardzo cenił działania związku na płaszczyźnie kulturowo-społecznej, ale jedną z właściwości jego charakteru było bardzo krytyczne spojrzenie nie tylko na swoją własną pracę, ale również działalność swojego otoczenia, czy współpracowników. W związku z tym nie odmówił sobie zaprezentowania własnego poglądu na błędy w działalności związku.

Państwo Sidorowie wspólnie zajmowali się tłumaczeniem dzieł polskich pisarzy. Angela Sidor przedstawiła na łamach „Slováka” twórczość Feliksa Gwiżdża. Zaznajomiła też czytelników z twórczością Michaliny Mościckiej, żony polskiego prezydenta. Propolska orientacja Sidora wzmocniła współpracę między Polakami, a Słowakami, zarówno na płaszczyźnie kulturowej i artystycznej, jak również ułatwiła wzajemne poznawanie się obydwu narodów. Jego propolska działalność została zauważona przez polskie kręgi rządowe, a w roku 1928 został odznaczony przez prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej medalem Polonia Restituta. Wyprawy Sidora do Polski powtarzały się coraz częściej, a w styczniu 1932 roku był gościem kongresu polskich pisarzy katolickich w Warszawie.

Polska polityka zagraniczna starała się systematycznie wzmacniać kontakty z ruchem autonomicznym na Słowacji, a przede wszystkim ze Słowacką Ludową Partią Hlinki (HSĽS) i jej polonofilską frakcją z Karolem Sidorem na czele. Blok autonomiczny w wyborach roku 1935 współpracował również z mniejszością polską w Czechosłowacji. Sidor, na przekór 7-tygodniowemu uwięzieniu w przededniu wyborów za „antypaństwowe” artykuły publikowane w „Slováku”, raczej zyskał, aniżeli stracił sympatię wyborców ruchu ludackiego.

W majowych wyborach parlamentarnych kandydował na posła z list HSĽS. Wyniki wyborów, w których HSĽS zyskała w ramach bloku autonomicznego 19 mandatów, zakończyły się dla niego sukcesem i zaprowadziły go do ławy poselskiej Zgromadzenia Narodowego, gdzie został również członkiem komisji spraw zagranicznych. Orientacja polonofilska w polityce zagranicznej w dalszym ciągu pozostała udziałem Sidora, tym razem przeniesiona jednak została już na płaszczyznę parlamentarną. W swoich wystąpieniach często zwracał uwagę posłów na to, że polityka zagraniczna Republiki Czechosłowackiej jest zbytnio ukierunkowana na Francję, zamiast na bliskiego, północnego sąsiada, czyli słowiańską Polskę. Sidor nie znalazł wówczas większego poparcia dla koncepcji przeorientowania czechosłowackiej polityki zagranicznej, zarówno w parlamencie, jak i w szeregach HSĽS. Przeciwko jego polonofilstwu wypowiadał się z parlamentarnej mównicy nawet jego partyjny kolega, poseł Mikuláš Pružinský.

Polonofilstwo Sidora w tamtym okresie straciło na krótko na popularności, również wśród jego wieloletnich zwolenników, zaś do opinii publicznej przeniknęły informacje na temat mnożących się konfliktach w kierownictwie HSĽS, które miały dotyczyć właśnie kwestii orientacji w polityce zagranicznej. Wbrew przeciwnościom Sidor wytrwał w swoim polonofilskim stanowisku, uważając jednocześnie, iż logika współpracy słowacko-polskiej wzmacnia koncepcję autonomii dla Słowacji w ramach Czechosłowacji. Na łamach prasy partyjnej posługiwał się tradycyjnym już argumentem przyjacielskiego stosunku Andreja Hlinki względem Polski. Tymczasem niechęć części aktywu członkowskiego HSĽS wynikała z obaw, które wywoływała współpraca polsko-węgierska. Polscy dyplomaci, choć nie kryli swojego przyjaznego nastawienia wobec Węgier, zapewniali Sidora, że polsko-węgierskie kontakty nie kolidowały z interesami słowackimi.

Na Słowacji w latach trzydziestych poprzedniego stulecia działały różne organizacje, które rozwijały polsko-słowacką działalność kulturalną, głównie na obszarze północnej Czechosłowacji. Za ich pośrednictwem realizowano również polityczne interesy Polski i Czechosłowacji. Podobnie jak w latach dwudziestych poprzedniego wieku, organizacje te opierały się o słowiańską wzajemność, katolicką spójność i językowe pokrewieństwo Polaków i Słowaków. Zmianie nie uległy również środki, za pomocą których realizowano politykę zbliżenia dwóch narodów, jak np. wymiana studentów, przekłady twórczości literackiej, oraz zwiększający się ruch turystyczny, głównie w obszarze północnej Słowacji.

 Karol Sidor miał bardzo umiarkowane poglądy, jeśli chodzi o kwestie terytorialne i kulturowe na słowacko-polskim pograniczu. Był lojalny wobec czechosłowackiej władzy i poparł jej żądania przedłożone w 1935 roku, które dotyczyły kulturowej ochrony słowackiej mniejszości po polskiej stronie Orawy i Spisza. Nie zaparł się jednak swojej duszy dziennikarza naznaczonej skłonnościami literackimi, a na sytuację mniejszości słowackiej zareagował artykułem, który napisał w imieniu, jak sam twierdził, „dyplomacji serca”. Wezwał w nim polski rząd do zapewnienia Słowakom praw mniejszości narodowej na polskim terytorium.

Aktywność polityczna Sidora pod koniec lat trzydziestych przejawiała się w szerokim spektrum różnych kwestii, oraz wynikała z problematyki sytuacji wewnętrznej ČSR i polityki międzynarodowej w Europie. Orientacja na północnego sąsiada była silnie zakotwiczona w myśli politycznej Sidora i przetrwała bez szwanku próbę czasu. Jego długoterminowe i solidne polskie kontakty pomogły partii ludowej i ruchowi autonomicznemu zrealizować ważny cel, jakim było sprowadzenie ze Stanów Zjednoczonych do Czechosłowacji oryginał dokumentu zwanego „Umową pittsburską”. Dokument został podpisany w maju 1918 roku przez przedstawicieli Czechów i Słowaków w USA, oraz Tomasza G. Masaryka. Dla partii ludowej był to dokument szczególnie ważny, dlatego, iż wspominał on m. in. o autonomicznym statusie Słowacji w ramach wspólnego państwa Czechów i Słowaków, do czego bezpośrednio po utworzeniu ČSR jednak nie doszło.

Przedstawiciele partii ludowej z pomocą „Umowy pittsburskiej” argumentowali swoje postulaty autonomiczne, zaś ich adwersarze z czechosłowackich partii centralistycznych kwestionowali ważność tych zapisów dokumentu. Ich stanowisko skłaniało Sidora do wzmocnienia postulatów autonomicznych w działalności opozycyjnej partii ludowej.

W maju 1938 roku, gdy upłynęło dwadzieścia lat od podpisania „Umowy pittsburskiej”, przedstawiciele partii ludowej uznali, że konieczne jest zorganizowanie uroczystości mających upamiętnić jej podpisanie. HSĽS zaczęła przygotowania do świętowania jubileuszu już w roku 1937. Pierwszym krokiem w tym kierunku było wydanie publikacji Konštantína Čulena pod tytułem „Umowa pittsburska”. Autor monografii zadedykował ją Karolowi Sidorowi, co było wyrazem szacunku dla jego walki o autonomię Słowacji. Główną część obchodów miały jednak stanowić zgromadzenia publiczne, które ludacy zaczęli przygotowywać w następnej kolejności.

Dwudziesty kongres Ligi Słowackiej w Ameryce, który miał miejsce w kwietniu 1938 roku w Pittsburgu, polecił prezesowi Ligi Petrovi Hletce, razem z Jozefem Hušekiem, Andrejem Rilíkiem, Andrejem Novákiem, Jozefem Prušem i Michalem Sinčákiem, aby wzięli udział uroczystościach podpisania Umowy pittsburskiej, które miały odbyć się w Bratysławie, oraz zabrali ze sobą oryginał dokumentu Umowy.

Sidor dążył do tego, aby zmierzająca do Czechosłowacji delegacja przybyła od strony Polski, nie zaś od strony Niemiec, z jednego z niemieckich portów. W związku z tą sprawą prowadził rokowania z polskim konsulem w Bratysławie Wacławem Łacińskim. W połowie maja 1938 Sidor wyjechał do Polski, ażeby na miejscu zabezpieczyć powitanie delegacji Ligi Słowackiej, która wiozła ze sobą tak ważny dokument dla partii ludowej. Odpowiedzialność za powitanie delegacji w Polsce wzięli na siebie przedstawiciele Związku Przyjaciół Słowaków im. Ľudovíta Štúra, z którymi spotkał się w Warszawie. W ceremonii przybycia przedstawicieli Ligi Słowackiej wziął udział również poseł Czechosłowacji w Polsce Juraj Slávik, który oficjalnie powitał delegację.

Dziennik „Slovák” obszernie informował czytelników o przybyciu przedstawicieli Ligi Słowackiej, którzy przypłynęli do gdyńskiego portu z oryginalnym dokumentem Umowy pittsburskiej. Choć w uroczystościach w Gdyni wzięło udział dziesięciu posłów i senatorów HSĽS, na czele z Jozefem Budayem, oraz delegacje słowackich rolników i robotników, najwięcej uwagi poświęcono w słowackich dziennikach Sidorowi, który by powitać naszych braci z Ameryki wypłynął osobną łodzią na szerokie morze.

Delegacja Ligi Słowackiej udała się następnie do Warszawy, gdzie na jej część zorganizowano uroczyste przyjęcie. Wystąpił na nich prezydent Warszawy Stefan Starzyński, poseł na Sejm RP pułkownik Jan Walewski, zaś ze strony słowackiej Peter Hletko i Karol Sidor. Przed wjazdem na terytorium Czechosłowacji delegacja zatrzymała się w Częstochowie, gdzie Sidor odebrał dar od rady miasta dla Andreja Hlinki – złotą tarczę z wygrawerowanym Orłem Białym na którego piersiach błyszczał obraz Matki Boskiej odlany w srebrze.

Delegację Ligi Słowackiej podróżującej z oryginałem Umowy pittsburskiej uroczyście powitano w Czechosłowacji w Rużomberku, następnie w Świętym Marcinie Turczańskim, gdzie spotkał się z nią prezydent miasta Ján Fraňo i przewodniczący Macierzy Słowackiej Jozef Škultéty. Dalsza droga delegacji wiodła do stolicy ČSR, Pragi. Delegaci zostali oficjalnie podjęci przez prezydenta ČSR Edvarda Beneša i premiera Milana Hodžę.

Przygotowania do przyjęcia delegacji nie były tak łatwe, jak mogłoby się wydawać obserwując sam akt powitania. Sidor powstrzymał się od komentowania sytuacji przed przybyciem Ligi Słowackiej, a wcześniej tylko odnotował: Pominę to na razie milczeniem – ale kiedyś to opiszę – jakie intrygi uskuteczniano, aby nasi amerykańscy Słowacy przypłynęli „raczej na niemieckiej łodzi”, aniżeli polskiej. Pominę również drwiny, że Sidor chce w Gdyni amerykańskiego powitania, ale jest na to za krótki, że w Europie tak nie można… W Polsce ten plan jednak zrozumieli. Mój stary, dobry przyjaciel Feliks Gwiżdż jako prezes Związku Przyjaciół Słowaków im. Ľudovíta Štúra stał na czele całej akcji w Polsce.

Wyraźna pomoc polskich przyjaciół przy dostarczeniu oryginału dokumentu na Słowację jeszcze bardziej umocniła polonofilstwo Sidora, a także jego pozycję w partii ludowej. Zastępy zgromadzonych witały go na bratysławskim Rynku Hviezdoslava okrzykami: „Hlinka – Sidor podźwignęli naród!” (słow. Hlinka – Sidor národ zdvihol!). Hasła skandowane przez zgromadzonych wzbudziły w Sidorze poczucie satysfakcji i zadośćuczynienia, choć w swoim przemówieniu nie odmówił sobie demagogicznego ataku na swoich przeciwników politycznych mówiąc, że  stare i nowe bratysławskie mury nie miały jeszcze szczęścia powitać tylu Słowaków, co dzisiaj. Sidor, jako jeden z organizatorów i inicjatorów bratysławskich uroczystości dwudziestolecia podpisania Umowy pittsburskiej, pojmował je jako wydarzenie, które w całości podporządkowane jest poparciu idei autonomii narodu słowackiego.

Same uroczystości odbywały się w kontekście bardzo złożonej sytuacji międzynarodowej. Po posiedzeniu kierownictwa partii ludowej w maju 1938 roku Sidor zapisał w swoim dzienniku notatkę na temat narodowej przyszłości Słowaków: Związanie się z Berlinem oznaczałoby wiele, aż za dużo. Wejście do germańskiego bloku jest dla Słowaków niebezpiecznie. Ucierpimy na tym. Doradzałem, abyśmy przyjęli pozycję wyczekującą. Porozmawiamy z Polakami. Zgodzili się. Udałem się do Warszawy a we czwartek 19 maja 1938 roku przyjął mnie Beck. Wyniki rozmów zostały jednak w dzienniku zamazane. Uczestnicy spotkania mieli ponownie skonsultować się dopiero po tym, jak uspokoi się sytuacja międzynarodowa…

Tymczasem sytuacja międzynarodowa nie układała się po myśli Czechosłowacji, a wydarzenia w jej polityce wewnętrznej zaczęły nabierać dramatycznej prędkości. Po dyktacie monachijskim część słowackich sił politycznych na czele z HSĽS ogłosiła 6 października 1938 roku autonomię Słowacji. Współpracownicy Sidora w Polsce oczekiwali, podobnie jak propolsko zorientowani ludacy i sympatyzująca z Sidorem część społeczeństwa, że zostanie on skierowany do pełnienia ważnej funkcji w słowackim rządzie autonomicznym. Tymczasem Sidor został ministrem w centralnym rządzie praskim.

Natychmiast po objęciu tej funkcji, wyjechał w drugiej połowie października 1938 roku do Warszawy, gdzie po spotkaniu z sekretarzem stanu został przyjęty przez ministra spraw zagranicznych Józefa Becka. W Warszawie Sidor występował jednak w charakterze urzędowego pełnomocnika rządu słowackiego, oraz udzielał dla polskiej  prasy wywiadów na temat wewnątrzpolitycznej sytuacji w Czechosłowacji. Kilka lat później, już na stanowisku posła Republiki Słowackiej w Watykanie, za najważniejszą swoją ówczesną wypowiedź dla polskiej prasy, Sidor uznawał wywiad i podsumowujący go tekst „Ekspresu Porannego”: Słowacki rząd realizuje program odrodzenia Słowacji. Stanowisko Słowacji względem Pragi opiera się na fundamencie równości obydwu narodowych organizmów, które są względem siebie jednocześnie pokrewne, jak i niezależne. Dlatego ich współpraca może rozwijać się jedynie na gruncie pełnej równoprawności. Co się tyczy Orawy i Spisza, Sidor ogłosił, że jest pewny, iż między Polską i Słowacją osiągnięte zostanie porozumienie.

W czasie wyjątkowo napiętej sytuacji wewnątrzpolitycznej, która nastąpiła po tzw. Puczu Homoli (słow. Homolov puč), który miał miejsce 9 marca 1939 roku, Sidor odrzucił w nocy z 11 na 12 marca naciski emisariuszy Hitlera, by zgodnie z ich żądaniem ogłosić niepodległość Słowacji. Powstanie Państwa Słowackiego ogłosił dopiero 14 marca słowacki sejm regionalny w drodze aklamacji, po uprzednim spotkaniu Jozefa Tisy z Adolfem Hitlerem w Berlinie.

Sidor został ministrem spraw wewnętrznych w rządzie Państwa Słowackiego, choć swoją funkcję pełnił krótko. Politycznie był on dla Niemców osobą bardzo niepożądaną. Ze Słowacji do Watykanu wyjechał już w czerwcu 1939 roku, gdzie miał pełnić funkcję posła rządu słowackiego przy Stolicy Apostolskiej. Agrément otrzymał 9 czerwca 1939 roku. Również w Watykanie Sidor nie zrezygnował ze swojej polonofilskiej orientacji, która jednak za pośrednictwem polskiego dyplomaty Kazimierza Papée, przybrała już inną formę działalności.

Ľubica Kázmerová

(Tłumaczenie: Bartosz Bekier)

Sidor3

 

Dodaj komentarz