Bogdan Herzog: Mętne wody rumuńskiej polityki

Wybory parlamentarne w Rumunii, które odbyły się 11 grudnia, zakończyły się zwycięstwem centro-lewicowej Partii Socjaldemokratycznej (PSD), która zdobyła blisko 50% miejsc w nowym parlamencie. Razem ze swoim mniejszym koalicjantem, ALDE, socjaldemokraci uzyskali większość, która pozwoliła im na wybór premiera.

Główna partia centro-prawicowa, czyli Partia Narodowo-Liberalna (PNL), otrzymała odległy drugi wynik z 20% poparcia, podczas gdy trzecie miejsce zajęła USR (Koalicja Ratujmy Rumunię), nowo utworzona partia wywodząca się z organizacji pozarządowych, która zdobyła 9% głosów. W nowym parlamencie znalazły się również mniejsze partie, takie jak UDMR – ugrupowanie mniejszości węgierskiej, oraz PMP – partia byłego prezydenta, Traiana Basescu.

Socjaldemokraci nie tylko zrealizowali najbardziej podstawowe założenia swojej kampanii, ale pokonali również dotychczasowe bariery, wygrywając zarówno w swoich tradycyjnych sektorach elektoratu, czyli w obszarach wiejskich, ale także w pełnym przekroju społecznym, włączając w to elektorat miejski i ten z wyższym wykształceniem.

Wyniki wyborów oznaczają prawdziwą klęskę dla byłego premiera Daciana Ciolosa, popieranego przez Brukselę biurokraty, a także dla prezydenta Klausa Iohannisa, który poparł partie centro-prawicowe. Zaangażowanie Klausa Iohannisa w wybory parlamentarne stało się wyłącznie sygnałem oznaczającym reaktywację roli prezydenta jako „czynnika partyzanckiego” w rumuńskiej polityce, doktrynę rozwiniętą do perfekcji przez byłego prezydenta Basescu.

Zgodnie z konstytucją, Rumunia jest republiką semi-prezydencką, ze szczególnymi prerogatywami przypisanymi do urzędu prezydenta, głównie w aspektach bezpieczeństwa narodowego. Prezydent sprawuje efektywną kontrolę nad służbami bezpieczeństwa, oraz nad wymiarem sprawiedliwości poprzez mianowanie prokuratorów i sędziów. Z czasem, dychotomia władzy pomiędzy prezydentem i rządem, stała się sprawdzoną przyczyną niepokojów politycznych w przypadku, gdy gracze kontrolujący oba ośrodki władzy wywodzą się z dwóch różnych formacji politycznych.

Zgodnie z przewidywaniami, zaledwie po kilku tygodniach od wyborów kraj został sparaliżowany przez masowe protesty przeciwko rządowym planom reformy wymiaru sprawiedliwości. Podczas gdy rząd przekonuje, iż jego intencją jest poprawa warunków humanitarnych w przeludnionych, rumuńskich więzieniach, opinia publiczna wyraża obawę, że proponowane masowe ułaskawienie obliczone jest na ratowanie skorumpowanych polityków. Protesty społeczne uzyskały poparcie prezydenta.

Tymczasem napłynęły sensacyjne informacje ze strony Sebastiana Ghity, młodego, rumuńskiego oligarchy, byłego członka Parlamentarnej Komisji Wywiadu sprawującej cywilny nadzór nad służbami specjalnymi, które ujawniły system współpracy między agencjami wywiadu a prokuratorami antykorupcyjnymi, działającym niczym policja polityczna, w celu kontrolowania lub zdyskredytowania na życzenie podmiotów rumuńskiej sceny politycznej. Oliwy do ognia dodał fakt, że Ghita, sam wykreowany kiedyś przez służby wywiadu, zniknął po odbyciu pożegnalnej kolacji z członkami komisji parlamentarnej.

Zdolność do zreformowania, lub kontroli służb specjalnych i prokuratorów antykorupcyjnych jest przedmiotem walki politycznej prowadzonej na śmierć i życie, która ma obecnie miejsce.

W lutym 2017 roku scena polityczna Rumunii podzielona jest na dwa obozy:

Pierwszy obóz składa się z prezydenta, obecnych szefów agencji wywiadowczych i grupy prokuratorów. Obóz ten jest zdolny do organizowania grup nacisku i masowych demonstracji w całym kraju poprzez posługiwanie się retoryką antykorupcyjną. Z geopolitycznego punktu widzenia obóz ten może być postrzegany jako dziedzictwo polityczne systemu wytworzonego przez byłego prezydenta Traiana Basescu, w związku z czym otrzymuje wsparcie amerykańskich neokonserwatystów i kół wewnątrz UE.

Drugi obóz polityczny składa się z większości parlamentarnej, rządu i prawdopodobnie również z części personelu służb specjalnych. Choć jest on pro-atlantycki jeśli chodzi o geopolityczne afiliacje, socjaldemokraci zawsze byli traktowani przez zachodnich decydentów jako wybór drugiej kategorii. Niezdolni do zwiększenia swojej atrakcyjności dla międzynarodowego establishmentu neokonserwatywnego względem swoich rywali, socjaldemokraci niedawno dokonali próby dyslokacji politycznej w kierunku administracji Trumpa.

Podczas gdy skonfliktowane ugrupowania zmierzają do konfrontacji w celu zapewnienia sobie własnego przetrwania (nie tylko w sensie politycznym), przyjrzyjmy się najnowszej historii, która przywiodła nas do dzisiejszej sytuacji:

1989-2004 (Epoka Iliescu)

Prezydenci: Ion Iliescu 1990-1996 i 2000-2004, Emil Constantinescu 1996-200

Główne partie polityczne:

„Centro-lewica”:

FSN – de facto spadkobiercy byłej Partii Komunistycznej, rozłam na PSD i PD

PSD – przywódcy Ion Ilescu, Adrian Nastase

PD – Petre Roman

„Centro-prawica”

PNT-CD – Corneliu Coposu, Emil Constantinescu (zniknął ze sceny po roku 2000)

PNL – Radu Campeanu, Mircea Ionescu-Quintus etc.

Mniejszości narodowe – UDMR (Węgrzy)

„Nacjonaliści”:

PRM – Corneliu Vadim Tudor

Po upadku reżimu Ceausescu w grudniu 1989 roku, rumuńska postkomunistyczna scena polityczna została zdominowana przez Partię Socjaldemokratyczną (PSD), spadkobierców rumuńskich komunistycznych elit zarządzających. Cała najnowsza historia polityczna kraju sprowadza się do walki pomiędzy socjaldemokratami i różnorodnymi koalicjami zwołanymi po to, aby im się przeciwstawić. Siły opozycyjne gromadziły się wokół „partii historycznych”, które posiadały tradycje antykomunistyczne. Po 2004 roku opozycję wobec socjaldemokratów jednoczył prezydent Traian Basescu.

Socjaldemokraci wygrali wszystkie wybory pomiędzy rokiem 1990 a 2004, z krótką przerwą w roku 1996, gdy partie historyczne zorganizowały się wokół starszych liderów posiadających legendę byłych więźniów politycznych, co zaowocowało wygraniem wyborów prezydenckich i uformowaniem słabej centro-prawicowej koalicji rządowej.

Pozbawiona środków finansowych, ośrodków eksperckich, ścierająca się z problemami ekonomicznymi i zwalczana przez siły specjalne centro-prawicowa koalicja upadła w roku 2000. Socjaldemokracji powrócili do władzy po rozgrywce politycznej pomiędzy ich liderem Ionem Iliescu, a Corneliu Vadi Tudorem, narodowym komunistą w rumuńskim stylu, powiązanym z dawnym reżimem Ceausescu.

Jakkolwiek krótkotrwała i słaba, koalicja centro-prawicowa 1996-2000 zmieniła pejzaż polityczny kraju w dwóch ważnych aspektach: wewnętrznym, poprzez prywatyzację przemysłu krajowego, oraz zewnętrznie, z uwagi na lansowanie członkostwa w NATO i UE jako głównych celów narodowych. Ten sam kierunek polityki zagranicznej był kontynuowany pod przywództwem PSD 2000-2004 (prezydentem został Ion Iliescu, premierem Adrian Nastase), które próbowało przystosować się do nowej rzeczywistości międzynarodowej, jednocześnie negocjując osobiste zyski dla wewnętrznych kół władzy.

Zmiana w doktrynie polityki zagranicznej oznaczała zrzeczenie się przez Rumunię długoletniej niezależności (która wyrażała się poprzez istnienie w swoistej „szarej strefie”) na rzecz jasnych celów:

Integracji z Unią Europejską (przedstawianej jako gwarant ekonomicznego prosperity), dołączeniu do NATO (przedstawianego jako gwarant bezpieczeństwa narodowego wobec zagrożeń wewnętrznych, które spotkały Jugosławię, oraz potencjalnej agresji zewnętrznej).

Z perspektywy ekonomicznej, zaczynając od późnych lat dziewięćdziesiątych, fala prywatyzacji ogarnęła kraj, produkując pierwszych oligarchów. Wielu z nich posiadało koneksje wśród elit postkomunistycznych, czyli jedynych, które posiadały odpowiednie rezerwy pieniędzy, a także łatwy dostęp do kredytów ze strony państwowych banków.

Proces prywatyzacji był przedstawiany zarówno jako niezbędny – czyli jako wymóg międzynarodowych kredytodawców, takich jak IMF, czy Bank Światowy – lecz także jako pożądany, z uwagi na to, że prywatyzacja miała zwiększyć efektywność przedsiębiorstw.

Po fali prywatyzacji nastąpił czas zamykania ważnych kompleksów przemysłowych, takich jak kopalnie węgla, przemysł chemiczny itp., doprowadzając do masowych zwolnień i galopującego bezrobocia. Niezdolni do zarządzania swoimi nabytkami nowi właściciele podejmowali decyzje o sprzedaży przedsiębiorstw przemysłowych w ręce graczy międzynarodowych, lub dosłownym zezłomowaniu całych fabryk pod zabudowę deweloperską. Część nowych oligarchów została skazana w procesach antykorupcyjnych we wczesnych latach 2000 i na początku następnej dekady przez establishment prezydenta Basescu, zwłaszcza jeśli byli oni zaangażowani politycznie przeciwko prezydentowi.

Choć na początku nie był to proces widoczny dla opinii publicznej, prawdziwymi beneficjentami schematów prywatyzacyjnych były międzynarodowe korporacje, które zdołały zakupić najbardziej wartościowe i strategiczne aktywa po cenach likwidacyjnych. Taki los spotkał sektory dotychczas zmonopolizowane przez państwo: wydobycie ropy naftowej i gazu, dystrybucja energii, komunikacja zbiorowa, lokalne przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, największe gałęzie przemysłu takie jak produkcja stali, aluminium, samochodów itd.

Na początku lat 2000 międzynarodowe korporacje zainicjowały inwestycje typu greenfield, początkowo głównie w przemysł motoryzacyjny. Fenomen rozpoczął się w zachodnich regionach Banatu i Transylwanii, obecnie ma miejsce głównie w większych miastach.

Epoka „prezydenta-gracza” 2005-2015

Prezydent: Traian Basescu 2004-2014

Główne partie polityczne:

„Centro-lewica”:

PSD – przywódcy Ion Iliescu (zrezygnował w 2004), Adrian Nastase (uwięziony w 2012), Mircea Geoana, Victor Ponta, Liviu Dragnea

„Centro-prawica”:

PDL – de facto Traian Basescu (Elena Udrea, Emil Boc, Vasile Blaga)

PNL – Valeriu Stoica (zrezygnował), Theodor Stolojan, Calin Popescu-Tariceanu, Crin Antonescu (zrezygnował 2014)

Mniejszości narodowe – UDMR (Węgrzy)

Nacjonaliści/populiści: brak liczącego się ugrupowania rumuńskich nacjonalistów, lub ruchu populistycznego

Po powrocie do władzy w 2000 roku dominacja socjaldemokratów w życiu politycznym Rumunii wydawała się zabezpieczona na wieczność. Dysponowali najbardziej doświadczonymi liderami politycznymi, hierarchiczną strukturą partyjną zorganizowaną terytorialnie w całym kraju, duże środki finansowe, zwiększającą się dominację na rynku mediów poprzez skierowanie państwowych pieniędzy do zróżnicowanych ośrodków medialnych. Sukcesja pomiędzy prezydentem Ionem Iliescu a jego politycznym spadkobiercą, premierem Adrianem Nastasem wydawała się pewna.

Ku zaskoczeniu wszystkich były minister transportu i prezydent Bukaresztu Traian Basescu, zdołał z minimalną przewagą wygrać drugą turę wyborów prezydenckich. Strategią rywalizacji z socjalistami było, jak zwykle, zjednoczenie wszystkich pozostałych sił politycznych (włączając w to organizacje pozarządowe) w wielkiej koalicji. Dyskursem konsolidującym okazała się „walka z korupcją” przeciwko systemowi „państwowo-partyjnemu”.

Traian Basescu był postrzegany przez rumuńskich wyborców (a także przez różne instytucje) jako jedyna osobowość polityczna zdolna do powstrzymania socjalistycznej machiny partyjnej. Założenie to okazało się być prawdziwe. Porwanie rumuńskich dziennikarzy w Iraku w marcu 2005 roku (wydarzenie, które później okazało się być wyreżyserowane, przynajmniej w początkowej fazie) dostarczyło okazji do poczynienia pierwszych kroków mających na celu implementację reżimu osobistego, „prezydenta-gracza”, jak określił to sam Basescu. Szefowie służb specjalnych zostali wymienieni przez świeżo awansowanych oficerów lojalnych wobec swojego dobroczyńcy – nowego prezydenta sprawującego swoją funkcję od zaledwie czterech miesięcy.

Z uwagi na brak struktur partyjnych, które byłyby zdolne konkurować z socjalistami, autorytarna strategia Basescu opierała się na kontrolowaniu państwa przez szereg czynników związanych z wymiarem sprawiedliwości i służbami specjalnymi. Nowi antykorupcyjni prokuratorzy mianowani przez prezydenta rozpoczęli legalne procesy przeciwko wrogom Basescu, włączając w to jego rywali politycznych i ośrodki medialne. Po raz pierwszy w najnowszej historii Rumunii, główni gracze polityczni i oligarchowie zostali skazani na kary więzienia, przysporzyło prezydentowi popularności, a także zapewniło stały poziom nienawiści ze strony politycznych adwersarzy.

Poprzez użycie broni „sądowo-wywiadowczej” i bezpośrednie komunikowanie się z wyborcami, Basescu był w stanie dokonać efektywnej czystki wewnątrz systemu politycznego, wysyłając każdego poważnego rywala do więzienia,  lub na polityczną emeryturę. Prezydent był w stanie oprzeć się dwóm decyzjom parlamentu z 2007 i 2014 roku, które zmierzały do obalenia jego władzy.

Ewidentna korupcja na własnym zapleczu politycznym, oraz stałe nadużywanie władzy, połączone z efektami światowego kryzysu finansowego, który wymusił obniżkę pensji w administracji publicznej, doprowadziły do erozji poparcia dla Basescu. Wskaźnik jego popularności spadł w następnych latach poniżej 20%. Bez względu na to udało mu się pozostać przy władzy do czasu zakończenia swojej drugiej kadencji w grudniu 2014 roku, co osiągnął dzięki oparciu władzy o instytucje, zespoły prokuratorów i wsparcie zewnętrzne.

Strategią polityki zagranicznej Basescu było jak najbliższe zbliżenie z waszyngtońskimi kołami władzy, zwłaszcza neokonserwatywnymi. Agresywnej antyrosyjskiej retoryce zaadresowanej zarówno do wewnętrznych, jak i zewnętrznych słuchaczy, towarzyszyło rozlokowanie w Rumunii amerykańskich instalacji antyrakietowych, co miało ugruntować status prezydenta Basescu jako najbardziej lojalnego wasala.

Sytuacja obecna:

Prezydent: Klaus Iohannis (od grudnia 2014)

Główne partie polityczne:

„Centro-lewica”:

PSD – Liviu Dragnea

ALDE – Calin Popescu Tariceanu

„Centro-prawica”:

PNL, USR – Klaus Iohannis, Dacian Ciolos

Mniejszości narodowe: UDMR (Węgrzy)

Nacjonaliści/populiści: brak liczącego się ugrupowania rumuńskich nacjonalistów, lub ruchu populistycznego

Konsekwencje machinacji Basescu były mieszane: udało mi się przetrwać powtarzane próby jego obalenia przez parlament, dokonał czystki wśród rumuńskich elit politycznych, lecz poza ośrodkiem prezydenckim, rumuńskie centra decyzyjne stawały się coraz bardziej niejasne. Nowy prezydent, Klasu Iohannis, wprowadził system, w którym służby specjalne i prokuratorzy osiągnęli maksimum władzy, budząc jednocześnie lęk wśród polityków, z uwagi na zdolność zniszczenia każdego, kto okazał się niewygodny.

Ostatni rok kadencji Basescu, czyli rok 2014, pozostawił rumuńską scenę polityczną w stanie chaosu. Kontemplując bliską przyszłość bez przywództwa prezydenta, mroczna struktura władzy zaczęła zwracać się przeciwko kamaryli Basescu, włączając w to jego rodzinę, jednocześnie wywierając nacisk na każdego potencjalnego lidera politycznego.

Posługując się tymi samymi anty-socjalistycznymi, anty-korupcyjnymi sloganami, koalicja ugrupować otrzymująca potężne wsparcie ze strony organizacji pozarządowych była zdolna przeforsować zwycięstwo kandydata, którego szanse mogły wydawać się mało prawdopodobne: Klausa Iohannisa, przywódcę mniejszości niemieckiej.

W ciągu następnego roku manifestacje uliczne a la Majdan obaliły socjalistyczny gabinet premiera Victora Ponty, co było również związane z nieopanowanym pożarem w nocnym klubie, który zabił 64 osoby. Jak jednak zostało to przedstawione na początku artykułu, ostatnie wybory parlamentarnej okazały się dużym zwycięstwem socjalistów.

Konkluzja:

Obecną strategią lewicy wydaje się być skoncentrowanie na rozbiciu mieszanki wywiadowczo-sądowej, która była w stanie dokonać anihilacji rumuńskiego establishmentu w ciągu ostatnich 10 lat.

W tym samym czasie, socjaldemokraci muszą zmierzyć się z dwoma przeszkodami, które blokują konsolidację ich władzy. Pierwszą przeszkodą natury wewnętrznej jest ich niezdolność do zdystansowania się wobec afer korupcyjnych, zwłaszcza w oczach młodszego elektoratu miejskiego. Drugą przeszkodą, tym razem zewnętrzną, jest brak umiejętności tańszego „sprzedania się” zagranicy, aniżeli w przypadku ich prawicowych rywali. Mówiąc językiem ekonomii, może być to po prostu kwestia kosztów: zewnętrzni decydenci, choć stale kokietowani przez liderów socjalistów, zawsze decydowali na korzyść propozycji alternatywnych. Elity, które zawdzięczają swoją pozycję wyłącznie czynnikom zewnętrznym, uznawane są za tańsze i bardziej godne zaufania niż partia, która posiada silną strukturę wewnętrzną, dziesiątki tysięcy członków, oraz ich ambicje i oczekiwania.

System zbudowany w ciągu ostatnich 10 lat przez prezydenta Basescu trzęsie się w posadach, podczas gdy walka między czynnikami wywiadowczymi i sądowymi wywołuje destruktywne efekty. W tym samym czasie hasło „walki z korupcją” wciąż jest zdolne do zmobilizowania demonstrujących tłumów i skierowania ich przeciwko rywalom politycznym.

Choć prezydent Klaus Iohannis próbuje przedstawiać się jako silnego gracza walczącego ze skorumpowanymi politykami, rzeczywistość jest taka, że po czystkach Basescu i jego własnym upadku, nie ostały się żadne istotne osobowości polityczne. Wraz z osłabieniem zagranicznych patronów, co jest efektem ostatnich wyborów w Ameryce, oraz zmianą środowiska wewnątrz UE, rumuńskie życie polityczne doświadczy prawdopodobnie działania spirali niestabilności w ciągu najbliższych miesięcy.

Tymczasem główne problemy kraju, takie jak koszmar demograficzny, czy zależność względem zagranicznych korporacji, są całkowicie nieobecne w dyskursie publicznym. Rumunia straciła co najmniej ćwierć swojej populacji z uwagi na masową emigrację, oraz niski poziom urodzeń. Kryzys instytucjonalny Unii Europejskiej, lub istotna zmiana polityki prowadzonej przez korporacje transnarodowe, by przerzucić swoją produkcję gdzie indziej, mogłyby wpędzić Rumunię w największy kryzys od czasów zakończenia II wojny światowej.

Rumuńskie społeczeństwo jako całość nie było dotychczas skłonne do przyswojenia sobie nowoczesności. Choć przez propagandę agentów Zachodu ów fakt często był przedstawiany jako symbol zacofania, może on również służyć jako dowód na odporność narodu rumuńskiego. Wiara chrześcijańska, Kościół prawosławny, tradycyjna rodzina, silne życie wspólnotowe, w którym zawierają się mocne więzi rodzinne, a także silne relacje z sąsiadami i przyjaciółmi, stanowią wciąż filary społeczeństwa, które stara się zrozumieć realia liberalizmu i z nimi pogodzić. To właśnie na tych filarach nowa rzeczywistość może i musi zostać zbudowana.

Źródło: katehon.com

Tłumaczenie z języka angielskiego: Bartosz Bekier

Dodaj komentarz