Andrew Korybko: Międzymorze i polski zwrot w stronę Turcji

Polska wykonała pozornie niewytłumaczalny zwrot w stronę Turcji, gdy prezydent Duda powitał swojego tureckiego odpowiednika podczas jednodniowej wizyty w Warszawie na początku ubiegłego tygodnia, by później razem wziąć udział w forum biznesowym.

Wydarzenie może i nie byłoby tak ważne, nawet pomimo faktu, że rządzące w Polsce ugrupowanie odeszło od polityki poprzedniego, liberalnego rządu i jednoznacznie zadeklarowało poparcie Polski dla członkostwa Turcji w UE. Wielu komentatorów nie może zrozumieć, dlaczego zdecydowanie prawicowy rząd europejski, który otwarcie afirmuje dziedzictwo chrześcijańskie swego jednolitego etnicznie państwa, chciałby przyjęcia do UE muzułmańskiego kraju, niemal dwa razy większego odeń – zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak dumna jest Polska z faktu, że nie przyjęła nawet pojedynczego, przymusowo przesiedlonego muzułmańskiego imigranta. Te sprzeczności rzucają się w oczy, jednak powód, dla którego rząd PiS zajmuje takie stanowisko jest prosty – kieruje nim czysty pragmatyzm.

Wyjaśniając, Polska widzi swoją strategiczną przyszłość XXI wieku w przewodzeniu zbiorowi państw Europy Środkowo-Wschodniej, określanym od czasów międzywojnia jako tak zwane „Intermarium” (Międzymorze), które dziś już posiada pewien kształt w ramach „Inicjatywy Trzech Mórz”, łączącej 12 państw członkowskich UE między Adriatykiem, Bałtykiem i Morzem Czarnym. W przeciwieństwie do przeszłości, Warszawa nie ma obecnie imperialnych ambicji – zamiast tego licząc na „korzyść skali” wynikającą ze zjednoczenia demograficznego i ekonomicznego potencjału regionu, tworząc nowe centrum ciężkości w Europie. Warszawa ma przy tym nadzieję, że taka współpraca pozwoli jej oraz partnerom na skuteczniejszą obronę pro-suwerennościowych reform eurorealistów w UE, pozwalając również łatwiej się wpisać w globalną wizję Chin w zakresie Nowego Jedwabnego Szlaku.

Turcja pasuje do tych geostrategicznych planów, zwłaszcza gdy chodzi o Nowy Jedwabny Szlak – a konkretniej, o jego południowy korytarz, przechodzący przez Azję Środkową, Iran i Turcję do krajów UE, uzupełniający szlak północny, przechodzący przez Rosję i Polskę. Toteż naturalnym jest, że Polska otwiera się na współpracę z innym państwem o podobnie strategicznym znaczeniu dla projektu Nowego Jedwabnego Szlaku. Dodatkowo, historycznie oba państwa, pomimo wzajemnych wojen, okresowo współpracowały ze sobą w pragmatyczny sposób przeciwko wspólnemu rywalowi, jakim była Rosja. Współcześnie jednakowoż, to Niemcy przyczyniają najwięcej problemów obu państwom, choć w różny sposób i na różnych płaszczyznach. Rząd Polski byłby pewnie zachwycony, gdyby Turcja dołączyła do UE, gdyż wymuszało by to przeorganizowanie całego bloku – co nieuchronnie prowadziło by do osłabienia obecnego, dominującego wpływu Berlina na Unię.

Odnosząc się natomiast do kontrowersyjnej perspektywy migracji tureckich pracowników do Polski, jest to wysoce wątpliwy scenariusz – ponieważ w Polsce nadal nie ma pracy dla wielu z jej obywateli, a około 8-10 proc. z nich nadal przebywa na emigracji (najczęściej ekonomicznej, wymuszonej trudną sytuacją). Ponadto, istniejąca wśród Polaków tradycja zatrudniania rodaków, tudzież przedstawicieli podobnych kulturowo narodów (np. Ukraińców) w niżej opłacanych zawodach czyni perspektywę migracji cywilizacyjnie obcych żywiołów, w rodzaju Turków-muzułmanów, zupełnie nieprawdopodobną. Obie strony zdają sobie sprawę z tych czynników – toteż biorąc wszystko pod uwagę, polskie poparcie dla członkostwa Turcji w UE jest ważne nie tylko z powodów historyczno-symbolicznych, ale także z punktu widzenia interesu narodowego.

Można też powiedzieć, że dzięki temu Polska w pewien sposób również “trolluje” Niemcy, obalając fałszywą narrację zachodnich mediów, twierdzących, że Polakami i ich rządem kieruje ślepa „islamofobia” – pokazując, że pragmatyczna współpraca między różnymi kręgami cywilizacyjnymi jest możliwa. W tym przypadku, mowa o dwóch państwach zachodniej części Eurazji, posiadających jednocześnie największy potencjał do geopolitycznych zwrotów – nawet w skomplikowanych realiach „nowej Zimnej Wojny”.

Andrew Korybko

[Oryginalny tekst opublikowano w „Oriental Review”. Tłumaczenie za zgodą autora.]

9 komentarzy

  1. Turcja i Turcy to są spoko .. Od 5 lat tylko tam latam na wakacje , 2 razy w roku . Wybrzeże jest ogromne .Da sie pogadac politycznie po angielsku i ich zdanie jest jak moje ??? Turcy są w Niemczech od lat i nic złego o nich nie przeczytałem . To madry narod i uwielbiają Erdogana który ich wyprowadzil na prosta . USA spierniczyli sprawe z tym puczem na niego , co się teraz odbija w ich wzajemnych stosunkach i dobrze , dzięki czemu Turcja dalej jest niezależna od big brother ..

  2. Sojedinene Sztaty Amieriki …

  3. Jeden z mądrzejszych kroków Warszawy na przestrzeni ćwierćwiecza.

  4. Ja tam mam nadzieję że wejście Turcji do UE zablokuje Grecja albo Cypr, współczesny rząd turecki nie jest przeciwko imperializmowi, sam walczy z Asadem, nie mówiąc już o tym że czekała by nas masowa imigracja Turków, ludu, który historia pokazała że nie jest przyjazny narodom Europy i innym ludom chrześcijańskim, prawdopodobnie migrowaliby inni muzułmanie też

  5. Radykalny Podmiot

    Autor powinien wziąć pod uwagę antyliberalny zwrot w Polsce i w Turcji. Gdyby te dwa państwa ze sobą ściślej współpracowały, to mogłyby nieźle namieszać w światowej geopolityce. Są one chociażby ważne dla zachowania interesów SZA w tej części świata, a więc współpracując mogłyby wiele od SZA wyciągnąć, na przykład strasząc wyjściem z NATO i przejściem do SzOW (Turcja już to robi)

Dodaj komentarz