Bartosz Bekier: Źródła siły

Niepotrzebny jest już dzisiaj Prometeusz; to człowiek zasiada na Olimpie, który sam, dla swej chwały, wybudował. A jednak każdy, nawet średnio rozgarnięty obserwator spoglądając na Stary Kontynent niechybnie dostrzeże, iż pod fasadą ludzkiego samo-zachwytu kryje się cmentarna pustka, kompletne zgnuśnienie społeczeństw, rodzaj chronicznej impotencji duchowej, w której nie ma miejsca na prawdziwe, realne siły twórcze.

Ludzkość sięgnęła gwiazd. Żyjemy w epoce triumfu myśli technicznej człowieka, czasach dobrobytu niezanotowanego dotąd w historii ludzkości. O współczesnej nam, europejskiej jakości życia, żaden Europejczyk wiodący swój żywot w wiekach minionych nie śmiał nawet marzyć. Wielkie domy handlowe stały się pałacami orientalnego przepychu – przedmioty zbytku wystawia się wśród miękkiej wykładziny, bursztynowego światła, nieustającej muzyki. Elektryczność potrafi wydłużyć i rozciągnąć pojedynczą nutę w nieskończoność, a komputery mogą ją z harmonią układać warstwowo. Inżynieria genetyczna dotyka istoty ludzkiej fizyczności, nagina odwieczne prawa dziedziczenia, a nawet życia i śmierci – sfery zarezerwowanej dotąd dla bogów. Niepotrzebny jest już dzisiaj Prometeusz; to człowiek zasiada na Olimpie, który sam, dla swej chwały, wybudował. A jednak każdy, nawet średnio rozgarnięty obserwator spoglądając na Stary Kontynent niechybnie dostrzeże, iż pod fasadą ludzkiego samo-zachwytu kryje się cmentarna pustka, kompletne zgnuśnienie społeczeństw, rodzaj chronicznej impotencji duchowej, w której nie ma miejsca na prawdziwe, realne siły twórcze.

Każdy człowiek działa, a przynajmniej powinien działać według trzech głównych namiętności, skąd z kolei płyną daleko idące konsekwencje dla teorii kultury, historiozofii, systemu wartości etycznych, społecznych, itd. W szerokim zestawieniu będą to:

1) instynkt utrzymania się biologicznego poprzez zdobywanie i stwarzanie środków żywności – a zatem instynkt zaspakajania głodu.

2) instynkt rozrostu biologicznego poprzez zaspakajanie popędu płciowego. (Freud)

3) instynkt woli mocy, zdobywania potęgi. (Nietzsche, Croce, Bergson, Adler)

Gdy wnikliwiej przyjrzymy się temu zagadnieniu, odkryjemy, że wszystkie te pragnienia są trzema odsłonami jednej i tej samej namiętności widzianej z różnych stron. Niemożliwym jest, by pożądanie potęgi i mocy zaspokoić bez uprzedniego zdobycia pożywienia; popęd płciowy to nic innego jak podbój, który w dalszych swych fazach przemienia się w siły twórcze, na których opiera się cywilizacja. Widzimy zatem, że wszystkie te dążenia możemy nazwać jednym terminem, a jest nim: wola twórcza.

Historię kształtują ludy posiadające najsilniejszy potencjał, największy głód zaspokajania trzech głównych namiętności ludzkich, będących emanacją woli twórczej. Nie jest to tylko teoria – tak było i jest w istocie. Jesteśmy w stanie dokładnie wskazać moment wielkiego, historycznego przełomu, który ospałemu biegowi dziejów nadał nagle i niespodziewanie obłędnego wręcz tempa. Tą przełomową chwilą jest bezwątpienia zderzenie się dwóch indoeuropejskich, aryjskich kultur – starożytnej cywilizacji śródziemnomorskiej z wojowniczymi ludami przybyłymi w okresie Wędrówek Ludów ze Wschodu. Błędem jest poczytanie tego starcia za wydarzenie destrukcyjne, choć przecież w jego wyniku upadło Imperium Rzymskie. Tylko szersza perspektywa jest w stanie pokazać prawdziwy efekt tego spotkania dla dziejów świata. Upadek Rzymu był nieunikniony, gdyż Rzymianie pogrążyli się w gnuśnieniu i rozkładzie, a przecież powierzchnia ziemi nie jest muzeum do przechowywania okazów etnograficznych, zaś cywilizacje bez zdolności twórczych i sił życiowych upadają pod naporem innych; wciągane są w życie ludów silniejszych, które zużytkowują je jako materiał dla własnej siły twórczej.

Nowi przybysze dali Europie nie tylko wysokość swej postawy, oraz oczy w których euroazjatyckie nieba przez wieki składały swój lazur, lecz przede wszystkim siłę, która tchnęła nowe, pełniejsze życie w monumentalny, choć wówczas już osowiały i pozbawiony energii życiowej fundament grecko-rzymski. Czynnikiem cementującym, kluczowym dla europejskich przeobrażeń, które zmieniły losy świata, była w oczywisty sposób wiara w jednego Boga. To ona stanowiła główną płaszczyznę i punkt odniesienia całego dualistycznego układu, za pośrednictwem którego, jedna, najwyższa, okcydentalna kultura rozpoczęła nieposkromioną ekspansję.

Dualizm triumfującego porządku europejskiego polegał na podzieleniu dominium mundi między dwa ośrodki:

1) Papiestwo – ośrodek kapłańskiej władzy duchowej, sprawującej pieczę nad cementującym pierwiastkiem metafizycznym, źródłem jedności, będącym jednocześnie sensem istnienia, oraz rezerwuarem kultury.

2) Święte Cesarstwo – ośrodek władzy i ekspansji militarnej, rezerwuar naturalistycznych sił życiowych.

Podczas gdy dla ośrodka władzy duchowej ideałem człowieka jest gatunek stricte ewangeliczny, typ świętego, ascety, abnegata, tak narzędziami cesarza będącego dysponentem chrześcijańskich sił polityczno-militarnych, są królowie, hrabiowie, książęta i stan rycerski. Ideałem pionu naturalistycznego jest zatem rycerz, człowiek wolny, pragnący siły, dostojny, upajający się mocą, zdobywca zwrócony całkowicie ku życiu, kipiący gwałtownymi namiętnościami. Ktoś kto jest w stanie nie tylko obronić nową cywilizację, ale także rozszerzyć ją ogniem i mieczem na wszystkie znane krańce świata. Wola mocy, umiłowanie blasku ognistych łun czerwieniących się na nocnym niebie, szczęk oręża, chwała zdobywcy i wspólnie wzniesione kielichy po wygranej bitwie – tacy byli indoeuropejscy przybysze ze Wschodu. Tacy też pozostali po zaślubinach ze śródziemnomorską kulturą Imperium i jej Świętą Wiarą Katolicką.

Pomiędzy Papiestwem, a Świętym Cesarstwem dochodziło, rzecz jasna, do sporów, co jest przy takiej strukturze podziału całkowicie naturalne. Mechanizm obronny, którego celem była walka przeciwko siłom pogańskim i muzułmanom, jednak zadziałał, a nowa cywilizacja wywalczyła dla siebie nie tylko potrzebną do przetrwania, „ratzelowską” przestrzeń życiową, ale także stała się fundamentem przyszłej ekspansji, która ogarnęła niemalże cały świat.

Czas w historii świata jest jednak nieubłagany. Każde imperium miało swój początek, jak i koniec. Cywilizacje starzeją się, tak jak starzeje się człowiek, tracą siły życiowe i wolę twórczą – wreszcie umierają, zaś ich dorobek zostaje spożytkowany dla własnych celów przez ludy młode. Bogata i stara, niedołężna Europa XXI wieku posiada biednych, lecz młodych i energicznych sąsiadów. Nietrudno zatem przewidzieć jak zakończy się ten etap dziejów. Jako aktorzy epilogu mamy niewielkie pole manewru. Musimy pogodzić się z nieuchronnym biegiem wypadków i przyznać sami przed sobą, że w istocie jesteśmy tacy jak nasz Kontynent – mentalnie starzy i niedołężni – albo spróbować nieludzkim i być może beznadziejnym wysiłkiem zawrócić bieg dziejów. By wskrzesić trupa cywilizacji, potrzeba czegoś znacznie więcej, niż odpowiedniej polityki podatkowej, gospodarczej, czy reformatorskiego pakietu ustaw. Nie pomoże też sentymentalne wspominanie przeszłości, bo tej nie da się wskrzesić w innym niż tylko groteskowym kształcie. Gdy bandy pogan oddające hołd antywartościom, konsumpcjonizmowi, bożkom kapitału, ucztują na ruinach Cywilizacji pospołu z hordami imigrantów, którzy pragną na naszych trupach wybudować swój własny ład, potrzeba polityki t o t a l n e j, zmian, które dotkną każdego Europejczyka budząc w nim na nowo wolę walki, mocy, pogrążone w starczym śnie siły twórcze. Walka jest zwykłym stanem rodzaju ludzkiego, a z jej oczyszczającego ognia wyłania się brzask każdego nowego porządku.

Bartosz Bekier
(listopad 2009)

7 komentarzy

  1. Świetne. Mistyka i siła woli. Trochę tak jakbym czytał Jana Stachniuka. Bardzo trafna diagnoza choroby, która trapi nasz kontynent.

  2. Jeden z najlepszych tekstow na tym portalu!

  3. Piotr Kozaczewski

    „…Ktoś kto jest w stanie nie tylko obronić nową cywilizację, ale także rozszerzyć ją ogniem i mieczem na wszystkie znane krańce świata. Wola mocy, umiłowanie blasku ognistych łun czerwieniących się na nocnym niebie, szczęk oręża, chwała zdobywcy i wspólnie wzniesione kielichy po wygranej bitwie – tacy byli indoeuropejscy przybysze ze Wschodu. Tacy też pozostali po zaślubinach ze śródziemnomorską kulturą Imperium i jej Świętą Wiarą Katolicką. …” – Jak dla mnie, jest jeszcze „ktoś trzeci”, tzw. „tutejszy”. Taki np. Jakub Wędrowycz – lokalny kłusowniko-bimbrowniko-wiracha, który ani sie nie boi „cesarskich”, ani „papieskich”, ani „komisarza”, ani urzędnika skarbowego. Człowiek zakorzeniony na swoim i u siebie, nie wierzący żadnym manipulantom, ani świeckim, ani duchownym. za przeproszeniem, „wali go” towarzycho z „okrągłego stołu”, w składzie „żyd, ubek, mason i pedofil”. Czy taki ktoś reprezentuje „lokalną wersję mieszkańca dżungli”, wspomnianej powyżej przez PT Szakala? Byc może, przynajmnie w pewnym sensie. Co do budowniczych imperiów, to zawsze cierpieli na niedobory finansowe i prędzej czy później ich panem zostawał jakiś lichwiarz, czy to chiński – na Dalekim Wschodzie, czy to żydłacki – w Europie. Podobnie z „papieskimi” – zawsze w cucowny sposób ochraniali lichwactwo. A taki Wędrowycz i jemu podobni – nie dali się i nie dadzą, i przezyją niejedno imperium, nie jedną odwieczna-i-wieczną-ideologię etc. etc.

    • Niech sobie naćpani berserkowie szturmują główną bramę w imię Imperium , Odyna czy co tam jeszcze . Walka jest wspaniała , Nietzzsche,ńskie „ukazanie siły” którego pragnie każda zdrowa istota . Ale to środek do celu . Więc czasem trzeba być lisem . Jing i jang , brutalna siła i spryt , lew i lis . Odrębne ale splecione w idealnym wojowniku który wie kiedy uderzyć frontalnie , kiedy udać słabość by wciągnąć w zasadzkę , a kiedy zakraść się do obozu wroga z nożem i zarżnąć ich we śnie .
      Wędrowycz to zabawny ale świetny literacki przykład 😀

      Walka dla samej walki czy idei to zwyrodnienie . Tu chodzi o łupy , branki , o niszczenie jak nie możesz czegoś przejąć by osłabić odwet wroga . Wzmacniasz swoich , osłabiasz tamtych . Krew , siła , habitat .
      Zabawna była kłótnia o sprawę mieszańców a to proste jak budowa cepa . Bantu porwą ci siostrę źle , porwiesz piękną brankę Bantu dobrze . Dzieci będą krwi i kultury zdobywcy . Dalsza selekcja naturalna zadecyduje czy to było celowe czy nie .

      • Piotr Kozaczewski

        „…Tu chodzi o łupy , branki , o niszczenie jak nie możesz czegoś przejąć by osłabić odwet wroga . …” – dokładnie tak. Jak mawia jeden mój znajomy: „..chodzi o to, by ukraść krowy i zgwałcic baby, wzglednie odwrotnie, 🙂 …”

  4. Jest moc!

  5. Bo to jest ostateczna północ . Tam skierował się pierwszy człowiek zostawiając dżunglę swoich przodków by ruszyć na bezmiary sawanny . I dalej , ku legendarnym krainom bogów by stać się im równy .
    Tylko co tak naprawdę znalazł na pustkowiach ultima thule ?
    Może na końcu tej drogi jest tylko samotność starca , ostatniego strażnika nekropolii zapomnianego ludu .
    Albo nirwana zdegenerowanego do cna rzymskiego mieszczanina , z radością witającego opadające topory dzikich . Bo śmierć jest ostatnią podnietą znudzonego już najbardziej wyuzdaną nawet dekadencją . Scena pięknie odmalowana w końcówce filmu Zardoz .

    Może nie odpowiedzi są złe tylko pytanie ?
    Jak prawda nie kryje się w hermetycznych rytuałach a człowiek żeby poznać prawdę o sobie musi zmienić kierunek ?
    Wejść w głąb dżungli w której się narodził . W samo jej mroczne serce . Gdzie pierwszy raz zakwiliło dziecko małpy które już małpą nie było . A wcześniej żyły , pożerały , i wydawały na świat potomstwo miliony pokoleń jego przodków a jedyną zapowiedzią świadomości był wybór między imperatywami ATAKUJ / ZANIERUCHOM / UCIEKAJ .
    Prawda jest zgodnością opinii z rzeczywistością .
    Ale nie dlatego ludzie tak jej nienawidzą , misternie splatając pajęcze sieci kłamstw .
    Bo prawda też jest dżunglą .
    Gdzie okoliczności splatają zdarzenia , instynkty zdrowe i wypaczone w dzikie pulsujące kłębowisko . A gdy rozum spróbuje je pojąć znajduje tylko chaos wielości banalnych motywacji .
    Kryształowe gmachy wielkich idei tak samo , okazują się koślawe , skorodowane stojące na błahych fundamentach zapadających się z wolna w błota dżungli .
    Święta filantropka szczędząca na morfinie dla umierających . Zbrodniarz który zgłosił się do obsługi komory gazowej dla talonu na garbusa .
    Mrok , upał wilgoć zacierają nawet dobro i zło . Są starsze i ponad to . Nie mają fałszywej litościwości lodowych pustkowi zachowujących truchła słabych i przegranych na wieki .

    Nihilizm ?
    Bzdura .
    Prawdziwe są te trzy namiętności . One są budulcem Dżungli i splecioną zasadą serca mroku . Nie żadna hermetyczna wola tworzenia , to manowiec .
    Większy habitat to więcej siły i potomstwa . Więcej siły to większy habitat i liczniejsze potomstwo . Liczniejsze potomstwo to większa siła zdolna utrzymać większy habitat .
    I sposób na nieśmiertelność też jest tylko jeden , wynikający z tej zasady .

Dodaj komentarz