Michał Mazur: Rezygnacja premiera Haririego i cień wojny nad Libanem

Libański premier Saad Hariri, sunnita i stronnik Saudów, w trakcie swej wizyty w Arabii Saudyjskiej ogłosił rezygnację ze stanowiska. W oświadczeniu transmitowanym z Rijadu przez telewizję Al-Arabija powiedział, iż dowiedział się o spisku, mającym na celu zamordowanie go. Oskarżył władze irańskie i sprzymierzoną z nimi libańską organizację Hezbollah o prowokowanie konfliktów w świecie arabskim – dodając, że Arabowie powinni “odciąć te ręce, które wyciągają się nikczemnie w jego stronę”. Według niego, „Iran kontroluje cały region i decyzje polityczne władz Syrii i Iraku” – jednak w końcu „straci na swoich interwencjach i mieszaniu się w sprawy wewnętrzne państw arabskich”. Powiedział też, że obecna sytuacja w Libanie przypomina tę z 2005 roku, gdy zamordowany został jego ojciec, Rafik Hariri (w rok po ustąpieniu ze stanowiska premiera). Zabójstwo to wywołało wówczas masowe demonstracje opozycji, która obwiniała Hezbollah i Syrię; władze w Damaszku zaprzeczyły tym oskarżeniom. Protesty te, określane jako „cedrowa rewolucja”, razem z naciskami ONZ i krajów arabskich, doprowadziły do wycofania wojsk syryjskich z Libanu w kwietniu 2005 r.

Jego syn, premier Saad Hariri zapewne przez jakiś czas zostanie w Arabii Saudyjskiej – sam zresztą oprócz obywatelstwa libańskiego posiada także saudyjskie. Jego rodzina dorobiła się ogromnego majątku na kontraktach budowlanych w tym kraju.

Rezygnacja wywołała spore zaskoczenie, nie tylko wśród mas arabskich ale też wśród przedstawicieli władz w Bejrucie. Prezydent gen. Michel Aoun stwierdził, iż nie zatwierdzi decyzji premiera, dopóki ten nie powróci do Libanu i nie wyjaśni faktycznych powodów rezygnacji. Sam pretekst – rzekomy plan zamachu na niego – jest wątpliwy, gdyż rzecznik Sił Bezpieczeństwa Wewnętrznego zaprzeczył nawet temu, aby pod adresem życia premiera kierowano jakiekolwiek groźby. Należy tu dodać, że w skład wspomnianej instytucji wchodzą przedstawiciele wszystkich wyznań libańskich, w tym wielu sunnitów. Działa ona dość sprawnie, posiadając rozbudowaną sieć informatorów – wielokrotnie zapobiegała działaniom ekstremistów, utrzymując porządek nawet w sytuacji, gdy w Libanie (państwie liczącym nieco ponad 4 mln obywateli) znalazło się 1,5 mln uchodźców syryjskich.

Nieco później podobne oświadczenie wydało dowództwo libańskiej armii – będącej również wielowyznaniową i wieloetniczną instytucją.

Wcześniej o rzekomej groźbie zamachu na libańskiego premiera informowały jedynie media saudyjskie, oraz wypowiadający się dla nich saudyjski minister ds. państw Zatoki Thamer al-Sabhan. Ostatnio zamieścił on groźnie brzmiący wpis na Twitterze: „Ręce zdrady i agresji zostaną odcięte.”

Saad Hariri (zdj. Wikipedia Commons)

Hariri został premierem pod koniec 2016 roku i kierował 30-osobowym rządem jedności narodowej, w skład którego wchodziła również część ugrupowań chrześcijańskich i szyicki Hezbollah. Współpracując ponad podziałami, władzom udało się ochronić kraj przed destabilizacją płynącą z sąsiedniej Syrii. Jednak w tej dość egzotycznej koalicji dość szybko zaczęły się uwidaczniać różnice interesów.

Liban podzielony jest na wiele obozów politycznych. Można wśród nich wyróżnić grupy zależne od Arabii Saudyjskiej (na czele z partią Ruch Przyszłości, kierowaną przez sunnitę Haririego) oraz obóz proirański, reprezentowany przez Hezbollah i szyicki ruch Amal. Część ugrupowań chrześcijańskich sympatyzuje z Izraelem (jak libańska Falanga i Siły Libańskie) – choć reszta chrześcijan, na czele z prezydentem gen. Aounem, dostrzega w syjonizmie zagrożenie dla Libanu.

Podziały religijne są widoczne nawet w rozgrywkach sportowych (i bójkach kibiców) – na zdjęciu siedziba klubu Al-Riyadi, popieranego przez sunnitów. Z wielkim portretem premiera Saada Haririego na fasadzie. Bejrut, maj 2017 (zdj. autora)

 

Rywalizacja saudyjsko-irańska

W opinii większości obserwatorów, rezygnacja Haririego z funkcji premiera powiększy napięcia w kraju. Uwadze opinii publicznej nie uszło też, że kilka dni temu w Bejrucie odwiedził go Ali Akbar Velayati, doradca irańskiego Najwyższego Przywódcy, ajatollaha Alego Chameneiego. Również w tym tygodniu Hariri spotykał się też wielokrotnie z przedstawicielami saudyjskich władz, na czele z księciem-sukcesorem Mohammedem bin Salmanem, obecnie faktycznym władcą Arabii Saudyjskiej. Zaś ostatnio zaostrzyła się znacznie retoryka Saudyjczyków przeciwko Iranowi i Hezbollahowi – gdyż obie z wymienionych sił zwiększyły swą pozycję, zwłaszcza dzięki ostatnim zwycięstwom, odniesionym w Syrii razem z siłami prezydenta Baszara Asada.

Wspomniany książę, ambitny następca tronu odpowiedzialny za wiele zbrodni (i klęsk) saudyjskich w Jemenie, dokonał w ostatnich dniach swoistej konsolidacji władzy – aresztując pod zarzutami korupcji i malwersacji swoich potencjalnych przeciwników politycznych (wśród nich aż trzech książąt):

Listę aresztowanych przygotowali reporterzy Al-Sura. Są wśród nich tak wpływowe persony, jak miliarder Walid bin Talal tudzież szef konsorcjum należącego do rodziny Bin Laden

Co ciekawe, pod koniec października książę Mohammed bin Salman ogłosił, że Arabia Saudyjska… będzie odchodzić od wahabizmu i zwalczać ekstremizm, stając się krajem „przyjaznego i otwartego islamu”. Wcześniej w tym samym miesiącu jego ojciec, król Salman wydał dekret zobowiązujący saudyjskich znawców Koranu i Hadis (opowieści o życiu i zwyczajach Mahometa) do zwalczania tych interpretacji, które prowadzą na ścieżki ekstremizmu i terroryzmu. Mówi się jednak, że stary król już dawno osłabł na umyśle – zaś faktycznym władcą (a także autorem wspomnianego dekretu) jest 31-letni następca tronu.

Zmiana saudyjskiej polityki religijnej nie jest kwestią przypadku. Jak wiadomo, istnienie „kalifatu” ISIS w Syrii i Iraku dobiega końca – a zatem Saudowie stracą swoisty „wentyl bezpieczeństwa” w postaci emigracji „na dżihad” najbardziej fanatycznych obywateli. Drugim ważnym czynnikiem może być chęć nawiązania szerszego porozumienia z różnymi środowiskami sunnickimi, celem zwiększenia siły oddziaływania Arabii Saudyjskiej – po latach wojen okazało się, iż większość sunnitów w Libanie i Syrii jest niechętna wahabizmowi, nawet jeśli przedstawić go jako „umiarkowaną rewolucję”. Możliwe zatem, że Saudowie postanowili zmienić taktykę, stawiając na współpracę z bardziej umiarkowanymi siłami sunnickimi. Przykładów, że coś takiego może działać, dostarcza sytuacja związana z Kurdami i tzw. Rożawą. Jej władze zaczęły współpracować z Saudyjczykami wkrótce po wybuchu kryzysu w relacjach z Katarem. Na razie współpraca przynosi korzyści obu stronom: Kurdowie, dzięki wsparciu pieniędzy saudyjskich, płynących do plemion arabskich w prowincji Deir Ezzor (Syria) przeciągnęli je na swoją stronę. Wraz z nimi dostały im się bogate tereny roponośne, na czele z polem Al-Omar. Saudyjczycy zaś są zadowoleni z takiego obrotu rzeczy – dostrzegając, że rząd prezydenta Asada będzie miał przez to gorszą pozycję polityczno-ekonomiczną. Wbrew pozorom, tożsamość sunnicka jest ważna również dla Kurdów, nawet w przesiąkniętej para-marksistowską ideologią Rożawie. Ich pobratymcy w północnym Iraku idą jeszcze dalej – wkrótce po zbrojnej kontrakcji irackiego rządu na tzw. referendum niepodległościowe, kurdyjscy imamowie sunniccy wraz z przedstawicielami Peszmergów i starszyzną wezwali do dżihadu przeciwko siłom irackiego rządu, zdefiniowanym przezeń po prostu jako „szyici”. Wiadomo, iż nie będzie to dżihad w stylu ISIS, jednak same nawiązania tego typu są niezwykle niepokojące – zwłaszcza w podzielonym religijnie i etnicznie Iraku. Liberalne media zachodnie, oraz kopiujące je na zasadzie „kopiuj-wklej” media polskojęzyczne wystrzegają się od podawania tego typu informacji.

[Kurdyjscy Peszmergowie i ich przygotowania do „dżihadu” przeciwko siłom irackim. Zdjęcia opublikowała kurdyjska agencja informacyjna Rudaw]

 

Saudyjczycy zadbali także o unormowanie dyplomatyczno-ekonomicznych stosunków z Rosją i Chinami. Współpraca ma przebiegać także na płaszczyźnie wojskowej. Analitycy rosyjscy są zadowoleni z takiego rezultatu. Wiadomo też, że Rosja nie pójdzie na konfrontację z Izraelem nawet w obronie Syrii (z uwagi na silne lobby prożydowskie), a tym bardziej nie uczyni tego w interesie Hezbollahu czy Libanu. Może natomiast liczyć na osiągnięcie ewentualnych korzyści (politycznych, wizerunkowych) występując np. w roli mediatora między zwaśnionymi stronami. Natomiast Chiny są jednym z ważniejszych partnerów Iranu, który z kolei patronuje libańskiemu Hezbollahowi i wspiera jemeńskich powstańców Houti.

Konsolidacja władzy i geopolityczny piwot wskazują, że Arabia Saudyjska szykuje się do jakichś poważniejszych działań. Natomiast wspomniany wcześniej saudyjski minister ds. Zatoki Perskiej, Thamer al-Sabhan, wezwał w poniedziałek do “obalenia Hezbollahu”, obiecując “niesamowity” rozwój sytuacji “w nadchodzących dniach”. Zapewne zdawał też sobie sprawę z ostatnich protestów w ubogiej dzielnicy Dahijja – południowym przedmieściu Bejrutu, zamieszkanym głównie przez szyitów, ale też przez uchodźców palestyńskich (i ich kolejne pokolenia, urodzone już poza Palestyną) oraz uchodźców z Syrii. Wiele doniesień na ich temat jest ze sobą sprzecznych; generalnie można wywnioskować, że Hezbollah i siły rządowe podjęły próbę ukrócenia wpływów miejscowej mafii (znanej z handlu bronią i narkotykami, oraz ściągania haraczy od drobnych kupców i przedsiębiorców). Jednak odbiło się to również na zwykłych mieszkańcach dzielnicy, ujawniając ich frustracje zbierające się od dawna. Protestujący skarżyli się na brak inwestycji w dzielnicy, słaby stan infrastruktury i brak pracy – czyli jedne z ważniejszych czynników, przez które wielu młodych szyitów chce się zaciągnąć do oddziałów zbrojnych Hezbollahu. Zwracali też uwagę na to, jak wielkie są koszty interwencji Hezbollahu w Syrii – nie tylko finansowe, ale też społeczne (w walkach zginęło wielu ochotników z dzielnicy). Protesty zakończyły się pokojowo, zaś jeden z bardziej aktywnych uczestników zajść, który obrażał lidera Hezbollahu Hassana Nasrallaha (zakłóciwszy jego mowę w miejscowym audytorium), przeprosił go później publicznie. Przywództwo organizacji, jak i strona rządowa (Hezbollah jest też częścią koalicji rządzącej) podjęły się rozmów z protestującymi. Jednak napięcia społeczne nie zostały zażegnane – wiele wskazuje na to, że Saudyjczycy będą usiłowali je wykorzystać dla własnej korzyści.

 

Dahijja (Dahieh) – uboga dzielnica na południe od centrum Bejrutu. Bastion organizacji Hezbollah, gdzie znajduje się m.in. ich wielkie audytorium i siedziba telewizji Al-Manar, oraz szyickiego Ruchu Amal. Miejscowi są raczej przyjaźni, ale jeśli wyciągniesz aparat i zaczniesz robić zdjęcia, mogą cię uznać za szpiega syjonistów – donosząc Hezbollahowi lub policji. Ich ostrożność nie wzięła się znikąd – dzielnica była intensywnie bombardowana przez lotnictwo żydowskie w 2006 roku (zdjęcia autora)

Dziś natomiast władze Bahrajnu wezwały swoich obywateli do natychmiastowego opuszczenia Libanu. Zaś w opinii naszych kontaktów z Libanu, ryzyko obcej interwencji tudzież wybuchu walk wewnętrznych jest obecnie podwyższone.

 

USA i „twór syjonistyczny”

Rezygnacja Haririego nastąpiła wkrótce po zaostrzeniu anty-irańskiej retoryki w Waszyngtonie, a także po opublikowaniu przez CIA treści dokumentów, rzekomo znalezionych w kryjówce Osamy bin Ladena podczas jego likwidacji w 2011 roku. Niektóre informacje w nich zawarte sugerują, że Al-Kaidę w tym czasie wspomagał Iran. Nie wiadomo jednak, czy ich treść nie została zmanipulowana.

Dyrektor CIA, Mike Pompeo, jest uważany za jednego z najbardziej anty-irańskich przedstawicieli administracji prez. Trumpa. Zaś ujawnienie wspomnianych dokumentów zostało przez wielu komentatorów odebrane jako krok w stronę wypowiedzenia porozumienia nuklearnego z Iranem, osiągniętego w czasach prezydentury Obamy. Pompeo i inni ważni doradcy prezydenta w ostatnich wypowiedziach dla mediów podkreślali zgodnie, że Iran znacznie zwiększył swe wpływy na Bliskim Wschodzie, dzięki wsparciu prez. Asada przeciwko ISIS.

Natomiast w odniesieniu do samej Al-Kaidy następuje osobliwa zmiana – główne media amerykańskie zaczynają przedstawiać ją jako organizację mającą również „umiarkowaną” twarz. Szczególnie ciekawy przykład stanowi artykuł „The Moderate Face of Al Qaueda” , opublikowany w „Foreign Affairs” (wpływowym magazynie politycznym, powiązanym z rządem USA), a napisany przez jednego z analityków RAND Corporation. Zmiękczanie narracji na jej temat w debacie publicznej wskazuje, że decydenci amerykańscy szykują się do jakiegoś radykalnego kroku – mającego skompensować USA utratę wpływów w Iraku, a także zwycięstwa niepodległej Syrii w walce przeciwko ISIS i innym islamistom.

Należy jednak zauważyć, że w ostatnich czasach polityka USA wobec Libanu (i nie tylko) nie zawsze cechuje się spójnością wewnętrzną. Pomimo tego, że wielu polityków żydowskich i ich sojusznicy w Ameryce uznaje armię libańską za kompletnie zinfiltrowaną przez Hezbollah, czy wręcz „przedłużenie Hezbollahu” (sic!), kilka dni temu otrzymała ona od USA pociski „Hellfire” i amunicję moździerzową – w charakterze kolejnej transzy pomocy zbrojeniowej. Oprócz tego, w ramach korzystnego kontraktu wojsko libańskie nabyło od USA także dwa samoloty Super Tucano (A29) – śmigłowe, dużo tańsze w eksploatacji niż odrzutowce.

Najciekawsze, że wszystko to rozgrywa się w cieniu nałożenia przez USA nowych sankcji na Hezbollah (pod koniec października). Jeszcze przed ich zatwierdzeniem przez Kongres eksperci libańscy ostrzegali, iż de facto wpłyną one negatywnie na cały Liban i jego gospodarkę. Politycy libańscy (wraz z premierem Haririm) usiłowali wpłynąć na Amerykanów, by przyjęto zapisy w takim kształcie, aby możliwie jak najbardziej zminimalizować ich negatywny wpływ na zwykłych obywateli. Ich starania okazały się częściowo skuteczne, gdyż niektóre z kontrowersyjnych zapisów zmieniono bądź usunięto.

Być może ten dysonans to efekt ścierania się różnych koncepcji i interesów w ramach amerykańskiego deep state.

 

Ciekawe są też wypowiedzi i opinie płynące z okupowanej Palestyny. Część komentatorów żydowskich uważa, że to Saudyjczycy chcą popchnąć Izrael do agresji przeciwko Libanowi. Jednak samej idei wojny nie uznają za złą – uważając, że na obecnym etapie byłaby ona mocno przedwczesna. W środowiskach syjonistycznych władz i mediów pojawiają się też głosy sugerujące, że Hezbollah i armia libańska ściśle ze sobą współpracują. Natomiast syjonistyczny minister obrony Avigdor Lieberman poszedł jeszcze dalej – deklarując w ubiegłym miesiącu, że Hezbollah przejął kontrolę nad libańską armią. Wymieniając potencjalne zagrożenia płynące z Libanu, odniósł się do wojny z 2006 roku, w której armia izraelska walczyła przeciwko oddziałom tej organizacji – dodając, że analizując potencjalną konfrontację zbrojną „obecnie już nie mówimy tylko o Hezbollah”. Minister Lieberman powiedział też, że „libańska armia stała się integralną częścią struktury wojskowej Hezbollahu. Straciła swoją niezależność”. W ten sposób dał do zrozumienia, że w ewentualnym przyszłym konflikcie także i armia będzie uważana za wroga.

Jednak większość komentatorów żydowskich (i zagranicznych) nie podziela opinii ministra na temat Libańskich Sił Zbrojnych. Natomiast sama armia libańska zaprzecza takim oskarżeniom.

Niestety, Lieberman powiedział też, że władze w Tel-Avivie próbują uniknąć kolejnej wojny na północnym froncie, która, jak przewiduje, objęła by także Syrię. „Jeśli wydarzy się coś takiego, to będziemy mieć do czynienia z jednym teatrem wojennym, obejmującym zarówno Syrię i Liban, jak i Hezbollah, reżim Asada i wszystkie siły po stronie reżimu” – dodał minister.

Podobnie jak władze USA, politycy w Tel-Avivie są przerażeni możliwością ukonstytuowania się irańskiego korytarza lądowego – wiodącego z Iranu przez Irak i Syrię, w stronę basenu Morza Śródziemnego, przez syryjski port Tartous i porty libańskie. Pozwalało by to Iranowi nie tylko na zaopatrywanie drogą lądową sojuszniczych oddziałów zbrojnych, ale również na zintensyfikowanie „cywilnej” wymiany handlowej, być może również z Europą i krajami Afryki Północnej. Istotna jest także kooperacja Iranu i Chin – na płaszczyznach politycznej, ekonomicznej i wojskowej. Niewykluczone, że siłom amerykańsko-żydowskim sen z powiek spędza też możliwość wpisania tego „pasa” w chińską inicjatywą Nowego Jedwabnego Szlaku. Jednak z uwagi na niestabilną sytuację w regionie, taka perspektywa jest bardzo odległa – nie urzeczywistni się zapewne w ciągu najbliższych lat. Należy raczej pamiętać, iż rząd chiński znany jest z planowania na całe dekady naprzód.

 

Potencjalne konsekwencje dla regionu i Europy

Destabilizacja Libanu miałaby poważne konsekwencje nie tylko dla historycznego regionu Lewantu, ale również dla Europy – na obszarze której już teraz przebywa wielu uchodźców syryjskich (i cała masa oportunistycznych migrantów z innych krajów, również podających się za uchodźców). Na terenie Libanu jest ich około 1,5 miliona, nie licząc setek tysięcy uchodźców palestyńskich, przebywających tam od lat (dlatego Bank Światowy zawyża liczbę mieszkańców Libanu na ponad 6 milionów). Większość z nich nie mieszka jednak w obozach uchodźców – mieszkają wśród Libańczyków, pracują, często poniżej swoich kwalifikacji i za niską stawkę. Wielu z nich (zwłaszcza szyici) mieszka w okolicach uznawanych za tereny Hezbollahu.

Bejrut, okolice centrum nad brzegiem Morza Śródziemnego. Budynek stojący od lat w stanie niewykończenia (inwestor zbankrutował) został „zagospodarowany” przez przedsiębiorczych uchodźców syryjskich. Wielu z nich pracuje na innych budowach metropolii (maj 2017 – zdj. autora)

Zjawisko ich powrotów do Syrii jest już dostrzegalne, jednak większość uchodźców nie może jeszcze wrócić w swoje okolice – program odbudowy dopiero się rozpoczął (napotykając liczne przeszkody), zaś w wielu częściach kraju walki trwają nadal. Pogorszenie się sytuacji w Libanie stanowiło by dla nich kolejny problem – bo nawet jeśli sytuacja w Syrii poprawi się i powrót będzie możliwy, to perspektywa podróży przez terytorium ogarniętego niestabilnością Libanu może odstraszyć wielu, zwłaszcza tych wracających z Europy. Natomiast w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa (czy wręcz wybuchu wojny) wielu Libańczyków może się zdecydować na podróż do krajów UE.

Jest to kolejny powód, by opowiedzieć się przeciwko intrygom Saudów, syjonistów i popierających ich kręgów w USA.

Michał Mazur

6 komentarzy

  1. Rewelacyjna analiza.
    Xportal po raz kolejny – co prawda mimo swojego kadrowego/niemasowego statusu – wykazuje wysoki poziom merytoryczny.
    Bardzo interesujący jest fakt, że tematyka tu poruszona jest raczej kompletnie przemilczana, bądź nieznana w szerokim środowisku antysystemowej prawicy, nacjonalistów, trzeciej drogi, lewicy patriotycznej itp.
    Bliski Wschód będzie centrum najważniejszych wydarzeń geopolitycznych w trwającej dekadzie, dlatego warto go eksponować i szczegółowo przedstawiać polskiemu czytelnikowi.
    Cieszy mnie również niezmiernie, przedstawiona tutaj publicystyka/analizy red. Skalskiego, który gromi polskich zwolenników neobanderyzmu, tego bakcyla, którego sieją tu różni azovowcy i im podobni.
    Liczę na rozwój xportalu, tego typu analiz oraz na trwałe zaszczepianie słusznego stanowiska geopolitycznego na Bliskim Wschodzie w umysłach Polaków.

    Chapeaus bas, Panie Mazur.

  2. Znowu syjoniści i Saudowahabici mieszają

  3. ArisheKampfer

    Dobra analiza, szczerze mówiąc chyba jedną z największych zalet xportalu są analizy regionu bliskiego wschodu. Nie jestem nawet pewien czy jakikolwiek inny polskojęzyczny portal piszę o tego typu sprawach.

    • Xportal ma najlepsze analizy geopolityczne (nie tylko dotyczące Bliskiego Wschodu) w polskim internecie. Reszta stron to albo mainstreamowy bełkot dla mas albo kompletne bzdury.

      • Też tak sądzę, nacjonalista.pl też kiedyś publikowała ciekawe analizy, teraz to tylko jakieś brednie o azowskiej „Rekonkwiście” bla bla bla. Nie nazwałbym siebie wrogiem wszystkich współczesnych ukraińskich nacjonalistów, ale taka przesadna ukrainofilia to po prostu frajerstwo. Nie zawsze zgadzam się z xportalem nt stosunku do Kremla np widzenie Putina w samych superlatywach, jednak xportal ze wszystkich mediów nacjonalistycznych najwięcej poświęca tematu geopolityce, a ze wszystkich mediów w Polsce ma najlepsze analizy geopolityczne

        • Bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują że „nacjonalista.pl” dyrygują te same siły co Giertychem czy zakutymi łbami z nAzowa . By skanalizować młodych ludzi o poglądach narodowych w kierunku nie tylko nie groźnym tylko przydatnym dla globalistów . W emocjonalnych naiwniaków z jednej strony będących medialnym chłopcem do bicia , z drugiej mięsem armatnim w kolonialnych wojnach które pomaszeruje ginąć i zabijać gdzie im globaliści karzą . Jeszcze mrucząc pod nosem jakieś bzdury o imperium europejskim z przed LQBTXYZ . Walcząc za białą rasę dla zysków tych którzy ją systematycznie niszczą .
          Bo powiedzmy to szczerze , współczesne lewactwo ledwo się do pracy nadaje a co dopiero na mięso armatnie więc do dławienia oporu przeciwko globalizmowi potrzebny jest jest też lepszy , odpowiednio zmanipulowany materiał .

Dodaj komentarz