Dla Xportalu: Dr Jacek Kardaszewski

Pańska nowa książka, w której bezlitośnie rozprawia się Pan z zadomowionymi u nas na dobre koncepcjami liberalnymi, nosi tytuł „Psychiatria polityczna: neoliberalizm i schizofrenia”. Czy porównanie doktryny (neo)liberalnej do choroby psychicznej jest jedynie zabiegiem retorycznym, czy też analogia ta wyraża sedno problemu?

Moja książka nie została jeszcze wydana, toteż podlega zmianom. Jedną z nich jest wydanie jej nie w formie trylogii, której części noszą nazwy „Neoliberalizm jest schizofrenią społeczeństwa”, „Schizofrenia jest neoliberalizmem umysłu” oraz „Filozofia diabła”. W żadnym razie nie chodzi tu o zabieg retoryczny. Trudno zresztą wypełnić 600 stron tekstu samą retoryką. Posługiwanie się w kontekście debat politycznych analogiami z dziedziny psychiatrii, w tym w szczególności schizofrenii, jest ostatnio coraz bardziej rozpowszechnione. Można wręcz powiedzieć, że staje się modne. Analogie te są jednak powierzchowne. Rozumie się przez nie z reguły zwykłe sprzeczności, jakie występują w działaniach i wypowiedziach polityków. Jest to uproszczenie, ponieważ schizofrenia to nie jest zwykła sprzeczność. Nie jest natomiast przypadkiem, że tego rodzaju zabiegi retoryczne są stosowane. Kryje się poza nimi głębsza prawda, którą postanowiłem zbadać, poświęcając na to ostatnich dziesięć lat mojego życia. Moja praca polegała na wnikaniu w istotę schizofrenii oraz neoliberalizmu, a następnie doszukiwaniu się pomiędzy nimi analogii. Rezultaty, do których doszedłem przeszły moje oczekiwania. Okazało się, że istnieją głębokie powiązania pomiędzy tymi fenomenami. Wszystkich ich nie sposób tutaj oczywiście wymienić, toteż skupię się na samym sednie problemu. Otóż neoliberalizm definiuje się najczęściej poprzez składające się na niego elementy, a mianowicie: prywatyzację, deregulację i dążenie do likwidacji deficytów budżetowych. Definicja ta odpowiada ogólnie przyjętemu sposobowi definiowania schizofrenii, w którym wskazuje się na takie jej osiowe symptomy, jak autyzm, dezorganizacja procesów myślowych (rozkojarzenie) oraz demencja. Odpowiedniość ta polega na tym, że to, co dzieje się w obszarze gospodarki, dzieje się również w obszarze społecznej oraz indywidualnej świadomości. Oba procesy przebiegają równolegle, oddziaływując na siebie wzajemnie, przy czym trudno jest powiedzieć, który z nich poprzedza drugi. Najważniejszą konsekwencją tego stanu rzeczy jest, że społeczeństwo ulega podziałowi na tych, którzy z racji swoich uwarunkowań psychologicznych mają wszelkie dane, aby w społeczeństwie neoliberalnym odnieść sukces, oraz tych, którzy z tych samych przyczyn skazani są w nim z góry na porażkę. Uwarunkowań tych nie należy w żadnym razie utożsamiać z posiadaniem bądź nieposiadaniem tradycyjnie rozumianych cnót mieszczańskich, zwłaszcza z pracowitością i lenistwem. Chodzi tu o zdolności względnie ich brak w zakresie przystosowania się do społecznego chaosu poprzez społecznie funkcjonalny rozpad jaźni. Mają je ci, których nazywam „ludźmi-relacjami” lub „ludźmi-psami”, nie mają ich ci, których określam mianem „ludzi-substancji” względnie „ludzi-wilków”. Ci, którzy opowiadają się za nacjonalistycznym socjalizmem należą do tych ostatnich. Są oni niedoszłymi obywatelami narodu panów, panujących nie tyle nad innymi nacjami, ile, przede wszystkim, nad samymi sobą.

Poglądy neoliberalne, zwłaszcza serwowane w formie „pop-polityki” marketingowej, mają we współczesnej Polsce dwie twarze janus(z)owe: Janusza Korwina-Mikke i Janusza Palikota, popularnych zwłaszcza wśród młodzieży. Czy mamy tutaj istotnie do czynienia ze „skrajną prawica” i „skrajną lewicą”, czy po prostu różnym rozłożeniem akcentów w obrębie tej samej doktryny?

Rozpocznę od tego, że, wbrew temu, co się często głosi, pojęcia prawicy i lewicy nie straciły swojej aktualności, i nie sądzę, aby kiedykolwiek ją utraciły. To, co odróżnia naszą epokę od innych, polega wyłącznie na doniosłości, jaką ma w niej rozważanie tych pojęć w wielu, a nie w jednym wymiarze. Chodzi o to, że nie tylko nie istnieje jedna skala, ale też jedna dwuwymiarowa skala. Istnieją przynajmniej dwie dwuwymiarowe skale, stosownie do których można rozmieszczać poglądy polityczne. Nie tylko nie ma jednej prawicy i jednej lewicy, lecz dwie: światopoglądowa (obyczajowa) i ekonomiczna, lecz istnieją dwie światopoglądowe prawice i dwie światopoglądowe lewice, a także dwie ekonomiczne prawice i dwie ekonomiczne lewice. Na przykład światopoglądowa wartość prawicowa, jaką jest konserwatyzm, nie koresponduje z konieczności z inną wartością prawicową, jaką jest nacjonalizm, a ekonomiczna wartość, jaką jest anarchokomunistyczne uspołecznienie środków produkcji, nie da się uzgodnić z ekonomiczną wartością, jaką jest dokonywana przez państwo redystrybucja dochodu w ramach gospodarki rynkowej. Neoliberalizm ma to do siebie, że bezwzględnie eliminuje z pola możliwego wyboru opcję lewicowo-lewicową na pierwszej dwuwymiarowej skali oraz opcję nacjonalistyczno-lewicową na drugiej z nich. Jeśli chodzi o wzajemny stosunek neoliberalizmu i „Pop-polityki” marketingowej w tym pierwszym zawiera się ta druga, nie cały jednak neoliberalizm się do niej sprowadza. Neokonserwatywny libertarianizm w wydaniu Korwina-Mikkego, jako śmiertelnie poważny, do tej ostatniej się nie kwalifikuje, natomiast postmodernistyczna lewicowość, która, jak dotąd, charakteryzowała Janusza Palikota, jak najbardziej tak. Co nie znaczy, że neoliberalizm nie jest dla niech wspólnym mianownikiem. W wymiarze ideologicznym neoliberalizm ma trzy, a nie dwie twarze: libertariańską, neokonserwatywną i postmodernistyczną. W kategoriach psychiatrii politycznej zarówno ten pierwszy, jak i ten drugi, odpowiada schizofrenicznej demencji, libertarianizm ze swoim ciasnym, materialistycznym egoizmem (Moje, nie dam!), neokonserwatyzm ze swoją fiksacją na wiktoriańskiej bigoterii (białe mięso, ciemne mięso). Co się zaś tyczy postmodernizmu i jego nieco infantylnej lewicowości (gender i związki partnerskie jako problemy najwyższej wagi), to dostrzegam w nim zjawisko pokrewne hebefrenicznej postaci tejże choroby, w którym na pierwszy plan wysuwa się błaznowanie. (Jednakże, warto w tym miejscu odnotować, że – w przeciwieństwie do inicjatyw pokrewnych UPR – Ruch Palikota nie jest wciąż do końca ukształtowany, i trudno przewidzieć, w którą stronę się ostatecznie skieruje. W jakimkolwiek kierunku by się nie skierował, sądzę, że stronić będzie od nacjonalizmu, i tym samym zawsze pozostanie w swoich możliwościach ograniczony).

Na płaszczyźnie stosunków międzynarodowych głównymi eksponentami demokracji liberalnej pozostają Stany Zjednoczone i (będąca pod ich wpływem) Unia Europejska. W XXI wieku najechano Afganistan i Irak, za sprawą inspirowanej przez państwa zachodnie wojny domowej upadła ostatnio libijska Dżamahirijia, przygotowywane jest także uderzenie na Syrię i Iran. Czy państwa te faktycznie należą do „osi zła” państw terrorystycznych, zagrażających także Polsce?

Państwa, o których mowa, jako relatywnie zamknięte i przywiązane do swojej tożsamości zagrażają(ły) globalizacji, czyli światowemu panowaniu neoliberalnej schizofrenii. Są to państwa-wilki, które – zgodnie z tym, co Bismarck powiedział swojego czasu o Polakach – są tępione przez zdominowane przez święty rynek państwa-psy (aczkolwiek istnieją tu wyjątki, przynajmniej jeśli chodzi o owo zdominowanie), bowiem samym swoim istnieniem podważają dążenie ich mocodawców do totalnego pomieszania wszystkiego ze wszystkim. Stosując te określenia pragnę podkreślić, że to samo, co dzieje się w stosunkach międzypaństwowych, dzieje się w stosunkach wewnątrzpaństwowych. Z pewnością państwa te nie zagrażają Polsce; co najwyżej zagrażają neoliberalnym elitom władzy, w tym także polskim.

Jak ocenia Pan obecną kondycję i kierunki rozwoju Unii Europejskiej oraz jej oblicze ideologiczne?

Niestety, Unia Europejska, staje się coraz bardziej neoliberalna. Zgodnie z tym, co jest istotą neoliberalizmu, jej bogaci członkowie dążą do decyzyjnego, a w perspektywie majątkowego odseparowania się od jej biedniejszych członków, wykorzystując w tym celu rozmaite preteksty, takie jak na przykład posiadanie lub nie posiadanie wspólnej waluty (podkreślam, że są to tylko preteksty: gdyby nie przynależność do strefy Euro, Niemcy i Francja wymyśliłyby inne powody, aby otworzyć sobie możliwość zmniejszenia zobowiązań w stosunku, na przykład, do Polski). Motywy, jakie za tym stoją, mają przede wszystkim ekonomiczny charakter. Duży budżet jest w interesie biednych, mały budżet w interesie bogatych, bez względu na to, czy chodzi o jednostki, czy o państwa. Pojawia się tu paradoks, polegający na tym, że rządy państw biedniejszych, które u siebie uprawiają politykę neoliberalną, usiłują się jej przeciwstawiać na płaszczyźnie unijnej, w stosunkach z rządami państw bogatszych. Usiłowania te są z reguły daremne, trudno jest bowiem negocjować przyjmując filozofię korzystną dla drugiej strony. Niemniej jednak, gdyby Niemcy i Francja, a także, w nieco inny sposób, Wielka Brytania, zrezygnowały ze swojego ciasnego, fiskalnego egoizmu, projekt, jakim jest Unia Europejska mógłby stać się dla większości Polaków docelowo korzystny, choćby poprzez możliwy nacisk na podwyższenie polskich standardów w polityce socjalnej, którym bardzo daleko do Zachodnich. Niestety, księgowi, nawet ci kreatywni, nie są zdolni do tworzenia imperiów. Dlatego, jeśli nie nastąpi zmiana paradygmatu z neoliberalnego na inny (dokładniej: na keynesowski), projekt zjednoczonej na równoprawnych zasadach Europy się nie powiedzie. Nie wyobrażam sobie, żeby obywatele większości państw wchodzących w skład Unii Europejskiej nie zbuntowali się prędzej czy później przeciwko tej instytucji, skoro będzie im się ona kojarzyć wyłącznie z postępującym zubożeniem, będącym następstwem autystycznej idolatrii dyscypliny fiskalnej.

Środowiska lewicy burżuazyjnej pokrzykują ze zgrozą, że oto na naszych oczach odradzają się nacjonalizmy. Pan sam określa swoje poglądy jako nacjonalistyczne. Jaką wartość prezentuje sobą nacjonalizm dziś, jakie kierunki rozwoju i działania powinien przyjąć?

W dłuższej perspektywie, nie ma, moim zdaniem, alternatywnego rozwiązania w stosunku do nacjonalizmu w wersji socjalistycznej (a jeśli nie socjalistycznej, to w każdym razie lewicowej). Jestem świadomy, że ktoś, kto wypowiada takie poglądy, naraża się oczywiście natychmiast na zarzut optowania za narodowym socjalizmem. Za obozami koncentracyjnymi, blitzkriegiem itp. Taką prostacką demagogią nie wolno się przejmować. Zgoda, że wciąż potrzebna jest do tego niemała odwaga, zwłaszcza, że przy braku szczęścia można nawet trafić do więzienia. Owszem, nazizm, faszyzm, frankizm, to były ustroje, które sytuowały się w ramach paradygmatu nacjonalistyczno-socjalistycznego. Rzecz w tym, że oprócz nich oferuje on wiele odmiennych możliwości. Zgodnie z tym, jak ja ten paradygmat pojmuję, za inne jego konkretyzacje można uznać państwa dobrobytu, jakie istniały w Europie Zachodniej do czasu przewrotu neoliberalnego (przysłowiowa Szwecja), jak również ustrój Izraela, gdzie utrzymuje się ludzi wyłącznie z tego powodu, że oddają się studiowaniu świętych ksiąg, ważnych z punktu widzenia zachowania narodowej tożsamości tej nacji. Obywatele narodu panów, nie muszą wcale atakować innych narodów, celem utwierdzenia się w swojej pańskości. Co więcej, istnieją jeszcze inne, nieurzeczywistnione dotychczas warianty nacjonalistycznego socjalizmu, a ich liczba jest potencjalnie nieograniczona. Nie może być inaczej, jako że każda epoka dostosowuje dany paradygmat do swoich specyficznych uwarunkowań. Nie tylko zresztą czas go modyfikuje, lecz także miejsce, w którym się on realizuje. Stanowczo opowiadam się za tym, aby w odniesieniu do nacjonalistycznego socjalizmu spoglądać w przyszłość, a nie w przeszłość, a ponadto zwracać baczną uwagę na charakter oraz inne właściwości narodu, w którym zamierzamy go wprowadzić. W żadnym razie nie oznacza to ślepego kultu tradycji, albo tego, co pragnie za nią uchodzić. Zasygnalizuję w tym kontekście, choć jest to temat na osobną dyskusję, że opowiadam się za uwolnieniem polskiego nacjonalizmu nie tylko od tyranii rynku, ale także od tyranii krzyża, który sprowadzał i sprowadza go nadal na manowce, trwoniąc jego życiodajną energię, jak również za pojmowaniem nacjonalizmu w sposób inny, niż etniczny.

Niektóre polskie środowiska określane jako nacjonalistyczne próbują dokonać mariażu poglądów narodowych z neoliberalnymi. Co sądzi Pan o takich próbach?

Żywię do nich najwyższą dezaprobatę. Czy można wyobrazić sobie bardziej żałosny widok, niż husarię na mułach, w zbrojach z plastiku i skrzydłami z kurzych piór, a to wszystko z racji szczupłości środków finansowych, które w ramach polityki neoliberalnej, a w szczególności będących jej niezbywalnym elementem oszczędności finansowych, przyznaje się na utrzymywanie tej formacji bojowej? Na dodatek taką, której członkowie, zamiast doskonalić się rzemiośle wojennym, zmuszeni byliby, aby się utrzymać, dorabiać na swoje utrzymanie w charakterze pracowników zatrudnionych na umowy śmieciowe w restauracjach międzynarodowej sieci Mc Donald’s, albo, jako akwizytorzy, sprzedawać „ od drzwi do drzwi” wszystko, co rynek akurat sobie zażyczy? Narodowiec, a jednocześnie neoliberał to zazwyczaj nie jest bogaty biznesmen, który jako człowiek na wskroś ekonomiczny nie potrzebuje wielkich, w tym nacjonalistycznych idei, z najwyższą pogardą traktujący poświęcanie się dla idei, lecz ktoś, kto należy do najgorzej sytuowanych warstw społeczeństwa, zazwyczaj młody człowiek, utrzymujący się z renty babci lub jakiegoś rencisty, których, szczęśliwym zrządzeniem losu, ma szczęście posiadać w swojej rodzinie, a jednocześnie ktoś, kto, paradoksalnie, domaga się stałego obniżania podatków, jakie płacą przedsiębiorcy, docelowo do zera, oraz dalszej deregulacji rynku pracy, i – tym samym – obniżania swojego i tak już niskiego wynagrodzenia oraz bezpieczeństwa zatrudnienia. Z irracjonalną zawziętością zwalcza natomiast tych wszystkich, którzy sprzeciwiają się polityce, mającej na celu utrzymywanie, a nawet systematyczne pogarszanie stanu rzeczy, w jakim się znajduje. Z jednej strony, napawa się swoją nacjonalistyczną dumą, z drugiej opowiada się za rozwiązaniami ekonomicznymi, które nieuchronni pogłębiają nędzę jego materialnej egzystencji. Nacjonaliści o poglądach neoliberalnych są to ludzie, którzy w swoim mniemaniu są wilkami, w rzeczywistości zaś skundlonymi psami na łańcuchach swoich biznesowych właścicieli, ujadający na wszystkich, którzy ośmielają się położenie, w jakim się znajdują. Powyższe metafory można podsumować stwierdzeniem, że trudno znaleźć bardziej nieprzystające do siebie ideologie, niż nacjonalistyczna i neoliberalna. Nacjonalizm bierze się z tęsknoty do czynów heroicznych oraz wynikającej z nich wielkości, która nie mierzy się wyłącznie zasobnością portfela, neoliberalizm to rezultat tęsknoty do takich gratyfikacji, jak wylegiwanie się na tropikalnych plażach, dodatkowo uprzyjemniane popijaniem wyszukanych drinków. Ten pierwszy poszukuje wielkości, która skutkuje solidarnością z ludźmi należącymi do tej samej nacji, ten drugi tępi wszystko, co wielkie, czego rezultatem jest ich lekceważenie, niemniejsze, niż ludzi zaliczających się do wszystkich innych nacji. W jaki sposób możliwe jest, z psychologicznego punktu widzenia, spotykane u współczesnych, w przeważającej mierze neoliberalnych nacjonalistów, godzenie ze sobą ciasnego, wąsko racjonalistycznego, materialistycznego, neoliberalnego egoizmu, oraz wzniosłego, idealistycznego, nacjonalistycznego egoizmu, byłoby całkowicie niezrozumiałe, gdyby nie negatywne warunkowanie na kolor czerwony, jakiemu, zwłaszcza w krajach byłego Bloku Wschodniego, przez pewien czas byli poddawani, z najzupełniej zresztą przypadkowych względów historycznych. Inaczej mówiąc, nacjonaliści o neoliberalnych przekonaniach są nie tylko psami, ale, wyrażając się ściślej, psami Pawłowa, śliniącymi się na kolor czerwony oraz na wyrażenia zawierające w sobie termin „socjalizm”. Jako tacy są wprost wymarzonymi ofiarami fanatyków wolnego rynku, takich jak Janusz Korwin-Mikke.

Trend zapoczątkowany przez Karla Poppera sprawia, że wszystkie idee sprzeciwiające się koncepcjom liberalnym nazywane są dziś „faszystowskimi” i „totalitarnymi”. Czy rzeczywiście jedyna wolność to ta definiowana negatywnie, jako „absolutna wolność od zewnętrznych ograniczeń”?

Jak gdyby upokorzeń, o których napisałem, było nacjonalistom za mało, przechodzą oni do porządku dziennego nad nazywaniem ich przez wielbionych przez siebie przedstawicieli klas posiadających, a także przez ich sługi z internacjonalistycznie nastawionych kręgów postmodernistycznych, faszystami i zwolennikami rozwiązań totalitarnych, które to określenia są im przydawane tylko z tej racji, że takie idee, jak naród i państwo, nie są dla nich pustymi słowami. Ewentualnie buntują się przeciwko takiemu etykietowaniu, nie odróżniając neoliberałów oraz trockistowskich socjalistów, od nacjonalistów, którzy dostrzegają oczywistą prawdę, że autentyczny nacjonalizm nie może obyć się bez domieszki socjalizmu. Jeśli chodzi o pojęcia wolności: wolności negatywnej, wolności pozytywnej oraz autentyczności, to nie pojmuję, co nacjonalista ma do zyskania na fetyszyzowaniu tej pierwszej, kosztem reszty z wymienionych. Osoba, która wychodzi z założenia, że jej chata skraju, z natury nie przejmuje się wolnością pozytywną, polegającą na dysponowaniu mocą niezbędną do realizacji jego szczytnych, dotyczących całych zbiorowości zamiarów, jak również autentycznością, na której opiera się zarówno jego własna wolność, jak i wolność narodu. To powiedziawszy, pragnę podkreślić, że brak fetyszyzowania wolności negatywnej, to znaczy wolności „od” presji będącej rezultatem angażowania się w interakcje z innymi ludźmi, nie jest, w moim przekonaniu, równoznaczny z jej postponowaniem i odsuwaniem w niebyt. Oprócz warunków sprzyjających solidarności, możliwość odseparowania się od społeczeństwa, przybierająca w skrajnych przypadkach postać mizantropii, jest niezbędna w każdym narodzie, w tym w zdefiniowanym jak powyżej, narodzie panów. W przeciwnym razie, pańskie społeczeństwo utraciłoby natychmiast swoją pańskość, stając się społeczeństwem niewolników. Społeczeństwo, jakie jest moim ideałem, pozostawia nie tyle margines dla zadeklarowanych indywidualistów, lecz oferuje im niejako swój rewers, to znaczy bezpieczne, zaciszne enklawy. Moja wizja społeczeństwa kierującego się zasadami nacjonalistycznego socjalizmu, ugruntowana jest w indywidualizmie, umożliwiającą znaczny zakres aspołeczności, a nie w kolektywizmie, gdzie działanie w ramach wspólnoty traktuje się za wartość samą w sobie, tym samym, w sposób nieunikniony wykluczając działanie na własną rękę, bądź brak wszelkiego działania, na przykład wtedy, gdy dana osoba pozostaje w hermetycznym świecie własnej wyobraźni. Dlatego, w moich przemyśleniach na podany temat, na których omówienie nie ma tu miejsca, doszukuję się różnicy pomiędzy ciążącym w kierunku kolektywistycznym socjalizmem i dowartościowującą indywidualizm oraz wszelką ekstrawagancję lewicowością. Nadmienię jedynie, że obecnie to właśnie neoliberalizm, w którym rynek ma zawsze rację, najbardziej tłamsi jednostkę. Nacjonalistyczny socjalizm, w wersji, jaką proponuję, znajduje się natomiast w jej najlepiej pojętym interesie.

Jakie historyczne nurty polityczne i ideologiczne są Panu najbliższe, jakie postacie, państwa i ustroje wskazałby Pan dziś jako pozytywne przykłady i dlaczego?

W dzisiejszym świecie jest to Izrael, będący rodzajem współczesnej Sparty, wzbogaconej o sporą domieszkę tolerancji dla odmienności, okazywaną w stosunku do swoich obywateli. Co nie znaczy, że jest to ponadczasowy, niedościgły wzór do naśladowania przez wszystkie nacje jak świat długi i szeroki.

Co jeszcze chciałby Pan przekazać naszym Czytelnikom?

Tragedią ludzi mojego pokroju jest obecnie to, że w demonstracjach, w których ścierają się ci, którzy wznoszą hasła opiewające dumę narodową, oraz ci, którzy złorzeczą nadużyciom systemu neoliberalnego, znajdują się po dwóch stronach barykady. Nie jestem w stanie przyłączyć się ani do jednych, ani do drugich, nie dlatego, że odczuwam awersję do bezpośredniej konfrontacji, lecz dlatego, że stanowczo nie zgadzam się z innymi hasłami, jakie widnieją na ich transparentach: w pierwszym przypadku takimi jak „Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę”, w drugim takimi, z których sączy się jad nienawiści do polskości. Z tego ostatniego powodu musiałbym stanąć pomiędzy nimi, walcząc jednocześnie zarówno z jednymi, jak i z drugimi spośród wymienionych. Zapewne nie są to jedynie moje odczucia, lecz wielu, którzy skazani są na doświadczanie dotkliwej frustracji, nie znajdując dla nich ujścia w ramach oferowanych im opcji politycznych. Daleki jestem jednak od pesymizmu. Patologiczny stan społecznej świadomości, z jakim tu mamy do czynienia, już wkrótce przeminie. Nacjonalistyczny socjalizm to coś więcej, niż polityka. Nie da się go na dłuższą metę usunąć z życia publicznego, albowiem jest on zakorzenionym w egzystencjalnym ukonstytuowaniu bardzo wielu ludzi sposobem doświadczania otaczającego ich świata.

Jacek Kardaszewski (ur. 1958) – doktor filozofii, z wykształcenia także architekt, socjolog i ekonomista.

Przez dłuższy czas przebywał i pracował w Kanadzie, gdzie jego poglądy społeczne i polityczne uległy ostatecznemu ugruntowaniu. Autor książki „Narodziny marketingu z ducha ekonomii”, wydanej w 2004 r. przez „słowo obraz/terytoria”. Po zakończeniu kariery architektonicznej przez dziesięć lat (1995-2005) wykładowca makroekonomii, mikroekonomii, etyki biznesu i filozofii na Politechnice Łódzkiej oraz w innych łódzkich szkołach wyższych, a także filozofii społecznej, etyki, psychologii ekonomicznej, socjologii, historii myśli ekonomicznej i marketingu politycznego. W roku 2001 obronił doktorat z filozofii w Uniwersytecie Warszawskim.

Tłumacz wielu książek. Pełni rolę eksperta Komisji Europejskiej w dziedzinie nauk socjologiczno-ekonomicznych.

38 komentarzy

  1. Reakcjonista

    Ma tu miejsce stawianie fałszywej alternatywy między socjalizmem i liberalizmem, i udawanie że się zapomniało o trzeciej opcji – „normalność”. Czyli system dzierżawy, którego przykładowym wcieleniem jest feudalizm.

    • W nowożytności istniały tylko trzy teorie polityczne, to jest liberalizm, socjalizm i faszyzm. Rozważanie ustrojów przednowożytnych ma – moim zdaniem – sens jedynie historyczny, ponieważ jakakolwiek ich restauracja mogłaby być wyłącznie karykaturalna.

  2. Reakcjonista

    Ma tu miejsce stawianie fałszywej alternatywy między socjalizmem i liberalizmem, i udawanie że się zapomniało o trzeciej opcji – „normalność”. Czyli system dzierżawy, którego przykładowym wcieleniem jest feudalizm.

    • W nowożytności istniały tylko trzy teorie polityczne, to jest liberalizm, socjalizm i faszyzm. Rozważanie ustrojów przednowożytnych ma – moim zdaniem – sens jedynie historyczny, ponieważ jakakolwiek ich restauracja mogłaby być wyłącznie karykaturalna.

  3. Pingback: W kapitalizmie nie ma rycerzy : Jacek Kardaszewski

  4. Pingback: W kapitalizmie nie ma rycerzy : Jacek Kardaszewski

  5. Gdzie znika „tyrania Krzyża” tam pojawiają się łagry, obozy koncentracyjne itp. Taka jest obiektywna prawda: albo słodkie jarzmo naszego Pana Jezusa Chrystusa albo niewola szatana. Trzeciej drogi tutaj nie ma.Strzeżmy się szamanów tego typu – to wrogowie nie tylko Kościoła Św. ale i Polski. Już nas wyzwalali od takiej „tyranii” wszelkiej maści zaborcy z przeszłości jak i ci obecni.

  6. Gdzie znika „tyrania Krzyża” tam pojawiają się łagry, obozy koncentracyjne itp. Taka jest obiektywna prawda: albo słodkie jarzmo naszego Pana Jezusa Chrystusa albo niewola szatana. Trzeciej drogi tutaj nie ma.Strzeżmy się szamanów tego typu – to wrogowie nie tylko Kościoła Św. ale i Polski. Już nas wyzwalali od takiej „tyranii” wszelkiej maści zaborcy z przeszłości jak i ci obecni.

  7. Socjal Patriota

    Pisałem do polski.blog.ru a nie do Gryfa.

  8. Socjal Patriota

    Pisałem do polski.blog.ru a nie do Gryfa.

  9. Wszelkie komentarze i pytania proszę śmiało kierować pod http://www.political.psychiatry.
    com.pl/ lub, jeśli dotyczą konkretnych wpisów pod http://www.jacek.kardaszewski.pl/. Wszystkie są akceptowane, nawet najbardziej krytyczne, za wyjątkiem chamskich wypowiedzi ad personam, pozbawionych autentycznego poczucia humoru. Te ostatnie też niekiedy akceptuję.

  10. Wszelkie komentarze i pytania proszę śmiało kierować pod http://www.political.psychiatry.
    com.pl/ lub, jeśli dotyczą konkretnych wpisów pod http://www.jacek.kardaszewski.pl/. Wszystkie są akceptowane, nawet najbardziej krytyczne, za wyjątkiem chamskich wypowiedzi ad personam, pozbawionych autentycznego poczucia humoru. Te ostatnie też niekiedy akceptuję.

  11. Bardzo specyficzny autor. Moim zdaniem jak von Misesa ocenia się przez pryzmat jego stosunków do religii, to warto też pod tym kątem spojrzeć na dra Kardawszkiego. Już wspomniana „tyrania krzyża” na to by wskazywała. Natomiast na blogu można odszukać jeszcze wiele innych tekstów, np. „Otóż, jeśli o mnie chodzi, to sądzę, że jeśli Żydzi nie pisali Biblii w upojeniu narkotykowym i alkoholowym, to pisali ją pod wpływem poważnych, właściwych tylko im fobii, urojeń i omamów. Jeśli nie pisali jej wymiotując z przedawkowania alkoholu i środków halucynogennych, to pisali ją wymiotując z neurotycznego lęku, z którego, niestety, nie byli się w stanie wtedy leczyć dostępnymi dzisiaj środkami. Słowem, Biblia, jeśli nie liczyć pewnych fragmentów Nowego Testamentu, to jedne wielkie rzygi żydowskie. Skazujcie mnie teraz, durnie, pokorne sługi Żydów.”
    To akurat a propos sprawy Dody, ale wskazuje ewidentnie na jego stosunek do religii.

    • Socjal Patriota

      A co ma prywatna kwestia religijna autora wspólnego z tematem oceny neoliberalizmu? Jedni wyjdą przy ocenie każdego tematu z pozycji teokratycznych inni nie. Ja dla przykładu przyjmuję różne pole widzenia na wiele tematów i tak w temacie krytyki kapitalizmu najbardziej odpowiada mi myślenie socjalistyczne. To że czytam np. Marksa, Engelsa czy Lenina nie znaczy że jestem komunistą tudzież antyklerykałem.

      • „opowiadam się za uwolnieniem polskiego nacjonalizmu (…) od tyranii krzyża”
        – gdyby to była „prywatna kwestia religijna”, to Kardaszewski nie wypowiadałby jej publicznie. I to w chwili, gdy nie ma mowy o żadnej „tyranii krzyża”, ale raczej o próbie wydarcia go Polakom z rąk, a najlepiej sprawienia, by odrzucili go ze wstrętem sami.

        Jeden rzuci hasło „opium dla ludu”, albo „tyrania krzyża”, a 95 osób może mu uwierzyć i pójść za nim (wg badań 5% populacji, to ludzie narzucający poglądy reszcie).

        „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami.”

        • Socjal Patriota

          Człowieku, ochrzczonych jest 95% a według badań do Kościoła chodzi co tydzień 40%. Że nei wspomnę już o życiu codziennym gdzie katolicyzm wychodzi jak na dłoni… Oszukujcie siędalej. „Naród katolicki” który przegłosował RP do Sejmu, haha. 10 milionów głosów to 1/4 narodu.

          • Niestety, nie można się z takim postawieniem sprawy zgodzić.
            Polecam nasycony danymi wykład prof. Tadeusza Szawiela „Religijna Polska, religijna Europa” (2009):
            http://ekai.pl/wydarzenia/raport/x20744/wyklad-prof-tadeusza-szawiela-wygloszony-podczas-debaty-kosciol-z-polski-w-europie/?print=1
            .
            Czytamy tu między innymi, że odsetek ludzi regularnie praktykujących w USA wynosił 40 % już w 1939 roku, a w roku 2006 wzrósł tylko do 43 %. Mimo to Stany Zjednoczone aż do niedawna były postrzegane jako kraj broniący wartości chrześcijańskich przed „imperium zła” i jego „tyranią ateizmu”. Czy według Pana Stany Zjednoczone powinny oficjalnie ogłosić zerwanie z „tyranią krzyża” już w 1939 roku, a nie zrobiły tego jedynie ze względu na dbałość o skuteczność swojej polityki zagranicznej?
            .
            Czytamy tu również, że w 2006 roku, po 50 latach socjalizmu komunistycznego oraz po 16 latach socjalizmu liberalnego, Polska zajęła w gronie 24 państw europejskich:
            – drugie miejsce (po Cyprze) pod względem głębi wiary,
            – pierwsze miejsce pod względem praktyk religijnych,
            – pierwsze miejsce pod względem praktykowania modlitwy.

            Wyniki Rosji były znacznie słabsze: o 1/3 jeśli chodzi o wskaźnik głębokości wiary; ponad dziesięciokrotnie (a w przedziale wiekowym 18-24 lata – dwudziestokrotnie) jeśli chodzi o cotygodniowe praktyki religijne; ponad trzykrotnie (a w przedziale wiekowym 18-24 lata – ponad sześciokrotnie) jeśli chodzi o odsetek ludzi codziennie modlących się.
            .
            Pomimo gorszych wyników statystycznych (zrozumiałych – socjalizm komunistyczny panował w Rosji znacznie dłużej), Rosjanie nie ogłosili bynajmniej końca „tyranii krzyża”, lecz postanowili zintensyfikować u siebie odbudowę chrześcijaństwa: np. w samej tylko Moskwie (aglomeracja licząca w 2007 roku 14,6 mln mieszkańców) postanowili wybudować 200 nowych kamiennych cerkwi.

            Zob.: ROSJA Z BOGIEM
            http://polski.blog.ru/128631027.html
            .
            Tak więc w obecnej rzeczywistości dzień osiągnięcia polskich wskaźników chrystianizacji będzie uznany w Rosji za duże święto i nie powinniśmy mieć wątpliwości, że jeżeli nie otrząśniemy się z dywersyjnych w istocie postulatów laicyzacji ruchu narodowego i całej Polski, to Rosjanie z powodzeniem nas przegonią.
            .
            W tym miejscu przypomnieć należy dwa stare powiedzenia:

            Cudze chwalicie,
            Swego nie znacie,
            Sami nie wiecie,
            Co posiadacie. (Stanisław Jachowicz, 1796–1857)

            oraz „Mądry Polak po szkodzie” (przysłowie polskie o charakterystycznym dla Polaków zwyczaju uczenia się na błędach już popełnionych zamiast przewidywania negatywnych skutków swych postaw i posunięć).

    • Biały Gryf

      Owszem trzeba. Tym nie mniej nie sądzę, żeby redakcja miała nie chciała np. przeprowadzić wywiadu z Misesem, z którym ma np. podobne zdanie w ocenie faszyzmu. A zapewne i więcej punktów zbieżnych się znajdzie.
      Więc jeśli ma pan aktualne dane kontaktowe do pana Misesa oraz jakiegoś dobrego nekromanty, proszę się nie krępować i wysłać je na adres redakcji.

      • Socjal Patriota

        Statystyki statystykami a RP sama do Sejmu nie weszła. Poza tym to ludzie starsi głównie napędzają statystyki kościelne.

  12. Bardzo specyficzny autor. Moim zdaniem jak von Misesa ocenia się przez pryzmat jego stosunków do religii, to warto też pod tym kątem spojrzeć na dra Kardawszkiego. Już wspomniana „tyrania krzyża” na to by wskazywała. Natomiast na blogu można odszukać jeszcze wiele innych tekstów, np. „Otóż, jeśli o mnie chodzi, to sądzę, że jeśli Żydzi nie pisali Biblii w upojeniu narkotykowym i alkoholowym, to pisali ją pod wpływem poważnych, właściwych tylko im fobii, urojeń i omamów. Jeśli nie pisali jej wymiotując z przedawkowania alkoholu i środków halucynogennych, to pisali ją wymiotując z neurotycznego lęku, z którego, niestety, nie byli się w stanie wtedy leczyć dostępnymi dzisiaj środkami. Słowem, Biblia, jeśli nie liczyć pewnych fragmentów Nowego Testamentu, to jedne wielkie rzygi żydowskie. Skazujcie mnie teraz, durnie, pokorne sługi Żydów.”
    To akurat a propos sprawy Dody, ale wskazuje ewidentnie na jego stosunek do religii.

    • Socjal Patriota

      A co ma prywatna kwestia religijna autora wspólnego z tematem oceny neoliberalizmu? Jedni wyjdą przy ocenie każdego tematu z pozycji teokratycznych inni nie. Ja dla przykładu przyjmuję różne pole widzenia na wiele tematów i tak w temacie krytyki kapitalizmu najbardziej odpowiada mi myślenie socjalistyczne. To że czytam np. Marksa, Engelsa czy Lenina nie znaczy że jestem komunistą tudzież antyklerykałem.

      • „opowiadam się za uwolnieniem polskiego nacjonalizmu (…) od tyranii krzyża”
        – gdyby to była „prywatna kwestia religijna”, to Kardaszewski nie wypowiadałby jej publicznie. I to w chwili, gdy nie ma mowy o żadnej „tyranii krzyża”, ale raczej o próbie wydarcia go Polakom z rąk, a najlepiej sprawienia, by odrzucili go ze wstrętem sami.

        Jeden rzuci hasło „opium dla ludu”, albo „tyrania krzyża”, a 95 osób może mu uwierzyć i pójść za nim (wg badań 5% populacji, to ludzie narzucający poglądy reszcie).

        „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami.”

        • Socjal Patriota

          Człowieku, ochrzczonych jest 95% a według badań do Kościoła chodzi co tydzień 40%. Że nei wspomnę już o życiu codziennym gdzie katolicyzm wychodzi jak na dłoni… Oszukujcie siędalej. „Naród katolicki” który przegłosował RP do Sejmu, haha. 10 milionów głosów to 1/4 narodu.

          • Niestety, nie można się z takim postawieniem sprawy zgodzić.
            Polecam nasycony danymi wykład prof. Tadeusza Szawiela „Religijna Polska, religijna Europa” (2009):
            http://ekai.pl/wydarzenia/raport/x20744/wyklad-prof-tadeusza-szawiela-wygloszony-podczas-debaty-kosciol-z-polski-w-europie/?print=1
            .
            Czytamy tu między innymi, że odsetek ludzi regularnie praktykujących w USA wynosił 40 % już w 1939 roku, a w roku 2006 wzrósł tylko do 43 %. Mimo to Stany Zjednoczone aż do niedawna były postrzegane jako kraj broniący wartości chrześcijańskich przed „imperium zła” i jego „tyranią ateizmu”. Czy według Pana Stany Zjednoczone powinny oficjalnie ogłosić zerwanie z „tyranią krzyża” już w 1939 roku, a nie zrobiły tego jedynie ze względu na dbałość o skuteczność swojej polityki zagranicznej?
            .
            Czytamy tu również, że w 2006 roku, po 50 latach socjalizmu komunistycznego oraz po 16 latach socjalizmu liberalnego, Polska zajęła w gronie 24 państw europejskich:
            – drugie miejsce (po Cyprze) pod względem głębi wiary,
            – pierwsze miejsce pod względem praktyk religijnych,
            – pierwsze miejsce pod względem praktykowania modlitwy.

            Wyniki Rosji były znacznie słabsze: o 1/3 jeśli chodzi o wskaźnik głębokości wiary; ponad dziesięciokrotnie (a w przedziale wiekowym 18-24 lata – dwudziestokrotnie) jeśli chodzi o cotygodniowe praktyki religijne; ponad trzykrotnie (a w przedziale wiekowym 18-24 lata – ponad sześciokrotnie) jeśli chodzi o odsetek ludzi codziennie modlących się.
            .
            Pomimo gorszych wyników statystycznych (zrozumiałych – socjalizm komunistyczny panował w Rosji znacznie dłużej), Rosjanie nie ogłosili bynajmniej końca „tyranii krzyża”, lecz postanowili zintensyfikować u siebie odbudowę chrześcijaństwa: np. w samej tylko Moskwie (aglomeracja licząca w 2007 roku 14,6 mln mieszkańców) postanowili wybudować 200 nowych kamiennych cerkwi.

            Zob.: ROSJA Z BOGIEM
            http://polski.blog.ru/128631027.html
            .
            Tak więc w obecnej rzeczywistości dzień osiągnięcia polskich wskaźników chrystianizacji będzie uznany w Rosji za duże święto i nie powinniśmy mieć wątpliwości, że jeżeli nie otrząśniemy się z dywersyjnych w istocie postulatów laicyzacji ruchu narodowego i całej Polski, to Rosjanie z powodzeniem nas przegonią.
            .
            W tym miejscu przypomnieć należy dwa stare powiedzenia:

            Cudze chwalicie,
            Swego nie znacie,
            Sami nie wiecie,
            Co posiadacie. (Stanisław Jachowicz, 1796–1857)

            oraz „Mądry Polak po szkodzie” (przysłowie polskie o charakterystycznym dla Polaków zwyczaju uczenia się na błędach już popełnionych zamiast przewidywania negatywnych skutków swych postaw i posunięć).

    • Biały Gryf

      Owszem trzeba. Tym nie mniej nie sądzę, żeby redakcja miała nie chciała np. przeprowadzić wywiadu z Misesem, z którym ma np. podobne zdanie w ocenie faszyzmu. A zapewne i więcej punktów zbieżnych się znajdzie.
      Więc jeśli ma pan aktualne dane kontaktowe do pana Misesa oraz jakiegoś dobrego nekromanty, proszę się nie krępować i wysłać je na adres redakcji.

      • Socjal Patriota

        Statystyki statystykami a RP sama do Sejmu nie weszła. Poza tym to ludzie starsi głównie napędzają statystyki kościelne.

  13. Czerwona Sotnia

    Też nie mogę się doczekać ukazania się książki. Podobnie miałem z „Aksamitnymi Terrorystami” P.Sieradzana. Mam nadzieję, że praca doktora Kardaszewskiego będzie jeszcze ciekawsza 🙂

  14. Czerwona Sotnia

    Też nie mogę się doczekać ukazania się książki. Podobnie miałem z „Aksamitnymi Terrorystami” P.Sieradzana. Mam nadzieję, że praca doktora Kardaszewskiego będzie jeszcze ciekawsza 🙂

  15. Trzy pytania: 1/ Kto przeprowadził wywiad? 2/ Kiedy ukarze się ta trylogia o neoliberalizmie i jakie wydawnictwo wyda te książki? 3/ Kiedy wystartuje forum?

    • Ad. 1. Redakcja Xportal.pl

      Ad. 2. Pytanie najlepiej skierować do dr. Kardaszewskiego.

      Ad. 3. Kiedy upewnimy się, że można je z powrotem bezpiecznie postawić.

  16. Trzy pytania: 1/ Kto przeprowadził wywiad? 2/ Kiedy ukarze się ta trylogia o neoliberalizmie i jakie wydawnictwo wyda te książki? 3/ Kiedy wystartuje forum?

    • Ad. 1. Redakcja Xportal.pl

      Ad. 2. Pytanie najlepiej skierować do dr. Kardaszewskiego.

      Ad. 3. Kiedy upewnimy się, że można je z powrotem bezpiecznie postawić.

  17. Socjal Patriota

    Bardzo ciekawy wywiad. Xportal jak zwykle trzyma poziom.

    P.S. Na stronie głównej nac.pl jest link do Xportalu w ‚polecanych’ ;)…

  18. Socjal Patriota

    Bardzo ciekawy wywiad. Xportal jak zwykle trzyma poziom.

    P.S. Na stronie głównej nac.pl jest link do Xportalu w ‚polecanych’ ;)…

Dodaj komentarz