Maksim Szewczenko: Rosja – „partia irańska” i „partia syjonistyczna”

Dla Rosji nadeszła chwila prawdy. Obiecując tak wiele Donald Trump postawił Moskwę przed wyborem: sprzedać Iran czy popaść w konflikt z nowym gospodarzem Białego Domu. Głupiec wie, że rzecz nie w samym Trumpie, ale w prawicowym lobby w Izraelu, które reprezentują Netanjahu i Lieberman. Oni i ich partnerzy w USA poparli Trumpa, teraz – żądają obrony swoich interesów. Siły te uznają Rosję za swoje poletko. Jej reprezentantem jest Kongres Rosyjsko-Żydowski, który pilnuje interesów obcego państwa Izraela w Federacji Rosyjskiej. Nie na darmo w skład kierownictwa Kongresu, pełniąc kluczowe stanowiska, wchodzili do niedawna ważni pracownicy Likudu (np. Benia Briskin) i inni reprezentanci prawicowych partii izraelskich. Nie wiadomo dlaczego do dziś nie uznano KRŻ za „obcego agenta”. Chociaż tej „szacownej organizacji społecznej” przewodzili w różnym czasie ludzie oskarżani o kradzieże i zabójstwa (Gusiński, Newzlin, Engel), nie przeszkadza jej to otwarcie i szczerze lobbować w interesie obcego państwa.

A ten interes zakłada:

– doprowadzenie do skłócenia i pogorszenia stosunków Moskwy z Teheranem,

– zerwanie strategicznego partnerstwa Rosja-Turcja-Iran,

– przerwanie współpracy wojskowej Rosji z Iranem i Hezbollahem na polu bitwy w Syrii i Iraku,

– zerwanie rozmów pokojowych mających zakończyć wojnę domową w Syrii.

Blokada Iranu, a szczególnie jego technologii rakietowych to warunek konieczny, by Izrael mógł przygotować się do wtargnięcia do Libanu i Syrii, do wyniszczającej wojny przeciwko szyitom libańskim i Hezbollahowi – awangardzie sił oporu antykolonialnego w regionie.

W tym kontekście w Moskwie dają się zauważyć, mówiąc umownie, dwie wyraziste partie – proirańskaproizraelska. Partii popierającej Trumpa na razie nie ma, jako że przypodobać mu się pragną prawie wszyscy, chociaż mało kto wie, jak to osiągnąć, co trzeba poświęcić, a co można zyskać. Partia proirańska wzmocniła się na tle wojny w Syrii, a jej podstawę stanowi wojsko, kompleks wojskowo-przemysłowy i Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Częściowo wywiad. Częściowo antyterrorystyczne oddziały Federalnej Służby Bezpieczeństwa FR.

Największym problemem dla partii proirańskiej jest to, że jej interesy są czysto polityczne, lecz w żaden sposób nie poparte bezpośrednimi interesami finansowymi. Poważnych umów z Iranem nie ma. Technologie jądrowe i inne zaawansowane podlegają ostrym sankcjom. Wspólne zdjęcia z Hezbollahem i bojownikami irańskimi nadają się co najwyżej do albumu rodzinnego.

Natomiast lobby izraelskie ma dawne i stałe interesy finansowe w szerokich kręgach dużych i małych rosyjskich elit federalnych i regionalnych i jest uprzywilejowanym „partnerem”. Po pierwsze, Izrael to najpewniejsza (chociaż nietania) „pralnia” finansowa na Ziemi. Najbrudniejsze pieniądze, jeśli znajdą się w bankach w Izraelu lub w organizacjach finansowych z nim związanych, wychodzą stamtąd jako „koszerne” i trafiają do zachodnich projektów inwestycyjnych. Jeśli ktoś zacznie zadawać pytania, od razu natknie się na oskarżenia o antysemityzm, negowanie holokaustu i temu podobne.

Po drugie, lobby izraelskie w Rosji aktywnie zdobywa rynek produkcji rolniczej (zarówno przez zmonopolizowanie importu, jak i agresywne mieszanie się w rozwijającą się sferę agrotechnologii), narzuca technologiczne partnerstwo korporacjom państwowym typu Rosteks, usiłuje przeniknąć do kompleksu wojskowo-przemysłowego przez logistyczne powiązania.

Te w zasadzie w pełni legalne działania (według rosyjskich standardów, bo podobne w Unii Europejskiej uznano by za kryminalny lobbing) zagrażają bezpieczeństwu naszego kraju. Stawiają elity i państwowe struktury różnego stopnia w pozycji zależności (za pośrednictwem interesu osobistego, rodzinnego lub korporacyjnego) od planów obcego państwa – Izraela. Historia z wiceprzewodniczącym dumy państwowej Tołstojem i prześladowania proputinowskiego kierownictwa Dumy, które jak na komendę zaczęły się i skończyły, jest tu wystarczająco znacząca. Nie trzeba chyba wyjaśniać, że Żydzi i Izrael to nie synonimy, a interesy państwa Izrael i interesy narodu żydowskiego pokrywają się tak samo, jak na przykład interesy Anglii i wszystkich tych, którzy uważają się za Anglosasów. Czyli, delikatnie mówiąc, nie całkiem się pokrywają.

Trzecia siła reprezentująca lobby izraelskie w Rosji to, o dziwo, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i „przeflancowani” z niego do Rosgwardii (Federalnej Służby Wojsk Gwardii Narodowej FR) oficerowie, odpowiadający za bezpieczeństwo i sprawy wewnętrzne. Tak naprawdę odpowiadają oni za kontrolę nad terytorium naszego kraju i ściąganie pod pretekstem walki z terroryzmem i bandytyzmem różnego rodzaju niepaństwowych podatków – od opodatkowania kierowców do wszelkiego typu usług ochroniarskich. Gotówka liczona w miliardach znaleziona w domu pułkownika Ministerstwa Spraw Wewnętrznych to kropla w morzu. Nikt nigdy nie zliczy, ile ci ludzie, których służba „na pierwszy rzut oka jest niewidoczna” mają z tego pieniędzy. Kanały wywozu tych pieniędzy z FR są tylko dwa – do krajów Zatoki (niepewny) i do Izraela (idealny). Istnieje dostatecznie przekonująca wersja, że za przesunięciem dowódcy sztabu Rosgwardii, generała-pułkownika Siergieja Czenczika i ministra Dagestanu Abduraszida Magomedowa na stanowisko przywódcy Dagestanu stoi lobby izraelskie. Zadanie, jakie ma ono do wykonania to wzięcie pod kontrolę granicy z Azerbejdżanem. Główni lobbyści to Żydzi z Azerbejdżanu, God Nisanow i jego brat Zarah Alijew, mający szerokie kontakty w Moskwie, Baku i Izraelu. Abdulatipowa też to dotyczyło, ale on nie sprostał temu „zadaniu”. Teraz miota się między strachem przed wezwaniem przez aparat administracji (żeby nie musiał pisać podania o zwolnienie), chęcią dostania się do Putina (nie udało się) i próbami uzyskania poparcia od Ilhama Alijewa (bez sukcesu). Mówi się, że zrozpaczony Abdulatipow chce prosić samego Erdogana o wstawiennictwo w Moskwie. Myślę, że niepotrzebnie: izraelsko-azerbejdżańskie lobby, które popierało go cztery lata temu, dziś zdecydowało się na innego kandydata – „siłowika” z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Dagestan odgrywa bardzo ważną rolę w stosunkach rosyjsko-irańskich. Chodzi głównie o tranzyt. Irańczycy skarżą się na wielkie opłaty pobierane przez Ministerstwo. Nie wynika to z „syjonizmu”, jest to po prostu rosyjska norma. Po drugie chodzi o port – którego niszczenie trwa. Potencjalnie jest on obiektem o podwójnym znaczeniu, w tym dla irańskiego eksportu do Europy i współpracy wojskowej na Morzem Kaspijskim. Pamiętajmy, że odpalone przeciwko Państwu Islamskiemu rakiety przelatywały nad Iranem, co jest tylko jednym z wielu powodów. Po trzecie, Izrael, który ma ścisłe kontakty z Baku (do tego stopnia, że kilka lat temu izraelskie kutry atakowały z terytorium Azerbejdżanu statki irańskie z ładunkiem z FR) dąży do dalszego umocnienia swojej pozycji w Dagestanie. Partnerstwo z dagestańskim, a szczególnie z północno-kaukaskim Ministerstwem Spraw Wewnętrznych, to stara sprawdzona taktyka.

Która partia wygra w określeniu polityki Moskwy (na Kaukazie i w Azji Mniejszej), czy będzie to opcja proirańska (wojsko-MSZ, nazwijmy ją „Primakowską”) czy proizraelska (finansowo-lobbystyczna) – pokaże najbliższa przyszłość. Trumpowi zostaje tylko czekanie. Niczym nie ryzykuje.

Maksim Szewczenko

Tłumaczenie: Maria Rita Walczak

Źródło: Antykapitalizm.pl

Dodaj komentarz