Bartosz Bekier: Zamieszanie o płonące barwy „ukraińskie”

Na tegorocznym Marszu Niepodległości doszło do spalenia „ukraińskiej” flagi. Cudzysłów jest w tym wypadku potrzebny dlatego, że w zasadzie były to barwy Śląska, które jacyś troglodyci pomylili z flagą narodową naszego wschodniego sąsiada, „bohatersko” je zdobyli, a następnie dokonali ich efekciarskiego spalenia „ku chwale ojczyzny”. Tymczasem oburzone ukraińskie MSZ już próbuje stawiać do pionu polskie władze, których wrażliwość na ukraińskie samopoczucie narodowe jest ostatnio szczególnie podkręcona (niestety nie można powiedzieć, że i vice versa), choć same muszą tolerować marsze banderowców we Lwowie i Kijowie, oraz negowanie zbrodni wołyńskiej. Całą aferę można by nazwać komedią pomyłek, gdyby nie fakt, że w wyniku zdarzenia poważnie ucierpiała młoda dziewczyna, która trzymała flagę – koleżanka ze śląskiej Młodzieży Wszechpolskiej.

Nie uważam, żeby spalenie „ukraińskiej” flagi na tegorocznym Marszu Niepodległości było w jakikolwiek sposób reprezentacyjne dla całego Marszu, podobnie jak różne patusy „dumnie” dzierżące polskie flagi narodowe, którym jednak świętowanie niepodległości tak mocno uderzyło do głowy, że ledwo stali na nogach. Pomimo to warto potępić obydwie, marginalne dla środowisk patriotycznych i samego MN postawy, które zasadzają się na wspólnym fundamencie: braku szacunku dla barw narodowych. Swoich i cudzych.

Mylenie szowinizmu narodowego z nacjonalizmem jest ciężką dolegliwością ideologiczną, lub zwyczajnymi brakami w wykształceniu i formacji intelektualnej. Postawa nacjonalistyczna nie ma nic wspólnego z megalomanią narodową i nienawiścią wobec sąsiadów tylko za to, że są sąsiadami. Jak to ujął przedwojenny nacjonalista, publicysta „Prosto z Mostu” i konspiracyjny działacz Stronnictwa Narodowego Stanisław Piasecki:  „Być narodowcem, to nie znaczy wcale uważać, że mój naród, jest na świecie czemś jedynie najlepszem i najwyższem; jest natomiast czymś najdroższem i najbliższem sercu. Stąd płynie szacunek narodowca dla idei narodowej każdego innego narodu, co różnym głupkom daje okazję do kiepskich dowcipów na temat międzynarodówki nacjonalistycznej. Ta „międzynarodówka” jest po prostu poczuciem wspólności pewnego typu psychicznego. Będąc narodowcem muszę szanować uczucia narodowe innych. Wiem, że rodzą się one z tych samych pobudek moralnych. Niema takiego dobrego prawa, któreby mi pozwoliło zwracać się przeciwko temu u obcych, co dla mnie samego jest najdroższe”.

To samo tyczy się młodej narodowości ukraińskiej, pomimo grzechu pierworodnego „ukraińskości”, jakim było budowanie jej statusu ontologicznego i narodowego bytu w agresywnej opozycji do Polski i Polaków. Również współczesną Ukrainę można krytykować za niezliczone i nierozliczone zbrodnie historyczne, za neobanderyzm, który w swej pierwotnej, banderowskiej formie był klasycznym, choć szczególnie okrutnym i bandyckim szowinizmem narodowym. Można słusznie zwracać uwagę na podporządkowanie polityki tego państwa interesom lokalnej i międzynarodowej oligarchii, na dwulicowy stosunek względem Polski, polegający na próbie pozyskania naszego kraju jako sojusznika przeciwko Rosji, co byłoby dla Polski wyjątkowo szkodliwe i granicznie niebezpieczne. Sam etnos ukraiński zasługuje jednak na szacunek, podobnie jak ukraińskie barwy narodowe. Za Sienkiewiczem można powtórzyć, że „nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą”, akcentując zwłaszcza ostatnie słowo. Rola ziem ukraińskich i zamieszkującego je narodu w historii Polski zasługuje na szersze omówienie i dowartościowanie, podobnie jak status Ukrainy w geopolityce Rzeczypospolitej, ale już teraz chciałbym podkreślić, że nie należy łączyć środowiska Xportalu i Falangi z postawami szowinistycznymi i „ukrainożerczymi”. Byłoby to zresztą sprzeczne z zasadami falangizmu i idei tożsamościowej, które stanowią fundament programowy tych środowisk. Do redefinicji tego aspektu ideowego nie skłonił nas ogień z broni ciężkiej w Donbasie kierowany przez żołdactwo prezydenta Poroszenki, który wraz z postmajdanowymi elitami stanowi prawdziwe nieszczęście narodu ukraińskiego – tym bardziej nie zrobią tego żadne głupawe, ukrainofilskie środowiska, w rodzaju np. Gazety Polskiej, które wysługując się bezrefleksyjnie (choć czy bezinteresownie?) postmajdanowej Ukrainie bardziej szkodzą Ukraińcom i recypowaniu ich sprawy w Polsce, aniżeli im pomagają.

Ukrainiec JEST moim bratem. Tylko strasznie pobłądził, a teraz go mają.

Bartosz Bekier

dscn1350

(zdjęcie pochodzi z 2014 roku – manifestacja upamiętniająca masakrę w Odessie)

10 komentarzy

  1. „Ukrainiec” to obelga dla przedstawicieli wielu narodów żyjących na terytorium położonym obecnie pomiędzy Polską a Rosją – Polaków, Rosjan, Rusinów, Węgrów, Rumunów itd. Oni nie są, nigdy nie byli i nie będą „ukraińcami”, czyli nosicielami zbrodniczej ideologii, u podłoża której leży opanowywanie nieswoich ziem poprzez wymordowywanie ich rdzennych mieszkańców. A jeśli ktoś poczuwa się do braterstwa z „ukraińcami” pluje jednocześnie na tych, którzy z ręki tych jego „braci” zginęli w niewyobrażalnych męczarniach, zostali okradzeni, wypędzeni ze swojej ziemi i wynarodowieni!

  2. I znowu złudzenia co do ukrainców. Brat to jest krew z krwi i kość z kości , a ten z podsumowania tekstu to brat – Kain

  3. ukraińcy są jak pies z czarnym podniebieniem, nakarmisz a on tak cię ugryzie

  4. Arkadiusz Miksa

    Bardzo mądry i rozsądny tekst. Również zwróciłem uwagę na omawiane tu aspekty rzekomego spalenia flagi Ukrainy.

  5. wielkapolskość

    Żyd moim bratem ??? Ukrainiec moim bratem ??? A oni najchętniej wyrżnęliby nas wszystkich POLAKÓW w pień. A my tylko powiemy : bracie pobłądziłeś ????

    • Żadna wojna nie trwa wiecznie, choć są ludzie którym coś się w mózgu zapętla i inaczej jak w kategoriach wojny patrzeć nie potrafią. Naszym wrogiem nie są Ukraińcy, ale ich obecna forma polityczna. Nad tą formą można pracować.

      • Z czego wynika polityczna forma narodu? Gdyby była niepreferowana, to by narodziły się nowe siły występujące przeciwko niej. W innym wypadku istniejący establishment jest tym, na co stać całe społeczeństwo.

    • 7,62 manstoper

      Polska nie ma przyjaciół ani wrogów , ma tylko interesy . Dobra dewiza , pozwalająca bez skrupułów zawierać taktyczne sojusze i wyskakiwać z nich gdy stają się nieopłacalne .
      Ale oczywiście musimy być jak zawsze inni , Chrystus narodów , i dawać się kopać w tyłem dla martyrologii

  6. nie rozumiem tego tekstu i nie chcę zrozumieć

    • „Ukrainiec JEST moim bratem”——czego nie rozumiesz w wypowiedzi Bartosza?dla ciebie to ukry,ukropy idt.itp.czyli nie ludzie?otrząśnij się z tej zoologicznej nienawiści chłopie!

Dodaj komentarz