Ronald Lasecki: Znaczenie Odsieczy Wiedeńskiej w XVII wieku i dziś

Obchodzimy dziś rocznicę wielkiego zwycięstwa chrześcijańskiego oręża: przed 334 laty dowodzone przez polskiego króla Jana III (1674-1696) wojska chrześcijańskiej Europy zapobiegły zdobyciu Wiednia przez muzułmańskie Imperium Osmańskie. Znaczenie zwycięskiej dla chrześcijan bitwy było kluczowe dla geopolitycznej przyszłości Europy Dunajskiej, położonej pomiędzy Karpatami, Górami Dynarskimi, Alpami i Kotliną Czeską.

Geopolityka Imperium Osmańskiego w Europie

Turcy byli ludem osiadłym historycznie w basenie Morza Marmara. Region ten posiada na tyle duży potencjał ekonomiczny, by stać się siedzibą względnie licznej i zamożnej populacji. Daje jej też geostrategiczne bezpieczeństwo wobec najazdów z zewnątrz, o czym przekonali się Kozacy, Tatarzy, Rosjanie, jak również próbujący bezskutecznie zdobyć cieśniny czarnomorskie w czasie I wojny światowej Brytyjczycy. Kontrola nad Morzem Marmara oznacza dla Turków kontrolę nad połączeniem pomiędzy Morzem Egejskim i Morzem Czarnym. Zapewnia również panowanie nad handlem lewantyńskim. Partnerstwo handlowe z zamożnymi miastami włoskimi Doliny Padu zapewniało przez wieki Turkom niemal wyłączną kontrolę nad handlem eurazjatyckim.

Region Morza Marmara jest jednak regionem niewielkim. Brakuje mu strategicznej głębi i zarazem nie może stać się oparciem dla na tyle licznej populacji, by mogła efektywnie kontrolować handel na skalę ponadregionalną. Znaczenie cieśnin czarnomorskich wykracza zaś poza region Morza Marmara i przyciągają one uwagę głównych światowych mocarstw. O ile zatem na państwach takich jak Anglia lub Stany Zjednoczone geopolityka nie wymusza ekspansji poza ich macierzystą masę lądową, o tyle Turcy – podobnie jak Japończycy lub Rosjanie – zmuszeni są dokonywać ekspansji poza swoją siedzibę narodową.

Na kierunku zachodnim taka ekspansja znajduje naturalne ujście w basenie Morza Czarnego. Wybrzeża tego akwenu są poszarpane a panująca aura – sztormowa, jego północne wybrzeża zimą zaś zamarzają. Jedynym krajem dysponującym portami i dostatecznie doświadczoną flotą dla eksploracji basenu czarnomorskiego jest region Morza Marmara. Jedynie 350 km. na północ od niego znajduje się ujście Dunaju. Dostarczanie tam cargo wojskowego lub cywilnego nie stanowi dla zajmujących region Morza Marmara ośrodków siły żadnego problemu. Wykorzystanie transportu morskiego jest przy tym szybsze i tańsze, niż wykorzystanie transportu lądowego. Dalsze przesuwanie się w górę Dunaju jest kolejnym, równie naturalnym krokiem dla Turków. Dunaj to druga pod względem długości rzeka Europy; żeglowna aż po południowe Niemcy, wzdłuż brzegów której ciągną się rozległe grunty orne.

Dla strategicznego zabezpieczenia swojej ekspansji, Turcy muszą zdobyć i ufortyfikować Sofię. Stykają się tam pasmo Bałkanów przecinające środkową Bułgarię ze wschodu na zachód, oraz pasma Riły i Rodopów w południowo-wschodniej Bułgarii. Przesuwając się po prostu wzdłuż biegu Maricy na północ i fortyfikując Sofię, Turcy niemal podwajają swoje macierzyste terytorium, zamykając zdobyty obszar w naturalnych granicach geostrategicznych.

Kolejnym punktem geostrategicznym jest szczelina besarabska w miejscu gdzie Karpaty niemal sięgają wybrzeża czarnomorskiego, nieco na północ od zabagnionej i przez to również nabierającej naturalnych walorów obronnych delty Dunaju. Zaopatrzenie tego punktu przez flotę osmańską mogło się odbywać niemal bez przeszkód, kontrola zaś nad nim zabezpieczała przed inwazją stepowych sił eurazjatyckich.

Dalsza ekspansja imperialna zmierzać musi do zabezpieczenia Żelaznej Bramy, czyli punktu, w którym koryto Dunaju oddziela od siebie pasma rumuńskich Karpat i bułgarskich Bałkanów w miejscu zetknięcia granic dzisiejszych Bułgarii, Rumunii i Serbii. Żelazna Brama to zespół skalnych klifów ograniczających możliwość transportu wodnego i lądowego tą drogą. Ufortyfikowanie jej i zablokowanie jest w stanie taki transport całkowicie przerwać. Panując nad Żelazną Bramą, Turcy zdobywają strategiczną kontrolę nad żyznymi rolniczymi regionami dzisiejszej północnej Bułgarii i południowej Rumunii.

Czwartym i najważniejszym punktem strategicznym jest miasto Wiedeń położone pomiędzy pasmami Alp i Karpat. Kontrola nad Wiedniem i kontrola nad szczeliną besarabską zabezpiecza Europę Dunajską przed wszelkimi atakami potęg północnych lub ich koalicji. Pomiędzy tymi dwoma punktami rozciągnięte jest pasmo Karpat, których znaczenie jako bariery geostrategicznej w Europie porównać można jedynie z podobnym znaczeniem Alp.

Pomiędzy Żelazną Bramą a Wiedniem rozciąga się poprzecinana licznymi rzekami Nizina Panońska, która obszarem przewyższa wszystkie wcześniej opanowane przez Turków ziemie w Europie. Nizinę Panońską zajmują liczebnie znaczące i zasobne ludy. Tutejsza ziemia jest żyzna a plony obfite. Nizinę Panońską cechuje nieciągłość strategiczna, a swobodę ruchów wojskowych utrudniają tu dzielące ją na mniejsze jednostki pasma górskie i rzeczne. Za swoistą warownię geopolityczną uznać można Siedmiogród z jego szachownicą rzek, równin i gór. Takie warunki sprzyjają politycznemu i etnicznemu rozdrobnieniu Europy Dunajskiej, zamieszkanej przez ludy takie jak Serbowie, Chorwaci, Węgrzy, Niemcy.

Zasobność Niziny Panońskiej, jej fragmentacja i dostęp do niej ograniczony przez Żelazną Bramę i przesmyk wiedeński czynią z niej łakomy łup dla potęg zarówno z północnego zachodu, jak i dla Turków. Zabezpieczenie osmańskiego panowania nad Niziną Panońską zależało od zabezpieczenia przez nich Wiednia. Jest on północnymi wrotami Europy Dunajskiej. Wrotami, przez które wykraczać można z niej zarówno ku północy i zachodowi, jak też przez które można wkraczać do niej od północy i zachodu. Turcy dwukrotnie starali się zdobyć Wiedeń – w 1529 r. i w 1683 r. Obydwie ofensywy zakończyły się ich klęską, północnoeuropejskie potęgi chrześcijańskie mogły zaś wykrwawić Imperium Ottomańskie na Nizinie Panońskiej, która stała się tyleż geopolitycznym fundamentem Imperium Osmanów, co jego piętą Achillesa.

O tak biegnących dalszych losach Imperium Osmańskiego i Europy Dunajskiej zadecydował wkład króla i rycerstwa polskiego w obronę Wiednia. Gdyby Turcy zdobyli i zdołali zabezpieczyć Wiedeń, podwoiło by to obszar przez nich kontrolowany w stosunku do tego na południe od Żelaznej Bramy. Dunaj to druga pod względem długości rzeka Europy, a jej odcinek spławny rozpoczyna się w Ratyzbonie, 125 kilometrów na północ od Monachium. Byt Wysokiej Porty opierał się na kontroli odgałęzień Jedwabnego Szlaku do Niemiec wzdłuż Dunaju i do Doliny Padu oraz do Egiptu przez wschodnią część Morza Śródziemnego. Pozostałe prowincje Imperium jak Mezopotamia i Afryka Północna nie przynosiły dochodów własnych i wymagały wsparcia z zewnątrz.

Niepowodzenie w kampaniach wiedeńskich zadecydowało o utracie przez Imperium Osmańskie Niziny Panońskiej. Bez dochodów z Niziny Panońskiej nie było czym zaopatrywać Mezopotamii ani garnizonów w zachodniej części Półwyspu Bałkańskiego. Zachodnia część Imperium Osmańskiego musiała się wiec po tej klęsce rozsypać, a wzrost znaczenia religii muzułmańskiej w Europie został ograniczony do kilku ludów żyjących w zachodniobałkańskich kotlinach. Cywilizacyjna supremacja Turków została zastąpiona odrodzeniem Słowian Południowych oraz wzrostem penetracji niemieckiej i rosyjskiej.

Testament Jana III Sobieskiego – Międzymorze

Współcześnie, geopolityczne znaczenie Europy Dunajskiej nie uległo zmianie. Wciąż jest ona podstawą dla ewentualnej tureckiej penetracji na północnym zachodzie i równocześnie obszarem penetracji i zasilania potęg zachodnioeuropejskich, operujących przez Austrię i Włochy. Podobnie jak u schyłku starożytności, kraje tego regionu stały się szlakiem przez który azjatyccy najeźdźcy zdążają do Europy Zachodniej. Zarazem, w przeciwieństwie do Europy Zachodniej, Europa Dunajska jest w stosunkowo niewielkim stopniu dotknięta presją azjatyckiej kolonizacji. Jej słabością jest natomiast podatność na penetrację ideologiczną przez radykalne sekty islamskie zasilane z Półwyspu Arabskiego.

Europa Dunajska, jak i wcześniej, podlega zatem z południowego wschodu presji imigrantów z Azji, ale także politycznej presji Zachodu, starającego się zdywersyfikować na jej kraje muzułmańską kolonizację która objęła dziś samej Europy Zachodniej. Kraje od Bośni, poprzez Kosowo, Albanię, Macedonię, aż po rosyjski Krym, zagrożone są też islamistyczną penetracją i działaniami islamskich terrorystów. Europa Dunajska również dziś zagrożona jest zatem przez islam. Zagrożenie to sięga także na północ od Karpat, do poddawanej zachodnim naciskom na przyjęcie muzułmańskich imigrantów Polski. Tak jak zatem w XVII wieku, rysuje się wspólnota interesów Polski i państw Europy Dunajskiej w obliczu zagrożenia islamskiego.

Każe to inaczej spojrzeć na figurę Międzymorza jako regionu obejmującego kraje położone pomiędzy morzami Czarnym, Śródziemnym i Bałtyckim. Dzisiejsze polskie demoliberalne elity starają się nadać tej konstrukcji charakter proamerykański i zarazem antyrosyjski. W planach Waszyngtonu ma ona dopełniać antyirański, antyrosyjski i antyszyicki blok proamerykańskich państw arabskich i Izraela. Takie rozumienie Międzymorza rozmija się oczywiście z realiami, ponieważ wśród państw Europy Dunajskiej nie ma zgody ani na politykę antyrosyjską, ani też nic tych państw nie łączy z interesami USA i Izraela na Bliskim Wschodzie. Międzymorze, którego spoiwem miałaby być antyrosyjskość, nie ma zatem szansy powstać.

Zagrożeniem, które wspólne jest wszystkim państwom uznawanym za potencjalnych uczestników Międzymorza nie jest bowiem Rosja, lecz islam. Zagrożenie islamskie łączy Polskę i Serbię, Węgry i Grecję, Krym i Chorwację, Czechy i Bułgarię. Islam nie jest tu przy tym czynnikiem samodzielnym, lecz wprowadzany jest do regionu przez Zachód. Wystarczy wspomnieć popieranie przez USA albańskiego i bośniackiego nacjonalizmu na Bałkanach oraz tatarskiego separatyzmu na Krymie. Wystarczy wspomnieć na próby wmuszenia Polsce, Republice Czeskiej, Słowacji i Węgrom muzułmańskich imigrantów przez Unię Europejską. Państwa niedotknięte jeszcze islamską kolonizacją, położone od Bałtyku na północy, po Adriatyk, Morze Egejskie i Morze Czarne na południu i południowym wschodzie, mają interes w ścisłej solidarności przeciwko azjatyckim i afrykańskim najeźdźcom oraz popierającemu ich Zachodowi.

Historycznym dziedzictwem króla Jana III jest dziś dla Polski włączenie się w obronę Europy przed islamskim najazdem. Tym razem nie chodzi jednak o obronę już poddającej się muzułmańskiemu szantażowi Europy Zachodniej, lecz o obronę przestrzeni pomiędzy morzami Bałtyckim, Czarnym, Adriatyckim i Egejskim. W XVII w. to Europa Dunajska była we władaniu muzułmanów, którzy uczynili z niej przestrzenną podstawę dla prób ekspansji na północ i na zachód. Dziś odwrotnie – to Europa Zachodnia jest trzymana w klinczu przez muzułmańskich najeźdźców i popierającą ich demoliberalną oligarchię, stając się terytorialną podstawą do islamskiej ekspansji na Polskę i Europę Dunajską. Tak jak zatem Jan III poparł w XVII w. naszych południowych sąsiadów zagrożonych zalewem islamu, tak również dzisiejsza Polska powinna okazywać lojalną solidarność i pełne wsparcie dla wszystkich krajów zagrożonych inwazją imigrancką.

Potrzebne jest zmodyfikowanie doktryny Międzymorza, tak, by stała się ona odpowiedzią na rzeczywiste wyzwania stojące przed państwami regionu. Każdy z krajów Międzymorza jest nieco inaczej położony względem Rosji i Niemiec, tak więc stosunek do Moskwy ani do Berlina nie może być dla nich taką ogniskową. Innej polityki wobec Rosji wymaga położenie Polski na Niżu Środkowoeuropejskim, innej zaś położenie Węgier i Słowacji za pasmem Karpat. Wszystkie jednak państwa Międzymorza na równi zagrożone są islamistyczną penetracją, inwazją ludów azjatyckich i afrykańskich, oraz naciskami Zachodu starającego się zmusić nasze państwa do kapitulacji przed tą migracyjną agresją. Pierwszym zatem z elementów, które naprawdę łączą państwa Międzymorza, jest dążenie do zachowania przez nie swej tradycyjnej europejskiej tożsamości etnicznej.

Na kwestiach etnicznych nie kończy się jednak bynajmniej wspólnota naszych interesów. Odsiecz Wiedeńska króla Jana III przeprowadzona została pod hasłami chrześcijańskimi. Przed wyprawą król odwiedził między innymi sanktuarium na Jasnej Górze, gdzie wysłuchał Mszy świętej i modlił się przed Świętym Obrazem. Tureckie zagrożenie dla Europy było wówczas również islamskim zagrożeniem dla chrześcijaństwa. Dziś chrześcijaństwu w krajach Międzymorza bardziej niż islam, zagrażają liberalizm i laicyzm Europy Zachodniej, oraz modernizm tamtejszych środowisk chrześcijańskich. Międzymorze to „młody Zachód”, w mniejszym stopniu niż „stara Unia” skorumpowany przez liberalizm. Nasze ludy są bardziej religijne niż ludy historycznego Zachodu, a ich religijność wyraża się w bardziej ortodoksyjnych niż na historycznym Zachodzie formach. Presja „starego Zachodu” jest presją religijnego reformizmu i laicyzmu. Jest to wspólne dla wszystkich krajów Międzymorza zagrożenie cywilizacyjne.

Drugim zatem filarem nowej doktryny międzymorskiej powinna stać się obrona tradycyjnego rozumienia tożsamości europejskiej przed jej zachodnimi odstępcami i przeniewiercami. Dotyczy to zarówno obecnych w krajach Międzymorza wspólnot kalwińskich, jak też krajów prawosławnych. W przypadku krajów katolickich, podkreślać należy ukształtowanie ich tożsamości przez orientalny wariant cywilizacji łacińskiej, różniący się zarówno w wymiarze historycznym jak i współczesnym od wariantu śródziemnomorskiego i latynoamerykańskiego, oraz bardziej od nich wartościowy. Silniej akcentować należy również słowiański komponent tożsamości wschodnioeuropejskich katolików, pielęgnując wspomnienie cyrylometodiańskiego chrześcijaństwa słowiańskiego. W przypadku tutejszych ludów muzułmańskich (Tatarzy, Bośniacy, Albańczycy), akcentować należy tradycyjny charakter wyznawanego przez nie islamu, przeciwstawiając go przeniewierczemu sekciarstwu napływającemu z państw bliskowschodnich i wspieranemu przez władze niektórych z nich, a także ich historyczną tożsamość etniczną i kulturową, równie jak w przypadku krajów chrześcijańskich zagrożoną inwazją pozaeuropejskich przybyszów.

Ku Nowemu Międzymorzu

Pamięć o Odsieczy Wiedeńskiej i zasługach Jana III dla chrześcijaństwa i dla ludów Europy Dunajskiej powinna nas zatem prowadzić do nadania właściwego znaczenia pojęciu Międzymorza. Zaktualizowana doktryna międzymorska powinna mieć charakter obronny i opierać się na dwóch filarach: 1) obronie państw połączonych międzymorskim sojuszem przed najazdem islamskich imigrantów; 2) obronie państw połączonych międzymorskim sojuszem przed liberalną presją Zachodu wyrażającą się w laicyzmie i religijnym modernizmie. Międzymorze ma zatem dwa filary: filar etniczny i filar ideologiczny.

Stosując kryterium zagrożenia przez czynniki islamski i demoliberalny, do Międzymorza włączyć by zatem należało: Polskę, Republikę Czeską, Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Grecję, Macedonię, Serbię, Chorwację, Słowenię. Otwartą drogę dołączenia powinno pozostawić się także Republice Serbskiej i chorwacko-muzułmańskiej Bośni oraz Albani. Należałoby też rozważyć członkostwo Rosji posiadającej z Międzymorzem wspólne interesy w regionie Morza Czarnego – dominacja Rosji na Morzu Czarnym i na Kaukazie zabezpiecza przed penetracją turecką i islamską wschodnią flankę Międzymorza. Związanie Rosji z Międzymorzem byłoby jednak możliwe po uprzednim przezwyciężeniu atlantyzmu i rusofobii w takich jego krajach jak Polska, Rumunia, czy Chorwacja.

Propozycja nowego Międzymorza nie jest propozycją tworzenia nowego bloku geopolitycznego. Jak wspomniano wcześniej, i co jest oczywiste dla każdego myślącego obserwatora, kraje Międzymorza dzieli położenie w różnych regionach geopolitycznych (Europa Dunajska i Europa Bałtycka) i mają one wobec tego odmienne i rozchodzące się interesy jeśli chodzi o politykę wobec Rosji i Niemiec. Dzieli je też wiele historycznych zaszłości i konfliktów oraz wzajemne narodowe niechęci, które czynią ścisłą współpracę w ramach jednego bloku czymś niemożliwym. Dla poszczególnych uczestników, blok taki przedstawiałby sobą mniejszą wartość, niż równoleżnikowo zorientowane konstelacje geopolityczne z udziałem Rosji lub Niemiec, lub też z udziałem obydwu tych państw. Międzymorze ma natomiast szansę zaistnieć nie jako sojusz uniwersalny, lecz jako sojusz przedmiotowy, ukierunkowany na dwa konkretne cele: mianowicie na zabezpieczenie tradycyjnej europejskiej tożsamości etnicznej i kulturowej jego państw członkowskich i n a odparcie ataków na nie wyprowadzanych ze świata zachodniego i muzułmańskiego.

Na koniec podkreślić należy jeszcze raz to, co może niedostatecznie jasno zostało dotychczas wyrażone: solidarność wobec zachodniej presji ideologicznej i muzułmańskiej presji demograficznej i zbrojnej powinna obejmować wszystkie państwa Międzymorza i wszystkie przypadki wywierania takiej presji na nie. Dotyczy to zarówno solidarnego sprzeciwu państw Międzymorza będących dotychczas członkami Unii Europejskiej wobec prób wmuszania im przez Zachód muzułmańskich imigrantów, jak i lojalne poparcie dla tych państw Międzymorza, które są niszczone są przez Zachód militarnie lub środkami niemilitarnymi gdy próbują przeciwstawiać się wewnętrznemu lub zewnętrznemu naciskowi grup muzułmańskich; mamy tu na myśli przede wszystkim Serbię, Macedonię i Republikę Serbską, będące obiektem agresji zbrojnej NATO lub agresywnej polityki Zachodu prowadzonej środkami niewojskowymi, do pewnego stopnia zaś także poddane amerykańskiej i zachodnioeuropejskiej presji Węgry. Poparcie dla państw atakowanych przez połączone siły Zachodu i islamizmu powinno być w ramach Międzymorza, w tym również ze strony polskiej, jednoznaczne, wyraźne, stanowcze i niezmienne. W obecnych warunkach należałoby zacząć od wycofania uznania dyplomatycznego dla Republiki Kosowa.

Rocznica Odsieczy Wiedeńskiej powinna nam zatem przypominać o ciążącym na nas dziedzictwie króla Jana III i jego dziele obrony chrześcijańskiej Europy. Pamięć o tym dziedzictwie zobowiązuje nas do jego podjęcia i adaptacji do dzisiejszych wyzwań. Taką adaptacją będzie projekt Międzymorza, któremu nada się właściwe znaczenie: nie proamerykańskiego bloku skierowanego przeciw Rosji, lecz porozumienia na rzecz zachowania tradycyjnej tożsamości europejskiej, w obliczu zagrożenia inwazją islamskich najeźdźców i napędzającego ją zachodniego demoliberalizmu i kapitalizmu.

Ronald Lasecki

4 komentarze

  1. odpowiem Szakalowi następująco: Niechże Pan spróbuje odebrać Falklandy/Malwiny Wielkiej Brytani, a potem powtórzy próbę z Gibraltarem. Oczywiście, że Angole traktują te miejsca jako część imperium. Nie ma znaczenia, jak to zostało skolonizowane/podbite. Yankees też uważają np. Filipiny za swój niezatapialny lotniskowiec. Zobaczymy, czy tym wyspom uda się wyzwolić z tego jarzma.

  2. „Turcy byli ludem historycznie osiadłym w Morzu Marmara” – kiedy oni się tam znaleźli? W jaki sposób? Czy to naprawdę była ich kolebka, jak można byłoby zrozumieć to zdanie? Nie, historycznie pochodzą oni przecież z dalekich stepów azjatyckich, a i ich średniowieczna państwowość w postaci chociażby sułtanatu Rum pulsowała z głębi Anatolii, terenu zupełnie różnego od okolic Morza Marmara, będącego wówczas bizantyjskim centrum. Nawet kiedy zaczęli od XIV wieku podbijać bałkańskie terytoria na południe od Dunaju, czynili to posiadając kontrolę jedynie nad cieśniną Dardanele – nad Bosforem tliła się jeszcze iskra oporu w Konstantynopolu aź po rok 1453, kiedy to już dominacja Osmanów nad południowymi Bałkanami była bezdyskusyjna. Ale uczynili to oni, posiadając bazę cały czas w Azji Mniejszej i to determinowało ich geopolityczną strategię, zakładającą inny sposób podboju Bałkanów, niż ten opisany w tekście.

    Przede wszystkim mniejszy nacisk kładziono na kontrolę wybrzeża Morza Czarnego, skoro aż po XV wiek Bizancjum zdołało utrzymać resztki tamtejszych posiadłości jak Mesembria, łatwiejsza przecież do zdobycia od Konstantynopola. Także Cesarstwo Trapezuntu upadłoby o wiele szybciej, gdyby osmańskim priorytetem byłaby dominacja w rejonie Morza Czarnego. Turcy podążali w głąb Europy drogą lądową, przez środek Bałkanów, stąd szybki upadek państw serbskiego i bułgarskiego (a przecież Serbia jeszcze kilka dekad przed porażką na Kosowym Polu przeżywało okres największej świetności w dziejach).

    Stąd też błagam, Morze Marmara nie jest w żadnym wypadku turecką siedzibą narodową, w Konstantynopolu nawet po 1453 roku żyło przez długi czas mnóstwo Greków. Turecka ekspansja przez długi czas przebiegała dosłownie obok Morza Marmara, głębia strategiczna została wokół niego zbudowana na długo przed zajęciem samego morza.

    W mniejszym stopniu, ale dyskutowałbym też nad strategicznym znaczeniem szczeliny besarabskiej przed XVII wiekiem, przed okresem głównych starć polsko-tureckich na tym obszarze. Argument o zagrożeniu stepowym mnie nie przekonuje, Złota Orda operowała w innym rejonie, Tamerlan uderzył na Turków z zupełnie innego kierunku, a w późniejszym okresie nie wyłoniło się już stamtąd żadne zagrożenie dla Porty Ottomańskiej, Chanat Krymski był im przecież podległy. Osmanowie nie włączyli nawet Wołoszczyzny i Mołdawii bezpośrednio do swojego imperium, przekazując nad nimi kontrolę przysyłanym co prawda z centrum greckim arystokratom, którzy mieli jednak zapewniony spory stopień swobody podczas swego namiestnictwa.

  3. „O ile zatem na państwach takich jak Anglia lub Stany Zjednoczone geopolityka nie wymusza ekspansji poza ich macierzystą masę lądową” > to zdanie to kompletna bzdura. Imperia, nad którymi nigdy nie zachodziło słońce, miałyby być nieekspansywne? Kolonializacja Australii, Nowej Gwinei, Indii, Indochin, Falklandów, Rodezji, Gwinei, Filipin, Karaibów, itd. itp – czy to zaistniało na „macierzystej masie lądowej”? A wojna krymska – co to było ? A Gibraltar – czy ta cieśnina znajduje się na macierzystej masie lądowej Anglii ? Grenada, Panama, Syria, Libia, Irak, Korea, Wietnam, Wenezuela, Nikaragua ?? To zdanie praktycznie kładzie całą resztę tego (ale bez tego zdania) niegłupiego tekstu.

    • Chyba chodzi o tworzenie kolonii zamiast wcielania w imperialny „masyw” . Kolonii będących żerowiskiem , rynkiem zbytu , czasami miejscem zsyłki a nie integralną częścią molocha .

Dodaj komentarz