Miłosz Szuba: Sens śmierci

Śmierć dla człowieka tradycyjnego oznaczała ważną podróż, poszukiwanie najlepszej drogi, osiągnięcie innego poziomu rzeczywistości, łączyła się z pojęciem wiecznej kary lub nagrody, a pośrednio – z pojęciami dobra i zła, raju utraconego, ideałem sprawiedliwego lub niegodnego życia.

Uczynki godne i sprawiedliwe pozytywnie wpływały na los człowieka, jego „życie po życiu”, wiodły do zbawienia, oświecenia, nowej inkarnacji, do celtyckiego Avalonu, nordyckiego Asgardu, hebrajskiego Edenu, arabskiego Jannah. Nagroda czekała na dzielnego władcę, wojowniczą księżniczkę, służebnicę pańską, dobrotliwego mędrca, pracowitego chłopa, podczas gdy złoczyńcy o sumieniu nieczystym mogli spodziewać się słusznej kary.

Wedle Zaratustry, dusze zmarłych wędrowały w stronę mostu Chinvat, wiodącego do raju Ahury Mazdy. U wrót nieba ludzkie uczynki, myśli, słowa ważono na szalach sprawiedliwości. Dobre dusze przechodziły przez bramy nieba, gdzie oczekiwały dnia sądu ostatecznego, by w końcu wrócić na ziemię i powiększyć grono sprawiedliwych. Dusze niegodne i zbrukane strącano do piekła, krainy Angra Mainju, z której nie było powrotu.

Przed sądem pana podziemi, egipskiego boga Ozyrysa ważono serce zmarłego. Jego przesłuchanie prowadził Anubis z zespołem sędziów, a wynik ogłaszał Tot z głową ibisa, następnie Anubis wiódł przed tron Ozyrysa sprawiedliwych zmarłych, których uczynki podobały się bogom. Śmierć była dla nich krótką przerwą, po której mogli żyć wiecznie i szczęśliwie na polach trzcin. Dusze niegodne były niszczone i nie miały udziału w życiu po śmierci.

Sprawiedliwe uczynki prowadziły do awansu w indyjskim systemie kastowym: człowiek, który prawidłowo i rzetelnie wypełniał obowiązki w ramach swej kasty, poprzez reinkarnację mógł trafić do wyższej, mógł także odrodzić się w niższej warstwie społecznej jeżeli w poprzednim życiu zachowywał się niegodnie.

Dzielni nordyccy wojownicy trafiali do Walhalli, gdzie ucztowali i walczyli. Dusze sprawiedliwych Greków wędrowały na Pola Elizejskie, Hebrajczycy – do Edenu. Za dobre uczynki nagradzał babiloński Shamash, bóg Hammurabiego, sprawiedliwy sędzia i postrach złych duchów. Poczynania ludzi na ziemi obserwował miłosierny Allah i wszechmocny Bóg Abrahama.

Śmierć była nieodwracalna. Gilgameszowi nie udało się uzyskać nieśmiertelności a Orfeuszowi – odzyskać Eurydyki. Jednak wszędzie wokół: w szkołach i katedrach, w świętych księgach, pieśniach, utworach literackich, opowieściach – od sumeryjskich mitów i celtyckich legend po dziewiętnastowieczne baśnie, człowiek znajdował odbicie swojej nadziei na wyższy poziom urzeczywistnienia. Dopiero „nowoczesna”, materialistyczna kultura, która tym różni się od religii martwych że jest martwa od początku, zniekształciła pojęcia dobra, zła i wieczności degradując je i trywializując, pozbawiła śmierć głębszej przyczyny i skutku, a ludzką egzystencję – niezbędnego celu i sensu.

Egipcjanie wierzyli, że słońce po zejściu za horyzont podąża krętą, podziemną rzeką przez mroczną, pełną niebezpieczeństw krainę, by rano znów pojawić się po naszej stronie, co przedstawiano jako odrodzenie, zmartwychwstanie, zwycięstwo nad śmiercią. Ich świat stanowił organiczną, stabilną, całość. Cywilizacja egipska przetrwała tysiące lat.

Chciałbym, by po upadku wieży Babel i zwinięciu się pustej, wypalonej Europy, przyszłe pokolenia, których nie spotkamy, odnalazły utracony raj swoich przodków, królestwo nie z tego świata.

Miłosz Szuba

stilllifewithaskull

Dodaj komentarz