Syria: Hezbollah i Rosja oskarżają USA o wspieranie ISIS

Przywódca Hezbollahu Sayyed Hassan Nasrallah powiedział w niedzielę, że USA wspomaga ISIS, nie pozwalając syryjskim wojskom rządowym i ich sojusznikom na działania w pewnych częściach wschodniej i południowej Syrii.  Amerykanie mają według niego świadomie opóźniać upadek „kalifatu” Daesz.

 – Lotnictwo amerykańskie opóźnia postępy syryjskiej armii i sojuszników w wyzwalaniu części terytorium kontrolowanego przez ISIS […] Amerykanie robią wiele, aby utrudnić walkę z Państwem Islamskim – powiedział w swej przemowie, mającej również upamiętnić poległych niedawno bojowników Hezbollahu. Jego wypowiedź padła wkrótce po tym, gdy jeden z wyższych rangą przedstawicieli administracji Donalda Trumpa powiedział, że prezydent chce wdrożyć kolejne sankcje przeciwko Iranowi – za wspieranie Hezbollahu, klasyfikowanego przez władze USA jako grupa „terrorystyczna” – a Kongres planuje zaostrzenie sankcji przeciwko samemu ruchowi Hezbollah.

Zeszłotygodniowy kontratak ISIS kosztował życie wielu syryjskich żołnierzy oraz bojowników Hezbollah, wśród których poległ także jeden z wyższych rangą dowódców polowych organizacji, znany jako Ali al-Hadi al-Asheq. Ogólnie szacuje się, że działając w Syrii od jesieni 2012 roku (oficjalnie od 2013 r, czyli udanej operacji wyzwolenia Al-Kusajr), Hezbollah stracił w walkach około 3 tys. własnych żołnierzy. Jak na organizację tej wielkości są to duże straty (dowództwo nie podaje liczby poległych), jednak wg różnych źródeł napływ kolejnych rekrutów kompensuje je w zupełności.

Nadto, w bieżącym roku amerykańskie samoloty bombardowały oddziały Syryjskiej Armii Arabskiej jak i posiłkujących ją grup (w tym Hezbollahu), gdy te zbliżały się do terenów zajmowanych rzekomo przez „umiarkowanych rebeliantów”, szkolonych przez jordańskie i amerykańskie siły zbrojne.

Wypowiedź lidera Hezbollahu jest zbieżna z komunikatami strony rosyjskiej. W ubiegłym tygodniu rzecznik rosyjskiego resortu obrony Igor Konaszenkow powiedział, że  syryjsko-jordańska granica w pobliżu bazy At-Tanf przekształciła się w stukilometrową „czarną dziurę” – obszar, gdzie siły rządu w Damaszku nie mają dostępu (gdyż grożą im zarówno amerykańskie bombardowania, jak i dyslokowany w bazie system rakietowy HIMARS), choć to właśnie stamtąd miała wychodzić część ataków ISIS. Na terenie tym, rzekomo w całości pod kontrolą „zweryfikowanych” przez Zachód i Jordanię „umiarkowanych rebeliantów” (obecnie operujących pod sztandarem tzw. Nowej Syryjskiej Armii) nadal mają się też znajdować członkowie Daesz.

 – Zamiast „Nowej Syryjskiej Armii”, jak grom z jasnego nieba, mobilne grupy ISIS przeprowadzają wypady dywersyjno-terrorystyczne skierowane przeciwko syryjskim wojskom i cywilom – powiedział Konaszenkow.

Nie wiadomo, czy obecność dżihadystów na tym obszarze wynika z jego specyfiki (są to głównie obszary pustynne, słabo zaludnione i trudne do kontroli), czy też jest skutkiem celowego „zaniedbania” ze strony Amerykanów i sojuszników. Rosyjski rzecznik podkreślił, że przez pół roku istnienia bazy w At-Tanf nie poinformowano o jakiejkolwiek operacji Amerykanów przeciwko Państwu Islamskiemu, w której baza tudzież stacjonujące w niej siły miałyby odegrać rolę. Tymczasem Waszyngton uzasadniał jej powstanie koniecznością walki z terroryzmem.

Oprócz tego rzecznik Konaszenkow oskarżył siły Koalicji o to, że wskutek ich działań uchodźcy z syryjskiego obozu Rukban w rzeczywistości stali się „żywymi tarczami” dla amerykańskiej bazy w At-Tanf. Jest to największy z obozów uchodźców, położony w strefie „bezpieczeństwa” wokół wspomnianej bazy. Według ostrożnych szacunków na jego terenie przebywa ponad 60 tys. kobiet i dzieci z Rakki i Deir Ezzor. Warunki panujące w nim są ciężkie, uchodźcom szczególnie dotkliwie dają się we znaki upały i niedobory wody pitnej – obóz zlokalizowany jest w zasadzie na pustyni. Konaszenkow twierdził też, że Amerykanie nie przepuszczają doń konwojów humanitarnych „ani syryjskiego rządu, ani Jordanii, ani ONZ czy innych organizacji międzynarodowych”.

 – Uchodźcy z Rukbanu są dziś w zasadzie zakładnikami, a ściślej mówiąc „żywymi tarczami” amerykańskiej bazy. Przypominam, że z podobnych „ochronnych” barier, oprócz Amerykanów, korzystają w Syrii tylko ci, z którymi przyszli tu walczyć – terroryści – podkreślił rzecznik rosyjskiego resortu obrony.

Wcześniej siły zachodniej Koalicji posiadały jeszcze jedną bazę na południowych rubieżach Syrii – Al-Zakaf, zlokalizowaną niedaleko od bazy w Al-Tanf – jednak we wrześniu br. zdecydowały się ją opuścić.

(na podst. Reuters, SputnikNews, Twitter oprac. M.M.)

Dodaj komentarz