Konrad Rękas: Don’t trust Trump!

Odpowiedzi red. Konrada Rękasa na ankietę przeprowadzoną wśród europejskich analityków i publicystów przez Teheran Institute For International Studies

TIIS: Jakich działań prezydenta Donalda Trumpa wobec JCPOA (międzynarodowego porozumienia w spawie irańskiego programu jądrowego) należy spodziewać się w najbliższych miesiącach?

Konrad Rękas: Donald Trump w polityce międzynarodowej zna tylko dwa zagrania taktyczne: atak wprost i atak wprost poprzedzony stekiem obelg i gołosłownych oskarżeń. Co ciekawe, prezydent USA stosuje te techniki nawet, jeśli teoretycznie chce lub przynajmniej powinien unikać konfrontacji. Jeśli jednak zgodzimy się, że Trump jest jedynie marną podróbką Ronalda Reagana, który sam był przecież tylko aktorem grającym rolę przywódcy najsilniejszego państwa na Ziemi – wówczas dopiero dostrzeżemy, że mamy do czynienia z parodią parodii.

Jak wielokrotnie podkreślali zwłaszcza europejscy obserwatorzy amerykańskiej sceny politycznej – właściwie od czasów prezydentury Dwighta Eisenhowera, a już z pewnością od odejścia Richarda Nixona nie można mówić nawet o próbach jednoosobowego zarządzania amerykańską polityką. Kolejni lokatorzy Białego Domu są tylko twarzami reprezentującymi interesy finansowo-politycznego establishmentu USA, podsumowanymi wyborcom i zewnętrznym wasalom tego państwa. Sytuacja Trumpa w niczym nie odbiega od tego schematu. 45. prezydent Stanów Zjednoczonych reprezentuje konkretne grupy kompleksu wojenno-przemysłowego, grające na wzrost napięcia wojennego w rejonie Zatoki Perskiej, zwyżkę cen ropy, powrót do polityki ścisłych sankcji wobec Iranu oraz wolnej ręki dla Arabii Saudyjskiej i Izraela w organizowaniu Bliskiego Wschodu. Nie ma najmniejszych nawet wątpliwości, że Waszyngton będzie podgrzewał trzy potencjalne pola konfliktu międzynarodowego: relacje z Iranem, z Chinami i z Koreą Północną tak, by zaspokajać oczekiwania swojego zaplecza finansowego i to nawet do pełnowymiarowej wojny na każdym z tych odcinków włącznie.

Jeśli zaś nawet nie dojdzie do konfliktu z udziałem samej Ameryki, w której poparcie dla kolejnych awantur wojennych jednak konsekwentnie spada – możliwa jest opcja wojen hybrydowych, rozgrywanych przez Amerykę rękoma i w interesie podmiotów takich jak Arabia Saudyjska i Izrael. Za takim scenariuszem przemawia m.in. przebieg wydarzeń w Jemenie, Katarze i Brahrajnie. Oczywisty sojusz saudyjsko-syjonistyczny prowadzi do ludobójstwa na skalę dotąd nieznaną i jako taki stanowi największe zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa w regionie. Wobec takich niebezpieczeństw JCPOA  jawi się jako mało poważna przeszkoda dla strategii amerykańsko-izraelsko-saudyjskiej i bardziej jako pretekst do eskalacji konfliktu niż jako szansa jego uniknięcia.

TIIS: Czy rozszerzanie amerykańskiej obecności na Bliskim Wschodzie (w Syrii i Iraku) i intensyfikacja militarnej aktywności USA prowadzą do bezpośredniej zbrojnej konfrontacji z Rosją i Iranem?

KR: Nawet szaleństwo wojenne Stanów Zjednoczonych ma chyba jakieś ograniczenia. To znaczy największe Jastrzębie Wojny zdawać sobie powinny sprawy, że przejedzone od góry, a głodne od dołów społecznych USA nie mogą wygrać konfliktu rozpętanego jednocześnie na wszystkich frontach: z Iranem, z Rosją, z Chinami, z Koreą Północną, z Wenezuelą, z Europą itd. O ile Hillary Clinton byłaby zapewne gotowa bez wahania wykonać polecenie Wall Street i doprowadzić do III Wojny Światowej (większej i straszniej od poprzednich), byle tylko ukryć pod gruzami świata skutki kryzysu gospodarki zachodniego kapitalizmu – o tyle ci, którzy stoją za Trumpem liczą raczej na „drobne” (to znaczy miliardowe…) zyski na handlu bronią czy spekulacjami paliwowymi, a przy tym hołdują typowo amerykańskiej wierze, że wszyscy są głupsi od Amerykanów. A więc, że uda się kupić Rosję uspokojeniem Ukrainy, Iran podziałem stref w Syrii i Iraku i pokonać Chiny czy Koreę, a potem wziąć się za następnych. Kolejność jest zresztą zmienna, chodzi bowiem tylko o to, by konkurencyjne ośrodki siły nie porozumiały się i nie opracowały wspólnej strategii stopniowego wypierania hegemonii amerykańskiej, istniejącej przecież w dużej mierze tylko dzięki cichej zgodzie oficjalnych już przeciwników na dominację dolara. Konkretne ustalenia spychające te bezwartościowe, kreowane przez światową finansjerę zielone papierki w stronę spłaty horrendalnych długów – zwłaszcza wewnętrznych, oznaczać będą długo oczekiwany krach systemu zachodniego. A – co należy mocno podkreślić – jedną z nielicznych obecnie realnych i kompletnych alternatyw wobec niego, pozostaje system społeczno-ekonomiczny i aksjologiczny Islamu, co m.in. wyjaśnia zwierzęcą wrogość wobec niego, generowaną i prowokowaną przez ośrodki syjonistyczne na całym świecie, w tym zwłaszcza w Europie.

TIIS: Jakie jest stanowisko państw europejskich wobec eskalacji konfliktu w Syrii i Iraku?

KR: Nieszczęściem XX wieku był układ Sykes-Picot, oszukanie Arabów i podział Bliskiego Wschodu między mocarstwa europejskie. Obecnie światowe mocarstwo jest już tylko jedno, nadal jednak stosuje ono sprawdzone w czasach kolonialnych metody, starając się instrumentalnie podsycać i wykorzystywać stare problemy i konflikty tego regionu świata, obecnie na czele z kwestią kurdyjską. Jeśli dodamy do tego sztuczny produkt, jakim są Daesh oraz krzyżowanie się interesów izraelskich, saudyjskich i tureckich – wówczas żaden obserwator nie będzie mógł mieć wątpliwości odnośnie motywów i celów polityki amerykańskiej w Syrii i Iraku.

Podobnie jak nie ma dziś niestety wciąż mowy, by społeczność międzynarodowa pozwoliła wypowiedzieć się w referendum rdzennej ludności Palestyny na temat przyszłości tego kraju – tak i konsekwentnie ignorowana jest wola mieszkańców Syrii i Iraku, deptana jest historia, tradycja, wartości etniczne i religijne oraz tożsamość ludów zamieszkujących te ziemie. Warto podkreślić, że przez wieki i dekady, jedynym państwem regionu, w którym np. Kurdowie mogli realizować swoje narodowe aspiracje – był i jest Iran. Również Iran pozostaje jedynym państwem bezpiecznym dla bliskowschodnich chrześcijan. Nie mówiąc już o wsparciu, jakiego udzielają szyiccy ochotnicy swoim braciom w Syrii, Iraku, a wcześniej także Libanie. Wszystko to jest z Europy widziane, szanowane i doceniane.

Poglądy społeczeństw europejskich na temat kryzysów bliskowschodnich wiążą się przede wszystkim z dwoma czynnikami. Po pierwsze oczywista jest sprawcza rola Stanów Zjednoczonych, Izraela i Arabii Saudyjskiej w wywołaniu tak zwanego „zagrożenia terrorystycznego”, będącego pretekstem dla dalszego ograniczenia praw człowieka i swobód obywatelskich na Zachodzie. Pod pretekstem „wojny z terroryzmem” mamy bowiem do czynienia z budową nowego totalitaryzmu, znacznie gorszego niż sowiecki, co w połączeniu ze zwiększaniem aktywności wojennej wprost zagraża bezpieczeństwu i warunkom życia mieszkańców państw europejskich. Po drugie zaś – Stany Zjednoczone i uległe im europejskie elity sztucznie wywołały tzw. „falę uchodźców”, czyli napływ prawie darmowej siły najemnej mającej ratować upadający kapitalizm i stanowić pożywkę dla budowy nowego podziału społecznego: na nowy Naród Polityczny, złożony z samych elit finansowo-politycznych i zdemoralizowany proletariatu, zepchnięty do poziomu prawie zwierząt rządzących się prymitywnymi instynktami.

Wojny, najpierw w Afganistanie, następnie w Iraku i Syrii – mają za zadanie przybliżać realizację tego scenariusza: umacnianiu totalitarnego super państwa, chroniącego korporacyjny kapitalizm dla elit przy upodleniu reszty świata i ludzkości. Żadne opowieści o „terroryzmie”, „demokracji”, „prawach człowieka” nie są już w stanie ukryć w oczach Europejczyków (a nawet i wielu Amerykanów) prawdy o największej zbrodni w dziejach ludzkości, dokonywanej właśnie i planowanej dalej przez Waszyngton. Zbrodni rozsadzenia świata (począwszy od Bliskiego i Dalekiego Wschodu) dla zwiększenia zysków garstki banksterów i syjonistów.

Rozmawiał Abdol Reza Sabri,
dyrektor Teheran Institute For International Studies

Jeden komentarz

  1. Radykalny Podmiot

    Podobają mi się refleksje Rękasa na temat atlantyzmu. To tacy ludzie jak Konrad, Ronald czy profesorowie Bieleń i Zięba, są prawdziwymi ofiarami medialnej cenzury, a nie oderwani od żłobu liberalni demagodzy z KODu.

    Przeciwników atlantyzmu w polskiej polityce zagranicznej nie było w przestrzeni publicznej i za PO i za PiSu. A obie strony nawzajem wymienia się epitetami o „ruskich agentach” vide książka Piątka, czy plan powołania komisji sejmowej w sprawie umowy Pawlaka z FR na dostawę gazu.

Dodaj komentarz