Ronald Lasecki: Wobec Ukrainy

Temat stosunków polsko-ukraińskich jest u nas w środowisku nacjonalistycznym i prawicowym przedmiotem dość gorących polemik. Demoliberalny główny nurt polityczny do niedawna był bezkrytycznie proukraiński, choć obecnie, w warunkach obraźliwej dla Polaków polityki historycznej Ukrainy, zaczyna się to zmieniać. W środowisku narodowym przeważa „ukrainosceptycyzm”, niekiedy przechodzący w otwartą antyukraińskość, choć istnieją też mniejszościowe grupy ukrainofilskie. W tym ostatnim przypadku, podobnie jak głównym nurcie demoliberalnym, proukraińskość jest prostą funkcją antyrosyjskości. Sprawia to, że dyskusja toczy się tak naprawdę pomiędzy ludźmi nienawidzącymi Ukrainy, a ludźmi nienawidzącymi Rosji.

Pomimo demagogicznego szermowania przez obydwie strony pojęciem „realizmu”, postawy tu wskazane mają z nim niewiele wspólnego, w istocie będąc oparte na uprzedzeniach, resentymentach i emocjach. (pomijam oczywiście przypadki świadomych działań agenturalnych na rzecz Ukrainy lub Rosji, których celem jest zohydzenie w Polsce państwa będącego przeciwnikiem ośrodka na rzecz którego działa dana agentura, lub też zohydzenie Polski w tym państwie poprzez wywołanie u nas nieprzyjaznych mu zjawisk). Można by powiedzieć, że część uczestników dyskusji nad polską polityką wschodnią „wyssała z mlekiem matki” nienawiść do Rosji, część zaś do Ukrainy.

Powściągając zatem emocje i wznosząc się ponad uprzedzenia, spróbujmy zdefiniować zasady polskiej polityki wschodniej w duchu rzeczywiście realistycznym, obierając sobie za aksjologiczny punkt wyjścia idee tożsamościowe i tradycjonalistyczne. Przede wszystkim, oczywiste wydaje się, że Polska powinna dążyć do posiadania jak najlepszych i jak najbliższych stosunków ze wszystkimi swoimi sąsiadami, w tym również z Rosją i z Ukrainą. Powód jest banalny, mianowicie Polska nie jest w stanie doprowadzić obecnie do upadku żadnego z tych państw i na tym zyskać.

Kwestia rosyjska

Z czysto teoretycznego punktu widzenia, dla Polski mógłby być korzystny rozpad lub demokratyzacja Rosji. Dezintegracja rosyjskiego ośrodka siły stworzyłaby bowiem próżnię geopolityczną w przestrzeni eurazjatyckiej, którą potencjalnie mogłyby wypełnić polskie wpływy. Scenariusz taki jest jednak obecnie niemożliwy, ponieważ z jednej strony Rosja jest za silna by mogła ulec dezintegracji terytorialnej lub politycznej, z drugiej natomiast strony, Polska jest za słaba by mogła dokonać efektywnej projekcji swojej woli i siły w zdezintegrowanej przestrzeni eurazjatyckiej, formując tam korzystny dla siebie układ geopolityczny.

W przypadku ewentualnego rozpadu Rosji, należałoby się raczej spodziewać powstania na wschód od Polski ogromnego centrum niestabilności, jak nazwał to Zbigniew Brzeziński „czarnej dziury”, która stałaby się źródłem zagrożeń bezpośrednio oddziałujących na stanowiący geopolityczne wrota półwyspu europejskiego pasaż bałtycko-czarnomorski z Polską włącznie. To samo można powiedzieć o ewentualnej demokratyzacji Rosji, gdyż specyfika tego państwa sprawia, że taka zmiana ustroju stałaby się nie tylko czynnikiem osłabiającym Rosję i jej znaczenie w stosunkach międzynarodowych, lecz prowadzącym ją do chaosu wewnętrznego i rozkładu państwowości.

Należy wreszcie zauważyć, że z punktu widzenia sił tożsamościowych, Rosja jako państwo nie w pełni zintegrowane w ramach koncentrycznego globalnego układu politycznego z USA jako jego centrum, i w pewnych wymiarach nawet wobec tego demoliberalnego układu globalnego rewizjonistyczne, odgrywa rolę pozytywną. Rosja pluralizuje światowy system polityczny, w ten sposób dynamizuje go, chroni też do pewnego stopnia przed jednostronną koncentracją na zasadach amerykańskich (np. zapobiegła obaleniu władz Syrii, pełni rolę protektora wobec Białorusi). Obecność niedemoliberalnej Rosji sprawia, że świat nie stał się dotychczas jednorodnie demoliberalny i wciąż potrafimy wyobrazić sobie, że naszą przyszłością niekoniecznie musi być planetarna demoliberalna jednorodność ideowa i ustrojowa wedle standardu USA.

Kwestia ukraińska

Jako argument przemawiający za polityką antyukraińską przytacza się z kolei sprawę restytucji polskich Kresów. Jest to jednak dla dzisiejszej Polski niemożliwe. Polaków we współczesnym Lwowie, jak i na ziemiach państwa ukraińskiego sąsiadujących z Polską i mogących wobec tego teoretycznie być przedmiotem rewindykacji, w zasadzie nie ma. Tożsamość ukraińska jest tam bardzo silna a miejscowy lud na tyle żywotny, że był w stanie skutecznie zarówno oddziaływać odśrodkowo na przedwojenną Polskę i powojenny Związek Sowiecki, jak i w niepodległej Ukrainie narzucić swą narrację historyczną i narodową mieszkańcom pozostałej części kraju. Lwów i Galicja były polskie, ale już nie są i szans na przywrócenie dawnego stanu póki co nie ma i trudno nawet sobie wyobrazić, jak mógłby zaistnieć.

Mniejsze znaczenie ma dla nas sama jedność państwa ukraińskiego, które ewidentnie jest tworem wewnętrznie niespójnym, zawierającym w sobie wręcz cywilizacyjnie odrębne Galicję i historyczną „Wielką Ukrainę”, czy też w ramach tej ostatniej – w widoczny sposób różniące się od siebie Kijowszczyznę i ziemie historycznej Nowej Rosji. Stabilności tego kraju sprzyjałoby z pewnością, gdyby, nie później niż połowie lat 1990., uległ on podziałowi na część rosyjskojęzyczną (wspomnianą „Wielką Ukrainę”) i ukraińskojęzyczną Galicję. Słabość rosyjskojęzycznych elit Ukrainy, żywotność elit i społeczeństwa galicyjskiego,oraz nieudolność polityki rosyjskiej sprawiły jednak, że tak się nie stało.

Dziś wydaje się, że skutkiem rewolucji 2004 r. i 2014 r. oraz późniejszego konfliktu z Rosją będzie postępująca nacjonalizacja Ukrainy i jej okrzepnięcie jako państwa narodowego. Galicja nie myśli już o autonomii lub oderwaniu się od reszty Ukrainy, lecz dokonuje projekcji swojego wariantu nacjonalizmu na Kijowszczyznę, a nawet (przy dostrzegalnym jednak oporze) na ziemie Nowej Rosji. Ukraina opłaciła ten proces utratą Krymu i niewielkiej części Zagłębia Donieckiego, jako całość jednak umocniła się w swojej zachodniej i narodowej tożsamości. Proces ten będzie najpewniej postępował również na polu językowym i religijnym, poszerzając na Ukrainie stopniowo zasięg tożsamości narodowej takiej, jaką wykształciła Galicja.

Należałoby zadać sobie w tym miejscu pytanie, czy procesy te są korzystne z polskiego punktu widzenia? Zjednoczona Ukraina tworzy z jednej strony głębię strategiczną wobec Rosji, z drugiej natomiast, staje się terenem wzmożonej niestabilności, działając na sąsiednie państwa i ich polityki jak pompa zasysająca. W przypadku podziału Ukrainy na część rosyjskojęzyczną i na Galicję, ta ostatnia traciłaby swój walor bufora pomiędzy Polską a Rosją, ta druga zaś z pewnością zostałaby w jakiś sposób z Rosją zintegrowana. W bliskości polskich granic postępowałaby zatem integracja imperialnego rosyjskiego ośrodka siły, dzięki temu jednak relacje polityczne w tej części Europy byłyby strukturalnie stabilniejsze, kwestia ukraińska nie wciągałaby zaś państw regionu we wzajemną rywalizację o wpływy. Tak czy inaczej, scenariusz tu opisany jest w dającej się przewidzieć przyszłości dość mało prawdopodobny.

Będziemy mieli raczej do czynienia z pogrążoną w umiarkowanym chaosie ale konsolidującą się stopniowo i nacjonalizującą zarazem Ukrainą w jej posowieckich granicach, choć niemal na pewno bez Krymu i być może też bez wyzwolonej przez powstańców części Zagłębia Donieckiego. Z taką właśnie Ukrainą przyszło nam sąsiadować i wobec takiej powinniśmy ułożyć koncepcję naszej polityki. Wobec tego, że Polska nie posiada instrumentów umożliwiających zmianę sytuacji na Ukrainie bądź to w kierunku jej dalszej dezintegracji, bądź w kierunku jej konsolidacji, powinna być to polityka raczej reaktywna. Innymi słowy, powinniśmy porozumiewać się z takim układem politycznym, jaki za naszą wschodnią granicą się wyłoni, dbając, by porozumienie to dokonało się na korzystnych dla Polski warunkach.

Geopolityczny warunek porozumienia z Ukrainą

Warunki powinniśmy mieć dwa główne. Jeden z obszaru geopolityki, drugi zaś z dziedziny polityki symbolicznej. Po pierwsze, warunkiem porozumienia polsko-ukraińskiego powinno być, że nie będzie ono porozumieniem antyrosyjskim. Dziś wydawać się to może nieco abstrakcyjne, bo jedynym w zasadzie prawdziwym spoiwem „przyjaźni” polsko-ukraińskiej jest wrogość obydwu państw wobec Rosji, wbrew jednak pozorom, możliwa jest sytuacja, gdy przedmiotem stosunków polsko-ukraińskich byłyby wzajemne relacje Polski i Ukrainy, nie zaś relacje polsko-rosyjskie i ukraińsko-rosyjskie.

Ukraina dąży obecnie do zacieśnienia związków z Polską, gdyż między innymi Polskę chce wciągnąć w swój konflikt z Rosją, tak byśmy zaangażowali się w niego po stronie Kijowa. Polska jednak nie ma najzupełniej żadnego interesu w braniu którejkolwiek ze stron w konflikcie w Zagłębiu Donieckim. Region ten położony jest daleko od Polski i zarówno sam konflikt, jak i jego wynik, nie będą miały żadnego wpływu na sytuację Polski. Dlatego też, Polska powinna pozostać wobec niego ściśle neutralna, ewentualnie, na podobieństwo Białorusi, pośredniczyć w wysiłkach na rzecz jego zakończenia.

Polska nie powinna popierać Ukrainy przeciw Rosji, ponieważ stosunki z Rosją mają dla Polski większe znaczenie, niż stosunki z Ukrainą. Rosja jest w stanie realnie bezpieczeństwu Polski zagrozić, Ukraina natomiast nie. Poprawa stosunków z Rosją podwyższyłaby znacznie pozycję naszego państwa w stosunkach międzynarodowych, Ukraina natomiast może nam zaoferować dużo mniej. Rosja jest regionalnym mocarstwem, podczas gdy Ukraina to państwo ledwie utrzymujące stan względnej całości. Rosja to samodzielny ośrodek siły, Ukraina natomiast jest „igrzyskiem mocarstw”.

Właściwa hierarchia w polskiej polityce wschodniej powinna zatem wyglądać tak, że na pierwszym miejscu są stosunki z Rosją, na drugim zaś stosunki z Ukrainą i Białorusią. Stosunki z Rosją są dla nas ważniejsze, tak więc nie można poświęcać ich na ołtarzu stosunków z mającymi mniejsze znaczenie Ukrainą i Białorusią. Warunkiem dobrych i bliskich stosunków Warszawa-Kijów i Warszawa-Mińsk powinno być, że stosunki z żadną z tych stolic nie zaszkodzą relacjom Warszawa-Moskwa, mającym dla nas większe znaczenie i potencjalnie bardziej dla nas owocnym.

To nie znaczy, że w imię zadowolenia Kremla, powinniśmy przyjmować wrogą postawę wobec Kijowa. Polska nie powinna być nigdy narzędziem polityki rosyjskiej. W naszym interesie leżą bliskie i przyjazne stosunki z Ukrainą i dopóki nasze własne interesy nie będą nas skłaniały do przyjęcia wobec Kijowa innej postawy, nie powinniśmy tego zmieniać tylko dlatego, że być może oczekiwałoby tego kierownictwo rosyjskie. Istnieje wyraźna różnica pomiędzy zacieśnianiem stosunków Polski z Ukrainą pod hasłem wspólnej wrogości obydwu państw wobec Rosji, a zacieśnianiem ich pod hasłem przyjaźni polsko-ukraińskiej. To pierwsze jest sprzeczne z naszym interesem, to drugie natomiast jest jego częścią.

Zacieśnianie związków Polski z Ukrainą na fundamencie antyrosyjskości zawiera zresztą w sobie pewien element instrumentalizacji i niekoniecznie wcale musi sprzyjać prawdziwemu zrozumieniu i przyjaźni polsko-ukraińskiej. Jak widać zresztą w ostatnich miesiącach, wcale nie im sprzyja. Polacy chcieliby walczyć z Rosją do ostatniego Ukraińca, Ukraińcy natomiast chcieliby zaprząc Polskę do walki o ukraińskie interesy. Nie idzie z tym w parze po polskiej stronie dążenie do poznania i zrozumienia tożsamości i potrzeb Ukraińców, ani analogiczne dążenie po ukraińskiej stronie do zrozumienia potrzeb i tożsamości Polaków. Wręcz przeciwnie, żadna ze stron nie wydaje się tym zainteresowana, zajmuje je bowiem nie partner w układzie stosunków dwustronnych, lecz własny konflikt z Rosją.

Wróćmy zatem do zasadniczego wniosku, że Polska powinna dążyć do normalizacji stosunków z Rosją i do wzajemnego z nią zbliżenia, oraz do zbliżenia w stosunkach z Ukrainą. Zbliżenie z Ukrainą nie powinno być jednak alternatywą ani nie powinno nam przeszkadzać w poprawie stosunków polsko-rosyjskich. Gdy Ukraina by w tym kierunku naciskała, należałoby po prostu jej odmówić. Z drugiej strony, normalizacja stosunków z Rosją nie może polegać na zaangażowaniu Polski lub polskich środowisk politycznych we wrogą Ukrainie politykę rosyjską, która nie byłaby związana z polskimi interesami. Oziębienie w stosunkach polsko-ukraińskich z powodu konfliktu ukraińsko-rosyjskiego byłoby sprzeczne z polską racją stanu. Problemy Rosji z Ukrainą i Ukrainy z Rosją to problemy tych dwóch państw i problemy pomiędzy tymi dwoma państwami, a nie problemy Polski, czy problemy w stosunkach polsko-rosyjskich lub polsko-ukraińskich.

Obecnie wszystko wskazuje na to, że konflikt ukraińsko-rosyjski doprowadzi do okrzepnięcia Ukrainy jako odrębnego (i wrogiego Rosji) państwa narodowego, tak więc skończy się „wygraną” Ukrainy, choć też poniosła ona na rzecz Rosji dotkliwe straty w postaci anektowanego przez Moskwę Krymu oraz kontrolowanej przez powstańców i znajdującej się pod protektoratem Rosji części Zagłębia Donieckiego. Wobec takiego rozwoju sytuacji, Polska powinna dokonać normalizacji swoich stosunków z Rosją, ale też zachować przyjazne stosunki z Kijowem.

Gdyby rewolucja w Kijowie w 2014 r. została stłumiona lub gdyby późniejsza rewolucja „Ruskiej Wiosny” zakończyła się powodzeniem i doszło do oderwania Nowej Rosji od Ukrainy, wówczas Polsce przyszłoby rozmawiać z okrojonym państwem ukraińskim i odrodzonym imperium rosyjskim. Nie wpłynęłoby to wcale niekorzystnie na naszą sytuację, jeśli trzymalibyśmy się imperatywu przyjaznych ale też asertywnych stosunków polsko-rosyjskich. Można nawet powiedzieć, że sytuacja na wschodzie byłaby bardziej stabilna, a Rosja nabrałaby z pewnością orientacji bardziej antyzachodniej i patriotycznej, tak więc stan rzeczy byłby dla nas w sumie korzystniejszy. Niezależnie zatem od wyniku konfliktu ukraińskiego, Polska nie ma interesu by angażować się w niego po którejkolwiek ze stron.

Na marginesie tych rozważań, należałoby jeszcze poczynić drobną uwagę na temat aktywności w Polsce grupek skrajnie proukraińskich. Fenomen ten nie dotyczy w równym stopniu grupek prorosyjskich, bo te są u nas nieporównanie słabsze i bardziej społecznie izolowane, toteż mogą sobie pozwolić na mniej. Hipotetycznie jednak, opisywane zjawisko mogłoby dotyczyć również ich, a zatem przedstawione tu tezy należałoby odnieść również do nich. Chodzi mianowicie o incydenty z użyciem przemocy i próby zastraszania wobec zwolenników orientacji prorosyjskiej, jakiej dopuszczają się wspomniane niewielkie grupki ukrainofilskie. Prowokowanie konfliktów wewnątrz własnej wspólnoty politycznej i wobec własnych rodaków w imię interesów państwa trzeciego w naszym kraju, być może nawet za sugestią organizacji z tego kraju, jest niczym więcej jak działaniem jako obca agentura wpływu.

Środowiska dopuszczające się takich zachowań powinny zostać wykluczone z polskiego spektrum patriotycznego jako ukraińska agentura wpływu. Zwracanie się przeciwko własnym rodakom dla dobra innego państwa to narodowe zaprzaństwo i pospolita zdrada. Analogicznie oczywiście powinno się traktować inicjatywy, które atakowałyby jakieś patriotyczne środowiska polskie w imię interesów Rosji. Państwo polskie powinno tępić wszystkie obce agentury, niezależnie czy działałyby na rzecz Wschodu, czy Zachodu, na rzecz Rosji, czy Ukrainy. Na podobnej zasadzie, polskie środowiska patriotyczne tępić powinny obce agentury w swoich własnych szeregach.

Symboliczny warunek porozumienia z Ukrainą

Pora przejść do drugiego ze wspomnianych wcześniej warunków poprawy stosunków polsko-ukraińskich, który zapewne dla wielu osób będzie bardziej oczywisty. Chodzi mianowicie o kwestie historyczne związane z upamiętnieniem OUN-UPA i dokonanych przez nie zbrodni na kresowych Polakach. Po stronie polskiej podnosi się często w związku z tym argument, że należałoby się domagać od strony ukraińskiej oficjalnego potępienia obydwu tych organizacji, uznania ich za zbrodnicze i zaprzestania oddawania ich działaczom hołdu jako bohaterom narodowym. Strona polska domaga się zatem zastosowania przez Ukrainę wobec OUN-UPA „wariantu niemieckiego”, to jest „debanderyzacji”, która byłaby wzorowana na niemieckiej „denazyfikacji”.

Strona ukraińska odpowiada na to, że OUN-UPA to ukraińscy bohaterowie walki z sowietyzmem i integralny składnik ukraińskiej tożsamości narodowej, bez którego nie byłaby ona w ogóle możliwa. Trudno nie uznać, że w argumentacji tej tkwi pewna wewnętrzna logika, trudno zaś przede wszystkim wyobrazić sobie, by Ukraińcy przychylili się do polskich postulatów i w warunkach wykuwania tożsamości narodowej, wyklęli z własnej historii jeden z głównych wehikułów ukraińskiego nacjonalizmu. Takie oczekiwania strony polskiej, realistycznie trzeba to przyznać, nie mają dziś szans na spełnienie, najbardziej prawdopodobną zaś reakcją Ukraińców na żądania rezygnacji z kultu OUN-UPA, będzie dalsze okopanie się przez nich na pozycjach historycznego negacjonizmu.

Bardziej koncyliacyjnie nastawione wobec Polski kręgi na Ukrainie przyjęły formułę w ich przekonaniu kompromisową, jaką jest potępienie zbrodni i uczczenie ich ofiar, bez równoczesnego potępienia OUN-UPA. Takie stanowisko zajmuje między innymi nacjonalistyczna partia Korpus Narodowy wyłoniona z pułku „Azow”. To oczywiście krok w dobrą stronę i gesty takie jak złożenie kwiatów na grobach polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu mogą budzić jedynie nasze uznanie. Jest to jednak krok niewystarczający, mamy bowiem obecnie do czynienia z sytuacją, gdy Ukraińcy poddawani są przyspieszonej indoktrynacji nacjonalistycznej, nie dowiadując się jednak niczego o zbrodniach OUN-UPA na Polakach. W kolejnych ukraińskich miastach wyrastają tablice ku czci Dmytro Kłaczkiwskiego i Romana Szuchewycza, jednocześnie zaś przyjmuje się ustawę zakazującą krytyki UPA, tak więc również wspominania o dokonanych przez nią zbrodniach.

Skoro jednak eliminacja kultu OUN-UPA w Ukrainie nie jest dziś możliwa, zarazem zaś obecna „polityka historyczna” wychowuje Ukraińców w nieświadomości zbrodni dokonanych przez tę formację, jakie stanowisko powinna zająć Polska? Wydaje się, że kompromisową i pozostającą w zasięgu dostępnych możliwości formułą, byłoby uzupełnienie ukraińskiej polityki historycznej o pomijane lub marginalizowane w niej w tej chwili informacje na temat polskiej obecności na Ukrainie i ludobójstwa dokonanego na Polakach przez OUN-UPA. Innymi słowy, nie powinniśmy domagać się, by Ukraińcy zaprzestali upamiętniania OUN-UPA jako bohaterów walki o wolność narodu ukraińskiego, pod warunkiem jednak, że będą zarazem informować swoich rodaków i upamiętniać fakt, że walka ta prowadzona była również zbrodniczymi i ludobójczymi metodami.

Na poziomie państwowym polsko-ukraińska komisja ds. podręczników szkolnych powinna uzgodnić ich uzupełnienie o informacje na temat rzezi wołyńskiej i poprzedzającej ją polskiej obecności na Ukrainie. Wszelkie upamiętnienia OUN-UPA powinny zawierać wzmianki na temat dokonanych przez nie zbrodni. Podobne informacje powinny zawierać poświęcone tym formacjom ukraińskie książki i filmy historyczne. Powinno się przetłumaczyć na ukraiński i wydać w Ukrainie podstawowe polskie opracowania na temat rzezi wołyńskiej. Strona polska powinna przygotować objazdową wystawę poświęconą polskiej obecności na Ukrainie i ludobójstwu dokonanemu na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów. Wystawa taka odwiedzić powinna jak najwięcej miejscowości i ośrodków w Ukrainie. Polska powinna także przygotować książki i filmy dokumentalne upamiętniające kresowych Polaków i ich wołyńską tragedię, które w porozumieniu ze stroną ukraińską, byłyby rozpowszechniane w Ukrainie w charakterze materiałów dydaktycznych i informacyjnych.

W przypadku organizacji społecznych, w tym również nacjonalistycznych i patriotycznych, warunkiem nawiązania kontaktów z analogicznymi grupami po stronie ukraińskiej powinna być zgoda z ich strony na niepomijanie i nieprzemilczanie zbrodni ukraińskich nacjonalistów. Dojrzałość i odrobina finezji pozwoliłyby z pewnością godnie oddać hołd bohaterom narodowym, nie pomijając zarazem tego, co w ich działalności było zbrodnicze i haniebne. Wydaje się zresztą, że sama strona polska też mogłaby przyjąć podobną postawę i oddając ewentualnie hołd postaciom które pragnęlibyśmy czcić jako narodowych bohaterów, zaznaczać zarazem, że odcinamy się od dokonanych przez nie zbrodni. Nie mówimy tu zatem od „odbrązawianiu” bohaterów narodowych, ani o „dekonstrukcji” narodowych mitów, lecz o patriotyzmie refleksyjnym i moralnie dojrzałym, zdolnym do namysłu nad samym sobą i do wyciągania wniosków ze swoich własnych błędów.

Pojawia się oczywiście pytanie, czy w zaproponowanej tu metodzie, ujmowanej w dłuższej perspektywie czasowej, nie kryje się sprzeczność? Czy można bowiem stawiać na patriotycznym piedestale kogoś, o kim wiemy że splamił swoje ręce niewinną krwią i że jest zbrodniarzem? Wydaje się, że na dłuższą metę nie. Rzetelna historiografia i uczciwa ocena moralna musi w takim przypadku prowadzić do dysonansu każdego, kto czci ludzi zabijających niewinnych lub mających wręcz na sumieniu odrażające znęcanie się i zadawanie tortur. Dlatego rzetelna edukacja historyczna wzbudziła by u Ukraińców refleksję, czy aby na pewno wszystkie postacie i środowiska umieszczane przez nich w patriotycznym panteonie na to zasługują? Można oczywiście oddawać hołd zbrodniarzom i zapewne zawsze tacy by się w Ukrainie znaleźli (w Polsce też można dziś spotkać ludzi, dla których np. „Bury” lub „Ogień” są wzorcami patriotyzmu), kto jednak czułby się dobrze czcząc formację odpowiedzialną za wycinanie płodów z łona żywych kobiet albo przybijanie gwoździami dzieci za język do blatu stołu lub do futryny drzwi?

Zaleta zaproponowanej tu metody polega na tym, że formalnie nie wymusza ona na stronie ukraińskiej nic ponad zgodę na ukazanie historycznej prawdy. Dżentelmeni o faktach nie dyskutują, tak więc warunek taki nie powinien być przeszkodą nie do przezwyciężenia również dla strony ukraińskiej. Ostateczną decyzję moralną i polityczną w ocenie OUN-UPA pozostawia się tu natomiast Ukraińcom. Zakłada się, że są oni na tyle dojrzałym narodem, że w decyzji takiej nie należy ich ani wyręczać, ani przymuszać ich do przyjmowania z góry narzuconych wniosków. Próby w tym kierunku ze strony Polski zostałyby zresztą w Ukrainie odebrane jako wyraz syndromu postkolonialnego. Mamy natomiast prawo wobec Ukraińców, jak i powinność wobec naszych rodaków-kresowian, by wymagać od strony ukraińskiej, by nie przemilczała ani nie zakłamywała ani historii Polaków na Kresach, ani tragedii która ich tam dotknęła, ani też by nie wybielała winnych tej tragedii.

Ronald Lasecki

8 komentarzy

  1. Problem ze współczesną, galicyjską (bo przecież nie ogólnoukraińską) tożsamością jest budowanie owej na kompletnym micie narodowym OUN-UPA i wyimaginowanej misji dziejowej Ukraińców, którzy rzekomo historycznie padli ofiarą Polaków, Rosjan, a nawet Mongołów. Przedstawianie OUN-UPA jako zwykłej partyzantki antykomunistycznej i, uwaga, antynazitowskiej, przy kompletnym przemilczeniu ludobójczego i szowinistycznego charakteru tej organizacji, kończy się kwiatkami w stylu Wiatrowycza i jego fantazji że to był ukraiński odpowiednik AK. Moim zdaniem Ukraina byłaby dla nas lepszym partnerem pod protekcjonizmem Rosji (jak jeszcze do niedawna) jak Brukseli i Waszyngtonu. Upamiętnianie „Wielkiej Wojny Ojczyźnianej” raz na rok i składanie kwiatków pod pomnikami przyjaźni narodów, nie powodowało żadnych antagonizmów w relacjach polsko-ukraińskich jak stawianie pomników i tablic katom Polaków, Rosjan, Cyganów czy Żydów.

  2. „Państwo polskie powinno tępić wszystkie obce agentury,” To niestety mrzonka, w jaki sposob to polskojęzyczne (wcale bowiem nie polskie)państwo miałoby to robić, kiedy niejaki Kukliński został był ogłoszony bohaterem narodowym? Od wojen szwedzkich nie potrafiono tego zrobić, czyli przez co najmniej dwieście lat. A teraz oni się tego mają nauczyć, jak postępować wobec CIA albo BND albo Mosad’u , kiedy zniszczono własnymi ustawami Polaków polski wywiad i kontrwywiad ?? Śmiech w Pekinie, Moskwie, Paryżu i powaga w Wasz. Jeroz. Berl. Analiza nie jest głupia, ale niestety, nie bierze prostego faktu pod uwagę: i nad Wisłą i nad Dnieprem rządzą marionetki, nawet czyn zbrojny nie jest tego w stanie zmienić. Te kraje nie są niepodległe – co nawet dla nas nie jest wstydem, bo cała Europa jest zbiorem wasalnych kraików.

  3. Pogodzenie się z kultem ludobójców na Ukrainie z moralnego punktu widzenia równa się z pogodzeniem się z ewentualnym kultem nazistów w Niemczech. Oni też byli patriotami i walczyli z Sowietami i Niemcom bardzo łatwo byłoby wykazać, że ich gloryfikowanie jest niezbędne dla odrodzenia niemieckiego ducha narodowego i integracji narodu wyniszczonego latami polityki wstydu. Do tego jest dość dobrze widoczne, że Ukraina bardziej jest zainteresowana prowadzeniem banderowskiej polityki historycznej niż dobrymi stosunkami z Polską. W tym kontekście należy porzucić mrzonki o Ukrainie jako o sojuszniku przeciw Rosji bo Ukraina prędzej dogada się z Rosją czy Niemcami przeciwko Polsce niż, gdyby przyszło co do czego, stawi zbrojny opór Rosji w interesie Polski. Warto przypomnieć, że pobór na Ukrainie ma skuteczność kilkunastu procent, co nie świadczy o duchu walki wśród tamtejszej ludności w obronie integralności Ukrainy, a co dopiero mówić o obronie Polski czy Europy. Co zatem należy robić? Należy wbić sobie do głowy, że w polskim interesie nie leży silna Ukraina, wykorzystać silniejszą pozycję Polski w stosunkach z tym krajem, jasno postawić sprawę braku polskiej akceptacji dla banderyzmu, tak aby Ukraińcy nie mieli wątpliwości, że nie mogą liczyć na jakiekolwiek polskie poparcie w jakiejkolwiek sprawie i sprowadzić relacje z Ukrainą wyłącznie do sfer, w których Polska miałaby swój ewidentny interes. Zdelegalizować banderyzm i od Ukraińców przybywających do Polski żądać oświadczeń, że zapoznali się z tym przepisem i wiedzą, że w razie jego złamania zostaną poddani deportacji. Uszczelnić granicę z Ukrainą, przestać promować Ukraińców w Polsce a tylko tolerować ich o tyle o ile będą przydatni. Zbliżyć się na zasadzie partnerskiej z Białorusią i potraktować ją jako pomost do poprawy stosunków z Rosją, odnośnie której na początek w zupełności wystarczy zaprzestanie wrogich i buńczucznych działań i wypowiedzi.

  4. Jednak w kwestii Burego i Ognia można polemizować

Dodaj komentarz