Okupowana Palestyna: Syjoniści za niepodległym „Kurdystanem”

Na dorocznej tzw. Międzynarodowej Konferencji Przeciwko Terroryzmowi, odbywającej się 11 września w mieście Herclija (dystrykt Tel-Awiw), żydowska minister sprawiedliwości Ayelet Shaked oznajmiła, iż „Izrael jak, i państwa Zachodnie, popierają utworzenie niepodległego Kurdystanu”. Nie jest to pierwsza wypowiedź tego typu – w 2016 roku Shaked stwierdziła iż „Izrael całkowicie popiera powstanie wolnego Kurdystanu, oddzielającego Turcję od Iranu, stanowiącego przyjazne, pro-izraelskie państwo kurdyjskie.”

– Uważam, iż nadszedł czas, aby USA wsparło ten proces – powiedziała Shaked. Jej oświadczenie ujrzało światło dzienne w bardzo szczególnym czasie – gdyż 25 września ma odbyć się referendum niepodległościowe w irackim Kurdystanie. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, zwolennicy niepodległości kurdyjskiej mają szansę w nim zatriumfować – co z kolei przyczyni się do wzrostu napięć w stosunkach kurdyjsko-irańskich, a także kurdyjsko-arabskich – choć niekoniecznie wzburzy rząd w Ankarze, wbrew pozorom (Turcja współpracuje z klanem Barzanich, rządzącym w irackiej prowincji Kurdystanu – choć sama zwalcza zarówno PKK jak i YPG). Nadto, niedawno rozpoczęła się ofensywa amerykańsko-kurdyjska we wschodniej Syrii (prowincja Deir Ezzor) – korzystając z faktu, że trzon sił ISIS walczył z ofensywą syryjskich sił rządowych, Kurdowie wspierani przez amerykańskie lotnictwo i żołnierzy sił specjalnych zajęli spore, ropo- i gazonośne połacie wschodniej Syrii – wiele z nich praktycznie bez walki. Przy czym zupełnie nie ma dla nich znaczenia fakt, że na tych terytoriach nigdy nie było mniejszości kurdyjskiej.

Nie jest to pierwsza sytuacja, gdy przedstawiciele syjonistycznych władz ogłaszają oficjalnie swe poparcie dla idei utworzenia państwa kurdyjskiego na Bliskim Wschodzie. Oczekują oni, iż będzie ono utrzymywało przyjazne relacje z Izraelem – co z kolei pozwolić mogłoby na zmianę balansu sił w całym regionie, oddalając od syjonistów zagrożenie irańskie.

Ayelet Shaked wyraziła swe poparcie dla tej idei już 2016 roku, w trakcie IX. dorocznej Międzynarodowej Konferencji INSS (Instytutu Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym), odbywającej się na terenie państwa Izrael. – Musimy otwarcie nawoływać do utworzenia państwa kurdyjskiego, które rozdzielać będzie Turcję i Iran, takiego przyjaznego wobec Izraela – powiedziała wówczas.

Wcześniej, 7. września br., były wiceszef izraelskiego Sztabu Generalnego, generał-major Yair Golan potwierdził, że popiera ideę utworzenia „Większego Kurdystanu” – czyli państwa, które oprócz zamieszkanych przez Kurdów części Iraku obejmowało by również część Syrii, Iranu i Turcji. Według niego, miałoby się to przyczynić do „większej stabilności na Bliskim Wschodzie”.  Oprócz tego 14 sierpnia, w trakcie swojej wizyty w USA premier Netanjahu spotkał się z 33 członkami Kongresu – deklarując, że popiera utworzenie Kurdystanu w północnym Iraku, przekonywał ich, by również poparli tę ideę.

Deklaracje żydowskich polityków stoją w sprzeczności z licznymi głosami płynącymi ze strony społeczności międzynarodowej – ostrzegającymi, że utworzenie państwa kurdyjskiego jeszcze bardziej zdestabilizuje Bliski Wschód (co zauważają nawet… media kurdyjskie). Jednak politycy Autonomicznego Regionu Kurdystanu ignorują te opinie.

Wiadomo też, że postulaty kurdyjskiej niepodległości popiera znaczna część intelektualistów z tzw. Izraela. Na wielu uczelniach w tym państwie od co najmniej dekady powstają katedry „Kurdish Studies” (Studiów Kurdyjskich), pozwalające na kształcenie młodej kadry obeznanej ze specyfiką społeczności kurdyjskich, ich historii i kultury – jednak ze szczególnym naciskiem na aspekty polityczne. Jak można domniemywać, takie działania mają na celu zapewnienie sobie możliwości lepszego „rozgrywania” Kurdów, zgodnie z interesem państwa żydowskiego w Palestynie. Co ciekawe, podobne mechanizmy działają też w druga stronę: wielu Kurdów popierających ideę własnej niepodległości popiera aktywnie państwo żydowskie – do tego stopnia, że np. na różnych ich demonstracjach pojawiają się, oprócz flag kurdyjskich, także znajome flagi z Gwiazdą Dawida.

(na podst. kudistan24.net oprac. M.M.)

Komentarz Redakcji: Władze „państwa położonego w Palestynie” wydają się być bardzo pewne, że poparcie dla niepodległego państwa Kurdów zapewni im stałe poparcie tej nacji na długie dekady. A co jednak, jeśli nie? Częśc Kurdów wcale nie popiera idei separatystycznych, zarówno w Syrii jak i w Iraku. Ponadto, na przestrzeni wieków przywódcy kurdyjscy wielokrotnie udowadniali, że potrafią zmieniać strony praktycznie z dnia na dzień (zaś sami Kurdowie są na Bliskim Wschodzie stereotypowo postrzegani jako osobnicy chytrzy, zmienni i niepewni). Tak było już w czasach istnienia emiratów kurdyjskich, zależnych od szachów irańskich bądź sułtanów tureckich, lawirujących między tymi dwiema potęgami i skłóconych ze sobą wzajemnie. Znamienny przykład stanowi też historia tzw. Republiki Mahabadzkiej – gdy Kurdowie, którzy wcześniej kolaborowali z III Rzeszą i wysadzali ropociągi (przy czym zginęło także wielu Polaków z Armii Andersa, pełniących służbę wartowniczą) praktycznie z dnia na dzień stali się aliantami ZSRR. Jednak Sowiety wycofały się wkrótce z północnego Iranu, a cały kraj na powrót znalazł się w zachodnio-amerykańskiej strefie wpływów. Natomiast nawet obecnie, zarówno po stronie irańskiej jak i kurdyjskiej, można nawet dosłyszeć opinie idące na przekór mainstreamowi – podkreślające fakt, że Kurdowie jak i Irańczycy należą do tej samej grupy ludów (irańskich), więc może lepiej byłoby, gdyby ze sobą zaczęli współpracować. Nie można wykluczyć, iż ta koncepcja, jakkolwiek na dzień dzisiejszy niechętnie rozpatrywana zarówno przez decydentów irańskich jak i kurdyjskich, pewnego dnia może doczekać się urzeczywistnienia. Z dziejów Kurdów płynie prosty wniosek – nawet jeśli Żydom uda się przeforsować utworzenie osobnego państwa kurdyjskiego, nie jest wcale pewne czy będzie ono zawsze stało po ich stronie. 

Dodaj komentarz