Bartosz Bekier: Dotyk Sorosa, czyli zapach krwi nad Macedonią

Maksimum różnorodności, na minimum przestrzeni – słowa Milana Kundery odnoszące się do całej Europy Środkowej najlepiej opisują Półwysep Bałkański. Choć różnorodność kulturowa, etniczna i religijna stanowi zawsze niewątpliwe bogactwo, może stać się ono również prawdziwym przekleństwem, o czym na Bałkanach też nikogo specjalnie przekonywać nie trzeba. Dość powiedzieć, że nawet w czasach względnego pokoju i spokoju, „wojna” na prowokacyjne wywieszanie flag przez rozmaite irredenty trwa w najlepsze, a każdy spis powszechny traktowany jest jak liczenie szabel przed rozstrzygającą bitwą.

Prawie nic tak nie może wyleczyć z bajania niektórych europejskich pięknoduchów o „Europie Stu Flag”, aniżeli rozległy pejzaż bałkańskich, zregionalizowanych konfliktów etnoreligijnych. Ten sam pejzaż każe mi zawsze przyjąć postawę krytyczną względem analiz przekonujących, iż Bałkanom zupełnie nie grozi żadna nowa wojna – uwierzcie mi Państwo, są takie. Sądzę, że wybuch wojny wydaje się być prawie nieuchronnie wpisany w obecną geografię polityczną i demograficzną Bałkanów. Pytanie brzmi: kiedy?

Tematem tego felietonu nie jest jednak próba znalezienia odpowiedzi na to pytanie. Pobieżnie przyjrzymy się natomiast czynnikom politycznym i biznesowym, a także instytucjom i osobom, które do nowej wojny na Bałkanach niemalże otwarcie dążą. Ich działania zostały szczególnie zintensyfikowane w ciągu ostatnich tygodni.

Obecnie zapach krwi wydaje się być najlepiej wyczuwalny nad Republiką Macedonii. Nie w umęczonej i okrojonej Serbii, nie w coraz bardziej podzielonej Bośni i Hercegowinie, ale właśnie w Macedonii dochodzi coraz częściej do napięć, czy wręcz starć na tle etnicznym i religijnym. Porozumienie Ochrydzkie, które w sierpniu 2001 roku zakończyło krwawy konflikt zbrojny między Macedończykami, a zrewoltowaną ludnością albańską stanowiącą obecnie ok. 25% ludności republiki, wydaje się być coraz bardziej kruche. Częściowo tylko wygaszona wojna etniczna systematycznie narasta, co związane jest z szeregiem czynników generalnych, do których możemy zaliczyć: 1) napór demograficzny rozmieszczonych enklawowo Albańczyków; 2) sakralizację oporu etnicznego diaspory albańskiej za sprawą znaczącego wzrostu popularności radykalnego islamu; 3) geopolityczne plany (choć z wielu względów odległe) utworzenia Wielkiej Albanii poprzez przyłączenie oderwanego już Kosowa, oraz południowo-wschodniej Czarnogóry i zachodniej Macedonii do Albanii; 4) prowokacyjne działania irredenty albańskiej względem ludności słowiańskiej, co przejawia się m. in. w intensywnym dekorowaniu miast barwami narodowymi, przy jednoczesnym siłowym usuwaniu symboliki macedońskiej, budowie nadreprezentacyjnej liczby meczetów z aktywnymi minaretami, co jest zjawiskiem względnie nowym, czy zamalowywanie wszelkich napisów w języku macedońskim; 5) finansowanie radykalnego islamu wśród albańskiej diaspory przez Arabię Saudyjską, z czym zupełnie nikt się nie kryje, np. wywieszając flagi Saudów na meczetach, czy nawet w sklepach nie prowadzących zgodnie z prawem Szariatu sprzedaży alkoholu, o czym boleśnie przekonał się Autor – a wszystko to na formalnie macedońskim terytorium.

W ostatnich miesiącach do tej przykrej dla Macedończyków wyliczanki przyszło nam doliczyć ostatniego Jeźdźca Apokalipsy, który sam w zupełności by wystarczył, ażeby zadumać się nad przyszłością Macedonii – mowa o znanym skądinąd również w Polsce Georgu Sorosie.

Sześciu amerykańskich kongresmenów ustami senatora Mike’a Lee wezwało kilka dni temu ambasadora Stanów Zjednoczonych w Macedonii, by wyjaśnił swoją politykę przekazywania wielomilionowych grantów na rzecz kierowanej przez Sorosa „Fundacji Otwarte Społeczeństwo – Macedonia” (ang. Open Society Foundation-Macedonia, mac. Фондација Отворено општество – Македонија). Większość funduszy przepływała przez USAID, Amerykańską Agencję Rozwoju Międzynarodowego. Fundacja Sorosa była bezpośrednio zaangażowana m. in. we wspieranie brutalnych protestów skierowanych przeciwko prawicowemu rządowi macedońskiemu utworzonemu przez VMRO-DPMNE. W przedterminowych wyborach, które odbyły się 11 grudnia 2016 roku, Macedończycy jednak potwierdzili swoje poparcie dla bezpardonowo zwalczanego ugrupowania, które ponownie zwyciężyło.

VMRO-DPMNE startowało w wyborach m. in. pod hasłami oczyszczenia Macedonii z wpływów organizacji pozarządowych kierowanych przez Sorosa, jako czynnika celowo destabilizującego państwo. Jednocześnie macedońska organizacja „Stop Soros” zażądała audytu środków przelewanych do Macedonii za pośrednictwem USAID. Część pieniędzy miała zasilić również konto opozycji spod znaku centrolewicowej SDSM. Fundacje Sorosa według narracji rządu zainicjowały i wspierały protesty w celu zmuszenia go do implementacji „proponowanej” polityki, co miało związek m. in. ze strategicznym usytuowaniem Macedonii na mapie europejskiego kryzysu migracyjnego, odmową premiera Nikoli Gruevskiego do nałożenia sankcji na Rosję, czy jego zaangażowaniem na rzecz budowy energetycznych linii przesyłowych z Rosji na południe Europy. W kołach rządowych pojawiły się sugestie, że w związku z fiaskiem regime change, Soros, lub inne czynniki zewnętrzne, mogą tym razem uciec się do zagrania kartą albańską i zagrozić integralności terytorialnej państwa. Na potwierdzenie tych przypuszczeń nie trzeba było długo czekać.

Kongresmen Dana Rohrabacher w wywiadzie dla AlbanianVision Plus TV był łaskaw bezceremonialnie oświadczyć: „W mojej opinii Macedonia to nie jest państwo. Przykro mi, ale to nie jest państwo. W kraju panuje taki wewnętrzny rozłam, iż nie będzie ono w stanie istnieć w przyszłości jako jedna całość”. Rohrabacher zapomniał przy tym, rzecz jasna, uściślić, iż spora część tego „wewnętrznego rozłamu” została ufundowana z pieniędzy finansowanych z zewnątrz organizacji pozarządowych, oraz poprzez dość pobieżny nadzór „społeczności międzynarodowej” nad rozbrojeniem bojówek albańskich w 2001 roku.

Wpływowy amerykański polityk na tym jednak nie poprzestał i doprecyzował swoją myśl, ażeby nie pozostawić żadnych wątpliwości: „I właśnie dlatego uważam, że Kosowianie i Albańczycy zamieszkujący Macedonię powinni stać się częścią Kosowa, reszta powinna trafić do Bułgarii”. Dana Rohrabacher jest członkiem Komisji Relacji Międzynarodowych z ramienia Republikanów, pracuje w podkomisji ds. Europy, Eurazji i zagrożeń. Jego ostatnie, agresywne działania i wypowiedzi (nomen omen kreujące zagrożenia), w których explicite wzywa do implementacji rozwiązań mogących zakończyć się wyłącznie nową wojną na Bałkanach, w oczywisty sposób podkopują cele polityki zagranicznej nakreślone przez Donalda Trumpa i mogą stanowić element gry kół neokonserwatywnych, lub zbliżonych do Sorosa, przeciwko prezydentowi. I to jest ten bardziej optymistyczny scenariusz.

Tuż przed wyborami prezydenckimi w USA Agencja Stanów Zjednoczonych ds. Międzynarodowego rozwoju przekazała „Fundacji Otwarte Społeczeństwo-Macedonia” Sorosa, oraz orbitujących wokół niej pomniejszym organizacjom społecznym, medialnym i młodzieżowym, liczne granty, których suma wyniosła ok. 9 miliardów dolarów. Jak na liczącą ok. 2,1 mln mieszkańców Macedonię jest to suma ogromna. Całkowicie wystarczająca do rozpętania „wojny buntowniczej” wprost z koncepcji Jewgenija Messnera, której podstawowymi elementami jest „obróbka psychologiczna” wszystkich warstw społeczeństwa, dyskredytacja głównego ośrodka władzy i zagraniczne wsparcie materialne dla podmiotów trzeciego sektora. Jak twierdzą koła zbliżone do władz macedońskich, a także publicysta „The Daily Caller” Colonel Martin, bezpośrednim celem wstępnym Sorosa może być próba zapobieżenia odnowie koalicji między VMRO-DPMNE, a etniczną partią Albańczyków DUI (Demokratyczny Związek na rzecz Integracji”). Byłby to pierwszy krok do dalszej eskalacji „wewnętrznego rozłamu” w Republice Macedonii.

I wygląda na to, że na chwilę obecną jest to krok dokonany. Rozmowy koalicyjne właśnie upadły, a VMRO-DPMNE pomimo zdobycia 39% głosów i 51 miejsc w parlamencie, nie jest w stanie utworzyć większościowego rządu. Tymczasem w zeszłym tygodniu w domu brata Ermira Mehmetiego, jednego z kluczowych polityków albańskiej DUI, policja odnalazła duże zasoby amunicji i broń, w tym wyrzutnie RPG. Albańczycy z DUI prowadzą obecnie negocjacje koalicyjne z centrolewicową SDSM, ponieważ socjaldemokraci twierdzą, że to oni realnie wygrali wybory i utworzą większość z albańskimi zwolennikami „federalizacji” państwa. Według VMRO-DPMNE byłoby to wkroczenie na prostą drogę do wojny i ewentualnego rozpadu Republiki Macedonii.

Dodaj komentarz