Adam Danek: Pokusa ralliement

W 1892 r. papież Leon XIII ogłosił francuskojęzyczną encyklikę „Au millieu de sollicitudes”. Zachęcił w niej katolickie środowiska polityczne we Francji do „przyłączenia się” (ralliement) do III Republiki, do której pozostawały one dotąd w antysystemowej opozycji ze względu na swój głęboki konserwatyzm. Sens papieskiego zalecenia sprowadzał się do uzyskania przez katolików wpływu na politykę państwa w zamian za legitymację systemu własnym udziałem w życiu politycznym Republiki zgodnie z jej zasadami ustrojowymi, co miało otworzyć drogę do jej stopniowej chrystianizacji. Część antyrepublikańskiej prawicy, pod przywództwem monarchisty i teoretyka korporacjonizmu hrabiego Alberta de Muna (1841-1914), usłuchała wezwania Leona XIII. Za ten jednostronny gest uznania Republika odwdzięczyła się katolickim hierarchom i politykom bezprecedensową na gruncie francuskim co najmniej od 1801 r. ofensywą antykościelnych ustaw i posunięć administracyjnych z lat 1902-1914, uwieńczoną odebraniem Kościołowi na terytorium Francji osobowości prawnej i grabieżą przez państwo świątyń.

Myślę o tym, kiedy w Polsce w wielu środowiskach prawicy tzw. skrajnej (inna mnie tu nie interesuje), do 2015 r. licytujących się na „antysystemowość”, słychać dzisiaj głosy poparcia dla rządów Prawa i Sprawiedliwości. Wybrane działania obecnych władz spotykają się w nich z reakcją na granicy zatraty poczucia godności własnej, vide publiczne, czołobitne podziękowania niektórych narodowców za to, że ich organizacje nie są obecnie tak „zwalczane” czy „prześladowane”, jak podobno były w czasach mrocznego reżimu Platformy Obywatelskiej. Towarzyszy temu jednak zaskakująca wybiórczość i nieuwzględnianie szerszego kontekstu całej agendy rządu. I tak na przykład w pewnych grupach radykalnej prawicy z euforią przyjęto deklarację Ministerstwa Sprawiedliwości z 2016 r., że krzyż celtycki nie będzie zaliczany do znaków, których eksponowanie podlega ściganiu jako myślozbrodnia z art. 256 kodeksu karnego. Entuzjaści świętujący wolność dla celtyka nie zauważyli tylko w tej samej wypowiedzi ministerstwa stwierdzenia, iż salut rzymski nadal ścigany będzie na równi ze swastyką, ponieważ jednoznacznie „kojarzy się” z hitleryzmem – co jest historycznym fałszerstwem.

Prawdziwi konserwatyści, monarchiści, nacjonaliści czy państwowcy postąpiliby lepiej, przyjmując wobec rządu PiS i jego poczynań postawę konstruktywnej opozycji z prawa. Dalej idąca, acz jeszcze zrozumiała byłaby postawa „życzliwie krytyczna”, a w ściśle określonych przypadkach – postawa krytycznego, wycinkowego poparcia. Ale obecnie w niejednym z tego typu środowisk daje się zaobserwować tendencja do wykraczania poza granice nawet krytycznego poparcia w kierunku poparcia bezkrytycznego.

Na werbalizowanym poparciu nadal nie koniec. Niektórzy bowiem młodzi (albo i nie tacy już młodzi) konserwatyści, monarchiści i nacjonaliści przebąkują wręcz, że ich macierzyste organizacje powinny wejść w bliższą styczność ze strukturami partyjnymi i młodzieżowymi PiS, ponieważ duch czasu jest sprzyjający, a w każdej partii dokonuje się przecież zmiana pokoleniowa. Tę nie do końca jasną (zapewne celowo – „strach przed słowem”) formułkę można rozumieć na dwa sposoby.

Albo jej głosiciele sądzą, że ich środowiska zdołają oddziaływać ideowo na młode pokolenie działaczy PiS, podsuwając im własne koncepcje, i stopniowo popchną tę partię w prawo, a docelowo przekształcą w wewnątrz-systemową wersję siebie samych, nieco mniej radykalną na zewnątrz, ale podzielającą zasadniczą część ich poglądów. W ten sposób jednak wchodzą w niezbyt wyrafinowaną pułapkę zastawianą przez PiS, bo to właśnie Prawu i Sprawiedliwości zależy na utrzymaniu iluzji o wspólnocie kluczowych poglądów pomiędzy nim a prawdziwymi środowiskami konserwatywnymi czy narodowymi. Dzięki jej podtrzymywaniu będzie w dalszym ciągu obcesowo realizować swój cel, jakim jest utrzymanie pozycji „monopolistycznej” prawicy na polskiej scenie politycznej, oraz kaptować poparcie takich środowisk wyjątkowo tanim kosztem, za pomocą kilku zapożyczonych zwrotów i niedopowiedzianych sugestii, od których, jak to już wielokrotnie miało miejsce, zawsze może się zdystansować, jeśli Unia Europejska z niezadowoleniem zmarszczy brwi.

Albo też wyobrażają sobie, że uda im się przeniknąć do obecnej partii rządzącej i propagować swoje poglądy od środka, czy wręcz przejąć nad nią władzę. I teraz już żarty na bok. Drogi prawicowy radykale, stanowczo odradzam ci snucie mrzonek o „entryzmie” w PiS. Jesteś młody; twoja świadoma pamięć polityczna sięga tylko rządów Platformy Obywatelskiej, które koloryzujesz w swoich wypowiedziach do postaci liberalnego ancien régime i na ich tle zachłystujesz się ostatnimi dwoma laty*. Nie daj się zwieść. Poprzez ciągły proces selekcji, spontanicznej nawet weryfikacji, permanentnego odsiewania elementów niedostosowanych do preferencji kierownictwa, każda partia kartelowa reprodukuje ten sam typ działacza. Młodsze pokolenie partyjnych aparatczyków PiS – koledzy Misiewicza i Jannigera – to demoliberałowie, „euroentuzjaści” i zachodniacy nie mniej autentyczni od starszych. Oni wcale nie udają.

Na próżno studiujesz prawo, wyobrażając sobie, że zostaniesz politykiem i będziesz tworzyć prawdziwie narodowe ustawy. Adwokaciny rządzą Polską od 1989 r., od Giertycha do Kalisza i od Widackiego do Kaczyńskiego. Jakoś te rządy korporacji prawniczej nic dobrego naszemu krajowi nie przyniosły.

Na próżno paradujesz w garniturze, żeby kiedyś nie wypłynęły twoje zdjęcia w stroju „kojarzącym się z faszyzmem” czy stadionowym chuligaństwem, konspirując w cichości ducha, że w przyszłości, skryty pod białym kołnierzykiem i krawatem, będziesz realizować prawdziwą rację stanu na politycznym stanowisku.

Na próżno posługujesz się publicystycznymi pseudonimami, by twoje nazwisko wyszło nieumoczone z młodzieńczego radykalizmu, a ten ostatni nie stanął ci na drodze do wielkiej państwowej kariery.

To ci się nie uda. A jeśli się uda, nie będziesz już wtedy tym, kim jesteś dzisiaj, lecz innym, obcym człowiekiem. Nijakim i nudnym jak Adam Bielan. Śliskim jak Michał Kamiński. Zdemoralizowanym jak Jacek Dębski, jedyny minister III Rzeczypospolitej zastrzelony przez mafijnych egzekutorów, którym wystawiła go dziwka. Czy wiesz, że wszyscy wymienieni zaczynali w Narodowym Odrodzeniu Polski?

Kiedy więc na prawicy – tej prawdziwej – daje się zaobserwować przejawy fascynacji rządami PiS, przychodzi mi na myśl hasło „brać, nie kwitować”, rzucone przez Andrzeja Zamoyskiego (1800-1874) w epoce poprzedzającej powstanie styczniowe. Zawołanie to wyrażało w skrócie program polityczny stronnictwa „białych” wobec pewnego złagodzenia przez carską administrację reżimu panującego w Kongresówce, jakie rzeczywiście nastąpiło po śmierci namiestnika Paskiewicza: wykorzystywać ustępstwa czynione przez władze, ale samemu ustępstw nie czynić, nie robić nic, co wyglądałoby na uznanie zaborczych rządów i nie pozwolić się wciągnąć w politykę ugodową. I taki właśnie powinien być stosunek konserwatystów czy nacjonalistów do rządów PiS, ugrupowania, które stanowi integralną część Republiki Okrągłego Stołu. Brać, nie kwitować, panowie. Zbawienie dla Polski nadejdzie dopiero z pojawieniem się większej formacji politycznej odrzucającej model cywilizacji zachodniej z jej liberalizmem i republikanizmem.

Adam Danek

* Fascynujesz się przykładowo czystką przeprowadzaną przez PiS w instytucjach państwowych, bo opozycyjne media przedstawiają ją jako „totalną”, a nie pamiętasz, że od jesieni 2007 r. takiej samej dokonywała PO.

4 komentarze

  1. Jak to w siedzibie „GW” stwierdził orędownik demoliberalizmu i sympatyk PiS – Antoni Dudek: PiS to zapora przeciwko nacjonalizmowi i antydemokratycznej prawicy
    https://www.cda.pl/video/1017043f9

  2. Jako osoba młodsza która nie zna polityki polskiej w latach 1991-2007 uważam że tekst sprawnie przedstawia, argumentuje i udowadnia wysuniętą „radę” o stosunku do PiS. Osobiście byłbym bardzo zainteresowany innymi publikacjami poruszającymi temat kierunku jaki powinna obrać polityka środowiska ogólnie pojętego jako „nacjonalistyczne” względem PiSu oraz więcej wzmianek o kontekście historycznym obecnej sceny politycznej a lat 1991-2007.

    PS. O Dębskim ani powiązaniach wymienionych w tym samym paragrafie z NOPem nie miałem pojęcia, ciekawy temat, czy redakcja planuje kiedyś opublikować tekst poruszający losy „dawnych towarzyszy” którzy odeszli od swych niegdysiejszych ideałów czy może panuje w środowisku jakaś niepisana klauzula tajności?

Dodaj komentarz