Ronald Lasecki: PiS-owska masakra piłą mechaniczną

Minister Środowiska w wyłonionym przez PiS rządzie Beaty Szydło, prof. Jan Szyszko, który swoją funkcję objął 16 listopada 2015 roku, stał się symbolem neokonserwatywnej patologii w polskim życiu publicznym. O ile generalny bilans rządów PiS, wyjąwszy może politykę historyczną i tradycyjnie już bezmyślną i zaślepioną ideologicznie politykę zagraniczną (co do kierunków i charakteru której panuje jednak konsens wśród obsadzającego kolejne kadencje Sejmu i kolejne Rady Ministrów kartelu partyjnego McRzeczpospolitej), nie wypada najgorzej, to dokonania tego akurat ministra są wystarczającym powodem, by dążyć do odsunięcia tej partii od władzy.

„Kontrowersyjny” minister środowiska

Jan Szyszko już wcześniej dał się poznać z nie najlepszej strony i w pełni zasługuje na miano postaci „kontrowersyjnej”. W latach 1997-1999 był ministrem ochrony środowiska w rządzie Jerzego Buzka. W latach 2005-2007 pełnił urząd ministra środowiska w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Z tego drugiego okresu został zapamiętany jako autor decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach budowy obwodnicy Augustowa przecinającej Dolinę Rospudy, która otworzyła drogę do przeprowadzenia tej inwestycji – choć w mniej szkodliwym dla środowiska naturalnego wariancie, niż zakładał pierwotny projekt.

Jako członek i później przewodniczący konwencji klimatycznej ONZ dał się poznać jako negacjonista globalnego ocieplenia klimatu. To po kłótni z J. Szyszką dotyczącej emisji CO do rządu Beaty Szydło nie zgodził się wejść typowany wcześniej na ministra energetyki Piotr Naimski. Swoją bliskość zwolennikom spiskowej teorii dziejów J. Szyszko ujawnił też w 2013 r., interpelując w sprawie tzw. „chemtrails” (rzekomo celowo rozpylanych z samolotów pasażerskich i wojskowych szkodliwych substancji chemicznych).

„Lex Szyszko” i jego konsekwencje

Największą popularność przyniosła jednak obecnemu ministrowi środowiska nazywana popularnie „lex Szyszko” Ustawa o zmianie ustawy o ochronie przyrody oraz ustawy o lasach przyjęta 16 grudnia 2016 r. przez grupę posłów zgromadzoną w Sali Kolumnowej budynku Sejmu, która zniosła wcześniejszy wymóg ubiegania się o zgodę na wycinkę drzew na działkach prywatnych. Wedle brzmienia ustawy sprzed nowelizacji, właściciele mogli usuwać bez zgody stosownego organu (wójta, burmistrza, prezydenta miasta lub wojewódzkiego konserwatora zabytków) jedynie drzewa młodsze niż 10 lat i o pniu na wysokości 5 cm nad ziemią cieńszym niż 25 cm (w przypadku platanów, robinii i wierzb – o pniu cieńszym niż 35 cm), a także krzewy młodsze niż 10 lat. Należało też udowodnić, że drzewo zagraża bezpieczeństwu, jest martwe, poważnie chore lub koliduje z inwestycją. Niekiedy należało wnieść okolicznościową opłatę lub zorganizować zastępcze nasadzenia. Organy samorządu w praktyce odmawiały jednak zgody na wycinkę jedynie w 2% przypadków i od 2007 r. w Polsce wycięto 240 tys. drzew, w tym w samej Warszawie w rekordowym dla niej 2010 r. aż 40 tys.

Konsekwencje przyjęcia przygotowanego na kolanie „lex Szyszko” okazały się tragiczne i społecznie bulwersujące; nowela stwarzała dziurę w przepisach skłaniającą do nadużyć; nie stworzono w niej bowiem zabezpieczeń przed sytuacją, gdy prywatny właściciel ogałaca swą posesję z drzew, by następnie sprzedać ją deweloperowi, który stawia tam np. supermarket. Prywatni właściciele wycinający drzewa nie musieli już informować o tym samorządów, które z kolei nie mogły zamieszczać stosownych informacji na ministerialnym Ekoportalu ani kształtować lokalnej polityki równowagi krajobrazowej – choćby przez zlecanie nasadzeń zastępczych. Ustawa pozbawiła zatem państwo i samorządy podmiotowości w zakresie prowadzenia polityki ekologicznej i krajobrazu, środowiska eksperckie zaś – dostępu do informacji na temat prowadzonych wycinek. Państwo w zakresie polityki kształtowania krajobrazu stało się niesterowne.

„Lex Szyszko” stworzyła w ten sposób decyzyjną anarchię, której najbardziej drastyczne przykłady znamy z prasy. I tak, korzystając z przepchniętego przez PiS prawnego bubla, władze małopolskiej gminy Chełmiec przyjęły uchwałę zezwalającą na wycinkę na swoim terenie wszystkich drzew młodszych niż 200 lat, a także całej drzewnej i krzewiastej roślinności porastającej cmentarze, działki przeznaczone pod sklepy, magazyny, deweloperkę, prywatne domy i obiekty użyteczności publicznej. W Warszawie wykarczowano 11 drzew (wśród nich 60-letnie lipy) i kilkadziesiąt krzewów na skwerze pod siedzibą Urzędu Dzielnicy Śródmieście, przy ul. Nowogrodzkiej. Również w Stolicy ogołocono z drzew skwer przy ul. Stalowej, który był jedynym zielonym miejscem w okolicy; na Mydlarskiej w Wawrze wycięto zdrowy dwustuletni, piękny rozłożysty dąb; na ul. Frascati pod topór poszła część zabytkowej zielonej alei widocznej jeszcze na planach Lindleya. Do masowego wyrębu doszło też na poznańskim osiedlu Tysiąclecia, przy skrzyżowaniu ulic Inflanckiej i Baraniaka, gdzie wycięto lasek z akacjami, olchami, czeremchami oraz wielkim dębem i klonem. W Krakowie przy Parku Lotników wycięto 30 drzew na terenie oznaczonym na miejskim planie zagospodarowania jako zielony, na nowym planie przeznaczonym już jednak pod budynek usługowy.

Polskie lasy folwarkiem ministra i jego sitwy?

Pod presją społeczną Jarosław Kaczyński zrzucił winę za przygotowanie prawnego bubla na bliżej niesprecyzowany „układ” lobbingowy i PiS zdecydował się zmienić „lex Szyszko”, poprawiona wersja nowelizacji weszła zaś obecnie w życie. Wydaje się jednak, że mieliśmy tu do czynienia z zastosowaniem opanowanej perfekcyjnie przez przywódcę PiS strategii „zarządzania przez kryzys”. „Lex Szyszko” było zasłoną dymną odwracającą uwagę potencjalnych krytyków od przegłosowanej równocześnie nowelizacji Ustawy o lasach, za którą stał faktyczny układ lobbingowy – powiązane z samym ministrem środowisko leśników. Nowela znosi w zasadzie ograniczenia wiążące leśników w zakresie wycinki na terenach, na których rosną chronione gatunki drzew. Głównym beneficjentem finansowym tych uregulowań stały się Lasy Państwowe – i bez tego jedna z najbogatszych instytucji w Polsce.

Kolejne projekty przygotowane przez resort kierowany przez ministra Szyszkę zmieniają sposób obsadzania stanowisk kierowniczych w Wojewódzkich Funduszach Ochrony Środowiska w ten sposób, że stają się one jednostronnie zależne od resortu. Inna proponowana zmiana dotyczy likwidacji Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i jej oddziałów terenowych oraz wyłączenia środowisk eksperckich z udziału w postępowaniach administracyjnych mających negatywny wpływ na środowisko naturalne. Po wydaniu przez Państwową Radę Ochrony Przyrody negatywnej opinii w sprawie planowanych przez J. Szyszkę wycinek w Puszczy Białowieskiej i komercyjnych odstrzałów żubra w Puszczy Boreckiej i Puszczy Knyszyńskiej, minister zniósł kadencyjność tego organu i obsadził go swoimi ludźmi. Na czele Rady stanęła będąca zwolennikiem wycinki i komercyjnego odstrzału żubrów prof. Wanda Olech-Piasecka. Zwolennikiem komercjalizacji w tym obszarze jest również mianowany przez J. Szyszkę generalnym dyrektorem ochrony środowiska Krzysztof Lissowski.

„Ekologia” po PiS-owsku

Brudne układy narastające wokół ministra środowiska obejmują również powołanie własnej organizacji „ekologicznej”. Ministerstwo Środowiska zatwierdziło 7 marca 2017 r. przyznanie z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej 6 mln zł dotacji dla założonej przez Tomasza Sakiewicza – redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie” – Fundacji Niezależne Media, której celem ma być powołanie portalu o Puszczy Kampinoskiej. Wśród wskazanych we wniosku przez Fundację „ekspertów merytorycznych” znalazła się córka ministra, Katarzyna Szyszko-Podgórska, zaprzyjaźniony z ministrem myśliwy i duszpasterz leśników, ks. Tomasz Duszkiewicz, oraz brat pracującego dla „GP Codziennie” dziennikarza, Mateusz Liziniewicz. Koordynatorem projektu zostanie wicenaczelna „Gazety Polskiej” i „GP Codziennie” oraz członkini rady nadzorczej Fundacji Niezależne Media, Katarzyna Gójska-Hejke. Jej asystentem ds. społecznych i promocji zostanie Rafał Dzięciołowski, działacz prometejskiej fundacji „Wolność i Demokracja”, odpowiedzialny wcześniej za projekty demokratyzacyjne realizowane z funduszy MSZ i Senatu RP wobec Białorusi i Ukrainy. Z przyznanego funduszu 1 400 tys. zł ma być przeznaczone na promocję portalu puszcza.tv, między innymi na portalu niezależna.pl, której właścicielem jest spółka Słowo Niezależne, której udziałowcami są z kolei T. Sakiewicz i spółka Srebrna. 119 tys. ma zostać przeznaczone na „integrację” puszcza.tv z „konserwatywnymi i niepodległościowymi” Klubami Gazety Polskiej i kołami Rodziny Radia Maryja.

Pierwotnie zaplecze polityczne dla polityki wyrębu drzew w Puszczy Białowieskiej stanowić miała „ekologiczna” organizacja Santa z siedzibą w Hajnówce, znana między innymi z urządzenia w 2013 r. pikiety w obronie wycinki drzew (i przy okazji poparcia dla Telewizji Trwam). W latach 2012-2015 otrzymała ona od leśnictw z regionu 103 tys. zł. dotacji, po objęciu ministerstwa środowiska przez J. Szyszkę jej przedstawiciele są zaś stale zapraszani do sejmu i na zagraniczne wyjazdy. Prezesem Santy jest Walenty Wasiluk, właściciel firmy Wasbel Wasiluk&Wasiluk zajmującej się sprzedażą i przetwórstwem drewna z Puszczy Białowieskiej. Firma największe obroty i zyski notowała w latach rządów PiS. Wiceprezes Santy, Leon Chlabicz stwierdza z kolei: przyroda nie potrzebuje ochrony. Nie po to została stworzona, żeby ją chronić. Drzewo jest przygotowane na to, że zostanie ścięte i użyte z korzyścią dla człowieka. Pozbawienie tego celu żywej rośliny, myślącej, o określonej inteligencji jest pozbawieniem jej celu życia.

Minister dba o swoich

Jan Szyszko znany jest również z wcześniejszych przejawów nepotyzmu; kariera naukowa jego córki rozwijała się równocześnie z jego własną. Gdy J. Szyszko był wykładowcą SGGW, jego córka była tam najpierw studentką, następnie zaś doktorantką. Pracę doktorską obroniła na podstawie badań prowadzonych w prywatnej stacji badawczej swego ojca w Tucznie. We wrześniu 2016 roku, z inicjatywy J. Szyszki, NFOŚiGW przyznał Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej o. Tadeusza Rydzyka 300 tys. zł na otwarcie studiów podyplomowych w dziedzinie ekologii, gdzie wykładowcami zostali sam minister i jego córka. W marcu 2017 r. K. Szyszko-Podgórska wygrała konkurs na stanowisko adiunkta w warszawskim Instytucie Ochrony Środowiska, który jest nadzorowany przez jej ojca.

Lasy jako interes

W 2016 r. premier Beata Szydło powołała Radę Naukową Leśnictwa mającą doradzać rządowi w sytuacji „klęski żywiołowej w lasach” i „zagrożenia dla ekosystemów leśnych”. Jej przewodniczącym został prof. Jan Sowa, specjalista od pilarek spalinowych, ekspertem zaś Chris Ciszewski – obywatel USA, który zasłynął tym, że w przedstawionym przez siebie na „II Konferencji Smoleńskiej” raporcie pomylił brzozę, o którą zahaczył samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie z leżącą kilka metrów dalej stertą starych desek. Ch. Ciszewski jest autorem dwóch przygotowanych przez Radę ekspertyz, za które otrzymał równowartość 12 tys. złotych – obydwie dotyczą inwazji kornika drukarza w Puszczy Białowieskiej i obydwie rekomendują jako środek zaradczy zwiększenie wyrębu drzew. Ch. Ciszewski te same metody, które próbował bez powodzenia stosować do lokalizacji smoleńskiej brzozy na podstawie zdjęć satelitarnych, zastosował do analizy najstarszej części Puszczy Białowieskiej. Jego zdaniem jest ona dziełem nasadzeń dokonanych przez człowieka, a drzewa stoją tam w równych rzędach. Jest on stanowczo przeciwny poszerzaniu obszaru ochronnego, w którym obowiązywałby zakaz wycinki i uważa, że najpierw należałoby wskazać podmioty „gotowe za taki eksperyment zapłacić”. PiS-owski ekspert przenosi zatem amerykańskie metody myślenia o przyrodzie w kategoriach ekonomicznego zysku na najstarszy zachowany w Europie naturalny kompleks leśny.

Motywy finansowe stały również za podjętą w marcu 2016 r. przez ministra J. Szyszkę decyzją o unieważnieniu ograniczenia wycinki Puszczy Białowieskiej i trzykrotnym zwiększeniu wyrębu z 63 tys. mdo 188 tys. m3W związku z tą decyzją, 27 kwietnia 2017 r. Komisja Europejska rozpoczęła ostatni etap procedury prawnej przeciwko Polsce w związku z bezprawną wycinką Puszczy Białowieskiej. Pod presją Komisji i ekologów J. Szyszko wyłączył 24 maja spod wyrębu 1/3 planowanego obszaru leśnego (tereny rezerwatu). Zwiększenie wyrębu uzasadniane było „gradacją kornika drukarza”, jednak na prawdziwe powody mimowolnie wskazał w swojej interpelacji poselskiej z 7 grudnia 2015 r. Jarosław Zieliński z PiS, zauważając, że straty z powodu „zaniechań w pozyskiwaniu i sprzedaży drewna, które znajduje się we wstępnej fazie inwazji kornika, wynoszą ok. 500-700 mln złotych rocznie”. Chodziło zatem o zwiększenie dochodów z tytułu wycinki drzew i sprzedaży drewna, które trafiłyby do zaprzyjaźnionych z J. Szyszko leśników z leśnictw regionu.

Podejrzenia te potwierdza wydany 1 kwietnia bezterminowy zakaz wstępu do lasów Nadleśnictwa Białowieża, stanowiących ok. 1/5 polskiej części Puszczy. Oficjalnie podanym powodem jest „zagrożenie” rzekomo stwarzane dla ludzi przez „martwe drzewa”. Rzeczywista przyczyną wydania zakazu jest najprawdopodobniej wydana 17 lutego przez Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych, Konrada Tomaszewskiego, decyzja nr 51 zezwalająca na wycinkę drzew „we wszystkich klasach wieku drzewostanów”, tak więc również w starodrzewach. Decyzja dotyczy Nadleśnictw Białowieża, Browsk i Hajnówka, na terenie których znajduje się Puszcza Białowieska. 31 marca, podczas wizyty ministra J. Szyszki w Hajnówce, jego zastępca Andrzej Konieczny zapowiedział zwiększenie wyrębu drzew. W poprzednich latach, społeczne patrole obrońców lasu ujawniały kilkakrotnie wyrąb drzew w strefie objętej ochroną UNESCO, wydany obecnie zakaz ma zatem na celu umożliwienie służbom leśnym karania osób chcących monitorować prowadzony wyrąb drzew.

Manipulacja definicjami

Próba ukrycia wycinek jest zrozumiała, gdyż odbywają się one między innymi w drzewostanach stuletnich oraz tzw. III strefie chronionej UNESCO. Puszcza Białowieska to jedyny w Polsce obiekt przyrodniczy wpisany na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jej status reguluje Konwencja UNESCO z 1972 r. ratyfikowana przez Polskę w 1976 r. Oznacza to, że wycinki drzew nie można prowadzić na terenie Puszczy Białowieskiej w strefach I-III, a jedynie w strefie czwartej. Podpisany przez J. Szyszkę w marcu br. aneks do Planu Urządzenia Lasu Nadleśnictwa Białowieża, zwiększający trzykrotnie dopuszczoną wycinkę, zezwala na wyrąb wszędzie poza rezerwatami, tak więc również w III strefie chronionej. W 2016 r. w strefie formalnie wyłączonej z wycinek pozyskano 25 tys.mdrzewa. W lutym 2017 r. hajnowski leśniczy Grzegorz Bielecki przyznał w rozmowie z dziennikarzami, że wycinki są prowadzone również w strefie ochronnej i że „Zapisy związane ze światowym dziedzictwem UNESCO nie funkcjonują w polskim prawie”.

Wyrąb prowadzony w Puszczy Białowieskiej uzasadniany jest przez Ministerstwo Środowiska – między innymi ustami jego rzecznika Pawła Muchy wypowiadającego się na antenie Radio Maryja – tym, że Puszcza Białowieska nie jest rzekomo lasem naturalnym, gdyż nie należy do kompleksów leśnych nietkniętych ręką ludzką. Uzasadnienie to jednak jest całkowicie fałszywe i wynika bądź to z ignorancji P. Muchy, bądź jest świadomie popełnionym kłamstwem. Las nietknięty ręką człowieka to bowiem nie las naturalny, lecz las pierwotny. Takim lasem Puszcza rzeczywiście nie jest, gdyż szczególnie w wiekach XIX-XX dochodziło do znacznych ingerencji człowieka w jej biotop. Jest ona mimo tego lasem naturalnym, gdyż las naturalny to taki las, który powstał w wyniku spontanicznego odnowienia przez siły natury, bez ingerencji człowieka, na przykład na porzuconych pastwiskach lub polach. Puszcza Białowieska, na znacznej części swojego obszaru, szczególnie na terenie parku narodowego, lasem naturalnym jest, zaś odpowiedzialna polityka ekologiczna powinna zmierzać do nadania podobnego charakteru również jej pozostałym częściom.

Nie tylko Puszcza Białowieska

Puszcza Białowieska to niestety nie jedyna ofiara neokonserwatywnego rządu. Minister J. Szyszko podejmuje też działania mające na celu rozluźnienie ochrony przyrody na terenie obszarów Natura 2000 oraz stara się zwiększyć dostępność odstrzału żubra. W odstrzałach przodują nadleśnictwa właściwe dla Puszczy Boreckiej i Puszczy Knyszyńskiej. Rocznie dewizowi myśliwi odstrzeliwują tam ok. 10% stad, co uzasadnia się „lichym zdrowiem” zwierząt. Nie istnieje jednak mechanizm weryfikacji takich klasyfikacji, stąd np. w Puszczy Knyszyńskiej w 2016 r. odstrzelono miedzy innymi ciężarną samicę i zdrowego byka. Komercyjny odstrzał popiera wspomniana wyżej prof. W. Olech-Piasecka, która stwierdziła, że skoro Lasy Państwowe wydają pieniądze na zimowe dokarmianie żubrów, „to niech żubry się dołożą”. Polityka Lasów Państwowych przypomina jednak tucz na cele komercyjne. W Puszczy Boreckiej dla stada liczącego 110 sztuk przeznacza się rocznie 900 ton karmy. Na terenie Puszczy Białowieskiej, gdzie decydują władze parku narodowego, a nie Lasy Państwowe, na stado liczące 600 sztuk przypada rocznie 300 ton karmy. Problem z rzekomym przegęszczeniem ma jednak nadleśnictwo Borki i to właśnie ono, a nie władze parku narodowego Puszczy Białowieskiej, zezwala na zwiększony odstrzał żubra.

Resort ministra J. Szyszko próbował również wprowadzić komercyjny odstrzał jeleniowatych w rezerwacie Las Warmiński im. Prof. Benona Polakowskiego. 11 stycznia 2017 r. min. J. Szyszko zażądał zezwolenia na takie odstrzały od władz rezerwatu. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (pod kierownictwem sprzed roszady kadrowej przeprowadzonej przez ministra) zorganizowała w dniach 1-22 marca konsultacje społeczne i w gronie eksperckim, w konkluzji zaś uznała, że nie ma powodu wprowadzać postulowanych przez resort środowiska zmian w zarządzeniu z 23 sierpnia 2016 r. dotyczącym planu ochrony dla rezerwatu. Tym razem zatem pazerne zakusy ministra J. Szyszki spełzły na niczym. Swoim zapędom łowieckim minister daje za to wyraz prywatnie. 11 lutego 2017 r. wziął w Grodnie udział w odstrzale 400 bażantów wyrzucanych na tę okazję z klatek wprost pod lufy „myśliwych”. „Polowanie” odbyło się niezgodnie z prawem, ponieważ zabite zwierzęta nie żyły w stanie dzikim i nie mogły przez to być obiektem polowania, ani też nie ogłuszono ich przed zabiciem jak wymagane jest to w przypadku uboju, ministra jednak nie można pociągnąć do odpowiedzialności ze względu na przysługujący mu immunitet.

Metapolityka J. Szyszki: antropocentryzm, utylitaryzm, ekonomizm

Za polityką ministerstwa środowiska (w 1999 r. utraciło ze swej nazwy słowo „ochrona”), które pod kierownictwem J. Szyszki trafniej byłoby nazwać „Ministerstwem Eksploatacji Środowiska”, stoją zatem nepotyzm i mętne, quasi-korupcyjne układy. Uzasadniana jest ona ideologią stanowiącą konglomerat poglądów typowych dla amerykańskiej neokonserwatywnej prawicy. Nieprzypadkowo „ekspertem” zaangażowanym przez ministerstwo jest Amerykanin, wspomniany wcześniej w tekście Ch. Ciszewski. Ideologia ta ma charakter skrajnie antropocentryczny i wychodzi z protestanckiej interpretacji biblijnego zapisu o „czynieniu sobie przez człowieka Ziemi poddaną”.

Wedle tego poglądu, człowiek dostał Ziemię od Boga, by zostać jej panem. Przyjmuje się tu przy tym rzymską definicję własności jako „ius utendi et abutendi”, tak więc prawo do egoistycznej, bezwzględnej eksploatacji – aż do całkowitego wyjałowienia. Jedynym uzasadnieniem istnienia przyrody jest tu „służyć człowiekowi” i stać się dla niego zasobem do wykorzystania. Drzewa są w tej interpretacji „lewackie”, przeciwnicy wytrzebienia lasów to „ekoterroryści”, krytycy zaś współczesnej karykatury myślistwa – jak stwierdza wspomniany wyżej ks. T. Duszkiewicz – „nie są Polakami”. Tubą tej ideologii jest Radio Maryja, od lat już stanowiące podnóżek polityczny PiS. Pod jego patronatem 13 maja odbyła się zorganizowana przez Wyższą Szkołą Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu konferencja „ekologiczna”, która zamieniała się w apologię rządów PiS i samego ministra J. Szyszki, na której zaś organizację Państwowe Gospodarstwo Leśne Lasy Państwowe wyłożyło z funduszu leśnego (sic!) 120 tys. zł.

Krytyka chrześcijańska i tożsamościowa

Nie miejsce tu na szczegółowy rozbiór pseudochrześcijańskiej, antropocentrycznej i ekonomistycznej ideologii neokonserwatywnego i prawicowego antyekologizmu, wymagałoby to bowiem przygotowania odrębnego tekstu. Warto jednak, tytułem przyczynku, nadmienić, że, na szczęście, w chrześcijaństwie nie jest ona ani powszechna, ani bezdyskusyjna. Kościół rzymskokatolicki przoduje dziś w w prowadzonych w kręgu chrześcijańskim intelektualnych poszukiwaniach na gruncie ekologii, czego dowodem są między innymi encykliki „Caritas in veritate” (2009) papieża Benedykta XVI (2005-2013) oraz „Laudato si” (2015) obecnego papieża Franciszka. W Kościołach prawosławnych problem utylitarystycznego stosunku do przyrody występował w mniejszym stopniu, z uwagi na ograniczoną tam recepcję prawa rzymskiego oraz bardziej niż na Zachodzie mistyczny i panteistyczny charakter myśli prawosławnej, w której akcentuje się odnowienie i przemienienie całego stworzenia przez odkupieńcze dzieło Chrystusa.

Współczesna myśl katolicka polemizuje z neokonserwatywnym rozumieniem „czynienia sobie Ziemi poddaną” przez „użycie i zużycie” jej dóbr i zasobów. Podkreśla się, że Bóg nie oddał człowiekowi ogrodu Eden na własność, lecz przekazał mu go w opiekę (Rdz 2, 15). Ziemia nie stanowi bowiem własności człowieka, lecz własność Boga – człowiek jest jedynie na niej gościem (Ps 24, 1; Kpł 25, 23). Człowiek nie powinien zatem niszczyć przyrody, lecz dbać o nią, doglądać jej i pielęgnować. Neokonserwatywna doktryna podzielana przez PiS jest również fałszywa dlatego, że stawia człowieka poza i ponad przyrodą. Człowiek tymczasem jest częścią przyrody, przyroda zaś nie powstała, by mu służyć, lecz ma charakter autoteliczny i niezależny od człowieka. Przyroda istnieje po to, by istnieć. Mogłaby istnieć również bez człowieka, zarazem jednak człowiek, będący jednym z jej elementów, bez niej istnieć by nie mógł.

Gdybyśmy mieli przedstawić w formie graficznej podzielaną przez J. Szyszkę i Radio Maryja metafizykę neokonserwatyzmu, to Bóg byłby tam obrazowany przez okrąg, wektor oddziaływania od którego biegłby ku niżej położonemu okręgowi symbolizującemu człowieka, z kolei kolejny wektor oddziaływania od okręgu symbolizującego człowieka biegłby niżej, ku okręgowi symbolizującemu przyrodę. W wersji ekologicznej wektor oddziaływania biegnie od okręgu wyrażającego Boga ku okręgowi wyrażającemu przyrodę, w którym z kolei zawiera się mniejszy okrąg symbolizujący człowieka. Model neokonserwatywny ma więc charakter wyraźnie antropocentryczny, podczas gdy model ekologiczny ma charakter kosmocentryczny.

Tożsamościowa rewolucja zakorzenionych

Obecność J. Szyszki w ekipie PiS jest symptomem bardzo niepokojącym. PiS zmierza do zbudowania w Polsce nowej, prawicowej klasy średniej. Ma temu służyć polityka historyczna, nakręcanie kultu powstań narodowych i powojennej antykomunistycznej partyzantki, budowanie patriotyzmu wśród młodzieży, projekty gospodarcze wicepremiera Mateusza Morawieckiego, polityka rodzinna i pozyskiwanie Kościoła katolickiego, budowanie własnych środków masowego przekazu i zaplecza ekspercko-intelektualnego. Strategia ta ma duże szanse powodzenia w związku degrengoladą liberalnej opozycji i nieudolnością potencjalnych konkurentów PiS do odgrywania roli spadkobiercy i twórczego kontynuatora dziedzictwa polskiego patriotyzmu, czy wręcz samej polskości. Gdyby integralną częścią światopoglądu tej budowanej przez PiS nowej prawicowej klasy średniej stał się antropocentryczny, utylitarystyczny, ekonomistyczny i skrajnie eksploatatorski stosunek do przyrody, kojarzony w tej chwili głównie z wielkoprzemysłową oligarchią amerykańskiej Partii Republikańskiej, byłoby to dla naszego kraju prawdziwą tragedią, bowiem zostalibyśmy wykorzenieni z przyrodniczego dziedzictwa naszego kraju, ono samo zostałoby zaś materialnie zaprzepaszczone.

W strategii PiS jest jednak luka, o którą w przyszłości może wywrócić się władza Jarosława Kaczyńskiego. PiS nie stworzył własnej masowej formacyjnej organizacji młodzieżowej, patriotyczna młodzież wyznaje zaś poglądy konserwatywno-liberalne lub neoendeckie i sympatyzuje ze współczesnymi eksponentami tych tradycji ideowych. Fakt, że nie doprowadziło to do zastąpienia PiS u władzy przez neoendeków lub konserwatywnych liberałów wynika wyłącznie ze słabego przywództwa i równie słabej organizacji obydwu tych nurtów. Świat ideowy prawicowej młodzieży nie jest jednak niewątpliwie światem ideowym żoliborskich inteligentów ani neopiłsudczykowskich bankowych technokratów, którzy są dziś politycznym środkiem ciężkości w PiS – świadczy o tym choćby odmienny stosunek do Józefa Piłsudskiego, czy do popierania rewolucji ukraińskiej z 2014 r. Ten brak ideowej i politycznej kontroli PiS nad polską młodzieżą jest największą słabością tej partii i to prawdopodobnie on okaże się furtką do przyszłej zmiany władzy. By jednak taka zmiana nastąpiła i rządy zdobyła „prawdziwa Prawica”, musi nastąpić konsolidacja ideowa i polityczna generacji lat 1980. i 1990.

Obecne ogniskowe ideowej i politycznej tożsamości młodego pokolenia jak kult „żołnierzy wyklętych”, antykomunizm, czy antyislamizm, są fabrykowane i podsuwane młodym przez starsze pokolenia, jako całkowicie politycznie bezzębne, wykastrowane, niegroźne i pozbawione rewolucyjnego oraz kontestacyjnego potencjału. Kunktatorskie i mierne politycznie kierownictwa organizacji neoendeckich i konserwatywno-liberalnych powielają bezrefleksyjnie tę narrację, stając się narzędziem w rękach PiS i elit postsolidarnościowych do kontroli nad młodym pokoleniem. Uwaga całej generacji ludzi, spośród których mogłaby wyrosnąć prawdziwa tożsamościowa Prawica, kierowana jest na tematy zastępcze. Zamiast protestować przeciw TTIP/CETA, przeciw dewastacji przez rząd przyrodniczego dziedzictwa naszego kraju, przeciw zainstalowaniu w Polsce baz amerykańskich, zamiast domagać się dymisji ministra J. Szyszki i wystąpienia Polski z NATO, prawicowa młodzież angażowana jest w sprytnie podsuwane jej działania zastępcze, sprzyjające petryfikacji warunków umożliwiających geopolityczną i ekonomiczną eksploatację Polski.

Obecność w polskiej polityce ludzi takich jak J. Szyszko jest dobrym barometrem moralnej i intelektualnej kondycji naszego narodu. To, czy sam minister oraz tworzony wokół niego i przez niego układ będą nadal akceptowane, czy też ostentacyjna interesowność i fałsz tej konstelacji politycznej wywoła w młodym pokoleniu odruch sprzeciwu i stanie się czynnikiem narodzin w Polsce nurtu tożsamościowej rewolucji, powie nam, czy jesteśmy godni powoływać się na duchowe dziedzictwo naszych przodków i nosić miano Polaków – niegdyś narodu mieniącego się sumieniem Europy, obrońcą sprawiedliwości i opiekunem uciśnionych.

Ronald Lasecki

2 komentarze

  1. hibernatus

    Ostrzegam przed postawą „pro-drzewową” (choćby i wynikającą z dobrych intencji), bo sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana i groźna, niż się może na pierwszy rzut oka wydawać.
    Mówi o tym ks. Tadeusz Guz (za co spotkała go ostatnio nagonka ze strony „GW” i drżących przed „GW” władz KUL-u) w swoich ostatnich wystąpieniach o animalizacji człowieka przy jednoczesnej humanizacji zwierząt i właśnie drzew – m. in. tutaj:
    http://www.radiomaryja.pl/multimedia/rozmowy-niedokonczone-filozoficzna-analiza-ideologicznych-podstaw-animalizacji-czlowieka-humanizacji-zwierzat-drzew/
    http://www.radiomaryja.pl/multimedia/rozmowy-niedokonczone-filozoficzna-analiza-ideologicznych-podstaw-animalizacji-czlowieka-humanizacji-zwierzat-drzew-cz-ii/

    Przypominam też o międzynarodowej konferencji „naukowej” pt. „Zwierzęta i ich ludzie. Zmierzch antropocentrycznego paradygmatu”, zorganizowanej wspólnie przez PAN i UW bodaj 4 lata temu oraz o powstaniu i bezproblemowym zarejestroewaniu Polskiej Partii Transhumanistycznej (jakoś ABW ten twór nie przeszkadza, tak jak Zmiana). To wszystko jest częścią większej całości, projektowanej przez mizantropijnych czubów:
    http://www.eioba.pl/a/436h/nienawisc-do-ludzkosci-wedlug-deklaracji-praw-zwierzecia

  2. Kamil Kaczmarczyk

    Ten obrazek wymiata 🙂

Dodaj komentarz