Adam Danek: Biblia reakcyjnego romantyzmu

Rolę manifestów ideowych odgrywają w dziejach nie tylko pisma, traktaty i odezwy polityczne, ale również dzieła literackie. Jak wiadomo, książki żyją własnym życiem. Czasem utwory literackie stają się politycznym credo wielkich prądów, choć autor wcale tego nie zamierzył. Czasem nawet stają się manifestami kierunków niezgodnych z intencjami autora. Henryk Sienkiewicz napisał powieść „Bez dogmatu” (1891), aby dokonać krytycznej wiwisekcji dekadentyzmu doby fin de siècle i obnażyć jego wewnętrzną pustotę. Ironia losu sprawiła, że jego powieść obrali sobie za sztandar właśnie dekadenci i schyłkowcy upajający się atmosferą „wieku nerwowego” (1).

W Niemczech na początku XIX wieku ukazały się dwa dzieła, które bieg wydarzeń szybko wyniósł do rangi manifestów romantyzmu, rozumianego zarówno jako epoka historyczna, jak i prąd ideowy: ogromny zbiór pieśni „Cudowny róg chłopca” (1806-1808) opracowany przez Achima von Arnima i Clemensa Brentano, obejmujący około siedmiuset utworów w trzech tomach, oraz baśń „Ondyna” (1811) pióra barona Friedricha de la Motte Fouqué, opowiadająca dzieje miłości nimfy morskiej Undine i rycerza Hildebranda. To nie przypadek, że obie książki poprzedzają manifesty romantyzmu ogłoszone w innych krajach, takie jak słynna przedmowa Victora Hugo do dramatu „Cromwell” (1827) czy nasza „Oda do młodości” (1820). Głosy „Cudownego rogu chłopca” i „Ondyny” rozeszły się nie tylko po Niemczech, ale po całej Europie, dając sygnał nowym kierunkom umysłowym do dojrzałego już podskórnie otwartego buntu przeciw trwającemu jeszcze w kulturze duchowemu i intelektualnemu dyktatowi wieku osiemnastego. Co warte podkreślenia, ten bunt nowatorów miał się dokonać pod hasłami powrotu do tradycji, odkrycia piękna i walorów przeszłości (2). To również nie przypadek, że „Cudowny róg chłopca” i „Ondyna” zyskały popularność w Europie ładu wiedeńskiego, pod rządami Świętego Przymierza, w latach triumfującego legitymizmu i powrotu monarchów. Niemiecki romantyzm jako trend literacki niósł ze sobą również określone treści polityczne.

Czas ukazania się obu dzieł przypada na zwrotny moment w dziejach. Stary świat za sprawą Francji stoi w ogniu wojen rewolucyjnych. Wacław Gąsiorowski swoją poczytną powieść o tamtych wydarzeniach trafnie zatytułował „Huragan” (1902), bo w istocie z kraju rządzonego teraz przez „cesarza Francuzów” wychodzi podmuch, który przewraca wszystko. Na Rzeszę niczym pioruny spadają kolejne klęski. Najpierw następuje pogrom Austrii w bitwie pod Austerlitz (1805). Zaraz potem Napoleon rozgniata Prusaków pod Jeną (1806), a tego samego dnia jego najzdolniejszy dowódca, „żelazny marszałek” Louis Nicolas Davout – oficer jeszcze przedrewolucyjny – rozbija pod Auerstedt wielokroć liczniejsze siły samego króla Prus, po czym zajmuje Berlin. Rok 1807 przynosi dobicie armii Prus i ich sojusznika, rosyjskiego cara Aleksandra, w bitwach pod Pruską Iławą i Frydlandem. Francuzi są panami Niemiec. To największa klęska w dotychczasowych niemieckich dziejach; dopiero w 1945 r., dzięki przywódczym talentom austriackiego zupaka, Niemcy doznają jeszcze gorszej przegranej, najdotkliwszej w całej swojej historii. Porażona tymi ciosami, rozlatuje się najstarsza obok Kościoła katolickiego instytucja w Europie – Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego. Ostatni cesarz rzymski Franciszek II w 1806 r. wyłącza z Rzeszy kraje korony habsburskiej i już pod imieniem Franciszka I panuje odtąd jako cesarz (samej tylko) Austrii. Resztę okupowanego przez siebie obszaru między Renem a Pregołą przebudowuje Napoleon wedle własnego uznania. Historycznie ukształtowaną mozaikę nieprzeliczonych państewek niemieckich komasuje do liczby trzydziestu sześciu i łączy je w Związek Reński pod swoim protektoratem. Robi nawet własnego brata Hieronima królem Westfalii, co najlepiej symbolizuje sztuczność zaprowadzanych na mapie zmian. Kilka lat później dobiega końca najkrwawszy dotychczas konflikt w dziejach Europy, kozacy wjeżdżają do Paryża (dowodzeni przez pruskich i francuskich oficerów, którzy z pobudek ideowych podjęli służbę w wojsku carskim), a po Napoleonie zostaje tylko wspomnienie. Ale co w międzyczasie działo się w Niemczech?

Po politycznym kataklizmie lat 1805-1807 żyjące pod francuskim reżimem okupacyjnym niemieckie elity intelektualne podejmują mniej lub bardziej uświadomione poszukiwania sił, które pozwoliłyby ich krajowi podnieść się po druzgoczącej i szokującej klęsce. Różnymi drogami dochodzą do wniosku, że Niemcy muszą, jak to się mówiło dawniej, „wejść w siebie” – szukać źródeł mocy we własnej historii, we własnej kulturze, w swoich tradycjach. Znowu nie przez przypadek „Cudowny róg chłopca” ukazuje się w tym samym momencie, w którym ojciec niemieckiego nacjonalizmu, filozof Johann Gottlieb Fichte, wygłasza w Berlinie słynne „Mowy do narodu niemieckiego” (1807-1808), widząc w nim „pranaród” (niem. Urvolk). Do skrajnie odmiennych, ojkofobicznych konkluzji dochodzi inny filozof, Georg Wilhelm Friedrich Hegel, w rozmyślaniach snutych w owych latach najpierw w Jenie, a potem w Norymberdze: wita Napoleona z zachwytem jako dziejowy „rozum na koniu”; cieszy się z klęski w bitwie pod Jeną; kibicuje cudzoziemskim okupantom, gdy przymusem modernizują staroświeckie, zachowawcze społeczeństwo niemieckie; wreszcie potępia brawurowe antyfrancuskie powstanie Niemców z 1813 r.

Hegel aż do swojej śmierci w 1831 r. pozostaje epigonem Oświecenia – a umiera niemal w tym samym momencie, co ostatni wybitny polski myśliciel oświeceniowy, Jan Śniadecki (1756-1830), czyli Mickiewiczowski „mędrzec” ze „szkiełkiem i okiem”. Tymczasem wszyscy protagoniści literatury romantycznej, rozwijającej się bujnie w Niemczech w owych „latach rozstrzygnięć”, byli jawnymi wrogami lub przynajmniej krytykami Oświecenia, a więc reakcjonistami lub przynajmniej konserwatystami: bracia Friedrich i August Schleglowie, Ludwig Tieck, Friedrich de la Motte Fouqué, Ernst Theodor Amadeus Hoffmann. Niepoślednie miejsce wśród nich zajmowali Arnim i Brentano, autorzy Cudownego rogu chłopca”.

[Na ilustracji: portrety autorów „Cudownego rogu chłopca”]

Zarówno Clemens Brentano (1778-1842), jak i Ludwig Joachim (Achim) von Arnim (1781-1831) byli katolikami. Brentano pisał nawet w latach 1804-1812 ogromny poemat „Romance o różańcu” (wydany pośmiertnie w 1852 r.), przede wszystkim zaś przez pięć lat spisywał „Żywot i Bolesną Mękę Pana Naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi”, czyli wizje, których doznawała sławna mistyczka i stygmatyczka, augustianka bł. Anna Katarzyna Emmerich. Przygotowując do wydania „Cudowny róg chłopca”, obaj autorzy chcieli zebrać i spopularyzować wśród publiczności – jak głosi podtytuł dzieła – „stare pieśni niemieckie”, prawdziwie narodowe. W tym celu sięgnęli po poezję średniowiecza i baroku, poezje rycerskie i religijne, utwory bukoliczne, piosenki ludowe i pastorałki, legendy, a nawet kołysanki oraz bajki i rymowanki dla dzieci, przerabiając je w warstwie językowej na potrzeby współczesnego czytelnika.

Wydawałoby się, że Niemcy, do których wdarli się francuscy żołnierze pod wodzą „rozumu na koniu”, to kraj kultury mieszczańskiej – powolnego, spokojnego, po niemiecku przyciężkiego dorobkiewiczostwa; kraj kamienic i kantorów, zracjonalizowanej, protestanckiej religijności i wreszcie suchego, pedantycznego belferstwa w życiu intelektualnym, którego najlepszymi przykładami są filozoficzne systemy Kanta i Hegla. Ale wystarczy ruszyć się poza miejskie mury Kantowskiego Królewca i Heglowskiego Berlina, aby znaleźć się w zupełnie innym kraju, uwiecznionym na kartach „Cudownego rogu chłopca”. Przez ten kraj nocą mknie korowód elfów, prowadzony przez króla olch. Aniołowie płaczą, siedząc na śladach krwi dziewczyny, którą w gospodzie trzej zbójcy porąbali na części, bo każdy chciał ją mieć dla siebie. Miasto zostaje spalone przez pożar zamówiony przez cygańskiego czarownika w zemście za śmierć jego pobratymców, niesprawiedliwie skazanych przez miejskich rajców. Duszyczka noworodka kwili w spróchniałym pniu, gdzie jego zwłoki ukryła matka-dzieciobójczyni, którą potem na jej weselu diabeł porywa do tańca, a po nim do piekła. Nocny przechodzień na cmentarzu widzi, jak ciało (szkielet) i dusza zmarłego kłócą się na grobie o to, które z nich przywiodło drugie do upadku. Gdy dziecko wieczorem kładzie się spać, czternaście niebiańskich duchów staje na straży przy jego łóżeczku. Stary rycerz Hildebrand z rodu Wolfingów, czyli Wilczyców, powraca do domu po przeszło trzydziestu latach wojennej tułaczki i musi stoczyć pojedynek z nie poznającym go synem. Garbaty duch przeszkadza gospodyni we wszystkich pracach domowych, czyniąc spustoszenie w kuchni i piwnicy. Żydzi ćwiartują Najświętszy Sakrament, ukradziony na ich zlecenie z klasztornego kościoła przez najemnego włamywacza, truchleją z przerażenia, gdy Hostia spływa krwią i ciskają ją do pieca, zaś gdy ich postępek wychodzi na jaw, biskup każe ściąć sprawców, którzy po wyroku śmierci okazali skruchę i nawrócili się, a pozostałych spalić na stosie (3).

To kraj lasów i jezior, gór Harzu, Jury i Łużyc, jaskiń i wąwozów, alpejskich lodów i bawarskich wiosek; kraj Hohenstaufów, a nie „oświeconego absolutyzmu” czy burżuazyjnej monarchii parlamentarnej wynalezionej w XIX wieku; kraj mistyków nadreńskich i Paracelsusa, a nie Kanta i Hegla; kraj Raubritterów i chłopskich wojowników „Biednego Konrada”, a nie faktorów i bankierów; kraj „historycznej szkoły prawa” (tak bardzo znienawidzonej przez Hegla), a nie mieszczańsko-urzędniczej kultury prawnej kodeksów i systemów; kraj kunsztownej politycznej wielości (4), a nie nudnej, nowoczesnej unifikacji (za Hitlera nazwanej Gleichschaltung). Oto są „tajemne Niemcy” (geheimes Deutschland), do których jeszcze w okresie międzywojennym wzdychał jeden z ostatnich wielkich neoromantyków, poeta Stefan George (1868-1933).

Burżuj panicznie boi się tego świata i nienawidzi go. Dlatego odgradza się od niego murami (dosłownie); odprawia nad nim świeckie, racjonalistyczne egzorcyzmy; próbuje zagłuszyć, odmawiając głośno toporne litanie do rozumu; w imię „oświecenia” zakrywa sobie oczy i uszy; w imię „otwartości umysłu” odwraca się od wszelkiej głębi w świecie i w sobie samym. Za przykład posłużyć może drukowany w „Hallische Jahrbücher für deutsche Wissenschaft und Kunst”, organie lewicy heglowskiej, esej-manifest „Protestantyzm i romantyzm” (1839-1840), w którym młodohegliści Arnold Ruge i Theodor Echtermeyer ze złością wyrzucali Ludwigowi Tieckowi, Fouquému, Brentanowi i Arnimowi, a także Novalisowi i Zachariasowi Wernerowi sympatie do katolicyzmu, wrogość do protestantyzmu lub zdradę jego ideałów (Werner pod wpływem idei romantycznych wystąpił z masonerii, przeszedł z luteranizmu na katolicyzm i został księdzem), mistycyzm, wiarę w cuda, fascynację średniowieczem i rycerstwem, irracjonalizm, kult uczucia, ludowość (5) – trudno o lepszą rekomendację!

Oświecenie wywołało bladego i zimnego upiora Rozumu. Rewolucja francuska w 1793 r. uczyniła go bóstwem, stawiając mu ołtarze i świątynie. Złożyła mu liczne krwawe ofiary, w tym całopalne hekatomby w Wandei, Morbihanie, Lyonie, Tulonie i w innych częściach kraju. Światem ukazanym na kartach „Cudownego rogu chłopca” nie włada jednak Rozum, lecz Życie, które wrze, kipi, pulsuje – przeciwieństwo bladego i zimnego widma czczonego w oświeceniowych lożach przez mędrków-elegancików w upudrowanych perukach. Nieprzypadkowo to w Niemczech (6) narodziła się wielka odtrutka na bakcyla racjonalizmu, „filozofia życia” (Lebensphilosophie), która po przejściu na drugą stronę Alp stała się metapolityczną podstawą ideologii włoskiego faszyzmu. „Cudowny róg chłopca” to księga Życia przemawiającego swą wielokształtną pełnią, na przemian wzniosłego i brutalnego, raz uduchowionego, to znów przaśnego i rubasznego – księga, gdzie z utworami takimi jak „Powabny wieniec kwiatów z ogrodu gminy Bożej” czy „Najrozkoszniejsza śmierć pobożnych żołnierzy” sąsiaduje dialog o bożku Bachusie narzekającym na zbyt wysoką cenę wina oraz „Pieśń żałosnej skargi starego a walecznego knechta niemieckiego przeciw okropnemu i niesłychanemu ubraniu w pludry” (7)!

[Na zdjęciu: karta tytułowa pierwszego wydania „Cudownego rogu chłopca”]

Oczywiście te wszystkie nimfy, sylfy, karły i salamandry (duchy ognia) rojące się na kartach „Cudownego rogu chłopca” nie istniały realnie, jako odrębne byty (8), niemniej ludzie czasem je widywali. Należały one bowiem do sfery, którą Carl Gustav Jung opisał jako „nieświadomość zbiorową” narodu. Żyły w spontanicznej ludowej wyobraźni, w mrocznych zakamarkach duszy narodu, skąd czasem podchodziły bliżej światła; były częścią kosmosu Niemców. Odkrycie owej nieświadomości zbiorowej i jej dowartościowanie, przepracowanie intelektualne zakorzenionych w niej symboli i starych tradycji oraz wywiedzenie z nich idei politycznej, wysunięcie naprzód całego „chtonicznego” i „tellurycznego” elementu kultury narodowej to najważniejszy aspekt niemieckiej ideologii volkizmu, której twórcy w późnym XIX i wczesnym XX wieku podjęli spuściznę romantyków takich jak Arnim i Brentano.

Dusza narodu wyraża się między innymi w jego legendach i archetypach kultury. Znamienne, że w „Cudownym rogu chłopca” znalazł się również utwór przekazujący jeden z najważniejszych archetypów literatury niemieckiej: legendę o średniowiecznym Tannhäuserze. Aby móc wyjaśnić jej znaczenie dla ducha narodowego, przypomnijmy najpierw krótko jej treść. Bohater legendy zostaje uwiedziony przez pogańską boginię Wenus i jako jej kochanek spędza beztrosko długi czas w jej górskiej siedzibie. W końcu jednak budzi się w nim sumienie. Tannhäuser wyrusza na pokutną pielgrzymkę do Rzymu, by prosić głowę Kościoła o rozgrzeszenie. Papież oznajmia mu, że wina zostanie odpuszczona, gdy jego kostur zakwitnie. Zrozpaczony bohater opuszcza Rzym w przekonaniu, że nigdy nie będzie mógł być zbawiony. Tymczasem po kilku dniach następuje cud: kostur wypuszcza kwiecie. Ale Tannhäuser, nie wiedząc o tym, powraca na górę Venusberg i znika bezpowrotnie w jej czeluściach, nim jego ślad odnajdują posłańcy z dobrą nowiną. Legenda stała się tematem szeregu dzieł, z czego najważniejsze to opowiadanie wspominanego już Ludwiga Tiecka „Wierny Eckart i Tannhäuser” (1799) oraz Wagnerowska opera „Tannhäuser” (1845).

Metodę odczytywania ducha narodu z archetypów literackich, którą w Polsce rozwinął konserwatywny historyk literatury i filozof kultury Marian Zdziechowski (1861-1938), w Niemczech zastosował między innymi volkistowski pisarz Dietrich Eckart (1868-1923). Na krótko przed I wojną światową opublikował przeróbkę Ibsenowskiego dramatu „Peer Gynt”. Sztuka została po raz pierwszy wystawiona w lutym 1914 r. i cieszyła się dużym powodzeniem. Eckart przedstawił jej ideową egzegezę w pracach „Ibsen, Peer Gynt, wielki ułomny i ja” (1914) oraz „Wprowadzenie do »Peer Gynta« Ibsena” (1916). Dokonał w niej głębokiej reinterpretacji dramatu, w przygodach Peer Gynta, z pozoru nieokrzesanego wieśniaka, dostrzegając duchową drogę „germańskiego Fausta”.

Aby zrozumieć znaczenie legendy o Tannhäuserze w kulturze niemieckiej, musimy dostrzec w nim postać archetypiczną dla duszy narodowej, podobnie jak Eckart w Peer Gyncie. Tannhäuser jest rozdarty między pogaństwem, siłami i żywiołami z dolnej sfery świata, pogańską koncepcją życia, a chrześcijaństwem, papiestwem, Chrystusowym ładem moralnym. Skazuje go to na wewnętrzny konflikt i znaczy jego los tragizmem. W dziejach Niemiec archetyp Tannhäuserowski uwidacznia się bardzo wyraźnie.

Arnim i Brentano dali swoim rodakom dzieło, które odegrało rolę biblii reakcyjnego romantyzmu. Ale to nie najlepsze określenie; my mówimy „romantyzm”, co od razu kojarzy się z jakąś schematyczną doktryną, z kolejnym opisanym w podręcznikach „-izmem”. Niemcy natomiast posługują się terminem „romantyka” (die Romantik), posiadającym znacznie szersze i głębsze konotacje. Idee, których wyrazem był „Cudowny róg chłopca” składają się na niemiecką narodową romantykę. Były one sztandarami każdej kolejnej fali odrodzenia narodowego. I dlatego właśnie dzisiaj odrodzenie narodowe w tym kraju nie następuje, choć widać gołym okiem, jak bardzo jest potrzebne: bo w dzisiejszych Niemczech nie ma w ogóle romantyki. „Idee mają konsekwencje” – ich brak również. Narodowi, który do tego stopnia zabił w sobie ducha, pozostaje do odegrania już tylko jedna rola dziejowa: żywiciela dla obcych.

Adam Danek

1. Zob. również powieść Leo Belmonta „W wieku nerwowym” (1890).

2. Dodajmy, że niekoniecznie chrześcijańskiej. Poeta i dramaturg Friedrich Hölderlin chciał wskrzesić świat greckich bogów i bohaterów i oczekiwał powrotu na ziemię tytanów. Heinrich Heine wieszczył zmartwychwstanie religii starogermańskiej. W Polsce etnograf Zorian Dołęga Chodakowski i poeta Roman Zmorski, a w pewnym stopniu również Juliusz Słowacki („Lilla Weneda”), odtwarzali pamięć przedchrześcijańskiej Słowiańszczyzny (w przypadku Słowackiego również Litwy – zob. jego powieść poetycką „Hugo”).

3. Kolejno treść utworów: Pan Olof, Nieznajomi, Zamawianie ognia, Prawo piekielne, Widzenie, Modlitwa wieczorna, Pieśń o starym Hildebrandzie, Garbusek, Żydzi w Pasawie, [w:] Ludwig Achim von Arnim, Clemens Brentano, Cudowny róg chłopca. Wybór, przekład i redakcja Robert Stiller, Warszawa 1982.

4. Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego składało się z kilkuset odrębnych jednostek politycznych: królestw, księstw, hrabstw, baronii, domen rycerskich, biskupstw, republik miejskich i innych.

5. Przekład fragmentu – Arnold Ruge, Theodor Echtermeyer, Protestantyzm i romantyzm, [w:] Ryszard Panasiuk (red.), Lewica heglowska, Warszawa 1969, s. 147-174.

6. Wśród twórców „filozofii życia” znajdujemy niemal wyłącznie Niemców. Jedynym wyjątkiem był Francuz Henri Bergson (1859-1941).

7. Żaden z wymienionych utworów nie wszedł niestety do polskiego wyboru, obejmującego mniej niż jedną dziesiątą oryginału.

8. Zob. Paracelsus, O nimfach, sylfach, pigmejach, salamandrach etc., przeł. Robert Urbański, Wrocław 2013.

Dodaj komentarz