Bartłomiej Law: „Sojusz brunatno-czerwony” – historia i perspektywy

Chcę dziś poruszyć temat komunizmu i nacjonalizmu, ich różnic i podobieństw, a przede wszystkim ich syntezy, która zachodziła przede wszystkim w nacjonalizmach i komunizmach azjatyckich. Ponieważ dziś, gdy patrzymy na patriotyczną, narodową młodzież, pijącą piwo pod sklepikiem i noszącą dresy, idącą na panienki na dyskotekę i skandującą „raz sierpę, raz młotę szerwonę hołote!”, noszącą koszulki „Red is Bad” i jarającą się Korwinem, mogłoby się wydawać, że komunizm i nacjonalizm leżą na przeciwległych biegunach spektrum politycznego – lecz w istocie tak nie jest! Wiele miejsca w środowisku nacjonalistycznym zajmuje dyskusja o „narodowcach i nacjonalistach”, których ci drudzy postrzegają jako pożytecznych idiotów Systemu. Aby uściślić, w moim artykule będę mówił o prawdziwych nacjonalistach, a nie o pseudopatriotach w koszulkach wyklętych. Komunizm i nacjonalizm, jeśli przypatrzymy się im uważnie, mimo używania innego słownictwa postulują wiele tych samych rzeczy i właśnie w słowach, których używamy leży sedno nieporozumienia, jakie zapobiega naszemu sojuszowi i rewolucji przeciwko Systemowi.

Podstawowym błędem współczesnego homo politicus jest wrzucanie wszystkiego do jednego wora. Świat ma więcej niż dwa systemy polityczne: „dyktaturę” i „demokrację”. Ten podział pochodzi jeszcze z czasów Zimnej Wojny, gdy musiałeś podpiąć się pod to lub tamto Imperium Zła. Sytuacja Europy po II Wojnie wyglądała najgorzej: została wyzwolona przez wojska USA i ZSRR, i musiała przystać na warunki narzucone jej przez hegemonów. USA w ramach „planu Marshalla” podbudowały gospodarkę Europy Zachodniej, lecz jednocześnie uzależniła się ona od opieki Wujka Sama i ten stan rzeczy praktycznie pozostał do dziś. ZSRR był potęgą militarną, lecz nie potrafił kontrolować zagrabionych ziem, łupów wojennych, z racji – między innymi – niewydolnego systemu gospodarczego. Tak więc, zainstalował przyjazne sobie władze, którym powierzył zadanie administrowania „wyzwolonymi” narodami, tym zaś, zwłaszcza po 56-tym, nadawał stopniowo większą autonomię. Ameryka przecież nie zawsze była krwiożerczym molochem, chcącym zawładnąć światem, jakiego znamy dziś. Tak samo ZSRR, który powstał jako antyrosyjski żydowski gniot, za Stalina skręcił w prawo, a po II wojnie światowej konsekwentnie zwalczał syjonizm i stał się mecenasem wspierającym różne ruchy narodowo-wyzwoleńcze na całym świecie. Ruchy te (nacjonalistyczne) posłużyły się narzędziem (komunizmem) do wyrwania się ze szponów krępujących ich od lat macek kolonialnych molochów. Tak, ten sam komunizm, który jeszcze w XIX wieku był siłą antynarodową, w XX wieku stał się siłą napędową wyzwolenia wyzyskiwanych narodów spod jarzma okupantów i prywaty. Większość państw Afryki i Azji uniezależniła się od wpływów kolonialnych właśnie pod sztandarem komunizmu. Czy Ho Chi Minha, walczącego o niepodległość Wietnamu najpierw z francuską, potem z japońską okupacją, potem z jankeską inwazją, nie możemy śmiało nazwać nacjonalistą? Antyimperializm jest sztandarowym postulatem komunizmu, każdy naród ma prawo do samostanowienia. Tak samo wierzą też nacjonaliści, choć odrzucają niezdrowy „antyszowinizm” i ateizm oraz szkodliwe niszczenie „burżuazyjnej kultury”. XIX-wieczne utopie o „rewolucji światowej” i „rządzie światowym” nie przetrwały w zderzeniu z rzeczywistością; te trockistowskie żydowskie bujdy skończyły tam, gdzie ich miejsce, na śmietniku historii. ZSRR posługiwał się tymi hasłami do usprawiedliwiania swej krwiożerczej imperialistycznej polityki, podobnie Chiny, które chwalą się na swojej rządowej stronie „wyzwoleniem” Tybetu. Myślę, że większość socjalistów dzisiaj rozumie, że jeśli pragną sprawiedliwego socjalizmu, to tylko narodowego; czy inaczej powiem, aby uniknąć nieporozumień: socjalizmu w jednym państwie.

Socjalizm to nie tylko stalinowski ZSRR czy ludobójcze Chiny, lewacki marksizm to nie jedyna odmiana socjalizmu i trzeba to w kółko i w kółko powtarzać prawicowcom – że Korea Północna nie to samo, co PRL. Socjalizm jest jak Chrześcijaństwo i gdziekolwiek się znajduje, taką formę przybiera, dopasowując się jak płyn do wlewanego naczynia. Tak więc, socjalizm miał swój romans z nacjonalizmem (dżuczyzm, pol-potyzm) czy islamem (baasizm, naseryzm) i niekiedy ten drugi element był silniejszy od tego pierwszego. Można by nawet rzec, że „socjalizm” oznaczał w wielu krajach silne państwo, za pomocą którego egzekwowano ideę nacjonalistyczną, islamską, zaś nazwę „republika socjalistyczna” lub „ludowa” przyjęto, aby określić przynależność do bloku wschodniego i sojusz z ZSRR. Fidel Castro, bądźmy szczerzy, był raczej nacjonalistą niż komunistą, dlatego USA nie interweniowały na Kubie od razu po tym, jak pokonał Batistę. Dopiero po dojściu do władzy i zawiązaniu sojuszu z ZSRR opowiedział się jednoznacznie po stronie komuny.

Wiele zamieszania sprawia,  w kontekście III Rzeszy, pojęcie narodowego socjalizmu, który w istocie nie był socjalizmem, lecz korporacjonizmem. Jeśli socjalizm niesie ze sobą biedę i nędzę, to jak to możliwe, że Rzesza urosła do takiej potęgi? Odpowiedź jest prosta: socjalizm hitlerowski nie był tym samym, co radziecki, a Hitler często i plennie piętnował zarówno socjaldemokratów, jak i marksistów. Stricte socjalistyczny odłam NSDAP, strasserowcy, krytykował Hitlera za to, że dogadał się z przemysłowcami i dawną arystokracją, za co ten rozprawił się z nimi w czasie „nocy długich noży”. Prawda boli, ale ludzie lubią myśleć utartymi schematami i strasznie się wściekają, gdy pomieszamy im szyki. Łatwiej jest bowiem zwalić wszystko na „socjalizm” lub „kapitalizm” niż zauważyć, że pod tymi nazwami kryje się wiele systemów politycznych. Szczególnie zabawne są komentarze niektórych internautów nazywające sam fakt wzmacniania władzy państwowej„socjalizmem”. Socjalizm jest ideologią XIX-wieczną, silne państwa istniały od zawsze.

Mass-media lubią faszerować nas sloganami, więc gdy słyszymy „socjalizm”, „komuna”, reagujemy agresją, usłyszawszy magiczne słowo, niczym psy Pawłowa, które ślinią się, jak tylko usłyszą dzwoneczek. Środowiska narodowe, niestety, nie są wolne od pewnych przesądów i wszystko związane z komuną jest czystym złem: ulice, pomniki, na forach żywo dyskutuje się o rozbiórce Pałacu Kultury… Wielu narodowcom bardziej niż na narodzie zależy na wykrzyczeniu i wyżyciu się, parafrazując Dmowskiego: nienawidzą komuny bardziej niż kochają Polskę. Na próżno wyjaśniać im, że PRL, Jugosławia czy Rumunia Nicolae’a Ceaușescu były mniejszym złem od tego, co mamy teraz, że ich rozsądna polityka imigracyjna i konserwatyzm (Akcja Wisła, niezależna polityka marszałka Tito względem Moskwy, antyaborcyjna polityka Ceaușescu) była bliższa narodowemu radykalizmowi od filosemickiej partii PiS, której parlamentarny burdel pozwala na znacznie większą infiltrację od zamkniętych na świat systemów socjalnych. Nie bez powodu Sowieci musieli wjeżdżać czołgami do Czechosłowacji i Węgier; sam fakt, że musieli użyć wojska, świadczy o tym, że ówcześni politycy nie do końca byli wiernopoddańczymi parobkami Moskwy, jak nam się to dzisiaj przedstawia.

Najczęstszym zarzutem wobec państw socjalistycznych jest bieda. Być może i tak, lecz to, co mają, zbudowały na własnych siłach, nie musiały wyzyskiwać innych krajów, aby móc dobrze żyć. Nawet jeśli nie miały i nie mają tak wysokiego poziomu życia jak Zachód, to nie mają też na sumieniu wyzyskiwanych krajów trzeciego świata. Musimy pamiętać, że wysoki standard życia na Zachodzie opłacany jest cierpieniem i niewolniczą pracą milionów robotników i chłopów w Indiach, Chinach, Indonezji, Bangdaleszu, Ameryce Południowej… Socjalizm daje przeciętny standard życia, ale zdobyty uczciwie, no i oferuje ten standard życia wszystkim, a nie tylko niektórym, jak to bywa w Ameryce, gdzie przy śmietnikach pod luksusowymi hotelami śpią bezdomni i narkomani. Dodam też, że zbyt wysoki standard życia też nie jest dobry, jak pokazuje nam Zachód, cała ta zgniłość i degeneracja tworząca masy liberalnych zombie, których jedynym celem jest w życiu pić, żreć i pieprzyć się, hulać za kasę rodziców, podczas gdy miliony umierają z braku dostępu do opieki medycznej, z niedożywienia, chorób i głodu, z klęsk żywiołowych i suszy, którym można by było zapobiec, gdyby tylko mieli sprawiedliwe i silne państwo. Nacjonalizm i komunizm znajdują tutaj wspólną płaszczyznę, antyimperializm, antykolonializm, choć mówię o krajach wyzyskiwanych, do których należy zaliczyć też republikę bananową III RP. Ponieważ nacjonalizm (ten prawdziwy) postrzega naród jako całość, a nie zbitkę jednostek, państwa nacjonalistyczne częściej wybierały model gospodarki planowej aniżeli rynkowej, ażeby zapewnić całemu narodowi godziwy byt. Ktoś teraz powie, że nacjonalizm w Zachodniej Europie zawsze walczyły z komunizmem, z socjalizmem, nawet do dziś. Odpowiem: a jakże inaczej? Nacjonalizmy krajów wyzyskujących z naturalnych przyczyn będą chciały utrzymać przewagę gospodarczą swych krajów nad resztą świata, dlatego w większej mierze akceptują kapitalizm i trudno im się dziwić, skoro nacjonalizm stawia dobrobyt własnego narodu nad innymi.

Ostatnio przechadzałem się z ojcem w centrum Warszawy nocą, wśród neonowych świateł. Zachwycał się szklanymi wieżowcami, które zafundował nam kapitalizm. „A ile z tych budynków”, spytałem, „jest w polskich rękach?” Ojciec odwrócił głowę: „No cóż, Pałac Kultury…” Sęk w tym, że te wszystkie przedsiębiorstwa, banki, supermarkety i apartamenty, pięknie wyglądające wieżowce, hotele i centra handlowe nie należą do nas! Są w obcych rękach i transferują swoje dochody za granicę. Za komuny mieliśmy mało, ale mogliśmy śmiało powiedzieć, że to wszystko jest nasze i nacjonalizm, tak samo jak komunizm, promuje unarodowienie własności prywatnej, inaczej mówiąc  –nacjonalizację. Komunizm z reguły przewiduje dalej zakrojoną nacjonalizację niż nacjonalizm, lecz obie ideologie postulują uwolnienie Ojczyzny od wpływów zagranicznych, obie odwołują się do patriotyzmu i solidaryzmu społecznego, obie pragną naprawić społeczeństwo za pomocą silnego państwa, nie licząc tercerystów i „narodowców”.

Nawet mój znajomy, który nienawidzi komuny, musiał przyznać, że mimo, iż zła, komuna, jak puszka, zakonserwowała Polskę, chroniąc ją przez zgnilizną Zachodu, przed imigracją, prywatyzacją oraz przed rozwarstwieniem, rozdrobnieniem społecznym, źródłem, z którego wszelkie zło wypływa. Komunizm, podobnie jak nacjonalizm, jest ideologią kolektywistyczną i etatystyczną, uznaje wspólnotę za wartość nadrzędną. Św. Paweł dobrze to opisał, mówiąc o Kościele, który określał mianem „Ciała Chrystusa”: każdy człowiek jest częścią, ręką, nogą, tego ciała. Ciało może żyć bez ręki, lecz ręka pozostawiona sama żyć nie może.

Słusznie prawicowcy szkalują zachodnich antifiarzy i inne lewackie szumowiny, lecz szkoda, że nie doceniają swoistego konserwatyzmu PRL-u, zbyt łagodnego w wielu kwestiach, lecz lepsze to, niż nic. Wszak silna władza państwowa PRL-u mogła skuteczniej egzekwować konserwatywne prawa niż parlamentarna władza PiS. Nie dość powiedzieć, że PiS boi się nawet zganić tęczowych dewiantów z obawy przed krytyką mediów. Inaczej jeszcze ma się sprawa z azjatycką komuną, która ma charakter militarystyczny, patriotyczny, prawicowy; cały etos komuny Dalekiego Wschodu opiera się na wyzwoleniu spod jarzma Europy i Ameryki, odnowy moralnej i restauracji religii w postaci kultu jednostki. Nie możemy jej jednak idealizować tylko dlatego, że to „antyliberalizm”; komuna ta była ateistyczna, niszczyła tradycyjną kulturę i rodzinę, sprowadzała chłopów do roli niewolników kołchoźniczych i w pewnych państwach doprowadziła do śmierci milionów.

Jakie wyciągnąć wnioski z mojego wywodu o komunizmie i nacjonalizmie? Obie ideologie wykazują podobieństwa i różnice, lecz leżą znacznie bliżej siebie, niż System chce, abyśmy myśleli. Dla komunistów najważniejsze jest dobro ludu, dla nacjonalistów dobro narodu; tak samo nacjonaliści pragną rozprawić się z lewakami, a komuniści z liberałami, choć pod tymi dwoma nazwami widzą jedno i to samo ścierwo. Jaką radę daję dziś młodym nacjonalistom? Musicie nauczyć się rozróżniać między antifiarzami, libertynami, anarcholami i antyszowinistami, a patriotycznymi komunistami, którzy nienawidzą alkoholu i narkotyków i pragną jednolitego etnicznie społeczeństwa wolnego od wszelkich nieczystości. Sojusz „brunatno-czerwony”, „sojusz ekstremów”, to nic nowego i wiele razy widzieliśmy jego urzeczywistnienie; w Polsce reprezentowany był przez przedwojenną, a po części też i współczesną Falangę. Nie widzę, niestety, szans na taki sojusz w Polsce, wśród całej tej mody na antykomunizm, ale nie powinniśmy się poddawać i szukać alternatywnych sposobów na budowanie realnego antysystemu. „Czerwoni” powinni ograniczyć marksistowską retorykę i odwoływać się jak najbardziej do patriotyzmu, do tego, jak wyprzedano nas w 89-tym Zachodowi, ponieważ młodzież łatwo chwyta te hasła. „Brunatni” zaś powinni (jeśli to robią) przestać pluć na wszystko co związane jest z socjalizmem. Jak wyjaśniłem w artykule, to słowo ma wiele znaczeń i nie każdy, kto zwie się socjalistą popiera stalinizm i nienawidzi Polski.

Bartłomiej Law

Źródło: Antykapitalizm.pl

9 komentarzy

  1. Panie K.J. Materializmu nie należy bagatelizować, ponieważ właśnie nie zwracanie uwagi na tegoż doprowadziło m.in. do upadku Ancient Regime i oświeceniowego szału ciał. Ponad to, zbytnie podniecanie się tzw. „ładem średniowiecznym” trochę mija się z celem. Czasy cechów i gildii (że już nie wspomnę o pasożytniczym szlachectwie) dawno przeminęły, podobnie jak erę konnego pługa i kosy zastąpiły ciągnik i kombajn – no chyba, że nastąpi atomowa pożoga i wszystkie kombajny szlag trafi, wtedy można będzie od nowa tworzyć cechy. Nie mam nic przeciwko drobnej własności. Jednak wystawianie jej na piedestał zawsze będzie, przynajmniej dla mnie, kryptokorwinizmem. Finalizując, materializm powinien iść w równowadze se sferą duchową. Inaczej czeka nas powtórka patologii z przeszłości.

  2. Proszę zwrócić uwagę że ekonomia to nauka o wytwarzaniu i obrocie dobrami i usługami materialnymi. Ekonomia nie zajmuje się bytami metafizyczny mi tzn Bogami, duchami itp. Ekonomia nie zakłada że świat duchowy nie istnieje, lecz po prostu nie zajmuje się nim. W doktrynach liberalnych wcale nie ma założenia że świat duchowy nie istnieje, a zadeklarowanych ateistów jest mniejszość. Zadeklarowanych materialistów można częściej spotkać wśród ekonomistów lewicujących, lecz nie wiem jaki ma to wpływ na ich poglądy ekonomiczne?

  3. Przeczytałem dziesiątki artykułów usiłując dowiedzieć się na czym ma polegać ta trzecia droga czy też dystrybucjonizm lub terceryzm i nie wiem nic. Autorzy tych artykułów z pasją krytykują socjalizm i kapitalizm, następnie rozwodzą się jak cudownie będzie żyć w dystrybucjoniźmie czy innym iźmie. Gdy jednak przechodzimy do szczegółów jak ma wyglądać ten cudowny ustrój, nasi alternatywni ekonomiści unikają niemal jakichkolwiek odpowiedzi.
    Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć że ten cały „dystrybucjonizm” to pustosłowie.

  4. Autor słyszał o Trzeciej Drodze?

  5. Tak sądzę

    A ja sądzę, że raczej dystrybucjonizm jest właściwą odpowiedzią.

    • Dystrybucjonizm to bajeczka dobra dla kryptokorwinistów i fanatyków Tolkiena (z całym szacunkiem dla wymienionego). Tylko NS!

      • O – to zabawne. Od kuca – korwinisty usłyszałem, że będąc dystrybucjonistą jestem tak naprawdę kryptosocjalistą 🙂 Cudowny świat materializmów socjalistycznego i liberalnego – punkt zaczepienia i wartość ta sama. Tylko zwrot i kierunek nieco inne. Finalnie ten sam kuc – inna barwa.

  6. rozumię – autor patriotyczny komunista ? tylko której Patrii ??

Dodaj komentarz