Adam Danek: Nędza narodowej monolatrii

Jedynym bogiem jest Izrael.

Władimir (Zeew) Żabotyński

I.

Do najdziwaczniejszych poglądów spotykanych w środowiskach nacjonalistycznych należą zarzuty, że chrześcijaństwo, zwłaszcza reprezentowane przez Kościół katolicki, jest nienarodowe bądź za mało narodowe. W skrajnych przypadkach przybierają one postać twierdzeń, iż Polacy powinni odrzucić religię chrześcijańską jako „obcą” i „narzuconą”, a zamiast niej przyjąć wierzenia „rodzime”, to znaczy przedchrześcijańskie.

Zwolennicy tego typu poglądów, na ogół wypowiadający je w mocno emocjonalny sposób, nie zniechęcają się dość oczywistymi problemami. Przedchrześcijańskie wierzenia religijne zanikły na ziemiach polskich wieki temu. Dłuższe przetrwanie całkowicie oderwanych od dawnego podłoża religijnego zwyczajów w stylu puszczania wianków czy śmigusa-dyngusa nie jest argumentem na rzecz żywotności pogaństwa, bo nie można na poważnie brać folkloru za religię ani jej przejaw. Wierzenia przedchrześcijańskie trzeba by więc było sztucznie rekonstruować, a właściwie skonstruować na nowo, biorąc pod uwagę, że o tych prawdziwych, sprzed wieków, wiadomo stosunkowo niewiele z powodu szczupłej bazy źródłowej. Ci, którzy głoszą, iż Polacy powinni wyznawać „religię przodków”, z uporem maniaka ignorują prosty fakt, że religią naszych przodków jest chrześcijaństwo. Taką bowiem religię wyznawali nasi rodzice, dziadowie i pradziadowie. W Polsce nawet najbardziej zatwardziały ateista wie, kim jest Jezus Chrystus, ale poza garstką pasjonatów praktycznie nikt nie słyszał o jakimś Perunie czy Swarogu. Chrześcijaństwo pozostaje obecne na ziemiach polskich dłużej niż jakikolwiek inny kult religijny. Negacja tego faktu prowadzi „neopogan” do absurdalnego wniosku, iż tysiąc lat to za mało, by zakorzenić religię w historii, tradycji i duchowości narodu.

Przyjmijmy jednak, że powyższe obiekcje są nieistotne i że na poważnie zastanawiamy się nad restytucją wierzeń przedchrześcijańskich we współczesnej Polsce. Samo nasuwa się pytanie, po co właściwie mielibyśmy jej dokonywać. Antychrześcijańscy patrioci odpowiadają: bo powinniśmy wyznawać religię narodową, „rdzenną”, „rodzimą”, a nie „obcą”, przyniesioną z innych krajów i z centralnym ośrodkiem za granicą. Ale niby dlaczego religia musi koniecznie mieć charakter lokalny (narodowy), a nie uniwersalny? „Neopoganie” odrzekną: ponieważ religia musi umacniać w nas szacunek dla przodków, związek z ojczystą ziemią, więzi narodowe, naszą zbiorową tożsamość. I tu leży pies pogrzebany: ci, którzy postrzegają religię przez pryzmat tego rodzaju funkcji, przyznają, iż kult religijny ma dla nich czysto ziemskie pochodzenie i znaczenie, jest formą narodowej czy plemiennej mentalności i niczym więcej. Religia rozmyślnie podtrzymywana w celach czysto społecznych i politycznych w rzeczywistości nie jest religią, a jedynie obyczajem, jak religia starożytnego Rzymu. Tymczasem rzymski politeizm upadł właśnie dlatego, że Rzymianie nie wierzyli w swoje bóstwa, a składane im ofiary traktowali jako czysto państwowe lub społeczne ceremonie-ozdobniki. Został wyparty przez chrześcijaństwo reprezentujące szczerą wiarę w Boga, którego wyznawcy budzili u Rzymian zdumienie, bo woleli męczeńską śmierć niż spalenie dla świętego spokoju paru kadzideł przed posążkiem cesarza. Katolik, ale i każdy pobożny prawosławny, protestant, żyd czy muzułmanin zachowuje nad „neopoganinem” tę prostą przewagę, że wierzy naprawdę.

Głosicielom „religii przodków” nie chodzi o religię, tylko o przodków, w dodatku rozumianych jako abstrakcyjna substancja etniczna czy plemienna, a nie jako nasi rzeczywiści antenaci z wiarą faktycznie przez nich wyznawaną. Oddawanie czci „bogom przodków” sprowadzałoby się zatem do kultu samych przodków, a czcząc przodków, czcimy siebie samych i nikogo więcej. „Neopogaństwo” to w gruncie rzeczy zakamuflowany i nieco bardziej wyrafinowany w formie ateizm. Jeżeli religia ma mieć ziemskie cele, to jest zbędna; nie przyjmie się i nie przetrwa, jak we Francji nie przyjął się i nie przetrwał kult Istoty Najwyższej zadekretowany w czysto ziemskich celach przez Robespierre’a w 1794 r. Religia konstruowana przez samych ludzi bez ingerencji czynnika nadprzyrodzonego nie ma racji bytu. Po porażce Robespierrowskiego kultu Istoty Najwyższej jeden z członków Dyrektoriatu, La Revellière-Lépaux, przedstawił na posiedzeniu rządu projekt zastąpienia go nową, opracowaną przez siebie doktryną religijną – „teofilantropią”. Gdy skończył swój długi referat na ten temat, minister spraw zagranicznych, Talleyrand, powiedział: „Ze swej strony chcę tylko zwrócić uwagę na jedno. Jezus Chrystus, aby założyć swą religię, został ukrzyżowany i powstał z martwych. Powinien pan się pokusić o coś w tym rodzaju.”* W Polsce w ostatnich latach miały miejsce cuda eucharystyczne, ale o pogańskich cudach jakoś nie słychać.

II.

Nieco bardzie umiarkowani krytycy „kosmopolitycznego” charakteru Kościoła katolickiego proponują zastąpienie katolicyzmu prawosławiem lub protestantyzmem w roli wyznania dominującego w Polsce. O wyższości prawosławia i protestantyzmu nad katolicyzmem przesądzać ma możliwość utworzenia w jego ramach „Kościoła narodowego”, o zasięgu pokrywającym się z granicami państwa lub podziałami narodowościowymi, niezależnego od zagranicznej centrali, jaką w Kościele katolickim pozostaje papiestwo.

Historia wskazuje jednak, że utworzenie „Kościoła narodowego” przez oderwanie go od Kościoła powszechnego (schizmę) zawsze kończy się tak samo: zamianą „Kościoła narodowego” w narzędzie państwa, bieżącej polityki i administracji. Tak działo się wszędzie, od Bizancjum do Skandynawii i od Rosji do Anglii. W Polsce postulat utworzenia „Kościoła narodowego” jako pierwszy podniósł Jan Ostroróg (1436-1501) w dziele „Memoriał o urządzeniu Rzeczypospolitej” (Monumentum pro Reipublicae ordinatione), jako ostatni czynili to bodaj piłsudczycy Adam Skwarczyński (1886-1934) i Tadeusz Hołówko (1889-1931), przy czym żaden z tych autorów właściwie nie ukrywał, że chodzi mu o uzyskanie takiego właśnie efektu. Zamiana Kościoła w jeden z pionów administracji państwowej doprowadza zaś do wyprania go z treści religijnej i w rezultacie do obumarcia samej instytucji.

Może się jednak wydarzyć również coś innego: pustkę po zamierającej w „Kościele narodowym” treści religijnej wypełnia inna treść – „narodowa”. Dochodzi do przemieszania gorliwości religijnej z gorliwością nacjonalistyczną, a w istocie do wchłonięcia pierwszej przez drugą. Wyznawcy wykazują gorące przywiązanie do „Kościoła narodowego”, ale z miejsca kultu Boga obracają go w miejsce kultu narodu. W rezultacie religię zastępuje jej etnocentryczna parodia. Wymownym przykładem tego zjawiska jest znana w tej chwili już chyba na całym świecie piosenka serbskich żołnierzy z okresu wojny w Bośni, rozpoczynająca się od słów „Bóg jest Serbem”. Serbskie prawosławie, zwane świętosawiem, uchodzi za wyjątkowo „narodowe” nawet na tle reszty świata prawosławnego, toteż podobnych postaw wśród jego wiernych można napotkać więcej. Osoba podróżująca po Serbii relacjonowała mi kiedyś swoją rozmowę z młodym serbskim nacjonalistą, który rozważania o cierpieniach swojego kraju zakończył tajemniczym: „Teraz już wiem, wszystko zrozumiałem.” Po czym z natchnionym uśmiechem objawił rozmówcy: „Pan Jezus urodził się w Kosowie.” Pamiętamy też uwiecznione przez Kazimierza Moczarskiego wywody snute w więziennej celi przez Jürgena Stroopa o tym, że Chrystus tak naprawdę był Aryjczykiem, synem rzymskiego legionisty pochodzenia germańskiego.

Inne przypadki budowania narodowej monolatrii z chrześcijańską fasadą bywały mniej zabawne, by wspomnieć III Rzeszę i jej próby tworzenia „niemieckiego chrześcijaństwa” (Deutsche Christen) na bazie miejscowego protestantyzmu. Jeśli do takiej narodowej megalomanii wyrażonej w formie wyznaniowej dochodzi jeszcze historyczny resentyment przeciw innym narodom lub współczesne konflikty z nimi, wyznawcy „narodowego” chrześcijaństwa niejednokrotnie wskrzeszają wyrwaną z kontekstu, starotestamentalną ideę narodu wybranego wraz z powiązaną z nią ekskluzyjną etyką zbiorową – i postępują z obcoplemieńcami w sposób podobny do tego, w jaki bojownicy Państwa Islamskiego traktują „niewiernych”. Wskutek pomieszania porządków widzą w przeciwnikach narodu nieprzyjaciół Boga. W 1943 r. na dawnych południowo-wschodnich kresach Rzeczypospolitej chrześcijańscy kapłani święcili noże, którymi bojownicy Ukraińskiej Powstańczej Armii mieli szlachtować polską ludność. Do święcenia noży doszło nie tylko w prawosławnych cerkwiach na Wołyniu, lecz również w (katolickich) kościołach unickich w Małopolsce Wschodniej. Współcześnie na Ukrainie natrafić można na obrazy wystylizowane na ikony, przedstawiające terrorystę Stepana Banderę i ludobójcę Romana Szuchewycza w otoczeniu aniołów i świętych. Kto próbuje zmusić Boga, by służył jego narodowi, przekreśla cały sens religii. Zapomina, że Bóg opiekuje się jego narodem, ale innymi także: sprawuje opatrzność nad wszystkimi narodami i całym światem.

Gwoli wyjaśnienia, uważam, iż Stolica Apostolska zrobiłaby krok w dobrą stronę, zezwalając na większą narodową różnorodność w liturgii – poprzez przywrócenie w Kościele zachodnim niektórych tradycyjnych rytów mszalnych, obecnie nie dopuszczonych do stosowania, jak liturgia św. Germana we Francji czy ryt iroszkocki na Wyspach Brytyjskich. Ale ta wielość narodowych rytów nadal musi wyrastać z jedności i zarazem do niej zmierzać. I tak jest: w Kościele powszechnym spotkanie każdego narodu z Bogiem wygląda nieco inaczej. Religijność Latynosów różni się od religijności narodów romańskich czy Słowian. Irlandzki kult św. Patryka i św. Brygidy z Kildare różni się od słowackiego kultu św. Svorada (Andrzeja Świerada), a polski kult maryjny różni się od kubańskiego kultu Matki Bożej Samotności (La Soledad). W każdym z nich wyraża się jednak duch narodu wielbiącego tego samego Boga w jednym Kościele.

Odwracanie relacji Kościół-naród byłoby szczególnie bezpodstawne w Polsce, gdzie Kościół pojawił się wcześniej niż naród. Gdy w X wieku Mieszko kreślił granice swego państwa, naród polski jeszcze przecież nie istniał. Proces jego formowania się z odrębnych plemion trwał przez następne wieki. Naród polski stworzyły więc przede wszystkim dwie instytucje: monarchia Piastów i Kościół katolicki.

Adam Danek

* Przeł. Józef Marzęcki.

alfons_mucha_athos

11 komentarzy

  1. Ale jeżeli chodzi o kościół narodowy, to on został utworzony.Jest to Kościół Polskokatolicki doktrynie starokatolickiej.Jeżeli chodzi o konsekwencje istnienia kościoła narodowego sadze że autor opisał tu skrajne przypadki, niekoniecznie zawsze musi to zmierzać w ta stronę. Przykład kościoła Anglii. Tam nigdy do takich rzeczy nie dochodziło. A przykład chorwackich ustaszy?? Po za tym o utworzeniu kościoła narodowego zabiegali tak wielcy Polacy jak Ostroróg, czy Frycz – Modrzewski. Postulowali podporządkowanie się duchowieństwa władzy świeckiej. Niestety kontrreformacja zwyciężyła co wielu historyków podaje za jedna z przyczyn upadku Polski. No jak zwykle w takich tekstach wyolbrzymiana jest rola kościoła, a ignorowane są fakty gdzie Watykan np. potępił powstanie listopadowe a to tylko jeden z wielu przykładów. Zresztą kościół narodowy który początkowo powstał wśród Polonii amerykańskiej powstał z jakich powodów?? Zachęcam do lektury…

  2. nie a bardzo rozumiem wszystkie te argumenty mozna by rowniez dodac do chrzescijanstwa. a poza tym co za roznica w kogo wierzycie chrzescijanie pojda do swojego raju a rodzimowiercy do swojego jeszcze inni trafia do walhalii myslicie ze sie potem nie spotkacie ?? to bledne myslenie.

  3. Należałoby najpierw odróżnić Korzenie Sarmackie, czy ogólnie Dziedzictwo Solarne od tak zwanej „rodzimej wiary”. O ile istotą judeochrystianizmu jest „wiara” – to istotą Dziedzictwa Indoeuropejskiego nie jest w żadnym wypadku „wiara”, nawet ta „rodzima wiara”. Warto pamięć o tych różnicach i przestać powielać błędy oraz manipulacje. Judeochrystianizm opiera się na „wierze”, tym samym opierając się na doświadczeniach pośrednich – czyli doznaniach, odczuciach, wrażeniach, wyobrażeniach, nadziejach itp. Natomiast zupełnie inaczej rzecz się ma ze zwolennikami Dziedzictwa Indoeuropejskiego. To osoby bazują na postrzeganiu bezpośrednim. Ważne jest, aby wiedzieć widząc, i widzieć zgodnie z rzeczywistością. Dla zwolenników Tożsamości Indoeuropejskiej umysł, który jest chwiejny, zmienny, stający się, wytwarzający wrażenia – nie jest wartością najwyższą. To człowiek powinien panować nad swoim umysłem, a nie aby umysł panował nad człowiekiem. Panować nad sobą – to innymi słowy panować nad własnym zmiennym umysłem. Istotą ciała jest działanie, natomiast istotą umysłu powinna być bierność.

    • Lawrence z Chazarii

      1/ Bezpośrednie postrzeganie czego? Co takiego bezpośrednio postrzegają neopoganie? Drzewa i kamienie?

      2/ Czy to właśnie nie dowód na potwirrdzenie tezy że neopoganizm jest materializmem (tylko ciało)?

      3/ Nie ma czegoś takiego jak >>judeochrystianizm<<

      4/ Chrześcijaństwo nie opiera się na 'doświadczeniach pośrednich' tylko na Objawieniu czyli na tym co zostało objawione przez Boga ludziom w sposób bezpośredni.

      • 1/ Oczywiście bezpośrednie postrzeganie świata. Drzewa i kamienie również są częścią świata, podobnie jak indoeuropejska choinka – znak Osi Świata, która została przywłaszczona przez judeochrześcijan. 2/ Nie ma czegoś takiego jak „neopoganizm” lub „pogaństwo” – są to określenia sztuczne, wymyślone przez rzymskich judeochrześcijan. 3/ Chrystianizm ma korzenie judaistyczne, a wręcz można go potraktować jako jedno z wielu wyznań judaizmu. Stary Testament jest częścią Biblii, wspólną zarówno dla chrześcijan jak i żydów. Bóg Jahwe ze Starego Testamentu jest Bogiem żydów i chrześcijan. Natomiast Jehoszua – spolszczone Jezus, jest rzekomo synem Jahwe. Zupełnie nie dziwi rzecz, że żydzi byli i są nazywani „starszymi braćmi w wierze” – oczywiście tej samej „wierze”, jednej „wierze”. 4/ Judeochrystianizm przede wszystkim jest „wiarą”, a nie „objawieniem”. Ta „wiara” stanowi wielką kompilację wcześniejszych kultur: egipskiej, babilońskiej, perskiej, greckiej, rzymskiej, hebrajskiej. Wskazałem w dużym uproszczeniu na różnice tylko pomiędzy istotą judeochrystianizmu a Korzeniami Indoeuropejskimi. Natomiast różnice pomiędzy pojmowaniem świata przez ludzi niekoniecznie przebiegają w ten sam sposób, bowiem jest to inna płaszczyzna. Istotą ciała jest działanie, ale bynajmniej nie twierdziłem, że człowiek składa się jedynie z ciała oraz umysłu. Ciało należałoby potraktować jako narzędzie, ale i również jako odbicie bądź obraz tego, co jest Nieuwarunkowane. Czynne ciało nie jest celem samym w sobie, lecz ma służyć temu, co jest ponad nim. Tym, co jest ponad działającym ciałem jest chociażby własna powinność, obowiązek, powołanie, zadanie, urząd, stanowisko – któremu jednostka powinna się poświęcić. Zatem wyłaniają się dwa czynniki: własna powinność traktowana jako wewnętrzny nakaz, cel i przyczyna oraz ciało jako czyn, które wyrażałoby posłuszeństwo i służbę wobec swej powinności. W ten sposób ciało stawałoby się dopełnieniem własnej powinności.

        • Lawrence z Chazarii

          -> Określenia „paganus” i „paganes” (czyli ‚wieśniak’ i ‚wieśniacy’) zostały wymyślone przez Rzymian jeszcze przed chrześcijańskich. 🙂

          -> Chrześcijaństwo nie ma „korzeni judaistycznych” ponieważ judaizm powstał później od chrześcijaństwa.

          -> Stary Testament nie jest częścią Biblii wspólną dla chrześcijan i żydów bo żydzi w ogóle nie mają Biblii. Kanon ksiąg uznawanych przez judaizm różni się też od biblijnego/chrześcijańskiego Starego Testamentu.

          -> Chrześcijaństwo i judaizm mają radykalnie odmienne pojęcia o istocie Boga. Chrześcijaństwo to dogmat o Trójcy Świętej. Dla żydów Bóg jest tylko i wyłącznie jedną osobą i pogląd że osób boskich jest więcej jest dla nich bluźnierczy. Według żydów Mesjasz ma być najwybitniejszym człowiekiem w historii ale tylko i wyłącznie człowiekiem. Dlatego tak się zawsze złościli na chrześcijańską naukę że Mesjasz jest Bogiem i Synem Bożym. Zresztą stosunek żydów do osoby Chrystusa jest powszechnie znany. Tak więc nie, żydzi i chrześcijanie nie czczą tego samego Boga. O tym że chrześcijaństwo nie jest częścią religii żydowskiej można przeczytać w samej Biblii: „A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich [jest] Chrystus”.

          -> Chrześcijaństwo nie jest żadną kompilacją. To w tych starożytnych religiach przechowały się odłamki Objawienia pierwotnego z początku czasów zapowiadające przyjście Odkupiciela. Potem uszczegółowionego w Objawieniu Starego Testamentu i wypełnionego przez Objawienie Nowego Testamentu.

          -> Nie było żadnych pisanych wielkimi literami „Dziedzictwa Solarnego”, „Korzeni Sarmackich” ani „Tożsamości Indoeuropejskiej”. Rzutowanie własnych preferencji ideologicznych w przeszłość nie stwarza rzeczywistości.

          -> Czyli jeśli dobrze rozumiem neopoganizm polega na tym że człowiek sam wymyśla co ma robić i sam ma tego potem słuchać. No; bardzo oryginalna doktryna. Dobrze pasuje do niej słowo „wiara” jeżeli rozumie się je jako wmawianie sobie czegoś. Prawdziwe wierzenia ludów starożytnych były bogatsze. 🙂 Chrześcijaństwo jest wiarą ale rozumianą nie jako wmawianie sobie swoich wymysłów tylko wiarą rozumianą jako wierność – wierność Bogu, Jego woli i przykazaniom.

          -> I jeszcze jedno. Nikt nie nazwał żydów „starszymi braćmi w wierze”. Jan Paweł II któremu takie słowa dorobiły media naprawdę powiedział: „Jesteście naszymi umiłowanymi braćmi. Można by powiedzieć, że w pewnym sensie jesteście naszymi starszymi braćmi.” Czyli po pierwsze użył trybu warunkowego („można by powiedzieć”) po drugie podkreślił metaforyczny charakter wypowiedzi („w pewnym sensie”) a po trzecie nie nazwał żydów braćmi „w wierze”. Dla chrześcijanina umiłowanymi braćmi są wszyscy ludzie, to żadne odkrycie.

          • Bardzo manipulujesz danymi. Judaizm ukształtował się w II tysiącleciu przed naszą erą, zatem jest „nieco” starszy od chrystianizmu. Jehoszua był hebrajskim rabinem oraz prorokiem, i bynajmniej nie był Polakiem – a na pewno miał swoją narodowość. Wymysł „mesjasza”, który przychodzi na ziemię i „zbawia” świat – cokolwiek miałoby to znaczyć – jest typowo hebrajski. Jehoszua jest traktowany jako rzekomy syn hebrajskiego bóstwa JHWH. Inne imię hebrajskiego bóstwa to ADONAI,pochodzące od egipskiego Boga o imieniu ATON. Chrystianizm – wbrew powszechnym manipulacjom – nie jest lechicką, ani polską kulturą. Betlejem, Nazaret, Jerozolima to miasta hebrajskie, a nie miasta położone w Polsce. Również manipulacją jest sugerowanie przez ciebie, że żydzi nie uznają t.zw. „starego testamentu” – gdyż żydzi na pewno uznają 39 ksiąg „starego testamentu” nawet jeśli używają oni innej nazwy na owe księgi, zaś katolicy uznają 46 ksiąg „starego testamentu”. „Stary testament” – jak wiadomo – opisuje m.in. dzieje Hebrajczyków jako „narodu wybranego” – i to ma być narodowa lektura polskich chrześcijan… Chrystianizm był i jest częścią hebrajskiej kultury – i żadne manipulacje tego nie zmienią. Hebrajskie imię „Jehoszua” oznacza dosłownie: „JHWH zbawieniem”. Przekształcone określenie „ALLELUJA” – z języka hebrajskiego: „HALLELU JAH”, „הַלְלוּיָהּ” śpiewane przez wyznawców JHWH i Jehoszuy oznacza dosłownie: „CHWALMY JAHWE”, czyli JHWH. A odnośnie postrzegania powinności, obowiązku i powołania – to na pewno nie jest to wymysł ludzki. Liczyłem, że może uda nam się dojść do porozumienia. Jednakże widzę, że w sferze „duchowej” jest to niestety niemożliwe. Aczkolwiek być może na płaszczyźnie politycznej tych różnic między nami byłoby mniej. Ze względu na wielką ilość manipulacji z twojej strony naszą wymianę wpisów uważam za zakończoną. Pozdrawiam.

            • Lawrence z Chazarii

              Niczym nie manipuluję: Ewangelie i inne księgi chrześcijańskiego Nowego Testamentu zostały spisane w I wieku. Natomiast wszystkie podstawowe pisma relgijne judaizmu są późniejsze, Talmud powstał między IV wiekiem a VI wiekiem, Miszna była spisana w III wieku, Midrasze powstawały od II wieku do średniowiecza. I jeszcze jedno – kogo masz na myśli używając określenia „przed naszą erą”? Jakich „nas”? Bo określenie „przed naszą erą” to sztuczny konstrukt językowy narzucony kiedyś przez komunistów żeby usunąć powszechnie używane „przed Chrystusem” 🙂
              Judaizm nie jest tożsamy z religią biblijnych Izraelitów, ludu Starego Przymierza (z mozaizmem). Przykładowo w religii Izraelitów podstawową rolę odgrywali kapłani których w judaizmie praktycznie nie ma.
              ^
              Co do kanonu Starego Testamentu to przykładowo żydzi uznają „Księgę Henocha” która nigdy nie była w chrześcijańskim kanonie ksiąg Starego Testamentu.
              ^
              A jakie znaczenie ma fakt w jakim kraju leży Jerozolima i Betlejem i że Objawienie Chrystusowe dokonało się w Palestynie a nie w Polsce? (swoją drogą to nigdy w historii nie było niczego „lechickiego” – to jest neologizm wymyślony współcześnie) Obsesyjne krążenie wokół takich rzeczy świadczy że nawet nie spróbowałeś polemizować z tym tekstem powyżej. Bo jego główna teza jest taka: religia nie jest uwarunkowana kulturowo. Religia i kultura to dwa różne poziomy rzeczywistości (tak też uważali co bardziej inteligentni neopoganie przykładowo Evola). Celem religii jest to żeby czcić Boga i kochać Boga a nie czcić i kochać ziemię kulturę albo naród. I tu też jest Twój błąd; Bóg Ojciec nie jest plemiennym bożkiem żydów. Bo jak pokazuje ten tekst powyżej, sama idea plemiennego bożka jest absurdalna i prowadzi do paranoi. Patologie w chrześcijaństwie też powstawały wtedy kiedy różne odłamy chrześcijan chciały zrobić z Pana Jezusa plemiennego bożka swojego narodu.
              ^
              I na koniec – różne ludy przedchrześcijańskie wyznawały różne religie które były mniej lub bardziej fałszywe ale żaden lud przedchrześcijański indoeuropejski czy inny nie wyznawał materializmu i ateizmu. Tak więc to co głosisz nie ma nic wspólnego z jakimikolwiek korzeniami kogokolwiek. Neopoganizm jest kryptoateizmem i dlatego jest niczym.
              ^
              Wesołych świąt 🙂 Życzenia wprawdzie troche spóźnione ale okres bożonarodzeniowy jeszcze się nie skończył.

  4. W ogóle co to za pomysł że wiara ma wynikać z tego co się nam podoba?
    Wiara ma wynikać z przekonań i prawdy a nie z upodobania

  5. Aby zrozumieć korzenie kultury chrześcijańskiej trzeba się odwołać do spadku po polskim badaczu antyku Tadeuszu Zielińskim i jego opisu historii religii starożytnej w skład,której wchodzą następujące tomy :
    I.Religia starożytnej Grecji.
    II.Religia hellenizmu.
    III.Hellenizm a judaizm
    IV.Religia Rzeczpospolitej Rzymskiej.
    V.Religia Cesarstwa Rzymskiego
    została zwieńczona : CHRZEŚCIJAŃSTWO ANTYCZNE i tezami autora,które powtórzył z
    listu rozwodowego opisanego w HELLENIZM A JUDAIZM,jako tom III RELIGIE ŚWIATA ANTYCZNEGO :
    I.Badania naukowe pochodzenia religii tak samo ,jak i badania naukowe pochodzenia życia,są z góry skazane na jałowość ignoramus et ignorabimu.
    II.Jak nie może zrozumieć sztuki antycznej człowiek,pozbawiony poczucia artystycznego,tak samo nie zrozumie antycznej religii ten komu brak uczucia religijnego.
    III.Zapal w sercu swoim jasną pochodnię uczucia religijnego,ale zostaw w domu mdły kaganek wyznaniowości,jeśli chcesz ,żeby świątynia religii antycznej pokazała swoje cuda.
    IV.Bóg się objawił w Pięknie,Prawdzie i w Dobru i doskonała jest tylko ta religia,która uwzględnia wszystkie te trzy objawienia w ich całości.
    V.Szczytem dążeń religijnych ludzkości jest chrześcijaństwo w swej najbardziej rozwiniętej postaci.
    VI.RELIGIA ANTYCZNA jest właściwym STARYM TESTAMENTEM tego chrześcijaństwa.

    DAGOMA IUDEX dał początek wprowadzenia do tworzącego się państwa polskiego wartości CYWILIZACJI ŁACIŃSKIEJ.Położyło to kres handlowi niewolnictwa i zaczęło się rozwijać RYCERSTWO..Słusznie Maciej Mycielski zauważa,że jak kończyło się RYCERSTWO zaczynało PRAWNICTWO.Zaowocowało to kolejną UTOPIĄ z wiarą w WOLNY RYNEK i liberalizm eksportuje WOJNY SPRAWIEDLIWE w imię obrony DEMOKRACJI.
    W Polsce doświadczamy tego po odbiciu się od ściany komunizmu do ściany globalizmu.Aby lepiej zrozumieć GLOOALIZM można dostosować słownik Bertranda Russella dla KOMUNIZMU.Nie przez przypadek zainstalowano w Polsce B’nai B’rith.
    KOŚCIÓŁ KATOLICKI i jego WROGOWIE,w takim ujęciu historycznym książkę napisał Vittorio Messori.W tej walce pomocną jest TEOLOGIA JUDEOCHRZEŚCIJAŃSKA.

  6. Konrad Januszewski

    Świetny tekst który powinni przemyśleć niektórzy polscy nacjonaliści. Chylę czoła.

Dodaj komentarz