Adam Danek: Na wydalenie polskiego ambasadora z Mińska

W dniu, w którym kreślę te parę słów, białoruski rząd poprosił polskiego ambasadora w Mińsku (a z nim przedstawiciela Unii Europejskiej) o opuszczenie terytorium swojego państwa. Jednocześnie wezwał do kraju „na konsultacje” przedstawiciela dyplomatycznego Białorusi z Warszawy (a także drugiego z Brukseli). Mińsk reaguje w ten sposób na kolejne „sankcje”, jakie Unia Europejska samozwańczo „nakłada” na Białoruś. Niektórzy polscy politycy zdążyli już odpowiedzieć na jego krok obraźliwymi wypowiedziami pod adresem białoruskich władz (poseł Robert Tyszkiewicz z PO porównał Białoruś pod rządami prezydenta Łukaszenki do „obozu koncentracyjnego”) oraz publicznymi wezwaniami do zintensyfikowania przez Polskę dotychczasowego kursu politycznego wobec tego państwa (poseł Paweł Kowal, PiS-owski „ekspert od polityki wschodniej”*). Polskojęzyczne media o orientacji liberalnej (są jeszcze w ogóle inne w naszym Kraju?), niezawodne jak zawsze, natychmiast podniosły larum, oskarżając rząd Białorusi o uprawianie agresywnej polityki i, przede wszystkim, o wrogość do Polski. (Zawsze wprawia mnie w rozbawienie, gdy po taką retorykę sięgają zawodowi kosmopolici.). Zwolennicy zachodniactwa, których w Polsce nie brakuje także na luźno pojętej prawicy, oczywiście powtórzą za politykami głównego nurtu i mediami głównego nurtu ich wątpliwe mądrości jak za panią matką. „Pożyteczni idioci” nie słyną ze sztuki rozumienia, dlatego spróbujmy wyjaśnić sytuację tak, aby i oni tym razem nie mieli z tym problemów. Zacznijmy od czegoś w rodzaju bajki.

Wyobraźmy sobie, że mam najbliższego sąsiada, który jednocześnie jest jednym z moich najbliższych krewnych. Ten sąsiad i krewny notorycznie włazi do mojego domu, nieproszony i z buciorami, sztorcuje mnie, że jego zdaniem wszystko w swoim domu robię źle, że to skandal i że dla własnego dobra powinienem słuchać poleceń jego ważnych przyjaciół, którzy będą mi mówić, jak mam prowadzić własny dom i zajmować się własnymi sprawami. Kiedy proszę go, żeby się nie wtrącał, ów sąsiad i krewny zaczyna głośno krzyczeć, że oto odrzuciłem „pomoc”, jaką mi ofiarował ze szczerego serca. Od tej pory na każdym kroku lży mnie, obrzuca pogróżkami, opluwa, oczernia przed wszystkimi i stara się nastawić ich przeciwko mnie, intryguje przeciw mnie, z kim tylko może. Wszystko dlatego, że tak mu każą jego „przyjaciele”. A on jest gotów zrobić swojemu sąsiadowi i krewnemu każde świństwo, żeby im się podlizać. Łudzi się, że dzięki temu ci nadęci ważniacy traktują go jak równego sobie. Nie widzi, że w rzeczywistości traktują go z pogardliwą protekcjonalnością, a on godzi się służyć im za chłopca na posyłki. Długo znoszę jego zachowania z względną cierpliwością. W końcu po kolejnym takim wyskoku uznaję, że jego chamstwo i złośliwość przebrały miarę. Postanawiam zareagować. Ale reaguję w sposób najbardziej łagodny z możliwych w tej sytuacji: mówię mu spokojnie prosto w oczy, że nie chcę z nim rozmawiać, dopóki się nie zreflektuje i nie zmieni swojego postępowania. W odpowiedzi on podnosi wrzask, że został przeze mnie brutalnie napadnięty i skrzywdzony, na dodatek bez żadnego powodu. I że ja go najwyraźniej nienawidzę. Ma rację?

Tak oto sam wcieliłem się w rolę Białorusi. Mój bliski krewny i najbliższy sąsiad to Polska, a nabzdyczeni „przyjaciele”, poza którymi nie widzi świata – to Zachód.

Dzień, kiedy polski ambasador w Mińsku, p. Leszek Szerepka, usłyszał prośbę o wyjazd z Białorusi, ponad wszelką wątpliwość jest dla Polski smutnym dniem. Ale odłóżmy emocje na bok i spójrzmy na zaistniałą sytuację chłodnym okiem. Gdyby, przykładowo, niemiecki rząd otwarcie nawoływał do obalenia obecnego polskiego rządu; gdyby utrzymywał przy granicy z Polską specjalne polskojęzyczne stacje radiowe i telewizyjne, wzywające Polaków do walki z rządem w Warszawie; gdyby popierał, reklamował za granicą, a nawet finansował każdego warchoła i każde polityczne zero w Polsce, jeżeli tylko wadzi się ono z polskim rządem; gdyby zlecał niemieckiemu wywiadowi organizowanie w Polsce działań wymierzonych w jej rząd – jaka byłaby reakcja polskiego rządu? Bo tak właśnie wygląda polityka Republiki Okrągłego Stołu wobec Białorusi co najmniej od 2004 r.

Ale to źle dobrany przykład. Rząd III Rzeczypospolitej nawet nie przestałby potakiwać. Choćby ambasador USA, Niemiec albo Rosji postawił przed rządem Republiki Okrągłego Stołu wiadro świeżych wymiocin i kazał wypić, ten wypiłby z uśmiechem, mlaskając i demonstracyjnie rozkoszując się napitkiem. A potem ogłosił w Kraju swój kolejny sukces na arenie międzynarodowej. Polska klasa polityczna nie ma za grosz poczucia własnej wartości, ani tym bardziej wiary w wartość własnego państwa. Prezydent Łukaszenka nie jest taki, jak polscy politykierzy. I za to mamy mieć do niego żal?

Polska klasa polityczna konsekwentnie i solidarnie zapracowała na dzisiejszy dzień – od Kwaśniewskiego, Borowskiego i Millera, przez Kaczyńskich, aż po Tuska i Komorowskiego. Jedna z największych polskich gazet, uchodząca za „prawicową”, obwieściła, że Alaksandr Łukaszenka wyprasza polskiego ambasadora, ponieważ chce przypodobać się Rosji. Niestety, do znanych od dawna wad narodowych Polaków należy skłonność do racjonalizowania efektów własnej głupoty.

Adam Danek

* W swoim czasie gęsto tłumaczył, że wcale nie był agentem WSI o pseudonimie „Pallad”. No tak, „ekspert od Wschodu”.

4 komentarze

  1. sowizdrzał

    Giertych porównuje Kaczyńskiego do Łukaszenki. Obraza dla tego drugiego.
    http://wyborcza.pl/1,123455,11409145,Roman_Giertych__Kaczynski_wroci.html#ixzz1pygYlrBc

  2. sowizdrzał

    Giertych porównuje Kaczyńskiego do Łukaszenki. Obraza dla tego drugiego.
    http://wyborcza.pl/1,123455,11409145,Roman_Giertych__Kaczynski_wroci.html#ixzz1pygYlrBc

  3. Komentarz jest trafny i przypominanie wad Polaków także, pod warunkiem, rzecz jasna, że są to istotnie „polscy politycy”, „polscy politykierzy”, „polskie gazety” i „polska klasa polityczna”.
    W przeciwnym zaś razie musielibyśmy się skrzywić, bo byłoby jak w starym ludowym porzekadle: „Kowal zawinił, Cygana chcą wieszać.”

  4. Komentarz jest trafny i przypominanie wad Polaków także, pod warunkiem, rzecz jasna, że są to istotnie „polscy politycy”, „polscy politykierzy”, „polskie gazety” i „polska klasa polityczna”.
    W przeciwnym zaś razie musielibyśmy się skrzywić, bo byłoby jak w starym ludowym porzekadle: „Kowal zawinił, Cygana chcą wieszać.”

Dodaj komentarz