Michał Mazur: Kontrowersje wokół ataku USA na Syrię

Wczoraj (około godz. 4 rano czasu lokalnego) US Navy przeprowadziło atak rakietowy na bazę syryjskiego lotnictwa w Szajrat. Pretekstem stał się atak gazowy na miejscowość Khan Szajchun, na którą wg oficjalnej wersji mediów zachodnich syryjskie lotnictwo miało w pojemnikach zrzucić sarin. Atak miał pochłonąć życie 86 osób, w tym 30 dzieci. Wobec tego, na rozkaz prezydenta Donalda Trumpa, dwa niszczyciele rakietowe typu Arleigh Burke (USS Porter  i USS Ross) wystrzeliły w jej kierunku 60 rakiet manewrujących RGM-109 Tomahawk TLAM-C/D. Jedna od razu spadła do morza, zaś z pozostałych w cel trafiło zaledwie 23 (wg strony rosyjskiej); Amerykanie natomiast zaprzeczają temu. Spornych i kontrowersyjnych zagadnień jest więcej, warto byłoby przeanalizować je po kolei, zaczynając od tego właśnie:

Rozmiar strat i faktyczna skuteczność amerykańskich pocisków „Tomahawk” 

Wstępne zapoznanie się ze zdjęciami (w tym satelitarnymi) oraz materiałami video pozwala domniemywać, iż podana przez Rosjan liczba jest zbliżona do rzeczywistej; bezpośrednio po uderzeniu aktywiści syryjscy powiązani z kręgami wojskowymi podawali nawet niższą liczbę („mniej niż 20 pocisków” – jak się okazało wkrótce, niektóre uderzyły w te same cele). Strona syryjska twierdzi, że część rakiet udało się zestrzelić, jednak jak dotąd nie ma wiarygodnych informacji o zestrzeleniach przez systemy S-300 i S-400, ani przez inne systemy obrony przeciwlotniczej (np. Pancyr, jeśli takowy był w bazie). Pamiętać należy, że jeszcze tego samego wieczora z bazy miały wystartować dwa samoloty syryjskie, co pozwala zanegować opowieści o całkowitym jej zniszczeniu. Sprzeczne są także doniesienia nt. rozmiarów strat syryjskiego lotnictwa: agencja RIA Nowosti, powołując się na anonimowego pracownika bazy twierdziła, że wszystkie samoloty w bazie zostały całkowicie zniszczone. Podobną wersję przyjęły władze USA, mówiąc o 20 zniszczonych samolotach. Natomiast wcześniej libańska telewizja Al-Mayadeen podała, że dowództwo syryjskiej armii zdążyło przed atakiem ewakuować z bazy większość samolotów.  Później zaś brytyjski „Daily Mail” opublikował zdjęcie sugerujące, że pięć innych „przeparkowano” gdzieś pod gołym niebem, na rozległych, płaskich terenach rozciągających się w pobliżu bazy.

Zdajemy sobie sprawę, że dane nt. skuteczności bojowej pocisków „Tomahawk” mogły zostać zmanipulowane, gdyż w oczywisty sposób mogą one wpływać na opinie różnych państw świata, zainteresowanych nabyciem takich (lub podobnych) pocisków. Stawką są kontrakty zbrojeniowe warte nawet nie miliony, a miliardy dolarów. Jeżeli ich faktyczna celność byłaby tak niska, to można się zastanowić, czy najnowsze systemy irańskie (używane skutecznie także przez Jemeńczyków przeciwko Arabii Saudyjskiej, jednej z najlepiej uzbrojonych armii świata) nie są już obecnie lepsze od nich, na dodatek przy dużo niższych kosztach wykonania / zakupu. Jeżeli tak jest w istocie, to podobnie byłoby z pociskami produkcji chińskiej (oba państwa postawiły na wzajemną wymianę technologii w zakresie uzbrojenia).

Atak chemiczny zaplanowany i przeprowadzony przez przeciwników Asada?

Bezpośrednio przez rzekomymi „atakami chemicznymi reżimu” na Khan Szajchun, uwagę komentatorów z Bliskiego Wschodu zwrócił wpis Ferasa Karama, reportera związanego z popierającą syryjskich „rebeliantów” stacją Orient News. Na dzień przed atakiem na Khan Sheikhoun opublikował on wpis na Twitterze, że następnego dnia media zajmą się tematem nalotów na cywilów i użycia gazu bojowego. Temat ten podjęła syryjska komentatorka Mimi al-Laham (znana lepiej pod pseudonimem „Syrian Girl”), a także pochodząca z Libanu Sarah Abdallah. Obie zauważyły, że Karam zamieścił swój wpis na 24 godziny przed atakiem. – Wciąż myślicie, że nie dzieje tu żadna podejrzana sprawa? – pytała Abdallah. Jej wpis udostępnił m.in. znany polski ekspert ds. Bliskiego Wschodu, dr Wojciech Szewko.

Rosjanie i Syryjczycy zaprzeczają dokonaniu ataku z powietrza, twierdząc, że konwencjonalne bombardowanie uszkodziło kontrolowany przez islamistów magazyn gazów bojowych. Wskazują przy tym, że atak gazowy z powietrza dotknąłby znacznie większej powierzchni, niż ta podana w mediach. Oprócz tego pojawia się jeszcze inny problem: autentyczności relacji związanych z atakiem.

Czy zdjęcia i materiały wideo dokumentujące rzekomy atak sarinem są autentyczne?

Z polskojęzycznych mediów chyba najwięcej wysiłku w zmontowanie „odpowiedniego” materiału włożył TVN. Mogliśmy zobaczyć w nim m.in. szczegółowe informacje nt. pocisków „Tomahawk” wystrzelonych w bazę syryjską koło miasta Homs – ale także fragmenty materiału video sporządzonego przez „White Helmets” i sygnowanego ich znakiem. Co ciekawe, widoczni na nim ratownicy dotykali gołymi rękami ofiar rzekomego ataku sarinem. Choć jak wiadomo, gaz ten jest zabójczy także w kontakcie ze skórą, nie tylko z drogami oddechowymi. Tak nieprofesjonalne zachowanie w warunkach faktycznego ataku sarinem byłoby niezrozumiałe, zważywszy iż mowa o organizacji oficjalnie otrzymującej dziesiątki milionów dolarów od rządów zachodnich i państw Zatoki Perskiej, mającej dostęp do najnowszego sprzętu oraz szeroko pojętego know-how. W tym momencie przypominają się wszystkie wcześniejsze sfingowane materiały tej organizacji – rzekomo humanitarnej, a de facto wspierającej syryjską Al-Kaidę (jak twierdzili np. liczni mieszkańcy Aleppo, zwłaszcza ci z opanowanych przez ekstremistów części miasta). Jednak tak ogromny temat lepiej zostawić na osobną dyskusję.

Co ciekawe, jedną z osób uwierzytelniających dokonanie ataku za pomocą sarinu został dr Shajul Islam, pochodzący z Wielkiej Brytanii lekarz-islamista, wykreślony z tamtejszego rejestru medycznego, gdyż przebywając na terenie Syrii w 2012 roku miał współuczestniczyć w porwaniu dwóch dziennikarzy. Po tym, jak brytyjskie śledztwo przeciwko niemu nie przyniosło rezultatów (czyżby postępowanie zostało przez kogoś „uwalone”?) i został uwolniony, dr Islam wrócił do Syrii. W zamieszczonym przez siebie na Twitterze video w charakterze dowodu na atak sarinem pokazywał pacjentów, których źrenice nie reagują na światło. Problem w tym, że podobne reakcje wywołują także niektóre środki chemiczne, niekoniecznie śmiertelne (choć raczej nieobojętne dla zdrowia człowieka). Dr Islam jako absolwent medycyny zapewne zna przynajmniej część z nich – jako osoba powiązana z White Helmets mógłby je zdobyć bez większego trudu, zaś jako ideowy islamista raczej nie miałby oporów przed małą „maskirowką”. W końcu czego się nie robi dla „wyższej” sprawy, takiej jak ustanowienie kalifatu…

Co Asad miałby zyskać na takim ataku?

Wielu komentatorów i polityków opozycyjnych wobec establishmentu podnosi również bardzo ważną kwestię: w jaki sposób przeprowadzenie ataku gazowego miałoby pomóc prezydentowi Asadowi i jego siłom, aktualnie wygrywającym na większości frontów

To nie ma żadnego sensu dla Asada, żeby w tych warunkach używał broni chemicznej. Myślę, że szanse na to, że zrobił to celowo, są zerowe – mówił libertarianin Ron Paul. Przekonywał, że najwięcej skorzystały środowiska, które chcą skierować świat na ścieżkę globalnego konfliktu, zwłaszcza neokonserwatyści. Jego syn, senator Rand Paul stwierdził wręcz, że amerykański atak rakietowy na bazę syryjskiego lotnictwa oznacza, że USA walczy po tej samej stronie co Daesz (ISIS). Jak bowiem wiadomo, to właśnie z bazy w Szajrat dokonywano najwięcej uderzeń przeciwko ISIS i innym grupom dżihadystycznym (uważanym za takowe również przez Zachód).

Wielkim echem w Stanach odbiły się także słowa Tulsi Gabbard, pochodzącej z Hawajów członkini Izby Reprezentantów z ramienia Partii Demokratycznej. Odwiedzała ona Syrię wielokrotnie w ostatnich latach, wielokrotnie stwierdzając, iż przekaz zachodnich mediów głównego nurtu jest niezgodny ze stan faktycznym. W ostatnich dniach, po wybuchu afery z rzekomym atakiem chemicznym „syryjskiego reżimu” otwarcie zadeklarowała, iż nie wierzy w te oskarżenia, niepoparte żadnymi konkretnymi dowodami. Powiedziała też, że gdyby faktycznie prezydent Asad ponosił za nie odpowiedzialność, to ona byłaby pierwszą osobą, która domagała by się jego ukarania.

Co Trump miałby zyskać na przeprowadzeniu prowokacji?

Szok i niedowierzanie panują także w obozie popierającym Trumpa: konserwatywna dziennikarka Katie Hopkins pyta Kto ukradł mojego prezydenta? natomiast komentator Paul Joseph Watson napisał – Jednak Trump nie był pupilem Putina, lecz pupilem deep state/neokonserwatystów. Opuszczam Trump Train. Miło było panowie, ale zabawa się skończyła. Będę się skupiał na Le Pen, która starała się ostrzec Trumpa przed tą katastrofą.

Z kolei Ann Coulter, autorka książki „In Trump we trust”, która jako jedna z pierwszych stanęła za Trumpem w trakcie prawyborów republikańskich, stwierdziła – Trump prowadził kampanię pod hasłem nie angażowania się na Bliskim Wschodzie. Mówił, że to zawsze pomaga naszym wrogom i powoduje większą ilość uchodźców. Aż nagle zobaczył obrazek w telewizji. [..] Ci, którzy chcieli mieszania się w sprawy bliskowschodnie, głosowali na innych kandydatów.

Sprawę komentowali także powiązani z szeroko rozumianą prawicą polscy komentatorzy, również znani ze swego wcześniejszego poparcia dla Donalda Trumpa. Pracujący dla TVP dziennikarz Witold Gadowski  nie wierzy w narzuconą przez media zachodnie wersję wydarzeń („Nie uważam Asada za niewiniątko, ba, nie popieram Asada, ale nie lubię jak robi się ze mnie totalnego idiotę”), natomiast obecnie niezależny Mariusz „Max” Kolonko stwierdził, iż decyzja Trumpa o przeprowadzeniu ataku była bardzo zła – dodając, że prezydent USA będzie się musiał z tego tłumaczyć przed Kongresem. Natomiast emocjonalne przemówienie Trumpa („piękne dzieciątka zostały okrutnie zamordowane w tym bardzo barbarzyńskim ataku”) ocenił jako słaby chwyt. Dziennikarz dostrzega, że zarówno prezydent USA, jak i ambasador USA przy ONZ Nikki Haley (epatująca zdjęciami zagazowanych dzieci na niedawnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa) wyraźnie przesadzili w żerowaniu na emocjach odbiorców.

Wątpliwości wyrażali też goście programu „Warto zauważyć” na antenie TV Trwam – w którym odważono się wspomnieć o fałszywym pretekście inwazji na Irak, zestawiając to z obecnymi wydarzeniami w Syrii. Stwierdzono wprost, że tak naprawdę nadal nie znane są okoliczności rzekomego ataku chemicznego, a już wskazano „winnych” i wymierzono „karę”. Formatem programu była dyskusja trzech osób w studio, dyskusja była bardzo rzeczowa.

Część komentatorów twierdzi, że atakując Syrię Trump ostatecznie odsunął od siebie oskarżenia, jakoby działał w interesie Putina czy wręcz był rosyjskim agentem. Jednak pozyskanie poparcia ludzi takich jak McCain czy dziennikarz CNN Fareed Zakaria (znany z propagandowego ataku na Polskę) raczej nie zrekompensuje Trumpowi utraty zaufania sporej części własnego elektoratu, oraz utraty poparcia osobistości medialnych, kształtujących poglądy mas. Mało tego – takie działania mogą zrazić wyborców Trumpa jeszcze bardziej. Wkrótce po ataku rakietowym na Syrię w całym USA manifestowały tysiące demonstrantów, przy czym wielu z nich wywodziło się z elektoratu Trumpa, a nie np. z lewicujących aktywistów antywojennych.

Czy Asad posiada jeszcze broń chemiczną? 

W czerwcu 2014 roku John Kerry, ówczesny amerykański Sekretarz Stanu twierdził, że Asad pozbył się wszelkiej broni chemicznej.

Wówczas Syrię odwiedzili też inspektorzy ONZ, weryfikując to, czy postanowienia wynegocjowane w toku burzliwych obrad amerykańsko-rosyjskich zostały dotrzymane przez Damaszek. Ich werdykt był pozytywny. Natomiast po wydarzeniach w Khan Szajchun obecny Sekretarz Stanu Rex Tillerson stwierdził, iż Rosja nie dotrzymała zobowiązania usunięcia broni chemicznej z Syrii.

Kurdyjskie, proamerykańskie władze tzw. Rożawy również obarczyły winą Asada. Jednak jeszcze w styczniu br. same oskarżały Turcję o umożliwianie przerzutu sarinu do Syrii, rzekomo dla tzw. Państwa Islamskiego. Jednak wcześniej gazów bojowych przeciwko Kurdom używało nie tylko ISIS, ale także nieco mniej radykalni islamiści, podobnie czyniąc w stosunku do oddziałów Syryjskiej Armii Arabskiej i jej sojuszników.

Nie tylko prezydent Chin spotkał się ostatnio z Trumpem – król Jordanii również

Uwagę wielu komentatorów zwrócił także czas dokonania ataku: dokładnie wtedy Trump gościł w swojej rezydencji na Florydzie Przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpinga. Nie wiadomo, czy chiński przywódca został wcześniej poinformowany o planach przeprowadzenia uderzenia, dyplomacja ChRL ograniczyła się do apelu o zaprzestanie dalszej eskalacji zbrojnej w Syrii. Jednak warto wspomnieć, że nieco wcześniej (ale już po rozpętaniu burzy wokół domniemanego ataku chemicznego Asada), bo 5 kwietnia prezydenta USA odwiedził król Jordanii Abdullah, wraz z małżonką. Oficjalne media rozpisywały się o urodzie małżonki jordańskiego władcy, porównując ją z Melanią Trump. W internecie natomiast „król Hobbit” (jak nazywa go część komentatorów) rządził niepodzielnie. Warto wspomnieć, że Jordania jest bodaj najbardziej prozachodnim państwem na Bliskim Wschodzie, choć sama jest zinfiltrowana przez Bractwo Muzułmańskie.

Co prawda amerykańskie władze zapowiadają, iż dokonane przez nich uderzenie rakietowe było „jednorazowe” i nie zmieni militarnej strategii USA w Syrii, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że obecnie rozważane są różne scenariusze rozwoju wydarzeń.

Na przyszły tydzień zapowiedziana jest wizyta Tillersona w Moskwie – od której mogą zależeć losy pokoju na świecie.

Michał S. Mazur

 

3 komentarze

  1. haha, smiechu warte . Według syryjskich mediów-udostępnianych na stronach „opozycji” , piszą że Trump widział dowody na to że Assad stoi za atakiem, ale one sa tajne i nie moga ich ujawnić. Boże, czy oni naprawde myślą że ludzie są idiotami?

    • No ale ludzie zasadniczo są idiotami i już to kupili. To że tu i ówdzie oddzywają się głosy sprzeciwu, nic nie zmienia.

      • heh… zasadniczo niestety masz racje. Generał Rosyjskiej Armii powiedział ostatnio, że jeśli Amerykanie mówią że mają jakieś tajne dowody, to znaczy że ich nie mają;) .

Dodaj komentarz