USA: Kongresmen zaproponował wsparcie ISIS przeciwko Iranowi

Kilka dni temu republikański kongresmen Dana Rohrabacher zasugerował, iż… USA mogło by wesprzeć ISIS przeciwko Iranowi. Stało się to zaledwie dnień po atakach terrorystycznych w Teheranie, w których zginęło 17 osób (początkowo była mowa 0 dwunastu ofiarach, jednak nie wszyscy z hospitalizowanych przeżyli):

– Niedawno widzieliśmy atak na Iran i irański rząd mułłów [duchownych islamskich], uważa się, że dokonały go siły sunnickie. Może to sygnalizować konieczność poważniejszego podjęcia pewnych zobowiązań politycznych przez Stany Zjednoczone Ameryki. Jeśli chodzi o mnie, chcę tylko coś wam zasugerować, by przekonać się co o tym myślicie. Czy nie było by dla nas dobre, gdyby Stany Zjednoczone wreszcie poparły sunnitów, którzy będą atakować Hezbollah i neutralizować szyickie zagrożenie dla nas? Czy to nie dobra rzecz? – pytał polityk. – A jeśli tak, to… uhm… być może jest to strategia Trumpa, by wspierać jedną grupę przeciwko drugiej, zakładając, że obie to terroryści? – dodał z pewnym zakłopotaniem.

Jego wypowiedź [link] padła w kontekście posiedzenia działającego przy Kongresie Komitetu Spraw Zagranicznych, debatującego właśnie nad źródłami finansowania organizacji Hezbollah oraz sposobami na utrudnienie współpracy między nimi a Iranem, w celu zapobieżenia dalszemu wzrostowi wpływów obu sił na Bliskim Wschodzie.

Sugestiom kongresmana stanowczo sprzeciwił się dr Matthew Levitt, dyrektor Programu ds. Wywiadu i Zwalczania Terroryzmu przy Instytucie Steina:

Do tych ataków przyznało się Państwo Islamskie. Wspieranie takich grup nigdy nie było w naszym interesie. Powinniśmy potępić ataki w Teheranie tak jak każdy inny akt terroru, nawet jeśli uważamy Iran za jednego ze sponsorów terroryzmu – powiedział Levitt.

Rohrabacher jednak wszedł mu w słowo, nie dając za wygraną:

– Więc to tak, jakbyśmy uznali Stalina za okropnego faceta, i nie wsparli go przeciwko Hitlerowi. To może być dobry pomysł, by dwie grupy radykalnych muzułmańskich terrorystów (sic!) zwalczały się wzajemnie.

Pomysłom kongresmana sprzeciwił się także kolejny z panelistów, dr Asher – odpowiedzialny za opracowanie strategii odcięcia źródeł finansowania ISIS. Większość zebranych również nie przychyliła się do idei rzuconej przez Rohrabachera.

Fragment obrad, gdzie padają kontrowersyjne słowa polityka, błyskawicznie został zamieszczony w internecie:

Wypowiedź polityka wywołała falę krytyki pod jego adresem. Jego wyborcy i sympatycy byli zszokowani tak okropną ideą, zaś przeciwnicy polityczni nie mogli przepuścić okazji do wyrażenia sprzeciwu. Wielu miało mu także za złe określenie ekstremistów Daesz mianem „sił sunnickich” – twierdząc, że ISIS nie reprezentuje większości sunnitów czy islamu jako takiego.

Rohrabacher próbował się bronić, zamieszczając oświadczenie na swej stronie internetowej – jednak i ono stało się przedmiotem krytyki, ze względu na liczne przekłamania i egzaltowane słowa krytyki pod adresem Iranu. Polityk wyraźnie przesadził, pisząc np. o „teherańskim Reichstagu, kontrolowanym przez gangsterów, tyranów lub terrorystów” tudzież o „występnej monarchii irańskich mułłów” (sic!).

Uwagę części komentatorów bardziej jednak przykuło co innego – zagadkowe słowa na temat „strategii Trumpa”. Warto przypomnieć, iż pod koniec ubiegłego roku obstawiano, że Rohrabaher dostanie stanowisko Sekretarza Stanu (czyli ministra spraw zagranicznych USA) w gabinecie nowego prezydenta. Jest to dość ważny polityk na amerykańskiej scenie, do tego z pewnością posiada on sporą wiedzę nt. sposobu działania i myślenia Donalda Trumpa. Czyżby zatem sugerował, że ataki w Iranie są częścią jakiegoś większego planu zaakceptowanego przez 45. prezydenta USA – który dogadał się z częścią wojowniczego „deep state” i zlekceważył własne obietnice wyborcze? Jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie na razie nie znamy.

—————–

Oprócz tego, same zamachy w Iranie również stały się polem licznych spekulacji. Istnieją opinie, że faktyczną winę za zamach ponosi nie ISIS (które przyznaje się także do tych zamachów, których nie organizowało – chcąc w ten sposób budzić większą grozę i zwabiać kolejnych fanatyków do siebie, zamiast do konkurencyjnych organizacji dżihadystycznych) lecz Kurdowie-sunnici, działający na terenie Iranu. Ich grupy zbrojne zintensyfikowały swe działania na przestrzeni ostatnich dwóch lat (po przeszło 20 latach względnego spokoju), przy czym bardzo prawdopodobne jest, że USA wspiera je logistycznie i finansowo. Nadto, wielu ich członków na pograniczu Iranu i Iraku działa pod wpływem ekstremizmu sunnickiego – choć decydenci amerykańscy woleli by prezentować ich raczej jako romantycznych bojowników o „wolność i demokrację”.

(na podst. BuzzFeed, Twitter, TheBlaze.com, Al-Masdar oprac. M. M.)

Dodaj komentarz