Polska: Upadek kapelana lemingów

Przed kilkoma dniami ujawnione zostały zapisy kolejnych rozmów nagranych w restauracji „Sowa i Przyjaciele”, z udziałem między innymi – nomen omen – ks. Kazimierza Sowy. Znany kapłan przez lata obracał się w kręgach polityków, nie ukrywając swojego zaangażowania partyjnego (np. brał udział w kampanii wyborczej Bronisława Komorowskiego przed wyborami prezydenckimi w 2015 r.) i nie dając się przywołać do porządku. Obecnie w większym stopniu wychodzi na jaw charakter zarówno tych kontaktów, jak i samego ks. Sowy.

– Ty, a o kogo chodziło, co on mówił, że PSL-owcy nie wiedzieli, że mieli w zarządzie swojego człowieka, bo rozumiem, że on go odpi… Ale kogo, ty, kogo, kogo? (…). Chodziło o kogoś, kogo Włodek zdymisjonował, a on nie wiedział, że… PSL, on się okazał jak go wyj… . I nagle kur… wiesz, przylatuje Bury i wszyscy, kur…  Nasz człowiek.  On tu chodził w mundurku pod tytułem ‚jestem nikim’, czyli nikt go nie rozpoznawał! – mówił ks. Sowa w rozmowie z ówczesnym ministrem skarbu Włodzimierzem Karpińskim.

– Ale ja, słuchajcie, ja byłem kiedyś na jednej takiej kolacyjce z Rysiem Petru, notabene za niedługo też ciekawe informacje o Ryśku się ukażą. Przewodniczący rady nadzorczej PKB. Ale zarazem taki zlinkowany pod Elą, w sensie wiesz, tak zwany prezes nie honorowy, tylko… No jak wiecie, zawsze są trzy rodzaje prezesów – urzędujący, reprezentujący i zapier…. I Rysiu będzie tym trzecim, czyli będzie zapier…. Czyli wiesz, będzie musiał się pokazywać, tłumaczyć w mediach, i tak dalej. Ale do czego zmierzam: byliśmy na tej kolacyjce i tego, pijemy jakieś winko, jedno, drugie, no i tam wiesz, ono to tu zostanie. No i ja tam w tej knajpce jestem tydzień później, wiecie, co jest – napić się, pogadamy. I ja mówię: „Wie pani, może po lampeczce tego co zostało…”. A pani: „Ooo, proszę pana, tego już nie ma, pan Petru był tu następnego dnia!” – opowiadał w innej rozmowie.

Równie kwiecistym językiem ks. Sowa wypowiadał się na temat biskupów.

– Nie, nie, nie mówię teraz o normalnych ludziach, oraz świry Głódź, Ryczan kiedyś, tacy goście fighterzy, którzy przychodzą po to, żeby udowodnić, że oni są tymi rycerzami krzyżowymi, zdobędą, zawieszą flagę i tak dalej. I moim zdaniem trzeba zawsze licytować na zasadzie, że mamy coś do ustalenia, zawsze jest tak, że Kościół musi z czegoś zrezygnować, inne czasy. I akurat Nycz i Polak świetnie. (…). Prawda jest taka, znaczy to, co zrobili z Nyczem, który wynegocjował pewne rozwiązanie i co po trzech miesiącach się zdarzyło. Przecież wam mówiłem nawet, wszyscy w Episkopacie napier… na niego, ale to na maksa. – perorował.

Po ujawnieniu nagrań rzecznik prasowy krakowskiej Kurii metropolitalnej, ks. Piotr Studnicki, poinformował, iż sprawą ks. Sowy już od pewnego czasu zajmuje się metropolita krakowski, arcybiskup Marek Jędraszewski.

– Upublicznione słowa nagranej rozmowy, której uczestnikiem był ks. Kazimierz Sowa, nawet jeśli zostały wypowiedziane podczas prywatnej konwersacji, nie licują z powołaniem kapłańskim. Ks. Kazimierz Sowa przed rokiem został pisemnie upomniany przez ówczesnego metropolitę krakowskiego, kardynała Stanisława Dziwisza. W liście z 16 czerwca 2016 r. znalazły się konkretne wskazania księdza kardynała dla ks. Sowy, zgodnie z wytycznymi Komisji Episkopatu Polski, dotyczącymi działalności księży w mediach. 27 kwietnia bieżącego roku ks. Kazimierz Sowa spotkał się z obecnym metropolitą, księdzem arcybiskupem Markiem Jędraszewskim. Decyzją księdza arcybiskupa ks. Sowa ma wrócić do archidiecezji krakowskiej do końca miesiąca czerwca tego roku. Nie ma jeszcze decyzji co do charakteru i zakresu pracy, którą ks. Sowa ma podjąć w archidiecezji. – oświadczył ks. Studnicki. Jak dodał, wspomniane pismo zawiera klauzulę, wedle której metropolita krakowski zastrzega sobie możliwość upublicznienia treści tego pisma w związku z publicznym charakterem sprawy, która stała się podstawą jego wydania. Zawiera ono także skierowaną do ks. Sowy propozycję.

Źródło: se.pl, gosc.pl

Komentarz Redakcji: Arcybiskup Jędraszewski, jako hierarcha o zdrowych poglądach, wydaje się – nie tylko z racji sprawowanego urzędu – właściwą osobą do rozwiązania nabrzmiałego od dłuższego czasu problemu ks. Sowy. Zapewne jednak nie możemy liczyć np. na delegowanie księdza-partyjniaka do pracy misyjnej w stanach Nigerii nawiedzanych przez bandy Boko Haram. A może i szkoda, bo to by mu szybko uświadomiło, jak wygląda prawdziwy świat i prawdziwy Kościół. (A.D.)

Na zdjęciu: Sowa i przyjaciółka

 

Dodaj komentarz