Marcin Skalski: Jak Telewizja Republika lansowała dywersantów Sorosa

Bartosz Kramek z Fundacji Otwarty Dialog jest w polskim życiu publicznym postacią zagadkową, choć wcale nie nową. Rozgłos zapewniały mu nie tylko media lewicowo-liberalne, jak chociażby stacja TVN, ale też ośrodki medialne biorące na siebie odgrywanie roli „patriotycznych”, jak na przykład Telewizja Republika. Dla tej sympatyzującej z PiS-em stacji wystarczającym powodem była rusofobia i popieranie przez Kramka ukraińskiego Majdanu.

Po przyjęciu przez zdominowaną przez PiS większość sejmową nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym Kramek opublikował wzorowaną na rozwiązaniach zastosowanych na Ukrainie 16-punktową instrukcję, której celem ma być obalenie polskiego rządu. Kramek wzywa do sparaliżowania działalności państwa polskiego, zarazem dopuszcza on przeprowadzenie działań wzorowanych na obaleniu władzy na Ukrainie na przełomie 2013/2014 roku, co w efekcie uwikłało państwo ukraińskie w stan trwałego chaosu, bezsensowną wojnę z proklamowanymi w Donbasie republikami i konflikt terytorialny z Federacją Rosyjską o Półwysep Krymski. Gospodarka Ukrainy zmalała w błyskawicznym tempie, ludność zubożała, czego skutkiem jest masowa emigracja Ukraińców do Polski i do Rosji. Nic więcej dziwnego, że dla PiS-u i jego medialnych sekundantów scenariusz Majdanu nad Wisłą kojarzy się jak najgorzej – mimo że sami aktywnie popierali obalanie władz Ukrainy, czyniąc to ręka w rękę z politykami Platformy Obywatelskiej. Dość dodać, że protesty w Kijowie politycy z PO i PiS-u poparli z uwagi na ich wyraźnie przychylny Unii Europejskiej charakter – tej samej Unii Europejskiej, która teraz wkłada kij w szprychy rządowi PiS-u.

Sam Jarosław Kaczyński pojawił się na Majdanie w towarzystwie lidera banderowskiej partii Swoboda Oleha Tiahnyboka, pozdrawiając demonstrantów zawołaniem „Sława Ukrainie”. Tłum odpowiedział mu wówczas „herojam sława”, a następnie pomajdanowe władze Ukrainy rozpoczęły kampanię konsekwentnego wynoszenia do panteonu bohaterów narodowych wspomnianych „herojów”, wśród których nie zabrakło banderowskich zbrodniarzy.

Wówczas zwracanie uwagi na banderowskie akcenty w symbolice stosowanej na Majdanie groziło ostracyzmem ze strony pozbawionych wszelkich skrupułów  zwolenników krwawej jatki w Kijowie. Szantaż emocjonalny stosowała również Telewizja Republika, której ówcześni pracownicy – Michał Rachoń i Krzysztof Kossowski – pozwalali sobie w lutym 2015 roku chociażby na chamskie uwagi pod adresem portalu Kresy.pl, sugerując oczywiście jego powiązania z Rosją i nazywając „Kresami.ru”. Miało to miejsce w programie „Blogosfera”, gdy komentowano jedną z wypowiedzi redaktora naczelnego portalu, Tomasza Kwaśnickiego. Kwaśnicki postulował bowiem wstrzemięźliwość wobec jednoznacznego popierania Ukrainy, a późniejszy bieg wydarzeń przyznał rację właśnie takim jak on i jemu podobnym.

Do pro-ukraińskiej propagandy zaprzężono właśnie wspomnianego Bartosza Kramka. 25 sierpnia 2015 roku Kramek wystąpił w prowadzonym przez Michała Rachonia (obecnie w TVP INFO) programie „Wolne Głosy”. Towarzyszył mu późniejszy ambasador Polski na Ukrainie Jan Piekło, który zasłynął z bagatelizowania banderyzacji polityki historycznej nad Dnieprem. We wspomnianym programie Kramek nazwał pomysł prowadzenia jakichkolwiek rokowań z Rosją i – jak ich określił – tak zwanymi separatystami mianem „poronionego”. Z kolei Jan Piekło nazwał ”pożytecznymi idiotami” tych z uczestników dyskursu publicznego, którzy nie podzielali jego (oraz Kramka i Rachonia) skrajnie pro-ukraińskich poglądów. Piekło zasugerował również, że część z nich jest opłacanych przez Moskwę.

Wówczas Jan Piekło był jednak szefem Fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej PAUCI z siedzibą w Warszawie, która sama funkcjonowała także między innymi dzięki pieniądzom niemieckim, np. powiązanej z niemieckimi Zielonymi fundacji Heinricha Bolla, która na sztandarach ma wypisane demokrację i prawa człowieka. Na stronie Fundacji PAUCI znajdują się tez informacje o wsparciu z Kanady i innych podmiotów bynajmniej nie będących polskimi. „Jako część politycznego ruchu zielonych Fundacja im. Heinricha Bölla działa międzynarodowo na rzecz zrównoważonego rozwoju, demokracji płci, ponadkulturowego porozumienia i wspierania edukacji obywatelskiej” – dowiadujemy się z kolei ze strony wspomnianej niemieckiej fundacji. Współpracownika tego typu podmiotów Telewizja Republika wytypowała sobie na autorytet w dziedzinie stosunków międzynarodowych, Prawo i Sprawiedliwość zaś – na ambasadora w Kijowie.

Komentując politykę Federacji Rosyjskiej Jan Piekło powiedział z kolei, że „jest głęboko przekonany”, iż państwo to się rozpadnie. Kramek dodał natomiast, że „podziela ten pogląd”, czemu miałaby rzekomo sprzyjać wojna na Ukrainie. Kramek wieszczył również wyjście ze składu Federacji Rosyjskiej takich podmiotów jak Tatarstan.

„Niewątpliwie Rosja jest zainteresowana tym, żeby Polacy i Ukraińcy różnili się tak bardzo, żeby nie mogli ze sobą współpracować. To jest coś, co było ćwiczone przez carat, to jest coś, co było ćwiczone w czasie drugiej wojny światowej, kiedy doszło do tragicznej Rzezi Wołyńskiej. I to jest ćwiczone w PRL-u, gdy mówiono o bandach UPA – nie o żołnierzach niepodległości ukraińskiej, którzy chcieli po prostu walczyć o wolną ojczyznę. I to dzieje się również dzisiaj, gdy próbuje się zdetonować historię” – mówił dalej Piekło, gdy omawiano temat historii stosunków polsko-ukraińskich. Na relatywizację działalności Ukraińskiej Powstańczej Armii nie zareagował w żaden sposób prowadzący Michał Rachoń, który skupił się na rzekomym dzieleniu Polaków i Ukraińców przez Moskwę.

Z kolei Kramek zarzucił ks. Isakowiczowi-Zaleskiemu, ze postrzega Ukrainę – tu cytat – „przez pryzmat tragedii wołyńskiej”, przyznając zarazem, że polegała ona na masakrze Polaków. Rachoń przyznał natomiast, że na Wołyniu zginęły tysiące naszych rodaków, wyrażając jednak obawę, że z tego faktu skorzysta rosyjska propaganda.

Jan Piekło, odnosząc się do tej uwagi, powiedział, że polski i ukraiński Instytut Pamięci Narodowej powinny utworzyć wspólną komisję i współpracować w tej kwestii. Dodajmy, że dziś to właśnie ukraiński Instytut Pamięci Narodowej blokuje ekshumacje pomordowanych na Wołyniu Polaków, zaś obecny ambasador, którym jest właśnie Jan Piekło, nie wystąpił publicznie w tej sprawie, by wyrazić stanowczy sprzeciw wobec takich praktyk strony ukraińskiej. Kramek z kolei powiedział, że „powinniśmy się skoncentrować, by Ukraina wyszła z tego konfliktu zwycięsko”.

Kramek wystąpił też w Telewizji Republika 24 sierpnia 2016 roku w programie prowadzonym przez Ryszarda Gromadzkiego. Sam Gromadzki pozwolił sobie na stwierdzenie, że „silna Ukraina to silna Polska”, gdy gościł Marka Jakubiaka w studio Republiki 28 września 2015 w programie „W punkt”. Z kolei program z udziałem Kramka zaczął Gromadzki od komplementowania i wymieniania zasług Fundacji Otwarty Dialog dla dialogu polsko-ukraińskiego. Obydwaj – Gromadzki i Kramek – pozytywnie ocenili fakt, że Andrzej Duda pojechał do Kijowa na uroczystości obchodów Święta Niepodległości Ukrainy, mimo że był tam jedyną głową państwa. Gromadzki nazwał określił rolę żołnierzy Symona Petlury w wojnie polsko-bolszewickiej jako „ogromną”.

Kramek i Gromadzki zarzucili również Rosji chęć przebudowy ładu światowego, do czego narzędziem ma być odzyskanie kontroli nad Ukrainą. „Czy świat jest gotowy wesprzeć Ukrainę i się temu przeciwstawić?” – pytał Kramek. Następnie Gromadzki i Kramek snują wizje rosyjskiej agresji na kraje bałtyckie i Polskę.

W kolejnej części Kramek pozwolił sobie na krytyczne uwagi o stanie rosyjskiej gospodarki, dodając zarazem, iż „Ukraina się już ustabilizowała”. Podkreślił on również, że po roku Rosji skończą się pieniądze (wypowiedź padła 11 miesięcy temu). Przedstawiciel Fundacji Otwarty Dialog zaznaczył ponadto, że „Ukraińcy wychodzą na prostą, jeśli chodzi o PKB”. Odnotujmy, że ostatnio na łamach „Rzeczypospolitej” nawet skrajnie pro-ukraiński (wzywający m.in. do otwierania dla Ukraińców takich instytucji jak armia) komentator Andrzej Talaga zauważył, że PKB Ukrainy spadło od 2013 roku z poziomu 183 mld dolarów do obecnych 83 mld dolarów.

Ryszard Dromadzki określił natomiast jako „jedyną rozsądną strategię” postawę Polski wobec Ukrainy jako „adwokata”. Dodał on, że zgadza się pod tym względem z Kramkiem. Sam Kramek gościł w Republice już kilka lat temu, gdy 13 czerwca 2013 roku został zaproszony do programu Michała Rachonia, wcześniej działającego w młodzieżówce Prawa i Sprawiedliwości. O samym Rachoniu pierwszy raz było głośno, gdy w 2009 roku przebrał się za penisa z napisem „Put in” (po polsku: „włóż”). Będąc udekorowanym w taki właśnie sposób, Rachoń pojawił się pod hotelem w Gdańsku, gdzie mieszkał przybyły na obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej Władimir Putin. Spod powłoki penisa wydobywały się wówczas z ust Rachonia okrzyki „morderca”, kierowane pod adresem prezydenta Federacji Rosyjskiej.

Telewizja Republika postawiła wówczas jednoznacznie na tych, którzy podzielali jej obsesje na punkcie Rosji i prezydenta tego kraju, eksponując skrajnie pro-ukraińskie stanowisko i popierając kijowski Majdan. Zarazem – lansując postacie pokroju Kramka – zamieniła się w szczekaczkę wobec tych, którzy wobec tegoż Majdanu zajmowali stanowisko sceptyczne. Z echami tego podejścia zetknęliśmy się jeszcze niedawno, gdy właśnie portal Telewizji Republika opublikował informacje zawarte w rzekomym „raporcie węgierskich służb”, który był tak naprawdę propagandowym biuletynem jednej z węgierskich fundacji, w którym o związki z Rosją oskarżono jak leci wszystkie podmioty o konserwatywnej bądź narodowej agendzie politycznej. Pikanterii dodaje fakt, iż rzekomy „raport węgierskich służb” puścił w obieg lewacki think-tank finansowany przez George’a Sorosa. Właśnie z takimi środowiskami grali przez parę lat do jednej bramki nieskazitelni patrioci z Telewizji Republika. Obecnie zaś mogą już zacząć wyjmować z nocnika unurzane po łokcie w ekskrementach ręce, gdyż ich niedawny sojusznik Bartosz Kramek pozostał wierny idei „majdanu”, przy czym potraktował ją dosłownie i eksterytorialnie, proponując krwawą jatkę w imię „wolności i demokracji” już nie Ukraińcom, ale Polakom. Sympatyczna foteczka jego małżonki – pochodzącej z Ukrainy Ludmiły Kozłowskiej – w towarzystwie George’a Sorosa, powinna zostać wywieszona nad wejściem do siedziby Telewizji Republika, żeby kolejne roczniki nieskazitelnych patriotów nauczyły się tego, co być może nigdy nie dotrze do Rachonia i jemu podobnych.

Wniosek jest bowiem prosty i oczywisty – popieranie i promowanie danej postaci tylko dlatego, że ma obsesję na punkcie Rosji, zawsze będzie się kończyć tego typu „niespodziankami”. Wszelkie liberalne think-tanki będą zwalczać tak Putina, jak i Kaczyńskiego czy Orbana, nie zważając na aktualne polsko-rosyjskie niesnaski (z których większość ma źródło w popieraniu Kijowa przeciwko Moskwie, z czego Polska nie odnosi żadnych korzyści). Jakiekolwiek odejście od modelu liberalnego, w promocję którego Soros zainwestował grube miliardy, będzie się kończyć próbami destabilizacji danego państwa. Różnica polega na tym, że Putinowi mogą one naskoczyć, Orban zaś wypracował sobie alternatywę, nie popierając bezmyślnie każdej ruchawki w imię „demokracji”, emancypując się spod wpływów takich centrów jak Bruksela czy Berlin.

Natomiast Jarosław Kaczyński powinien wyciągnąć wniosek, że popieranie „majdanów” w cudzym kraju nie popłaca, bo dokładnie te same siły mogą potem zorganizować majdan przeciwko niemu. Jeśli V kolumna Sorosa postanowiła świadomie wyprowadzać go z równowagi wzmiankami o jego zmarłym bracie, to powinien sobie zdać wreszcie sprawę, że sam igrał z ogniem i że jego przeciwnicy nie cofną się przed niczym.

Lider PiS przyłożył bowiem rękę do podpalenia Ukrainy z nadzieją, że zapali się Rosja. Tymczasem, zapłonąć może nasz polski dom. Polskim patriotom, tak bezceremonialnie traktowanym w mediach PiS-owskich za nie dość pro-ukraińską postawę, nie pozostaje jednak nic innego, jak zwalczać w imię suwerenności narodowej niedawnych sojuszników Telewizji Republika i to najprawdopodobniej ramię w ramię z tymi, którzy V kolumnę Sorosa usilnie i skutecznie wylansowali.

Życzmy sobie, by Jarosław Kaczyński nie stał się drugim Janukowyczem, bo ten drugi przynajmniej miał dokąd uciec.

Marcin Skalski

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu MediaNarodowe.com

3 komentarze

  1. Banderofili i Rusofobów w tym kraju jest ci dostatek.Nie wiem czy to tylko głupcy,naiwniacy czy co gorsze zdrajcy,zaprzańcy.

  2. Nikt nie ma AK-47?

  3. Szczurzy charakter, szczurza fizjonomia.

Dodaj komentarz