Aleksandr Dugin: Cywilizacja północno-amerykańska i jej podstawy (I)

Zwycięstwo stronników niepodległości w wojnie przeciwko metropolii* i, odpowiednio, sukces liberalnej rewolucji pod egidą masońskich tajnych zgromadzeń, stanowiły śmiertelny czynnik dla indiańskich horyzontów Północnej Ameryki.

* метрополия (metropolia) rozumiana jako państwo imperialistyczne w stosunku do kolonii, i.e. Wielka Brytania [przyp. tłum.]

 

Wojna o niepodległość jako liberalna rewolucja

Proklamacja niepodległości USA poprzedzona była przez wojnę o niepodległość, która wybuchła w 1776 roku, kiedy trzynaście kolonii Nowej Anglii, jedna za drugą, opowiedziały się za wyjściem z Imperium Brytyjskiego i, z orężem w rękach, wystąpiły przeciwko tym siłom, które pozostały wiernymi metropolii. Główną siłą w organizacji opozycji w stosunku do Anglii (która to ściągała od Amerykanów rujnujące „opłaty skarbowe”) była tajna organizacja masońskiego typu, „Synowie Wolności” (Sons of Liberty), stworzona w Massachusetts przez Samuela Adamsa (1722-1803). Innym wyróżniającym się twórcą tej struktury był John Adams (1735-1826), który został później drugim prezydentem USA. Spotkania Synów Wolności w Bostonie, gdzie narodził się ów ruch, miały miejsce w budynku, w którym znajdowały się już kwatery dwóch masońskich loży – Wielkiej Loży Massachusetts i Loży św. Andrzeja. Tam właśnie, w 1773 roku,  podjęto decyzje odnośnie „Bostońskiej Herbaty”, czyli sabotażu podczas rozładunku herbaty w amerykańskich portach, który dał początek amerykańskiej rewolucji i wojnie o niepodległość.

Co więcej, Adams zwrócił się w 1768 roku z pismem do podobnych antybrytyjskich organizacji w całej Nowej Anglii, wzywając ich do powstania i oporu zbrojnego przeciw garnizonom Imperium, rozkwaterowanym w amerykańskich miastach.

Podstawą sieciowej społeczności „Synów Wolności” byli przedstawiciele amerykańskiej klasy średniej – kupcy, prawnicy, rzemieślnicy. Zaczęli organizować się w jednostki bojowe i zdobywać brytyjskie magazyny z bronią.

Stopniowo populacja Nowej Anglii podzieliła się na dwie połowy. Jedna z nich podążała za „Synami Wolności” i zaczęła samoorganizować się wokół zgromadzeń ustawodawczych poszczególnych kolonii, odrzucających nowe podatki i opłaty, aż do otwartego oporu wobec władz brytyjskich. W historiografii amerykańskiej nazwano ich „patriotami”, „rewolucjonistami” i „Amerykanami” (w terminach polityki brytyjskiej bliżej im było liberałom – wigom). Druga połowa pozostawała lojalna Brytanii i uważała się za praworządny podmiot korony. Nazywano ich „lojalistami” i „konserwatystami” (przeważnie skupieni byli wokół Brytyjskiej Partii Konserwatywnej – Torysów). Tak więc, wojna o niepodległość, w pewnym sensie, była wojną domową, dzielącą populację trzynastu kolonii na płaszczyźnie ideologicznej:

– z jednej strony, byli przedstawiciele rewolucyjnej masonerii, idącej za ideami europejskiego Oświecenia, stopniowo przechodzącej od klasycznego purytanizmu do abstrakcyjnego deizmu, zwolenników demokracji burżuazyjnej, wolnej wymiany, indywidualizmu i liberalizmu

– z drugiej strony, grupa lojalnych obywateli Imperium Brytyjskiego, także handlowa, protestancka, burżuazyjna i związana z „cywilizacją morza”, lecz zachowująca pewne związki z tradycjami, niektóre klasowe przywileje i wierność Koronie

Partia „Patriotów” ucieleśniała liberalną masońską nowoczesność w końcowej formie, w wielu wypadkach antycypując podobne przypadki burżuazyjnych rewolucji na europejskim kontynencie. To nie przypadek, że twórcy Wielkiej Rewolucji Francuskiej w 1789 otwarcie przyznawali, że inspirują się właśnie północnoamerykańskim doświadczeniem. Co więcej, w warunkach kolonialnych, w których tradycje poprzednich epok europejskiej historii były słabe, i gdzie nowe społeczeństwo powstawało jako „czysta karta” w całości na podstawach gospodarki handlowej, indywidualistycznej antropologii i demokratycznej organizacji polityki, można było stworzyć system, który precyzyjnie odzwierciedla kierunki i wartości Oświecenia, które w kontynentalnej Europie było poprzedzone średniowieczną historią, skomplikowaną i „drażniącą” dla tego systemu innowacji. W Nowej Anglii historii nie było. Od pierwszych „ojców-pielgrzymów” z Mayflowera, było to sztucznie utworzone utopijne „miasto na wzgórzu”. Jedyną przeszkodę stanowiła brytyjska inercja, w której okazali się niezbyt mocni i solidarni. Dlatego, to właśnie w Północnej Ameryce, podczas wojny o niepodległość, upatrywać należy narodzin czysto liberalnej cywilizacji, nie po prostu wywołanej kolonialnym wdrążeniem Locke’owskiego „Heartlandu”, ale stworzonej jako abstrakcyjny laboratoryjny projekt w optymalnych warunkach – w pustce (bo Indianie i ich kultura byli porównywani praktycznie do pasywnego środowiska, do przyrody, która, zgodnie z twierdzeniami ideologów wczesnego Modernizmu, takich jak F. Bacon, powinna być podporządkowana i zmuszona by służyć). I to właśnie ta wyłaniająca się liberalna cywilizacja powstała przeciw drugiej połowie amerykańskiego kolonijnego społeczeństwa, które uosabiało umiarkowaną – europejską! – część, gdzie liberalizm wciąż był jeszcze wstrzymywany przez konserwatywne zasady i postawę.

Amerykańska rewolucja była liberalną rewolucją i oznaczała nastąpienie nowej – liberalnej – epoki. I choć okazało się, że wydarzenia w Nowej Anglii wpływały tylko na nieznaczną część europejskiego społeczeństwa, mieszkańców dalekich kolonii i głębokich peryferii Zachodu, zaludnionych między innymi przez społeczny margines, dewiantów, skazańców i drugorzędny motłoch odrzucony przez Stary Świat, to w rzeczywistości tam powstawała historia i dominujący wektor europejskiej współczesności, który w pełni ujawnił się znacznie później – w XX wieku. Ale ideologiczny fundament amerykańskiej cywilizacji i globalnej amerykańskiej hegemonii, liberalnego globalizmu, powstał właśnie w USA w końcu XVIII wieku.

Federalizm i konstytucja: homo americanus

Na początku powstania trzynastu kolonii przeciw mocarstwu, każda z nich ogłosiła się niezależnym państwem – stanem. Termin ten, w kontekście amerykańskiej historii, zazwyczaj tłumaczy się jako „stan”, lecz samo słowo, w sensie prawnym, nie ma żadnego znaczenia, oprócz „mainstreamowego”. W języku angielskim termin „state” oznacza tylko i wyłącznie „państwo”, w pełnym znaczeniu tego słowa – suwerenny podmiot polityczny (jak w definicji Machiavellego, Hobbesa lub Bodina), który nie uznaje żadnego ponadnarodowego autorytetu [1]. Dlatego też, z prawnego punktu widzenia, bunt kolonii był deklaracją suwerenności trzynastu nowo utworzonych podmiotów narodowych i państwowych. Dlatego pełna nazwa Stany Zjednoczone Ameryki powinna być tłumaczona na Zjednoczone (bądź Wspólne, Sprzymierzone) Państwa Ameryki. To, że chodzi nie o państwo, ale o państwa, jest prosto stwierdzone i zaakcentowane w samej nazwie. Trzynaście kolonii stało się trzynastoma państwami.

Jednak w 1776 roku, gdy kolonie oświadczyły, iż wychodzą z systemu podporządkowania Imperium, było oczywiste, że nie poradzą sobie same z wojskami metropolii. Wówczas inspiracją do powstania przeciwko Anglii, przede wszystkim dla „Synów Wolności” i organizacji masońskich, była idea utworzenia Konfederacji, której artykuły zostały przyjęte w Filadelfii w stanie Pensylwania. Pensylwania właściwie stała się stolicą konfederacyjnego związku trzynastu niezawisłych państw. Zjednoczenie i ujednolicenie stanowisk, także pod względem ideologicznym (amerykański liberalizm), wystarczyło do tego, aby konfederacja odniosła zwycięstwo nad Brytanią, ponieważ artykuły konstytucji skupiały się właśnie na zagwarantowaniu wspólnych działań i wojnie przeciw wspólnemu wrogowi. Jednakże potem, kiedy trzynaście państw (stanów), wypełniło programowe minimum, aby uzyskać niepodległość, pojawiło się pytanie odnośnie dalszego losu konfederacji. Artykuły konstytucji z 1776 roku były niewystarczające dla bliższego zjednoczenia.

W tym momencie na scenę wychodzi grupa stronników federalizmu. To, przede wszystkim, George Washington (1732-1799), Alexander Hamilton (1755-1804) i James Madison (1751-1836). Zasugerowali oni, że status związku państw-stanów powinien być przekonstruowany w kierunku większej centralizacji. Jednakże, aby nie wracać do unitarnego systemu Wielkiej Brytanii, przeciw której kolonie Nowej Anglii walczyły w wojnie o niepodległość i której polityczne dziedzictwo próbowały pokonać przechodząc na nowy stopień rozwoju, zaproponowano nowy typ państwowego ustroju – ustrój federalny. To był kompromis pomiędzy swobodnym i niewiążącym sojuszem suwerennych państw- stanów (konfederacją), a unitarnym państwem narodowym, wewnątrz którego nie było mowy o żadnej suwerenności i o żadnych „państwach” (stanach). Ta idea została przyjęta w 1787 roku na Konwencji Konstytucyjnej w Filadelfii, która oficjalnie stanęła na czele historii USA jako jednego (nie federacyjnego) państwa. Wtedy właśnie przyjęto konstytucję.

Amerykański federalizm połączył w sobie dwa założenia, fundamentalne dla amerykańskiego politycznego systemu:

  1. Różnorodność regionalnej samorządności (każde państwo-stan miało, i ma do dnia dzisiejszego, własny zbiór praw, nie zawsze pokrywający się z prawami w sąsiednich stanach)
  2. Jednolitość liberalnej (amerykańskiej) ideologii, zawartej w ideale „miasta na wzgórzu” i opartej na połączeniu Protestantyzmu (w rozlicznych jego formach) ze społecznymi i naukowymi poglądami epoki Oświecenia z ogólną orientacją na wolny rynek i kapitalizm

Innymi słowy, w fundamentach jedności USA tkwił czysty liberalizm (zarówno w polityce, jak i w ekonomii), doprowadzający idee angielskich i szkockich filozofów do logicznej skrajności, wzniesiony w imperatyw polityczny i zakładający w swym fundamencie budowę społeczeństwa nowego typu – z czystej karty. Francis Bacon (1561-1626), jeden z ojców-założycieli naukowego obrazu współczesnego świata [2], w swoim dziele „Nowa Atlantyda” [3] opisał utopijne społeczeństwo całkowicie oparte na ideach Oświecenia. To właśnie tę „Nową Atlantydę” federaliści założyli w 1787 roku. To amerykańskie doświadczenie, realizowane na kontynencie odległym od Starego Świata, stało się wzorcem do naśladowania w oczach postępowców i liberałów samej Europy, i w tym właśnie czasie podstawowe idee Oświecenia, obciążone na kontynencie europejskim wielowiekowymi tradycjami i historyczną bezwładnością, znalazły swój najbardziej kompletny i najpełniejszy wyraz.

Po przyjęciu konstytucji i stworzeniu USA jako „Nowej Atlantydy”, wśród federalistów rozpoczęły się spory o balans proporcji pomiędzy centralizmem, a lokalną samorządnością w skali Stanów. Choć federalizm stanowił kompromis pomiędzy konfederacją i unitaryzmem, to wymagania praktycznej polityki stale dążyły ku temu, aby przesunąć równowagę w jednym, bądź drugim, kierunku. George Washington i Alexander Hamilton skłonili się więc w stronę centralizmu, a Madison i Jefferson ku suwerenności każdego z państw-stanów. Taka interpretacja federalizmu była nieunikniona, ponieważ liberalizm zakłada jednocześnie dwie podstawowe zasady:

  1. Podział statusu podmiotu na maksimum możliwych (w danych warunkach) czysto politycznych jednostek, a to oznacza wektor nie jedynie w stronę pełnej suwerenności państw-stanów (w granicy wyznaczonej przez powrót do konfederacji), ale także rozszerzenie praw obywatelskich na coraz większą liczbę grup społecznych (wliczając niewolników)
  2. Ustanowienie liberalnej ideologii w charakterze absolutnym obowiązującej całe społeczeństwo, co stanowiło kocioł, w którym poszczególne emigranckie społeczności nie mieszają się chaotycznie w coś nieokreślonego, a odrębne grupy społeczne, etniczne i religijne stapiają się w nowy ogólny kształt – odlew z kotła standaryzowanych form „człowieka amerykańskiego”, homo americanus, do czego niezbędny był centralizm (monopol na formę końcową)

Dysputy pomiędzy federalistami trwały aż do wybuchu wojny secesyjnej, kiedy kwestia uprawnień władz państw-stanów w kwestii uznania lub zakazu niewolnictwa, a także unifikacji waluty północnoamerykańskiej, stała na krawędzi i kiedy niepewność i brak równowagi w interpretacji federalizmu były niedopuszczalne. Dewiza „e pluribus unum”, „z wielu, jeden”, umieszczona na herbie USA, również wymagała jednoznacznego opowiedzenia się co do monopolu na definicję tego, kim dokładnie powinien być ten „jeden”, to znaczy co do tego, jaki jest normatywny obraz homo americanus i jak szeroko i swobodnie można go interpretować na poziomie lokalnym (stanów) – a konkretnie, czy prawo do posiadania istoty ludzkiej o innym kolorze skóry, jako własności prywatnej, wchodzi lub nie w „prawa człowieka” jako „człowieka amerykańskiego”, a także, czy oddzielny stan może wydrukować swoją walutę i mieć własną strefę celną.

Jak się przy okazji okazuje, prawa Indian w tej pryncypalnej dyskusji nie zostały omówione. Założenie, że Indianie nie mają żadnych praw, było kwestią konsensusu wszystkich federalistów – zarówno stronników unitaryzmu, jak i konfederacji.

Indianie i amerykański Zachód

Na wstępnym etapie po uzyskaniu niepodległości, dawne władze kontrolują tylko część przyszłego terytorium USA, znajdującą się wcześniej pod pierwszoplanową kontrolą Imperium Brytyjskiego. Przy tym, Kanada pozostaje we władaniu Imperium, a szereg ziem (w szczególności Oregon – na północnym zachodzie USA) posiada niepewny status i jest zarządzana wspólnie przez Amerykanów i Brytyjczyków. W tym samym czasie, na zachód od wschodniego wybrzeża, gdzie koncentrują się główne ośrodki amerykańskie, znajduje się gigantyczna przestrzeń Luizjany, rozciągająca się od granicy z Kanadą na północy, aż do Teksasu na południu, która kontrolowana jest przez Hiszpanów i Francuzów [1]. Południe – od Florydy na zachodzie, przez Teksas i aż do szerokiego pasma zachodniego wybrzeża, jest mocno trzymane przez Hiszpanów (Nowa Hiszpania ze stolicą w Meksyku).

Należy zauważyć, że w tym okresie nastąpiła pewna polaryzacja plemion indiańskich, które w tamtym czasie były ogólnie wrogo nastawione do wszystkich europejskich kolonizatorów. Od tych, których początkowo uznali za sprzymierzeńców bądź partnerów, otrzymywali w zamian tylko oszustwo, kłamstwo, ucisk, epidemie, przemoc i śmierć. Dlatego, dla Indian, nie istniały podstawy, aby pałać uczuciem do tej, lub innej, partii w wojnie o niepodległość. Niektóre plemiona w tej wojnie zachowały neutralność lub sytuacyjnie obierały tę lub inną stronę z pragmatycznych powodów. Plemię Delawarów, w szczególności, stanęło po stronie „patriotów” jak i, w konsekwencji, „Pięć Cywilizowanych Plemion” [pięć plemion z północno wschodnich USA, które na przełomie XVIII/XIX w. upodobniły się do przedstawicieli cywilizacji zachodniej, przyp. tłum.]. Istniała jednak jedna okoliczność, która wstępnie określała poparcie większości Indian (głównie Irokezów i Huronów) dla partii konserwatywnej, lojalistów, czyniąc ich tym samym jeszcze większymi wrogami „patriotów”- liberałów. Działo się tak, ponieważ postanowienia Brytyjskiego Imperium zakazywały kolonistom osiedlania się na zachód od Appalachów, których zasięg prowadził równolegle do wybrzeża atlantyckiego przez całą Nową Anglię. To była naturalna granica panowania, za którą zaczynał się całkowicie oddzielny świat Wielkich Równin – Dziki Zachód. Anglicy zachowali wierność swemu talassokratycznemu charakterowi, zajmując jedynie obszary przybrzeżne, gdzie pojawiły się kolonie punktowe – porty i fortece. Nowa Anglia powstała na tej samej zasadzie, co kolonie fenickie – w szczególności Kartagina. Góry Appalachów były ostatecznym zapleczem lądowym, gdzie zaczynała się kontynentalna masa. Zarządzanie koloniami, które zaszły zbyt daleko w głąb kontynentu, było kłopotliwe. Indianom taki układ rzeczy dawał pewną szansę na zbawienie. Pod naciskiem europejskich kolonizatorów, którzy sztywno narzucali im własne zasady i nie uważali ich za istoty ludzkie, nie wspominając już o obywatelach, Indianie czasami musieli wycofywać się na zachód, i chociaż było to obarczone nowym ryzykiem, a czasami doprowadzało do zniknięcia całych plemion, to jednak dawało szansę na przeżycie i przetrwanie. „Patrioci” próbowali zdobyć nowe i nowe ziemie i byli obciążeni ograniczeniami nałożonymi przez metropolię. Zdając sobie z tego sprawę, idąc za Irokezami, wiele plemion indiańskich (znaczna część Krików itp.) zaczęła skłaniać się ku poparciu konserwatystów i lojalistów przeciwko liberałom, ponieważ zwycięstwo tych ostatnich pozbawiło ich ostatniej nadziei.

Ten wybór jeszcze bardziej utwierdził Amerykanów przeciw Indianom i, w świadomości twórców nowej liberalnej cywilizacji, Indianie ostatecznie przybrali wizerunek wroga. Mało tego, że byli „dzikusami”, uniemożliwiającymi przedsiębiorczym kolonistom przechwytywanie coraz to nowych ziem, to jeszcze weszli w sojusz z siłami Imperium i stwarzali dla „Patriotów” nowe problemy. Dlatego, po zwycięstwie nad swoimi przeciwnikami konserwatystami, stronnicy niepodległości przystąpili do systematycznego i metodycznego ludobójstwa, któremu zostały poddane te plemiona, które żyły na terytorium 13 prowincji i te, które przeniesiono na zachód do rezerwatów i te, które stały na drodze ku Dzikiemu Zachodowi, ku czemu nie było żadnych większych prawnych przeciwwskazań. W tym samym czasie Indianie z Wielkich Równin, będąc wyjątkowo wojowniczymi, jeszcze bardziej zahartowali „Patriotów”, co doprowadziło do takich praktyk zniszczenia miejscowej ludności, jak rozmieszczenie wśród nich koców zakażonych ospą, systematyczna eksterminacja bizonów służących jako główne pożywienie dla plemion Wielkiej Równiny, morderstwo całych plemion indiańskich osad, w tym starców, kobiet i dzieci.

Dlatego, zwycięstwo stronników niepodległości w wojnie przeciwko mocarstwu i, odpowiednio, sukces liberalnej rewolucji pod egidą masońskich tajnych zgromadzeń, stanowiło śmiertelny czynnik dla indiańskich horyzontów Północnej Ameryki. Rozwarły się wrota śmierci. Cywilizacja, która przed przybyciem Europejczyków do Ameryki Północnej liczyła około 12 000 000 ludzi, gwałtownie skurczyła się do niewielkich grup, zamkniętych w rezerwatach, upokorzonych i pozbawionych praw wyborczych, pozbawionych jakiegokolwiek miejsca w publicznym, gospodarczym i politycznym życiu [2].

Po zakończeniu wojny o niepodległość w 1783 roku zawarto Paryski Traktat Pokojowy, zgodnie z którym Wielka Brytania oficjalnie uznała niepodległość Stanów Zjednoczonych. Jednak po staremu kontynuowała ona zapewnianie wojskowego i ekonomicznego wsparcia plemionom indiańskim, które opierały się armii amerykańskiej, do 1815 roku, kiedy Londyn ostatecznie przyznał się do utraty kolonii po imponującym zwycięstwie Stanów Zjednoczonych w decydującej bitwie z Brytyjczykami pod Nowym Orleanem.

Bezpośrednio po wojnie o niepodległość rozpoczęła się ekspansja Stanów Zjednoczonych w kierunku zachodnim. Trwała ona od 1783 do 1853 r. i zakończyła się przyjęciem przez Stany Zjednoczone tych granic, które państwo ma do dnia dzisiejszego.

Na początku zajmowane były terytoria od Appalachów do rzeki Missisipi. Zasiedlali je Indianie, którzy byli sojusznikami Anglików w wojnie o niepodległość. Po wojnie wszystkie ziemie przed Missisipi zostały uznane przez Anglię za należące do Stanów Zjednoczonych, a wojna z Indianami stała się ich [USA] własnym wewnętrznym zadaniem.

Indianie w tym czasie byli uznawani za „niesuwerenny naród pod opieką Amerykanów” i na tej podstawie kontynuowano ich aktywną eksterminację i uwięzienie. Ci, którzy przeżyli, ruszyli dalej na zachód – za Missisipi.

W 1812 USA poczuły się wystarczająco silne, aby znów wstąpić w konflikt z Wielką Brytanią. Tym razem, celem było odebrać jej terytorium Kanady i jednocześnie zabrać Hiszpanom Florydę. Thomas Jefferson (1743 — 1826) [3] był ideologiem tej wojny, została ona jednak ogłoszona przez Jamesa Madisona (1751 — 1836). Wojna toczyła się ze zmiennym sukcesem, a jednak, pomimo faktu, że Amerykanie z Kanady byli w stanie odrzucić Brytyjczyków, biorąc Kanadę pod swoje panowanie, nie zdołali zadać ostatecznego ciosu, a ponadto musieli zaprzestać regularnej pomocy dla plemion indiańskich żyjących na zachód od Appalachów, na wschód od Missisipi, co ostatecznie otwierało Amerykanom drogę na zachód, a samych Indian skazywało na zagładę. Po tym, jak w bitwie pod Nowym Orleanem Amerykanie zadali brytyjskim wojskom poważny cios, amerykańscy liberałowie uznali siebie za zdolnych by stać się główną siłą na kontynencie i, w dającej się przewidzieć przyszłości, wyprowadzić stamtąd europejskie siły – zarówno w sensie militarnym, politycznym, jak i gospodarczym. Tę ideę po raz pierwszy jasno sformułował piąty prezydent USA, James Monroe (1758 – 1831), na cześć którego została ona nazwana Doktryną Monroe’a. Sformułowana była prosto: „Ameryka dla Amerykanów”, co w kontekście epoki znaczyło „Ameryka dla Amerykanów, nie dla Europejczyków”.

Po wojnie Amerykanie otrzymali od Hiszpanów Florydę i kontynuowali ekspansję na zachód. Za pierwszego prezydenta z Partii Demokratycznej, Andrew Jacksona (1767 – 1845), w latach trzydziestych, poprzez decyzję Kongresu i administracji prezydenta, miała miejsce jedna z największych czystek etnicznych w historii: masowa deportacja Indian za rzekę Missisipi do obozów koncentracyjnych, „rezerwatów”, stworzonych podczas administracji Jamesa Monroe’a. Wysiedleniu podlegało także „Pięć Cywilizowanych Plemion”, które były sojusznikami Amerykanów w ich konfrontacji z Anglikami. Znaczący jest fakt, że to właśnie amerykańscy Demokraci podjęli systemowe środki by unicestwić Indian.

Do 1871 władze USA doszły do wniosku, że porozumienia z Indianami nie są już potrzebne, i że żadni Indianie i żadne indiańskie plemię (wliczając lojalne „Pięć Cywilizowanych Plemion”) nie może uważać się za niezależną społeczność lub państwo. W 1880 roku, w rezultacie masowego odstrzału amerykańskiego bizona, prawie cała jego populacja zanikła, i Indianie z Wielkich Równin stracili główny przedmiot swoich łowów. Teraz władze USA zmusiły Indian do porzucenia swojego zwyczajowego sposobu życia i osiedlenia wyłącznie w rezerwatach. Wielu Indian, jednakże, sprzeciwiało się temu, więc przesiedlano ich siłą lub po prostu zabijano. Droga plemion indiańskich na terytorium, wydzielone dla nich w Arkansas i wschodniej Oklahomie, została nazwana w historii USA „Drogą łez”. Na indiańskie terytorium zostali przesiedleni Czirokezi, Czikasawowie, Czoktawowie, Seminole, Delawarowie, Szaunisi, Potawatomi, Kuapo, Kikapowie, Meskuakowie [„ludzie czerwonej ziemi”, tzw. Lisy, przyp. tłum.], Mingo, Huroni [po przesiedleniu zwani Wyandot, przyp. tłum.], Ottawowie, Czejenowie, Arapaho, Apacze Kiowa, Tonkawa i wiele innych plemion.

Ostatnim wielkim konfliktem zbrojnym białych Amerykanów z rdzenną ludnością była Wojna o Czarne Wzgórza (1876-1877), kiedy to Siuksowie zaatakowali Amerykanów kilkoma nieoczekiwanymi uderzeniami, a nawet wygrali bitwę na rzece Little Big Horn w 1876 roku. Ale Indianie nie mogli przetrwać na preriach pod nieobecność bizonów i, wyczerpani głodem, zostali ostatecznie zmuszeni do poddania się i wygnano ich do rezerwatów. Oddzielne starcia z małymi grupami Indian oraz ich eksterminacja trwały aż do 1918 roku.

PRZYPISY

[1] Od 1762 r. Luizjana była kolonią hiszpańską. W 1800 r., na mocy umowy zawartej w San Ildefonso, Hiszpania przekazała kontrolę nad Luizjaną Francji. Jednak traktat podpisany w San Ildefonso był tajny i wierzono, że Luizjana była pod hiszpańską jurysdykcją, dopóki nie została całkowicie przeniesiona pod kontrolę państwa francuskiego. Ostatecznie, przeniesienie kontroli nad Luizjaną z Hiszpanii do Francji miało miejsce 30 listopada 1803 r., zaledwie trzy tygodnie przed sprzedażą Stanom Zjednoczonym.

[2] Memi A. The Colonizer and the Colonized. Boston: Beacon Press, 1965.

[3] Севостьянов Г. Н., Уткин А. И. Томас Джефферсон. М.: Мысль, 1976.

[4] May Ernest R. The Making of the Monroe Doctrine. Cambridge: Harvard University Press, 1975.

[5] Murphy G. Hemispheric Imaginings: The Monroe Doctrine and Narratives of U.S. Empire. Durham: Duke University Press, 2005.

[1] W języku angielskim nie istnieje różnica między „państwem” i „stanem”. Słowo „state” w tym przypadku nie jest po prostu homonimem dla dwóch pojęć – „państwo” i „stan”, a oznacza właśnie „państwo”

[2] Дугин А.Г. Ноомахия. Англия или Британия? Морское могущество и позитивный субъект. Указ. соч.

[3] Бэкон Ф. Новая Атлантида /Бэкон Ф. Сочинения в 2-х томах. Т. 2. М.: Мысль, 1972.

Źródło: geopolitica.ru

Tłumaczenie: Aleksandra R.

 

Dodaj komentarz