Andrew Korybko: W obronie Prawa i Sprawiedliwości

Tak, tytuł brzmi prowokacyjnie, lecz nie będzie to żadna obrona tej jednej z najbardziej jadowicie antyrosyjskich i proamerykańskich partii na świecie. Będzie to trzeźwy ogląd rozgrywających się obecnie w Polsce wydarzeń, mających na celu łagodne obalenie rządu. Polityka zagraniczna rządzącej partii jest absolutnie nie do obrony z punktu widzenia zwolennika świata wielobiegunowego, podobnież jak i wewnętrzne polowanie na „rosyjskich szpiegów”, którego dramatycznym, kulminacyjnym momentem było aresztowanie Mateusza Piskorskiego, ważnego więźnia politycznego. Uznając, że PiS reprezentuje sobą wiele idei godnych potępienia, popiera ono jednocześnie w obiektywny sposób kilka znaczących kierunków myślowych, które płyną całkowicie przeciwnie do unijnego establishmentu, stanowiąc tym samym wyzwanie dla jednobiegunowych totalitarystów.

Przykładowo PiS sprzeciwia się dominacji Brukseli nad sprawami swoich podwładnych i popiera orbanowskie podejście względem decentralizacji UE i jej wewnętrznego zreformowania. Stanowi to całkowite przeciwieństwo dążeń Niemiec i Francji i jest związane prawdopodobnie z faktem, że polska „szara eminencja” Jarosław Kaczyński jest konserwatywnym eurorealistą. Co więcej, PiS jest partią katolicką, która podkreśla wartości religijne i ich historyczną rolę w polskim społeczeństwie, podczas gdy unijna elita składa się z wojujących ateistów. PiS stanowczo sprzeciwia się ostatniemu najgroźniejszemu przejawowi unijnej poprawności politycznej, jakim jest przymusowe „osiedlanie uchodźców”, tysięcy obcych cywilizacyjnie imigrantów w każdym z państw członkowskich. W przypadku Polski oznaczałoby to wysłanie tych osób do kraju, który jest praktycznie jednolity etnicznie i religijnie, co doprowadziłoby do niemal natychmiastowej destabilizacji na lokalnym, regionalnym a może nawet krajowym poziomie. Z tego właśnie powodu PiS zdecydowanie sprzeciwia się tym zamiarom.

Patrząc szerzej, Polska jest największym krajem UE rządzonym przez eurorealistyczną partię i tym samym jest absolutnie niezbędna dla milionów zwolenników reform Unii poprzez postępującą decentralizację. Bez rządzonej przez PiS Polski eurorealiści nie zbliżą się nawet do wysunięcia w sposób realny swoich propozycji dopóki Marine Le Pen nie wygra przyszłorocznych wyborów prezydenckich we Francji. A nawet jeśli, być może nie będzie ona posiadała równie silnego mandatu do rządzenia wedle swojego uznania jak PiS, który jako pierwszy w historii postkomunistycznej Polski zdobył samodzielną większość parlamentarną.

Z tych właśnie powodów unijny establishment i ich wspierane przez Sorosa agenturalne organizacje pozarządowe tak sprzeciwiają się rządowi Prawa i Sprawiedliwości, usiłując oczernić i zdelegitymizować go odkąd wybory parlamentarne w październiku 2015 roku przyniosły partii historyczną większość.

Obawiają się oni, że Polska stanie na czele dążeń eurorealistów do reform UE i neutralizacji władzy brukselskich biurokratów. Dla establishmentu nie ma znaczenia, że PiS jest jedną z najbardziej antyrosyjskich i proamerykańskich partii na świecie, ponieważ waszyngtońscy sterowani zza kulis [tj. wg amerykańskiego modelu „Lead from behind”] kontynentalni kapo przede wszystkim troszczą się o własne, finansowane z kieszeni podatników synekury oraz ponadnarodową władzę.

Weźmy na przykład Donalda Tuska, byłego lidera obecnie opozycyjnej Platformy Obywatelskiej. Obecnie jest on Przewodniczącym Rady Europejskiej i jedną z najbardziej wpływowych osób w Unii. Tusk jest przeciwnikiem PiS od samego początku, czy to ze względu na wewnętrzne przyczyny polityczne, czy z powodów osobistych, jak np. zagrożenie jakie PiS stwarza dla zasad rządzenia Unią przez niego i jego kumpli. Jednak Tusk jest jedynie marionetką w rękach Merkel, tak jak Niemcy są siłą stojącą za PO. Te oskarżenia wzmocniły nacjonalistyczne referencje PiS-u wśród jego elektoratu i wzmocniły determinację jego zwolenników, dlatego też zwolennicy rządu wyszli na ulicę by sprzeciwić się zwolennikom kolorowych rewolucji i zmiany rządu, którzy sprowokowali ten sfabrykowany kryzys polityczny.

To prowadzi naszą analizę do pewnych szczegółów na temat antyrządowych wystąpień w Polsce. W ostatnich protestach nie chodzi o „wolność prasy” w obliczu „dyktatury” jak w przypadku wyrywanych z kontekstu faktów katalizujących zwykle kolorowe rewolucje. Tak naprawdę kontrowersyjne uregulowania prawne nie były w najmniejszym stopniu przeciwne demokracji jak twierdzili ich krytycy: chodziło jedynie o ograniczenie przedstawicieli prasy panoszących się w parlamencie, ponieważ dotychczasowy brak regulacji prowadził przykładowo do napadania parlamentarzystów zmierzających do toalety przez hordy reporterów. Jeśli dziennikarze chcą przeprowadzić wywiad z przedstawicielami rządu, mogą po prostu do nich zadzwonić albo wysłać maila i się umówić, zamiast fizycznego nacierania na wszystkich oficjałów opuszczających sejmowe izby.

Jakkolwiek niedorzeczny jest pretekst ostatniej próby sprowokowania w Polsce kolorowej rewolucji, faktycznie wydaje się (kluczowe słowo), że ten ruch cieszy się dość sporym poparciem społeczeństwa. Nie jest właściwie zbyt jasne ilu Polaków szczerze sprzeciwia się obecnemu rządowi, a ilu zostało po prostu zrekrutowanych przez organizacje pozarządowe wspierane przez Niemców i Sorosa, czy to przez gratyfikacje, czy poprzez kuszący powab uczestniczenia w „rewolucji” przeciwko „dyktaturze”; w każdym razie niewątpliwie istnieje masa krytyczna osób sprawiających kłopoty rządzącej partii. Większość Polaków wspierających PO i rodzącą się kolorową rewolucję to lewicowi liberałowie zakochani w UE i we wszystkim, co reprezentuje establishment, podczas gdy zwolennicy PiS to konserwatywni nacjonaliści nienawidzący postmodernizmu depczącego ich tradycje i redefiniującego ich tożsamość.

Jak jednoznacznie stwierdzono na wstępie, istnieje wiele rzeczy związanych z PiS-em, które są całkowicie nie do obrony z perspektywy ładu wielobiegunowego i które powinny zostać otwarcie potępione przez wszystkich patriotycznie nastawionych Polaków oraz zewnętrznych życzliwych obserwatorów – ale jednocześnie należy zrozumieć, że sytuacja nie jest czarno-biała, jak usiłują przekonać czy to kontrolowane przez jednobiegunowców media głównego nurtu, czy niektóre ich alternatywne odpowiedniki przeżywające obecnie schadenfreude. Istnieje wiele powodów dla których zwykły zwolennik wielobiegunowości nie tylko powinien się cieszyć z tego co ma miejsce w Polsce, ale również czuć pewien rodzaj ironicznej radości, obserwując jak ten obsesyjnie antyrosyjski kraj pada ofiarą takich samych antyrządowych intryg, jakie agresywnie popierał na Ukrainie trzy lata temu. Jakkolwiek dobrze by się z tym nie czuli niektórzy doświadczający tych emocji, należy stwierdzić, że jest to bez znaczenia dla racjonalnego zrozumienia tego, co i dlaczego się dzieje, a jeśli już, może doprowadzić do niewłaściwych analiz ostatnich wydarzeń, które byłyby bez związku z rzeczywistością i mimowolnie niespójne z ich własnymi zasadami.

Jeśli ktoś popiera wschodzący wielobiegunowy porządek świata, powinien zaakceptować, że eurazjatycki zeitgeist pragmatyzmu sugeruje, że maksymalistyczne rozwiązania są rzadko kiedy możliwe. W tym kontekście oznacza to, że jest niemożliwe z powodów historycznych i wewnętrznych przyczyn politycznych, by w Polsce doszła do władzy w najbliższym czasie partia, która w pełni doceniałaby korzyści strategiczne płynące z pragmatycznego partnerstwa z Rosją. Bynajmniej nie twierdząc, że PiS jest „najlepszym, co Polska może dostać” w tym zakresie (ponieważ oczywiście nie jest), należy uznać, że partia Kaczyńskiego jest gotowa do dość efektywnego pozycjonowania Polski jako lidera eurorealistycznego pan-unijnego projektu reform, co oczywiście byłoby bardzo korzystne dla wielobiegunowego osłabienia brutalnego ścisku Brukseli nad krajami UE.

W obecnej chwili to kontrolowani przez Amerykę unijni biurokraci sprawili, że ich antyrosyjskie poglądy stały się polityczno-prawną normą na całym kontynencie (jak np. sankcje), a przekazanie władzy z Brukseli na powrót do stolic państw członkowskich może utworzyć wiele ekscytujących możliwości strategicznych dla Rosji, Chin i innych czołowych państw wielobiegunowych.

Nic nie wskazuje w jasny sposób na to jak zreformowana Unia Europejska miałaby wyglądać w wymiarze geopolitycznym. Cokolwiek się stanie, mało prawdopodobne jest by Polska wycofała się ze swojej skrajnie proamerykańskiej i antyrosyjskiej polityki zagranicznej, tutaj zwolennicy wielobiegunowości nie powinni mieć fałszywych złudzeń. W pozytywnym wymiarze jednakże antybrukselska ideologia PiS-u może pewnego dnia przynieść kres UE w jej obecnej formie, oczywiście pod warunkiem, że partia nie zostanie obalona przez proniemiecką, sterowaną przez Sorosa kolorową rewolucję. Stany Zjednoczone skorzystają strategicznie niezależnie od tego który scenariusz zostanie zrealizowany – czy PiS pozostanie przy władzy czy też zostanie zastąpiony przez PO, i czy UE pozostanie przy swej obecnej formie, czy też zostanie dramatycznie zmieniona – lecz to, co jest najbardziej istotne do zrozumienia to fakt, że Rosja i jej wielobiegunowi partnerzy najbardziej skorzystają jeśli kolorowa rewolucja zostanie zgnieciona a PiS osiągnie sukces w reformowaniu UE.

Źródło: Katehon.com

Tłumaczenie z języka angielskiego: Piotr Pętlicki

635882906565739648

4 komentarze

  1. Andrew Korybko napisał mi kiedyś, że jego artykuły są wyważone, że nie ma w nich cienia propagandy, że przedstawia same fakty…. ciesze się, że odmówiłem udzielenia mu wywiadu – przecież to ocieka opiniotwórczymi zdaniami oraz dezinformacją!

  2. Marek Bystrzewski

    Intelekcie, ty nad poziomy wylatuj, myśl oszczej, pacz dalej, słysz więcyj… Niestety autor nie wylata ponad to ogólne pata taj, tam ta ram tam oraz ble ble mas jajogłowych w masmediach głównego nurtu i nurcików.
    A sprawa wyglądać może zgoła inaczej czyli bezwstydnie prościej.
    Otóż uważam, że generalnie mamy do czynienia nie z żadną tam heroiczną obroną Polski przez bohaterski, katolicko-patriotyczno-prawicowy PiS ale po prostu:

    Żydy żoliborske żrą się o władzę z Żydamy ursynowskimy, czyli krypto-syjoniści i frankiści pro-amerykańscy i pro-izraelscy z PiS żrą się z post-sowiecką żydokomuną z PO o władzę nad nieszczęśliwym Polskim Narodem naszem.

    Celem dalekowzrocznym i misją życiową pierwszych jest przerobienie Polski na Judeopolonię vel Polin i jak najlepsze usadowienie swojej nacji, rzecz jasna w roli szlachty i bogatej kasty rządzącej mniej wartościowym tubylczym i biednym Narodem Polskim, na zasadzie Palestyńczyków w Palestynie,
    a celem drugich jest oczywiście odzyskanie władzy i odsunięcie widma utraty nakradzionego i nagrabionego.

    Jest już tyle niezbitych dowodów, zarówno tych subtelnych chlapnięć w chwilach szczerości niedyskretnym obłudnym jęzorem kłamcy i zdrajcy Dudy, Kaczyńskiego, Szydło i Macierewicza, jak i w postaci ustaw i równie „ciekawych” projektów ustaw, że każden rozgarnięty człek przyznać musi, że PiS szykuje Polakom gigantyczną grabież przez koncerny amerykańskie (czyli chyba w efekcie przez Żydów?) całego polskiego majątku geologicznego (bogate złoża gazu, złota, srebra, miedzi, ropy naftowej, wody pitnej, najlepszego węgla, przejęcie ogromnych zasobów geotermii, itd). Ci rolnicy, co będą bronić swojej ziemi przed wywłaszczeniem, mają być zabijani, straż geologiczna będzie miała prawo do nich strzelać jak do „polskich bandytów” podczas hitlerowskiej okupacji.
    Dla reszty Polaków PiS razem z PO naszykował, a Duda zatwierdził, śmiertelnie groźne szczepionki, po których za parę lat problem niepokornych Polaków rozwiąże się sam na drodze zgonów w wyniku ciężkich powikłań, raka, paraliżu, bezpłodności, itd. …
    A jeśli jakimś cudem jakiś Polak przeżyje i się jeszcze będzie stawiał, to się go oskarży o antysemityzm, np. „ten ukryty”, według słów Kaczyńskiego, i zamknie w obozie „deradykalizacyjnym”.

    A póki co, na użytek mas jajogłowych w masmediach i uciesze gawiedzi, urządza się te udawane walki, a to o Trybunał, a to z KOD-em, a to nawet okupacja sejmu, przeplatane biało-czerwonymi barwami Flagi Narodowej, wzniosłemi przemówieniami patriotycznemi i demonstracyjnem udziałem Dudy dla efektu w (wybranych) uroczystościach kościelnych. Plan ten perfidny realizowany jest po cichu acz z diaboliczną jakąś ko sekwencją. Usuwane są cichaczem wszelkie przeszkody przyszłej grabieży, jak państwowe inspektoraty ochrony środowiska, oddając ich kompetencje w ręce (niekompetentnych przecież, bo nie wykształconych w tej dziedzinie) dyspozycyjnych polityków PiS.
    Czeba przyznać, że PiS skuteczny jest. Naród odurzył lepiej niż putinowski Specnaz widzów opiatami w teatrze na Dubrowce…
    Naród śpi, niby słyszy, niby widzi, niby słowa rozumie, a nic nie robi wcale. Zaczarowany? A może myśli, że to jakoś inie bokiem? Ja myślę, że nie minie, Zapisy na nas porobione i środki zainwestowane wielkie. Polaków ma nie być, bo głupi i słabi a na bogactwach siedzą. Tak i zginąć musim.
    Tu wszystkie dzwony na trwogę już bić powinny w całej Polsce, kosy na sztorc, procesyje po miastach i wsiach iść powinny z hasłami:
    Zdrada!
    Ręce precz od polskich dzieci !
    Ręce precz od polskiej wody !
    Ręce precz od polskich bogactw geologicznych !

    A tymczasem nic, naród śpi. A jak się obudzi, to już będzie za późno.

    Tak bym to wszystko widział, Szanowny Autorze, bo paczeć czeba dalej niż wzrok sięga, a najciekawsze i tak zawsze jest to, czego gołem okiem nie widać.
    Mimi wszystko wszystkiego najlepszego, zdrowych i spokojnych Świąt oraz abyśmy w zdrowiu dożyli chociaż do następnego roku.

    • Konrad Januszewski

      „Kościół pozostawał zawsze w rezerwie jako ostatni ośrodek polskiego nacjonalizmu, jak długo były jeszcze do dyspozycji inne ośrodki działania. Kościół jest dla umysłów polskich centralnym punktem zbornym, który promieniuje stale w milczeniu i spełnia przez to funkcję jakby wiecznego światła. Gdy wszystkie światła dla Polski zgasły, to wtedy zawsze jeszcze była Matka Boża z Częstochowy i Kościół. Nie należy nigdy o tym zapominać”. – Hans Frank.

      I nawet jeśli Kościół zachowa bierność, Maryja nas nie opuści. Musimy tylko być wierni i wierzyć.
      Odwagi.

  3. Socjoteczniczne. Fakty są takie, że Kaczyński jest za powołaniem wspólnej euroarmii, Szydło publicznie wspiera Merkel, Morawiecki dofinansowuje Mercedesa, a cały PIS jest za „solidarnością energetyczną UE” czyli odebraniem suwerenności energetycznej państeo członkowskim….itd itd. Antyrosyjskość PIS to jawne odbieranie dobie alternatywy i dawanie przewagi negocjacyjnej eurokołchozowi. Tzw. Eurosceptyzm PIS to mit.

Dodaj komentarz