Bartosz Bekier dla 3droga.pl: Wojna w Syrii szybko się nie skończy

Redaktor Naczelny Xportal.pl Bartosz Bekier udzielił odpowiedzi w ankiecie zaprzyjaźnionego portalu „Trzecia Droga”. Zachęcamy do zapoznania się z całością ankiety pod niniejszym linkiemzaś poniżej prezentujemy odpowiedzi red. Bekiera.

1. Jaka jest Twoja prognoza na przyszłość w kwestii wojny w Syrii?

Bartosz Bekier:  Zakończenie syryjskiej wojny domowej to raczej odległa przyszłość. I to pomimo tego, że wszyscy są tą wojną zmęczeni – łatwo można zresztą policzyć, że trwa ona już ponad dwukrotnie dłużej niż wojna domowa w Hiszpanii. Konflikty zbrojne nowego typu nie kończą się jednak traktatami pokojowymi, po których następuje bezwzględne przerwanie działań wojennych i przestawienie życia na inne tory. Wojna IV generacji toczy się według reguł postmodernizmu: z perspektywy Aleppo mieliśmy do czynienia z wojną totalną, bezwzględną walką na wyniszczenie, ale już na plażach sąsiedniej Latakii odbywały się równolegle plenerowe imprezy techno. Syryjska Armia Arabska osiągnęła strategiczną dominację, Baszar al-Assad kontroluje obszary, które zamieszkuje zdecydowana większość populacji Syrii. Armia rządowa nie prowadzi obecnie wielkich ofensyw, a z istniejącymi ogniskami oporu stara się raczej negocjować (np. obiecując amnestię), co często kończy się kapitulacją załogi rebeliantów. Obszary kontroli Państwa Islamskiego wyglądają poważnie na mapie, ale to przede wszystkim bezludne pustynie – utrzymywanie, że ktokolwiek w obecnej sytuacji je kontroluje, jest trochę na wyrost. Dopóki z zewnątrz będzie jednak napływać „paliwo”, konflikt nie wygaśnie. To, co z dużą dozą pewności można powiedzieć o tej wojnie to to, że po jej zakończeniu nic już w Syrii nie będzie takie jak dawniej. Anihilacji uległa ludność chrześcijańska licznie zamieszkująca kraj przed wojną – została wypędzona ze swoich domów, wygnana, a w dużej mierze bezlitośnie wymordowana przez islamskich dżihadystów – i wszystko to przy milczącej zgodzie, lub nawet niekiedy i wsparciu Europejczyków. Podobnie jak w sąsiednim Iraku, na niezależność wybili się syryjscy Kurdowie. O powrocie do przedwojennego status quo nie chcą, rzecz jasna, słyszeć. Syria to kolejna gorzka lekcja na temat wykorzystania konfliktów etnoreligijnych jako katalizatora procesów dezintegracyjnych na geopolitycznej szachownicy.

2. Uznałbyś Bashara al- Assada za sojusznika w walce o Cywilizację Łacińską?

BB:  Jeśli uznać, że koncepcja państwa narodowego w jakimś sensie wynika z ewolucji kultury politycznej w obrębie Cywilizacji Łacińskiej, to odpowiedź musi być twierdząca. My, Europejczycy lubimy oceniać wszystko z perspektywy naszych własnych pojęć i wartości – w tym wypadku w niewielkim tylko przybliżeniu możemy na przykład stwierdzić, że nacjonalizm na Bliskim Wschodzie jest odbiciem, echem naszych europejskich idei. Assad, partia Baas, SSNP itp., to wszystko są echa Europy w świecie arabskim. Nawet granice bliskowschodnich „państw narodowych” kreślili Europejczycy, często w oderwaniu od miejscowych realiów. Relikty tych koncepcji ścierają się obecnie z wielką falą odrodzenia islamskiego, z fanatyzmem religijnym, pasjonarną budową „boskiego porządku” na ziemi i teocentryczną koncepcją państwa. Wyobrażam sobie rozterki moralne tradycjonalistów integralnych, bo przecież nie ulega wątpliwościom, że współczesny baron Ungern-Sternberg zaciągnąłby się niechybnie pod czarne sztandary islamistów. Dzisiaj wśród Arabów to Islam jest żywiołem, to salafizm jest niszczycielską siłą zdolną do burzenia słupów granicznych, wywracania tronów, rozlewania chaosu. Assad jest bez wątpienia nieustraszony, ale pełni raczej funkcję„katechoniczną” – tam gdzie panuje, możliwa jest pokojowa koegzystencja różnych wyznań i konfesji w ramach wspólnoty narodowej. Tam gdzie przegrywa, toczą się głowy „niewiernych”, a nacjonalizm zastępowany jest fundamentalizmem.

3. Jak oceniasz wsparcie Rosji dla państwa syryjskiego?

BB: Znaczenie wsparcia ze strony Rosji, która wysłała do Syrii lotnictwo i siły specjalne, a także Iranu zaangażowanego w tę wojnę m. in. za pośrednictwem Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, czy zbrojnego skrzydła Hezbollahu, od strony technicznej można w pewnym uproszczeniu przyrównać do udziału Legionu Condor i Corpo Truppe Volontarie w hiszpańskiej wojnie domowej. Jak wiemy z historii, dla gen. Franco było to wsparcie nie do przecenienia i można je zaliczyć do jednego z głównych czynników rozstrzygających losy tamtej wojny – wsparcie Sowietów dla sił republikańskich okazało się niewystarczające. Rosjanie pojawili się w Syrii niemalże w ostatniej chwili. Sytuacja armii rządowej wziętej w kleszcze przez Państwo Islamskie i tzw. umiarkowanych terrorystów opłacanych przez Zachód, była wówczas bardzo zła i dopiero wsparcie Damaszku przez sojuszników pozwoliło opanować sytuację, dokonać rekonkwisty dużej części terytoriów i odnieść wiele kluczowych zwycięstw. Syryjska Armia Arabska jest wyraźnie wyczerpana sześcioma latami nieustannej wojny, w związku z czym obecny poziom wsparcia nie jest wystarczający, ażeby Baszar al-Assad mógł odnieść szybkie, rozstrzygające zwycięstwo w dającym się przewidzieć czasie. Jego sytuacja jest jednak stabilna, jeśli nie brać pod uwagę coraz niebezpieczniejszych posunięć Stanów Zjednoczonych. Ciekawym aspektem obecności rosyjskiej jest jej „nieobecność” względem agresywnych poczynań Izraela. Dużo mówiono o rozmieszczeniu w Syrii rosyjskich zestawów przeciwlotniczych S300 i S400, gdy tymczasem izraelskie lotnictwo regularnie dokonuje nalotów na cele wojskowe znajdujące się w głębi syryjskiego terytorium, a także bezpośrednio sąsiadujące ze stolicą. Potencjalne rozwiązania tej zagadki są dwa: albo to najgorsze zestawy przeciwlotnicze na świecie, albo Rosjanom za bardzo zależy na poprawnych relacjach z Tel-Awiwem, aby reagować na agresywne poczynania jednego z sąsiadów Syrii, który tradycyjnie może zbombardować kogo chce i kiedy chce. Niemrawość reakcji rosyjskich na działania państw trzecich, jak chociażby niedawny ostrzał rządowego lotniska przez 59 amerykańskich rakiet tomahawk, można tłumaczyć również słabością Moskwy. Rzecznik Kremla stwierdził jednoznacznie, iż w kwestii interwencji amerykańskich w Syrii Rosja nie kreśli żadnych „czerwonych linii” i nie zamierza podejmować walki z siłami Waszyngtonu operującymi przeciwko ich sojusznikowi w Damaszku. Oznacza to tyle, że Rosja nie jest supermocarstwem, a do podjęcia równorzędnej rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi ma po prostu „za krótkie ręce”. To zła wiadomość dla Syrii, bo Trump pokazał jasno, iż powtórka z Iraku i Libii jest teoretycznie możliwa, a wszystko zależy tylko od woli politycznej w Waszyngtonie.

http://3droga.pl/idea/ankieta-3droga-pl-nacjonalisci-o-wojnie-w-syrii-bekier-busse-kaczmarek-kostyla/

 

3 komentarze

  1. moherowy beret

    W naszych mediach nie ma ani słowa o izraelskich atakach na Syrię.Ciekawa jestem dlaczego?Czy może mamy uważać Izrael jako gołąbka miłującego
    pokój ?

  2. Mój komentarz do pkt 2 tego artykółu.
    Kurdowie to jedyna prawdziwa opozycja w Syrii i Iraku – bardzo ich lubię ( są tolerancyjni , otwarci i mili dla innych ) i 2 ( po SAA oraz Irackiej Armii Rządowej ) siła walcząca z ISIS i mająca wspólnych wrogów z Rządem Syrii i Iraku – Turcję , Państwa Zatoki Perskiej i „umiarkowaną opozycję” w Syrii dlatego za ich zasługi ( i ofiary ) w tej wojnie powinni mieć własne autonomiczne władze które powinny szanować każdego kto nie będzie z nimi walczył w jakikolwiek sposób ( lub szerzył nienawiści wobec nich ) w Syrii , Iraku , Turcji i Iranie .

  3. Mój komentarz do pkt 3 tego artykółu.
    Ta wojna nie jest „czarno-biała”. Tą wojną interesuję się już 2 rok i czytam wiele arabskich i perskich serwisów które o niej piszą (dowiedziałem się o nich również dzięki artykułom w „Xportal.pl” ) i reakcja Rosji wcale mnie nie dziwi . Dlaczego ? Bo taki charakter ma ta wojna . Wszystkie jej strony a zwłaszcza sojusznicy stron konfliktu są „obłudni , fałszywi ” wobec siebie i walczących . Na poziomie operacyjnym ( linia frontu ) aktywnie wspierają swoich sojuszników a na poziomie strategicznym współpracują ze sobą – przynajmniej gospodarczo i politycznie – a jak trzeba to poświęcają ( pozwalają zabić ) niewielką ich grupę w imię swoich interesów ( przynajmniej dopóki przeciwnik nie posunie się za daleko i nie zabije ich „za dużo”) . Przykładem może być np. : atak USA na bazę SAA w Homs ( czytałem że Rosjanie – którzy wiedzieli o nim od USA – zestrzelili 36 rakiet Tomahawk a pozostałym pozwolili osiągnąć cel , USA podobno celowo użyła starych wersji rakiet a część miała spaść daleko od bazy . Dowodem na to jest fakt ze lotnictwo Syrii już 3 dni po tym rozpoczeło używanie tej bazy – normalnie odbudowa trwałaby kilka tygodni ) . USA pozwala Turcji atakować SDF/ YPG ale Turcy do dziś nie zdecydowali się na generalną rozprawę z Kurdami w Syrii bo wiedzą że taka akcja ( podobno jest planowana ale wg mnie mało prawdopodobna ) spowoduje zdecydowaną reakcję USA i Rosji . Reakcja Rosji oraz Iranu na amerykanski atak a także ograniczona skala odwetu USA za „atak chemiczny ” w Syrii mnie nie dziwi: to prostu obustronny pokaz siły a każda ze stron wie że otwarta deklaracja odwetu może spowodować wybuch III wojny światowej którą może wygrać tylko 1 strona ( ich wspólny wróg) – ISIS .
    Kolejne przklady takiej „obłudnej i fałszywej ” polityki mocarstw: Rosja podpisała „deklaracje o współpracy w walce z terroryzmem” z…… Arabią Saudyjską !!!
    Przywódca Szyitów Irackich Muktada as Sadr wezwal do ustąpienia ze stanowiska ( grożąc że jeśli nie ustąpi skończy jak S. Hussein i M. Kadafi ) ……. Prezydenta Syrii B.al Assada !

Dodaj komentarz