Liban: „Oddajcie nam premiera!”

W ciągu ostatnich dni na terenie całego Libanu odbywały się protesty i happeningi, których uczestnicy wzywali Arabię Saudyjską do wypuszczenia libańskiego premiera Saada Haririego, pozwalając mu na powrót do kraju. Uczestniczyli w nich obywatele wszystkich wyznań – nawet ci, którzy wcześniej uważali premiera za głupca. Rozumieją oni bowiem, że na dłuższą metę sytuacja wywołana przez Arabię Saudyjską może doprowadzić do destabilizacji Libanu.

Największym wydarzeniem tego typu stał się maraton odbywający się dorocznie w Bejrucie, stolicy kraju – który w tym roku przybrał formę sportowego protestu, wyrażającego solidarność z premierem przetrzymywanym przez Saudyjczyków wbrew własnej woli (jak się podejrzewa). Protestujący wzywali Saada Haririego do powrotu, a także do nieugiętości wobec nacisków saudyjskich.

Maraton odbył się w niedzielę, 12. listopada. Dzień wcześniej, w oświadczeniu transmitowanym z pałacu prezydenckiego, prezydent Michel Aoun wezwał jego uczestników, by ich tegoroczny bieg niósł właśnie takie przesłanie polityczne.

Maraton w Bejrucie, 12.XI.2017

W innych częściach kraju również wyrażano sprzeciw wobec działań Saudyjczyków. Niektórzy czynili to nawet w dość zabawny sposób – zwłaszcza ci, którzy nie zgadzali się z premierem w wielu kwestiach:

Libańczycy apelują do wahabitów saudyjskich: „Kradzież osła jest przeciwko prawu szariatu! Oddajcie nam naszego osła!” W tle syryjska flaga, jako wyraz sympatii politycznych wobec władz w Damaszku (sam Hariri nie lubi ani Syrii, ani prez. Asada)

Motyw protestu politycznego pojawiał się nawet na imprezach klubowych – uczestnicy jednej z nich śpiewali, wyrażając też swe poparcie dla lidera Hezbollahu:

Arabia Saudyjska nie decyduje za nas
Chcemy powrotu Saada Haririego
A jeśli Saudyjczycy nam go nie oddadzą
To uwolni go siłą Sayyed Hassan Nasrallah

Oświadczenie wzywające premiera do powrotu wydała także jego partia – Ruch Przyszłości. W jego tekście stwierdzono, iż “powrót premiera Haririego jest niezbędny do przywrócenia wewnętrznej i zewnętrznej równowagi Libanu, z poszanowaniem dla praworządności”. Zarówno oni, prezydent, jak i reszta libańskich władz nie uznają rezygnacji Saada Haririego ze stanowiska premiera.

Tymczasem przebywający w Arabii Saudyjskiej Hariri wydał kolejne oświadczenie. Rozpoczął je od tłumaczeń, iż zrezygnował ze stanowiska premiera rzekomo „w trosce o interesy Libanu”. Oprócz tego powiedział „odczuwam dumę z kompromisu politycznego, jaki osiągnąłem i nie jestem przeciwko Hezbollahowi jako partii politycznej, jednak to nie znaczy, że popieram niszczenie Libanu przez Hezbollah”. Hariri dodał też, że pomimo opuszczenia kraju „w trosce o własne bezpieczeństwo” nie lęka się już o swoje życie; może nawet wycofać swoją rezygnację – „jeżeli uda się osiągnąć wewnętrzny kompromis w kwestii neutralności Libanu”. Zapowiedział rychły powrót do kraju, jednak nie sprecyzował, kiedy dokładnie miałoby to nastąpić.

Jednak liczni komentatorzy zwrócili uwagę na to, że w trakcie transmisji premier „zezuje” na kogoś/coś poza kadrem, zaś jego mimika twarzy sugeruje, jakby nie do końca zgadzał się z wypowiadanymi przez siebie słowami. Zauważono też podejrzaną postać stojącą z tyłu, trzymającą najwyraźniej jakiś zwitek papieru (kartkę z tekstem?).

Wcześniej krewni i towarzysze partyjni Haririego, którzy rozmawiali z nim telefonicznie, zauważali, że na pytania o swoją sytuację i zdrowie odpowiadał w bardzo dziwny sposób – „jakby nie on”. Natomiast jego prywatna komórka została skonfiskowana.

Wczoraj zaś, w poniedziałek 14. listopada wieczorem, do Arabii Saudyjskiej przyjechał patriarcha maronicko-katolicki kardynał Bechara Boutros Rai. Na lotnisku w bazie im. króla Salmana powitali go Thamer al-Sabhan, saudyjski minister ds. Państw Zatoki, Abdel Sattar Issa – ambasador libański w Arabii Saudyjskiej, oraz wielu innych dygnitarzy saudyjskich. Towarzyszyli mu dwaj inni dostojnicy kościelni. Jest to pierwsza w historii Arabii Saudyjskiej wizyta kardynała katolickiego.

Dziś patriarcha ma się spotkać z królem Arabii Saudyjskiej Salmanem bin Abdul Azizem Al-Saudem, a później z następcą tronu księciem Mohammedem Bin Salmanem oraz premierem Saadem Haririm. Wieczorem kard. Rai ma wylecieć z Rijadu do Rzymu, gdzie weźmie udział w spotkaniach hierarchów kościelnych.

W przeszłości kardynał zasłynął z odważnych, choć wyważonych opinii – oraz polityki zakładającej działanie na wielu kierunkach, broniącej nie tylko interesów chrześcijan libańskich, ale wszystkich mieszkańców Libanu. Przykładowo, na spotkaniu z prez. Obamą w 2014 roku nie omieszkał mu wytknąć, że wsparcie USA dla „umiarkowanej” opozycji syryjskiej prowadzi do wzrostu wpływów fanatyków islamskich nie tylko w Syrii, ale również w sąsiednim Libanie. Prezydent USA był oburzony, jednak patriarcha nie wydawał się jakoś specjalnie przejęty jego reakcją. Z drugiej strony zaś, mimo krytyki ze strony Hezbollahu kardynał Rai towarzyszył papieżowi w pielgrzymce do „Izraela” – rozumując, że zapewnienie przychylności papieża sprawom Libanu jest ważniejsze niż ewentualne kontrowersje związane z wizytą na terenie „tworu syjonistycznego”, którego większość Libańczyków nie uznaje.

Komentatorzy zauważyli jednak, że przebywając na terenie Arabii Saudyjskiej patriarcha musiał schować swój krzyż biskupi. Wielu z nich przypominało o polityce syryjskich islamistów, nakazujących to samo duchownym chrześcijańskim na zajętych przez siebie terenach. A zatem wygląda na to, że saudyjskie zapowiedzi o „rezygnacji z wahabizmu” okazują się cokolwiek przesadzone.

EDIT: Ingerowanie Arabii Saudyjskiej w sprawy Libanu wcześniej potępiła też Francja.

(na podst. Al-Masdar, FB, Twitter oprac. M.M.)

2 komentarze

  1. Niech harriri wraca, ale i tak powinien zostać zdymisjonowany.

  2. ArisheKampfer

    >Motyw protestu politycznego pojawiał się nawet na imprezach klubowych – uczestnicy jednej z nich śpiewali, wyrażając też swe poparcie dla lidera Hezbollahu:
    Ehh gdyby tylko takie imprezy były w Polsce

Dodaj komentarz