Wenezuela: Zamach bombowy i mordy polityczne w trakcie wyborów

Zamieszczone w internecie nagranie ukazuje zamach bombowy, do którego doszło w jednej ze wschodnich dzielnic stolicy państwa, Caracas. W niedzielę, w chwili gdy grupa funkcjonariuszy policji na motocyklach zatrzymała się przy skrzyżowaniu doszło do eksplozji podłożonego wcześniej ładunku wybuchowego domowej roboty. Według wstępnych informacji rannych zostało ośmiu policjantów. Co znamienne zamach spotkał się z entuzjastyczną reakcją obserwujących dramatyczną sytuację zwolenników opozycji.

Do zamachu doszło w trakcie niedzielnych wyborów do Konstytuanty przeprowadzonych z inicjatywy prezydenta Wenezueli, Nicolasa Maduro. Według danych Centralnej Komisji Wyborczej frekwencja głosowaniu wyniosła 41,5%, co oznacza, że do urn poszło prawie 8,1 mln spośród prawie 19,5 mln uprawnionych obywateli. Wybrali oni 545 deputowanych Konstytuanty, która ma opracować zmiany ustrojowe w szarpanym ostrym konfliktem społeczno-politycznym państwie.

Koalicja ugrupowań opozycyjnych, która od dawna zapowiadała bojkotowanie wyborów, nie uznaje też ich oficjalnych wyników. Według niej zagłosowało jedynie 12% uprawnionych, czyli ponad 2 mln ludzi. Wyborom towarzyszyły zamieszki i zamachy terrorystyczne. Według prokuratury w niedzielę zginęło co najmniej 10 osób. Zastrzelony został prorządowy kandydat Jose Felix Pineda Marcano a także lider jednej z partii opozycyjnych Ricardo Campos. Ministerstwo Obrony poinformowało, że zwolennicy opozycji zaatakowali łącznie około 200 lokali wyborczych.

Ostry konflikt trwa w Wenezueli od lat na tle fatalnego stanu jej gospodarki, która przełożyła się na pogorszenie dostępności niektórych dóbr. W grudniu 2015 roku koalicja partii opozycyjnych wygrała wybory parlamentarne i przejęła kontrolę nad Zgromadzeniem Narodowym. W 2016 roku opozycyjni parlamentarzyści próbowali doprowadzić do impeachmentu prezydenta Maduro, a wobec niepowodzenia akcji ogłosili tworzenie równoległych, alternatywnych organów władzy. Opozycja wzywała wojsko do wypowiedzenia posłuszeństwa rządowi a także prosiła o interwencję ONZ. Doprowadziło to do politycznego klinczu. Wobec niego Najwyższy Trybunał Sprawiedliwości wydał 29 marca bieżącego roku orzeczenie o zawieszeniu parlamentu i przekazaniu jego kompetencji prezydentowi, który uzyskał tym sposobem prawo do wydawanie dekretów z mocą ustawy. Sam Maduro uznał jednak, że byłaby to zbytnia koncentracja władzy w jego ręku i na jego wniosek Trybunał 1 kwietnia anulował swoje orzeczenie. Aby znaleźć wyjście z eskalującego konfliktu prezydent Maduro zaproponował w maju powołanie nowego parlamentu, mającego od nowa określić ustrój państwa. Jego członków wybierano w niedzielę.

Niedzielne walki zadają kłam narracji upowszechnianej przez wszystkim przez media z USA przedstawiających sytuację w Wenezueli w kategoriach ataku sił bezpieczeństwa na pokojowo nastawioną opozycję. Potwierdzają też wnioski z majowego raportu wenezuelskiego rządu na temat narastania politycznej przemocy, z którego wynika, że większość ofiar nie została zabita przez funkcjonariuszy policji czy żołnierzy, a sami opozycjoniści doprowadzili do śmierci wielu osób, także w zaplanowanych zamachach z użyciem broni palnej czy ładunków wybuchowych.

(Na podst. Kresy.pl)

 

Dodaj komentarz