Adam Danek: Uzbecy zamiast Ukraińców

Niedawno w niektórych polskich miastach wystąpił problem. Okazało się, że mimo wszelkich starań liczba ukraińskich gastarbeiterów, których udało się do nich ściągnąć, jest nadal za mała, by zaspokoić żądania miejscowego biznesu. Wobec deficytu Ukraińców władze samorządowe zaczęły więc badać możliwość sprowadzenia Uzbeków, odbywając w tym celu spotkania z przedstawicielami rządu w Taszkencie.

Przypadki Łodzi i Lublina można by oczywiście wykorzystać jako pretekst do powtórzenia po raz setny – obiektywnie słusznych – argumentów przeciw masowej imigracji zarobkowej w ogóle. Rozejrzyjmy się jednak dookoła: argumenty powtarzano już wiele razy, tymczasem zjawisko nie znika, a nadal przybiera na sile. Być może jednak w Łodzi i Lublinie przez przypadek wskazano sposób na rozwiązanie części wynikających z niego problemów.

Presja lobby pracodawców na masowe wpuszczanie do Polski imigrantów zarobkowych ze Wschodu psuje polski rynek pracy; blokuje wzrost wynagrodzeń dla polskich pracowników; odsuwa w czasie perspektywę powrotu do kraju polskich emigrantów, którzy wyjechali szukać szczęścia w garkuchniach i korporacjach Europy Zachodniej; wreszcie stwarza realną groźbę zmiany stosunków etnicznych w naszym kraju i zagrożenie dla jego wewnętrznej stabilizacji według scenariusza francuskiego (szwedzkiego, niemieckiego, brytyjskiego, belgijskiego, holenderskiego…). Wygląda jednak na to, że rząd w Warszawie na chwilę obecną ma zbyt słabą pozycję, by zatamować zalew obcokrajowców. Jest to sytuacja historycznie znana, która występowała w państwach wcześniej od Polski dotkniętych zjawiskiem zmasowanego importu cudzoziemskich pracowników, np. we Francji, dokąd tanią siłę roboczą latami zwożono z krajów Maghrebu i Czarnej Afryki. Teoretycznie rząd naszego państwa pozostaje suwerenny w sprawach polskiej polityki migracyjnej, ale w praktyce nawet rządowi niełatwo przychodzi przeciwstawić się najazdowi imigrantów ekonomicznych, jeżeli najazd ten wspiera solidarnie cały świat biznesu (w tym drobni pracodawcy prywatni), działając jak dobrze zorganizowana i dysponująca ogromnym budżetem piąta kolumna.

Na osobną dyskusję zasługuje oczywiście pytanie, czy obecny rząd ma w ogóle polityczną wolę zastopowania ukraińskiej imigracji. Biorąc pod uwagę to, jak w rzeczywistości wygląda obecnie nasza polityka migracyjna, śmieszyć jedynie mogą buńczuczne wywiady udzielane przez Jarosława Kaczyńskiego, który ogłasza w nich, że nie zgodzi się na „przyjmowanie uchodźców” w ramach unijnego mechanizmu relokacji, ponieważ groziłoby to trwałą zmianą stosunków etnicznych w Polsce. Szczerze powiedziawszy, jako podatnik z chęcią zgodziłbym się wziąć na utrzymanie naszego państwa te parę tysięcy chrześcijan z Erytrei czy Syrii, jeżeli w zamian za to rząd naprawdę odesłałby do domu milion imigrantów z Ukrainy, którzy wjechali do Polski w ostatnich latach (oraz przestał leczyć w polskich szpitalach i sanatoriach neobanderowskich bojówkarzy rannych w Donbasie). Wiemy jednak, że rząd tego nie zrobi, bo pozostaje zakładnikiem lobby biznesowego i musi mu czymś zapychać gęby, żeby przetrwać politycznie następne wybory. Ale nawet jeśli rząd nie może zablokować masowej imigracji zarobkowej (bez popełnienia politycznego samobójstwa), powinien odgrywać podmiotową i kierowniczą rolę w polityce migracyjnej. Może aktywnie wpływać na trasy imigracyjne, wygaszając imigrację na kierunku ukraińskim, a preferując imigrację na przykład z Uzbekistanu, by stopniowo zastąpić tę pierwszą.

Niektórych może oburzyć taka propozycja – zwłaszcza tych, co parskają na krytyków imigracji: cieszcie się, że w Polsce mamy „bliskich nam kulturowo” Ukraińców i siedźcie cicho, bo jeszcze nie daj Boże zaczną nam tu ściągać Arabów i zrobi się jak w Europie Zachodniej! Wszystkim uznającym zalew przybyszów z Ukrainy za mniejsze zło (albo i za błogosławieństwo, w porównaniu do zachodnioeuropejskich Arabów i Murzynów) sugeruję, by najpierw uwzględnili poniższe fakty.

Gęstość zaludnienia na Ukrainie jest większa, a liczba ludności o wiele większa niż w Uzbekistanie. Oznacza to, iż w Uzbekistanie występuje prawdopodobnie mniejsza presja migracyjna niż na Ukrainie. Wśród osób chcących wyjechać z Uzbekistanu proporcjonalnie mniej będzie takich, które chcą jechać za granicę, by nigdy nie wrócić – czyli w celach osiedleńczych – a więcej takich, które wyjeżdżają czasowo w celach zarobkowych. To istotna różnica z punktu widzenia państwa rozważającego, przed kim otworzyć granice.

Skoro zaś mowa o zasiedleniu, zauważmy, że z uwagi na separację geograficzną Polska nie miała w swej historii konfliktów terytorialnych czy granicznych z Uzbekistanem. W Polsce nie ma żadnego uzbeckiego „Zakerzonia”, ziem uważanych przez uzbeckich radykałów za utracone dziedzictwo i do dziś rysowanych na mapkach Wielkiego Uzbekistanu nawet przez urzędników państwowych. Odwrotnie przedstawia się ta kwestia w relacjach polsko-ukraińskich i dlatego też inaczej musimy spoglądać na proceder masowego osiedlania się imigrantów z Ukrainy na terytorium naszego państwa.

Uzbekom nie uda się wyłudzać „Karty Polaka”, żeby potem na jej podstawie zachowywać się roszczeniowo po przyjeździe do Polski. Nie będą domagać się od władz samorządowych tworzenia za publiczne pieniądze uzbeckich szkół podstawowych czy klas z wykładowym uzbeckim w szkołach pozostałych szczebli. Nie będą wydawali dofinansowanych z budżetu państwa gazet opluwających polskich bohaterów narodowych i wybielających zbrodniarzy, którzy mordowali Polaków. Nad Wisłą nie działa Związek Uzbeków w Polsce, ostentacyjnie wykorzystywany przez władze Uzbekistanu jako narzędzie nacisku na polskie władze.

Uzbecka kultura nie szuka swego fundamentu w tradycjach anarchii, podczas gdy ukraińska narracja historyczna gloryfikuje anarchię upostaciowioną w kozaczyźnie zaporoskiej. Ta tradycyjna apoteoza anarchii na naszych oczach wcieliła się w „Majdan” i jego kult, szerzony przez władze w Kijowie. Ojciec niepodległego Uzbekistanu, zmarły w ubiegłym roku Islam Karimow, przez prawie trzydzieści lat swoich rządów ugruntował wśród rodaków zasadę silnego kierownictwa państwowego, wskrzeszając tradycje dawnych chanów i hokimów. To silne kierownictwo państwowe, jakie po 1990 r. nigdy nie wytworzyło się na rozczłonkowanej między oligarchiczne klany Ukrainie, pomimo braku nowożytnych uzbeckich tradycji państwowych umiało nie tylko zbudować sprawnie działające państwo*, ale nawet uczynić je zdolnym do prowadzenia w regionie polityki mocarstwowej, według głoszonej przez Karimowa koncepcji odtworzenia imperium Timura. Rząd w Kijowie wielokrotnie pokazał, iż nie kontroluje efektywnie tego, co dzieje się na terytorium państwa i kto przekracza jego granice. Poprzedni rząd w Kijowie w latach 2013-2014 oddał pole anarchii w samej stolicy, po czym ustąpił przed wywrotowcami i oddał władzę. Silny rząd w Taszkencie przez dekady rozprawiał się z islamskim terroryzmem żelazną ręką, a w 2005 r. stłumił zwrócone przeciwko sobie powstanie. To okoliczności o tyle istotne, że ewentualna imigracja zarobkowa z Uzbekistanu do Polski miałaby odbywać się nie w sposób żywiołowy, jak z Ukrainy, a pod kontrolą uzbeckiego rządu i przy jego współpracy ze stroną polską.

Strategicznym celem władz w Warszawie powinno stać się stopniowe wygaszenie masowej imigracji zarobkowej obcokrajowców, a ożywienie trendu repatriacyjnego, zwłaszcza z Zachodu, natomiast celem taktycznym – zmiana szlaków imigracji poprzez zastąpienie Ukrainy w roli bazy imigracyjnej krajami takimi jak Uzbekistan. Wybór imigrantów z Uzbekistanu pozwoli uniknąć szeregu problemów stwarzanych przez imigrantów z Ukrainy. Sytuacji nie zmienia przy tym niedawne zniesienie wiz dla Ukraińców przez Unię Europejską. Kluczowe instrumenty oddziaływania na imigrację ekonomiczną – wydawanie pozwoleń na pracę i zwalczanie nielegalnego zatrudnienia – pozostają w rękach polskiego rządu.

Adam Danek

* Proces budowy państwa nie odbywał się oczywiście bez trudności, o czym pisał sam jego przywódca. Zob. Islam Karimow, Uzbekistan na progu XXI wieku, przeł. Dorota Muszyńska-Wolny, Warszawa 2001.

7 komentarzy

  1. Po co sprowadzać? Niech kapitalisty lepiej płacą Polakom, a nie szukają frajerów.

  2. Uzbecy nie są biali i nie nawet Słowianami. Po co brukać naszą krew i mieszać geny niszcząc rasę w kraju, który i tak jest ostatkiem białej Europy?

    • Tak sądzę

      A kto cię namawia do „mieszania krwi”? Przeczytaj raz jeszcze artykuł – ale tym razem powoli, uważnie i ZE ZROZUMIENIEM.

  3. Powyższy tekst to jakieś kuriozum, nie jestem wielkim zwolennikiem Ukrainy ale jeśli już koniecznie muszą być u nas imigranci to niech przynajmniej będą to europejczycy. „Czurki” jak Rosjanie zwykli nazywać mieszkańców Kaukazu i Azji Centralnej to taka sama dzicz co Arabowie lub Murzyni z Europy Zachodniej.

  4. z dwojga złego, lepszy Uzbek, niż ukr

  5. Uzbecy szanowny Autorze wolą obcinać głowy Syryjczykom.Praca lżejsza i lepiej płatna.

  6. 02 lutego 1943

    żydzi z Wilna i Kowna znajdują dom i powitanie w Uzbekistanie; Większość żyje w Kokandzie

    Kujbyszew, luty 1 (JTA) –

    żydzi ewakuowani przez władze rosyjskie z Wilna i Kowna przed okupacją tych miast, znaleźli nowe domy i zawody w Uzbekistanie, większość z nich w mieście Kokanda, zauważono dziś w komunikacie żydowskiego komitetu anty-faszystowskiego, który otworzy swą doroczną konferencję w Moskwie w dniu 14 lutego, z udziałem przedstawicieli ze wszystkich części ZSSR.

Dodaj komentarz