Aleksandr Dugin: Herman Wirth – runy, Jul i arktyczna ojczyzna

 

(przedmowa do książki Symbole wielkiej Północy: Teoria hiperborejska)

Nie ma na świecie większej tajemnicy od tajemnicy życia i śmierci, umierania i stawania się. Dla człowieka rok jest wyrazem boskiego i opatrznościowego prawa kosmicznego, według którego świat ciągle powstaje na nowo w nieskończonym i nieprzerwanym powrocie. Najbardziej magicznym i głębokim zjawiskiem, którego możemy doświadczyć, jest rok Boga. Na rok przypada określona liczba dni, w których uwidacznia się jego prawdziwe oblicze: narodziny światłości, z której pochodzi całe życie, jej wzniesienie się na najwyższy szczyt oraz upadek, śmierć i utonięcie, aby wznieść się na nowo. Ranek, południe, wieczór i noc w ciągu dnia odpowiadają wiośnie, latu, jesieni i zimie w ciągu roku.

Podczas wiosny, „światłości stworzenia”, na nowo budzi się całe życie. Następnie rozwija się do momentu osiągnięcia swojej pełni w czasie południa-lata, aby w następnej kolejności znowu wkroczyć na ścieżkę nocy i zimy w celu przygotowania się do śmierci, po której nieuchronnie przychodzi nowe narodzenie. Człowiek nordycki dostrzegał w sobie odbicie tego obrazu każdego dnia i roku. Dzieciństwo i młodość były jego porankiem, południe i lato stanowiły okres dojrzewania i pełną dojrzałość, a następnie rozpad życia i wiek starczy prowadziły go do śmierci reprezentowanej przez okres zimowy. To kierowało go ku nowemu życiu, odrodzeniu i ponownym stawaniu się, czego ucieleśnieniem było potomstwo. Ten cykl dnia w swojej permanentnej i nieprzerwanej powtarzalności jest odbiciem cyklu rocznego, jako że rok jest cyklem ludzkiego życia. Cykl, ruch kołowy i sama rotacja są kosmicznymi boskimi prawami i etycznym fundamentem uniwersum wszechbytu. Na tej zasadzie oparte jest wszelkie wyobrażenie Boga i poczucie sprawiedliwości. Prawo wiecznej rotacji, którego odbiciami są przestrzeń i czas, realizujące się pod postacią roku, było przez rasę atlantycko-nordycką uznawane za symbol drzewa Roku i Świata, drzewa Życia.

Te słowa pochodzą z książki napisanej przez wielkiego holenderskiego badacza Hermana Wirtha. Jego imię zna jedynie garstka współczesnych ludzi, nawet tych dobrze wykształconych, jego dzieł na próżno szukać we współczesnych bibliotekach. Powód tego stanu rzeczy zostanie podany później. Niemniej jednak, Herman Wirth był jednym z tych ludzi, którzy w naszym stuleciu, w tym mrocznym okresie Wieku Żelaza, Kalijugi, dokonał wiele dla restauracji Wielkiej Tradycji z czasów Złotego Wieku i tajemniczej krainy Hiperborei – magicznego, apolińskiego lądu leżącego na dalekiej Północy. René Guénon i Julius Evola również pisali o Tradycji Pierwotnej oraz polarnym raju i są powszechnie znani wśród tradycjonalistów. Niewielu jednak zna Hermana Wirtha, mimo że ten wysoki i chudy profesor, skromny i żarliwy jak każdy szczery badacz, odkrył tajemnicę tajemnic tej Tradycji Pierwotnej: zrekonstruował jej język, odkrył sekrety pradawnych run i odszyfrował przesłanie Złotego Wieku.

Może się to wydawać nieprawdopodobne, ale takie są fakty. Herman Wirth odtworzył „święty proto-język ludzkości”, ni mniej, ni więcej. Heilige Urschrift der Menschheit – tak brzmi tytuł jednej z jego obszernych, zadziwiających i bardzo ważnych książek.

Herman Wirth urodził się w 1885 roku w mieście Utrecht w Holandii. Jego rodzina wywodzi się ze starożytnego ludu Fryzów, mieszkańców północnych części Holandii, którzy do dzisiaj wyróżniają się wysokim wzrostem i klasycznie indoeuropejskimi rysami twarzy. Wirth od dzieciństwa interesował się historią swojego kraju i narodu. Zbierał opowieści oraz legendy i z uwagą studiował symbolikę, która zdobiła domy prostego holenderskiego ludu.

Witrh eksplorował swój kraj wzdłuż i wszerz. W roku 1910 obronił swoją pracę dyplomową zatytułowaną „Degradacja holenderskiej pieśni ludowej”, w której zaskoczył wszystkich swoją niesamowitą wiedzą, którą wykorzystał do przeanalizowania praktycznie całego dostępnego materiału dotyczącego holenderskiego folkloru. Co więcej, próbował on stworzyć ogólny model, pewnego rodzaju proto-mitologię, która stanowiłaby fundament wszelkiej sztuki narodowej i która pozwoliłaby lepiej zrozumieć holistyczny światopogląd starożytnych przodków. Zaczynając od symboli i elementów holenderskiej antyczności, Wirth rozszerzył swoje etnograficzne, kulturowe i symboliczne poszukiwania na resztę germańskich krajów, następnie na Europę, Eurazję i w końcu na regiony najbardziej odległe od Europy: Amerykę, Oceanię, Afrykę, itd. W poszukiwaniu formuły, która mogłaby uogólnić światopogląd starożytnych aryjskich przodków, Wirth poruszał się po spirali, wyjaśniając, poprawiając, rozszerzając i rewidując wszystkie informacje zebrane dotychczas przez lingwistów, archeologów, historyków religii i sztuki, antropologów, etc. Jego wysiłek był niesamowity.

Herman Wirth opanował kilkaset – proszę sobie wyobrazić, kilkaset! – starożytnych języków w celu odnalezienia w nich pewnego rodzaju podobnych schematów, których korzenie sięgają zamierzchłych czasów. Modele, które stworzył Wirth zapowiadały „teorię nostratyczną” Illicza-Switycza, która pojawiła się znacznie później i według której ludy Europy, Azji i Afryki mówiły tym samym językiem u zarania dziejów.

Wirth jednak był unikalny nie tylko z racji swojego olśniewającego intelektu. W przeciwieństwie do pozytywistycznej społeczności naukowców, kategorycznie nie zgadzał się z twierdzeniem, że należy ograniczyć się wyłącznie do jednej dziedziny i spędzić całe życie na wyjaśnianiu i analizowaniu drobnych szczegółów, co było powszechnie praktykowane wśród kręgów akademickich „krytycznego” i pesymistycznego wieku. Wirth, podobnie jak badacze z okresu średniowiecza, dążył do zdobycia wiedzy we wszystkich możliwych zakresach. Jego podejście było nie analityczne, lecz syntetyczne. Z tego względu, swoją historyczną hipotezą nawiązywał nie do chaotycznych i wyizolowanych fragmentów współczesnych studiów antropologicznych, które idealizują fakty, lecz do starożytnych mitów, Tradycji i świętych źródeł. Tak jak  René Guénon, Wirth rozumiał, że współczesny świat jest anomalią, regresją i degeneracją, a prawdy należy szukać w mitach, symbolach, legendach, religiach, kultach, rytuałach i folklorze.

Jima – Pierwszy Człowiek – działał według zaleceń Ahury Mazdy i wybudował na Dalekiej Północy miasto War, które otoczone było murem. Zgromadził w nim najlepszych przedstawicieli spośród ludzi, zwierząt i roślin w celu uchronienia ich przed fatalną zimą, karą złego ducha, Angra Mainyu, który nawiedził świętą krainę szczęśliwości. Jima wybudował miasto ze złotego grotu, sprawił że jego bramy lśniły, a mieszkańców przemienił w światła. I Zaratusztra Spitama zapytał Ahurę Mazdę: ‚O stwórco świata materialnego, zarządco Aryjczyków i stwórco Aszy! Czym są te światła w mieście wybudowanym przez Jimę?’ I Ahura Mazda odpowiedział mu: ‚Te światła są jednocześnie wieczne i przemijające. Tylko raz w roku wznoszą się i opadają w mieście War, razem z gwiazdami, księżycem, i słońcem. Mieszkańcy miasta wierzą, że cały rok jest jednym dniem.

Ten fragment pochodzący z „Bundahishn”, świętej księgi Zaratusztran, może zostać zinterpretowany na wiele sposobów, tak jak wiele innych przejawów Tradycji, które opowiadają o tym, że na dalekiej Północy, w rajskiej krainie zwanej Hiperboreą (Thule, Sarahi), żyli radośnie przodkowie złotowłosych, niebieskookich Aryjczyków, boska rasa panów i bohaterów. Herman Wirth traktował przekaz Tradycji dosłownie, co pozwoliło mu wykreować unikalną teorię pochodzenia rodzaju ludzkiego – „Wzejście ludzkości”, odszyfrować starożytne znaki, wyjaśnić sekretne, niezgłębione strony archaicznych symboli, kultów i rytuałów, zrozumieć znaczenie starożytnych obrzędów i przywrócić zaginiony alfabet rajskiej ludzkości. Może się to wydawać niemożliwe: dlaczego tak fantastyczne odkrycie zostało zignorowane przez ogół społeczeństwa? Dlaczego takie niesamowite, zapierające dech w piersiach objawienia zostały pominięte? Dlaczego zarówno ogół społeczeństwa, jak i środowisko naukowe nie zna imienia tego wybitnego badacza? Niestety, powodem jest polityczna poprawność. Herman Wirth miał w młodości czelność dołączyć do patriotycznego i narodowego ruchu w Holandii, a później w Niemczech. Wirth stał się inspiracją dla stworzenia holenderskiego ruchu młodzieżowego „Dietske Trekvogels”, który był ekwiwalentem niemieckiego Wandervogel. Była to bardzo popularna organizacja młodzieżowa, której członkowie odwiedzali wiejskie tereny, zbierali informacje na temat kultury ludowej i angażowali typowo młodzieńczy rewolucyjny entuzjazm w paradoksalne zainteresowanie tym, co archaiczne. Nienawidzili współczesnego świata, komercyjnego ducha miast i giełd papierów wartościowych i cynicznej postawy kosmopolitycznego piekła, do którego stoczyła się Europa na początku XX wieku. Anarchizm Wandervogel łączył się jednocześnie z ich miłością do ludu, zwyczajów przodków i Tradycji. W latach 30. tendencje te stały się jednak częścią innego politycznego ruchu, którego nazwa wzbudza poczucie terroru wśród zwykłych obywateli. Idee i dzieła Hermana Wirtha, wielkiego odkrywcy i odnowiciela najbardziej starożytnego proto-języka ludzkości są dzisiaj kojarzone z reżimem politycznym, który stał się bardzo niepopularny w połowie lat 40-tych. Koniec końców, Północ i jej światło, lud, Tradycja i symbole stały się odtąd politycznie niepoprawne.

Herman Wirth sformułował fundamenty swojej teorii w swojej pracy z 1928 roku zatytułowanej Der Aufgang der Menschheit (Wzejście ludzkości). Wierzył on, że wszystkie wzmianki o starożytnym kontynencie leżącym na Biegunie Północnym nie są jedynie mitami i mrzonkami, lecz stanowią fakty historyczne. Aby potwierdzić swoją hipotezę wykorzystał dzieła współczesnych sobie geologów, w szczególności Wegenera, według którego kontynenty nie spoczywają w jednym miejscu, lecz przesuwają się na powierzchni poziomej i dzięki temu są w stanie przemieszczać się po globie w długich odstępach czasu. Dawno temu na Biegunie Północnym istniał kontynent, na którym panowały zupełnie inne warunki atmosferyczne. Pamięć o tym kontynencie zachowała się w starożytnych legendach, mitach, opowieściach, etc. To z tego właśnie  kontynentu rozprzestrzeniła się duchowa kultura ludzkości zjednoczona wokół jednej idei.

Podstawą tej kultury, tego hiperborejskiego kultu nie był sam rok, lecz rok trwający w warunkach polarnych, gdzie miesiąc trwa sześć miesięcy, a sześć miesięcy jedną noc. Według Hermana Wirtha źródłem informacji o Roku Polarnym są wszystkie starożytne teksty, kulty, symbole, znaki malowane w jamach jaskiń, symbole wyryte na kościach mamutów, kończąc na bardziej wyrafinowanych oraz rozbudowanych teologicznych i mistycznych konstruktach. Ten fakt, którego współcześni historycy religii i antropologowie nie biorą pod uwagę, można wyjaśnić bardzo łatwo. Jeżeli jedynie zaaplikujemy kult kręgów kalendarycznych do pierwotnych kondycji lądów, gdzie można natrafić na ślady starożytnych kultur, takich jak Sumer, Indie, Eurazja, Pireneje, Morze Śródziemne, Bliski Wschód, wtedy niemożliwym stanie się wyśledzenie prawdziwych powiązań, ponieważ tylko jedna część starożytnych zapisów pozostała nienaruszona od hiperborejskich, polarnych czasów, a druga część powstała w nowych, nie-polarnych i nie-arktycznych warunkach. Prawdziwym kluczem do zinterpretowania antycznych symboli jest zaakceptowanie polarnych, nordyckich korzeni cywilizacji. Ta hipoteza jednak nigdy nie została przez nikogo wzięta na poważnie.

„Dzień Bogów równy jest jednemu rokowi ludzkiemu” – takie stwierdzenie można odnaleźć w Rygwedzie, Aweście, starożytnych mitach greckich, sagach germańskich, sumeryjskich epikach, a także w starożytnych fragmentach Biblii. Niemiecki profesor Herman Wirth odczytał to dosłownie i  w ten sposób dokonał niesamowitego i niespotykanego odkrycia.

Pierwszymi ludźmi nie byli prymitywni Neandertalczycy, mieszkający w jaskiniach i bijący się po głowach patykami, tak jak by to chcieli widzieć darwiniści, marksiści i inni profańscy myśliciele. Byli oni w pełni rozwiniętymi, posiadającymi wyrafinowany, prosty, lecz jednocześnie uduchowiony światopogląd. Nieśli oni sztandar Najwyższej Religii Światła, Czystości i Ducha. Nie znali oni oderwanego Boga Stwórcy, który oddziaływał na naturę z zewnątrz. Cały świat był przesycony boską energią, a ludzi postrzegano jako dzieci Słońca, potomków Bogów oraz jako anielskie, najwyższe istoty wyznające określony, Boski światopogląd, Gottesweltanschauung. Nie potrzebowali oni moralności i praw, ponieważ moralność i prawo boskie było w nich samych. Byli oni wysokimi, blondwłosymi, niebieskookimi istotami, którym obce były takie podludzkie cechy jak duch chciwości czy żądza władzy. Co ciekawe, Wirth przez pewien czas znajdował się blisko holenderskich komunistów, w planach których widział szansę na powrót do pierwotnego, najwyższego systemu nordyckiego. Oczywiście nordycko-aryjski komunizm profesora Wirtha „nieco” różnił się od marksistowskiej utopii. Wirth proponował teorię polarnego „proto-monoteizmu”, „proto-Boga”. Wszystkie elementy tego najbardziej starożytnego rytuału znajdowały się w ścisłej zgodności z harmonią kosmicznej Natury. Nie istniały określone granice między aspektami ludzkimi, naturalnymi, społecznymi, religijnymi i doczesnymi.

Dualizm był nieznany. Myśl i materia, duch i istota, szczegół i całość, naturalne i społeczne, boskie i nie-boskie – wszystko to istniało w totalnej harmonii i determinowane było przez jedną formułę, wiedza na temat której mogła zostać odczytana nie tylko poprzez lingwistyczne czy symboliczne figury – rzeczy wytworzone ludzką ręką – ale poprzez język natury, głosy zwierząt, roślin, skał i gór. Tutaj Wirth wykracza poza materializm, który był w tamtym czasie powszechnie akceptowany w kręgach badawczych. Wierzył on, że wielka, święta formuła leżąca w sercu polarnej cywilizacji nie stanowiła jedynie opisu świata zewnętrznego, lecz była wcieloną magiczną myślą. „Bóg tworzy myśl”, Wirth cytuje znany wers z islandzkiej piosenki runicznej. Wiedza jest Byciem – oba zgodne i nie mające prawa do wyłączności. Tradycja nie stanowi jedynie agregatu, który opisuje fakty historyczne, lecz żywym bytem istniejącym poza czasem i przestrzenią. Ten, kto jest w stanie odkryć jej tajemnice, ten zmienia się nie tylko pod względem poszerzenia własnej wiedzy, lecz jest przemieniony wewnętrznie. Takie podejście może zostać zrozumiane jedynie przez ludzi wiary, lecz nie przez przeintelektualizowanych i snobistycznych profesorów z krzywymi ustami i małymi rozumami, które są przyzwyczajone do wierzenia, że trucicielskie wątpienie i samolubny sceptycyzm są naukowymi normami.

Niemieckie środowisko atakowało Hermana Wirtha. Jego idee zostały uznane za ekstrawaganckie i zbyt radykalne. Nie podjęto próby merytorycznej debaty z tym błyskotliwym badaczem, ponieważ argumentem dla środowiska było jedynie posiadanie innych cech, których oponenci w sobie nie mięli. Głównymi punktami krytyki było „idealistyczne” podejście i ufność, jaką Wirth rzekomo darzył starożytne źródła. Dzisiaj jednak, biorąc pod uwagę badania Dumezila, Eliadego, Levi-Straussa, Kerenyiego, Junga i innych, można uznać wątpliwości ówczesnych naukowców za nieuzasadnione. Pozytywistyczne podejście jednak było wtedy tym przodującym. Wirth jednak nie zwracał uwagi na ataki swoich kolegów i kontynuował badanie Nordyckiej Tradycji w celu ustalenia tajemnej formuły, wiedza na temat której w jego mniemaniu byłaby porównywalna do dźwigni Archimedesa, mogącej zmienić świat.

Podczas badania proto-języka ludzkości Herman Wirth doszedł do zaskakującego wniosku: pismo runiczne, a w szczególności runiczne koła kalendaryczne odkryte w Północnej Europie, stanowią pozostałości po hyperborejskim proto-piśmie. Nie są one zniekształconą łaciną, czy też zdegenerowanym wariantem śródziemnomorskiego fenickiego alfabetu. Wręcz przeciwnie, stanowią one ślady wielkiego symbolicznego okręgu, z którego znacznie później wyewoluowały historyczne alfabety, w tym ten fenicki, który nie chlubi się byciem ponad innymi alfabetami. Runy i ich znaczenie mogą zostać zrozumiane tylko poprzez zaakceptowanie hipotezy istnienia polarnego kontynentu Hiperborei, ponieważ ich znaczenie, nazwa oraz rozmieszczenie na okręgach kalendarycznych odkrywają swój sens jedynie w relacji do naturalnego zjawiska, które ma miejsce w Arktyce. W związku z tym różni badacze nie byli wstanie ułożyć w jedną całość elementów tej historycznej układanki i spleść razem różne części archeologicznych i antropologicznych teorii. Oczywiście starożytne runy znacznie różniły się od tych znanych dzisiaj, jednak mogą one zostać odrestaurowane. Na tysiącach stron, które napisał, Herman Wirth zbadał tysiące ilustracji, starożytnych symboli, wyryte w skale rysunki, wzory na starożytnych przedmiotach codziennego użytku, ceramice, różnych narzędziach, itd. Wszystko to zbliża nas do odkrycia tej najbardziej fascynującej tajemnicy: pierwotnego kręgu runicznego.

Centrum tego okręgu stanowi przesilenie zimowe. Wielki Jul jest głównym świętem w roku hiperborejskim. W tym właśnie znajduje się sekret run i Tradycji Pierwotnej. W Hiperborei świętowano Jul 22 grudnia. Tego dnia każdego roku przybywał prawdziwy Nowy Rok: moment  narodzin run, moment Wiecznego Powrotu. W tej właśnie sekundzie Hiperborea znalazła się poza czasem i przestrzenią, wydostała się z cyklów mrocznego wieku, chaosu Południa, fałszywych teorii, lekceważenia Najwyższej, Magicznej Czystości, Vary, Varahi, Ultima Thule…

Herman Wirth twierdził, że tajemnice run były pierwotnie strzeżone nie przez kapłanów, lecz przez kapłanki. Białe Damy. Weise Frau Weisse Frau (mądra kobieta – biała kobieta, red.). Słowa „wiedza”, „kobieta” i „biała” są w wielu językach ze sobą powiązane. Pallas – bogini mądrości i Sofia – bogini gnostyków są ucieleśnieniem wiedzy i pierwiastka kobiecego w Boskości. Rosyjskie słowo мудрость (wiedza) jest podobne do niemieckich Made, Mädchen oznaczających damę i dziewczynę. Stąd też wziął się starożytny kult westalskich dziewic, strażniczek świętego ognia w Rzymie. Warto tutaj również wymienić praktykę kapłaństwa kobiet we wczesnym kościele chrześcijańskim i staroobrzędowej teorii „zbawienia przez własną żonę”. Podążając za Bachofenem, Herman Wirth twierdził, że Tradycja Pierwotna była matriarchalna. Była ona królestwem Białej Damy, Czystej Dziewicy. Na czele starożytnego nordyckiego panteonu stała Bogini, nie kobieta w naszym patriarchalnym rozumieniu: kapryśne, głupie, okrutne i wymagające stworzenie, lecz wyjątkowa, najczystsza kreacja, swego rodzaju stojący ponad dualizmem Androgyn, którego duchowa intuicja przenikała esencję wszechrzeczy. Polarny raj, rasa aryjska, Tradycja Pierwotna, dominacja Białej Damy, strażnicy runicznych kultów i kapłanki dolmenów oraz menhirów – wszystko do dla Wirtha stanowiło synonimy. Wskazywał on zatem na pierwotny matriarchat polarnej Tradycji.

W praktyce oznaczało to wyznawanie przez niego swoistej formy „germańskiego aryjskiego feminizmu”. Z prac Wirtha wyłania się następujący obraz świętych archetypów w historii: pierwotny matriarchat jest nieodłącznie związany z ludami północnymi, pierwszymi nosicielami kultury. Inne plemiona na ziemi otrzymały od nich fundamenty kultów, języka, rytuału i mitu. Jednak w wyniku mieszania się z ludami Południa, posłańcy Północy stopniowo zatracali więź z Tradycją, zapominali znaczenie run i dostosowali swoje religijno-kalendaryczne rytuały do nowych warunków naturalnych. Z tego wyrosła nowa instytucja kapłaństwa, w której główną rolę od tej pory odgrywali mężczyźni. Ludy germańskie, a w szczególności przodkowie Holendrów i Fryzów byli ostatnimi wyznawcami aryjskiego matriarchatu, chociaż inne ludy indoeuropejskie, które zaadaptowały praktykę determinowania własnego pochodzenia od matki, również zaliczają się do tej kategorii. Są oni legendarnym Tuatha Dé Danann, plemionami bogini Danu z irlandzkich sag, Fryzami będącymi „dziećmi Freji”, etc. Stopniowo mieszające się formy kulturowe przyjmowały zatem patriarchat, który osiągnął swój szczyt pośród etnosów bliskowschodnich, w szczególności wśród ludów semickich.

Same indoeuropejskie cywilizacje poddały się wpływowi tych nowych kultów. Starożytne, hiperborejskie instytucje kapłanek zostały obalone, zdemonizowane lub ograniczone do śladowych form.

Te idee kosztowały Wirtha wiele. Kiedy w latach dwudziestych zaczął prezentować oraz promować swoje aryjsko-feministyczne poglądy, znalazł sobie nieugiętego wroga w postaci imigranta z bałtyckich rejonów Rosji, niejakiego Alfreda Rosenberga, który z kolei wierzył, że patriarchat był rodowitą aryjską instytucją. W przeciwieństwie do Wirtha, Rosenberg był pedantem, miernotą i agresywnym plagiatorem. Nie chodziło tutaj jednak o same idee. Rosenberg był żałosnym doktrynerem, który bezmyślnie powtarzał nieprzetworzone fragmenty wiedzy i pretensjonalnie wyłożył je w pozbawionej znaczenia książce Mit dwudziestego wieku. Niestety, to zaślepiony resentymentem bałtycki oficjel, który stał się twórcą polityki kulturowej Narodowych Socjalistów, wygrał w 1933 roku. Nie powinno dziwić to, że w następnej kolejności najlepsze intelektualne i duchowe siły niemieckiej Konserwatywnej Rewolucji, tacy ludzie jak Jünger, Heidegger, Hielscher i sam Wirth, ostatecznie zostały zepchnięte do obozu opozycji.

W 1932 roku Wirth założył organizację mającą na celu badanie starożytnych kultur pod nazwą Dziedzictwo Przodków lub Ahnenerbe. W 1933 organizacja ta została oddana pod władzę Heinricha Himmlera, który był głównym oponentem i rywalem Rosenberga pośród nazistowskiej elity. Przez ten cały czas Herman Wirth kontynuował swoje intensywne badania w celu wyjaśnienia sekretów pochodzenia ludzkości, języka, starożytnych kultur i pierwotnych wierzeń. Ahnenerbe organizowała niepowtarzalne ekspedycje do Morza Północnego gdzie, jak Wirth przypuszczał, miały się znajdować ślady Hyperborejczyków, takie jak np. Ławica Dogger czy Płycizna Dogger, lądy zatopione stosunkowo niedawno, chociaż niektóre z nich zostały pochłonięte 12 000 lat temu. Według rekonstrukcji Wirtha, są to lądy Forseti, stanowiące pozostałości po jeszcze bardziej starożytnym kontynencie Mo-Uru. Ekspedycje dokonały unikalnych odkryć. Jednocześnie to Wirth skierował ekspedycję Ernsta Schäfera do Tybetu w celu sprawdzenia swojej hipotezy o istnieniu pozostałości hiperborejskiej kultury na pustyni Gobi i we wschodnim Tybecie, górskiej krainie Shan i ojczyźnie religii Bön.

Ahnenerbe zebrało ogromną ilość archeologicznych, paleo-epigraficznych, a także etnologicznych i lingwistycznych materiałów. Przeprowadzono badania o niebywałej skali i głębi. Co więcej, znaczna część liderów Ahnenerbe nie popierała ani trochę praktykowanego przez reżim totalitaryzmu i szowinizmu. Według opinii Wirtha i jego uczniów, potomkowie Hiperborejczyków lub czystych Aryjczyków znajdują się wśród wszystkich ludów na świecie bez względu na kolor skóry, a Europejczycy, w tym też Germanie, nie powinni poczuwać się do żadnego poczucia wyższości pod tym względem. Wszystko to nieubłaganie zepchnęło Wirtha do opozycji. Studenci Wirtha, Wolfram Sievers i Friedrich Hielscher, zostali jednymi z liderów antyhitlerowskiego spisku. Pomagali oni wielu ludziom uciec z kraju w bezpieczne miejsca. Jak można było się spodziewać, pomimo bycia liderem Ahnenerbe w 1938 roku, Wirth nie będący członkiem Narodowosocjalistycznej Robotniczej Partii Niemiec został usunięty ze swojego stanowiska i poddany skrupulatnej inwigilacji przez Gestapo. Jego dom został przeszukany i zabrano wiele cennych artefaktów z jego prywatnego zbioru. Cały jego wysiłek został zatem zrujnowany przez konformistów i idiotów. Niestety, w historii powtarza się to za każdym razem. Wystarczy jedynie zaprezentowanie unikalnej, żywotnej, kreatywnej, fantastycznej i awangardowej inicjatywy, aby gruboskórne, ponuro głupie, zazdrosne i niekompetentne szumowiny w okropny sposób zrujnowały całe przedsięwzięcie. To samo zawsze dzieje się w nauce, sztuce i polityce. Jedyny prawdziwy rasizm powinien być skierowany przeciwko agresywnym miernotom, i próżnym lecz pustym głowom, członkom wszechobecnego „spisku miernot”, sekretnemu zakonowi tych, którzy posiadają przeciętne umiejętności zjednoczonych w celu stałego i nieodmiennego niszczenia wspaniałych planów bohaterów i geniuszy.

I tak Herman Wirth popadł w niełaskę i został poddany obserwacji przez tajną policję. Gdyby nie interwencja jego przyjaciela, wyrafinowanego mistyka i wielbiciela antyku Waltera Darré, Wirth nie uniknąłby obozu koncentracyjnego. Ale cóż można począć? Niestety, żyjemy w mrocznym wieku, triumfie kłamstw i nieszczerości. Niesprawiedliwość jest prawem epoki, w której koło Dharmy wypada ze swej osi…

Herman Wirth wyjaśnił wiele rzeczy, w tym to skąd się wziął zwyczaj ubierania bożonarodzeniowego drzewka. Okazało się, że jest to starożytny rytuał, w którym choinka symbolizuje Drzewo Świata, którego korzenie sięgają punktu przesilenia zimowego, najkrótszego dnia w roku, a korona na szczycie odpowiada przesileniu letniemu, 22 czerwca. Miesiącami w roku są gałęzie, a ornamenty symbolizują dni. Świerk jest wiecznie zielonym drzewem, w tym zakresie podobnym do roku lub biblijnego krzewu gorejącego. Rok przemija, jednak wciąż pozostaje taki sam, tak samo jak igły sosnowe, które nie zmieniają swojego koloru w czasie roku. Krzew gorejący na Górze Synaj płonie, ale nie spala się doszczętnie. Wirth jest zdania, że rosyjski odpowiednik słowa „świerk” ель ma swoje źródło w starożytnym korzeniu „ii” lub „ei”, który odnosi się do Światłości i Boskości, a także do świętych artefaktów symbolizujących Światłość. Prezenty umieszczane pod bożonarodzeniowym drzewkiem są Nowym Rokiem, nowym światem, świeżym i pełnym nowej energii. Istnieje także zwyczaj wypełniania butów lub pończoch prezentami. Symbolizuje to fakt, że czas przekracza magiczną linię Jul jedną nogą, przesileniem zimowym, podczas gdy druga noga znajduje się w starym roku. Światełka na drzewie reprezentują słońce na różnych etapach jego rocznego cyklu. Z tego samego powodu, czerwony płaszcz Dziadka Mroza (Świętego Mikołaja) ozdobiony jest wielkim, solarnym okręgiem. Sam Dziadek Mróz reprezentował swego czasu bóstwo Światłości, Urizena stwarzającego świat. Później jego funkcje przejął Święty Mikołaj Cudotwórca, którego święto jest celebrowane przez kościół krótko przed przesileniem zimowym. Nawet pochylone do dołu gałęzie mają, według Wirtha, symboliczne znaczenie. Jest to odwzorowanie runicznego znaku „Tiu”, człowieka z rękami rozciągniętymi w dół. Symbolizuje to połowę roku, w czasie którego słońce polarne opada spiralnie w dół ku mrocznej otchłani nocy. Według Wirtha „Tiu”, „Tyr” i „Tuisto” nie stanowią jedynie nazw bogów w germańskim pogaństwie. W końcu pogaństwo stanowiło perwersję starożytnego proto-monoteizmu , która przyszła wraz z patriarchalną uzurpacją. Aryjscy przodkowie nigdy nie uznawali istnienia oddzielnych, indywidualnych bóstw. Czcili oni Jeden Świat nasycony obecnością Jednego Boga, którego znaki manifestowały się w różny sposób, zmieniały się, odkrywały w czasie i przestrzeni, jednocześnie pozostając takimi samymi, stanowiąc jedną Jaźń. Pogaństwo wyrosło z kryzysu pierwotnego nordyckiego matriarchatu. Biała Dama, Królowa Śniegu, czy nasza Śnieżynka paradoksalnie okazują się być znacznie bardziej starożytnymi i autentycznymi od Dziadka Mroza. Prawdziwą Panią Wielkiego Jula, przesilenia zimowego, jest Biała Dama. Niepokalanie daje życie w tym wspaniałym momencie Nowemu Boskiemu Eonowi, Nowemu Rokowi, nowemu Bogu. Wszystko to pasuje do siebie. Nie jest zbiegiem okoliczności, iż Herman Wirth nazwał pierwotną hiperborejską tradycję niecodzienną kombinacją słów: „polarnym Chrześcijaństwem”.

Nowy Rok, Wielki Jul. Runa „tiu”, tj. człowiek z rozciągniętymi w dół rękoma schodzi do korzeni Drzewa Świata. Jest to miejsce śmierci i środek piekła. W chrześcijańskiej tradycji sam Szatan charakteryzuje się tymi samymi cechami skomplikowanego bytu, które opisują również przesilenie zimowe. Szatan i inne czarty mają ogony i trójzęby. Zastanawialiście się dlaczego? Ponieważ trójząb skierowany w dół jest runą „ig”, jasnym znakiem korzeni Drzewa Świata. Ta sama runa znajduje się również w epicentrum przesilenia zimowego. Takie samo znaczenia ma również trójząb należący do Neptuna.

Świat umarłych w mitologii związany jest z głębinami morskimi, tak w języku litewskim słowo „jura” oznacza morze. Ogony diabłów są dopełnieniem ich dwunożności i stanową razem jeden. Istotnie, Szatan kuleje na jedną nogę z tego samego powodu, z jakiego skarpety z prezentami wieszane są dla dzieci na bożonarodzeniowym drzewku. Diabelskie trójzęby, którymi czarty cały czas bełtają w kotłach z grzesznikami (które również są symbolami Jula) ostatecznie dopełniają obraz. Są czarne i żyją pod ziemią. Ogień piekielny jest diabelską wersją bożonarodzeniowych światełek, etc. Dzięki formule Hermana Wirtha możliwym jest zinterpretowanie całości starożytnego i współczesnego folkloru i teologii, znaczenia rytów a nawet przesłania Matki Natury. Wszystko to jest zawarte w pierwotnym hiperborejskim języku, którego początkiem był Bóg. Gott ist Anfang jeglicher Sprache (Bóg jest początkiem każdego języka, red.). Martin Heidegger wyraził podobny pogląd, kiedy stwierdził, że poezja jest bazą języka. Według Wirtha język nie jest narzędziem służącym do tworzenia przesłań i ekspresji, lecz sam w sobie jest wyższym Przesłaniem i najważniejszą Ekspresją. Współcześni ludzie jednak są głusi na te teorie. Wszyscy oni rubasznie i w utylitarny sposób używają czegoś, co służy wpierw dekodowaniu, poznaniu, zrozumieniu i wtedy, w zasadzie wtedy nie ma się ochoty na tolerowanie oraz słuchanie tego całego nonsensu, do którego się przywykło i który wydaje się być nam czymś znanym i oczywistym. Ale to tylko dygresja, wróćmy jeszcze do diabłów.

Znanym faktem jest to, że podczas nocy Nowego Roku siły piekielne wznoszą się ponad ziemię, aby dręczyć i straszyć dwunożnych. Wszystko, co pisał Gogol jest czystą prawdą i zostawił nam wiele, czego możemy żałować. Diabły mają rogi. Ale dlaczego? Herman Wirth twierdzi, że jest to kolejna runa, runa „ka”, człowiek z podniesionymi rękoma i dwie skierowane w górę linie. Te świetlane rogi są również przedstawione na brwi Mojżesza. Dwie podniesione ręce są również egipskim hieroglifem oznaczającym zmartwychwstałą duszę. Natomiast w samym języku egipskim brzmi to słowo tak samo jak islandzka runa „ka”, co nie jest niespodzianką. Dlatego Śmierć to „tiu”, a Zmartwychwstanie to „ka”. Ofiarne zejście do piekła poprzedza Wielki Jul, po którym następuje zwycięskie wzejście. Przed tym magicznym punktem, Bóg – Światłość Świata – bożonarodzeniowe drzewo – Człowiek – Kapłan – Kapłanka – Biała Dama opuszczają ręce. Tiu. Następnie, ich ręce są wzniesione ku górze. Ka  lub Kai. Narodziny nowego.

Takie jest znaczenie inicjacji. Przejście ze starego do nowego, z profańskiego do oświeconego, ze śmiertelnego do nieśmiertelnego, z materialnego do duchowego. Wielki Jul jest momentem inicjacji i oddania. W środku serca, jego małej komory, w jaskini, w żłobie, w miejscu Brahmy rodzi się nowy człowiek, homo novus, Sonnenmensch.

Dzieło Hermana Wirtha jest metafizyką Nowego Roku, rekonstrukcją Nowego Języka – jednolitego języka, którym mówiono przed rozsypką na wieży Babel. Jest to nordycka glosolalia, usystematyzowana i wyjaśniona. Wszystkie kabalistyczne projekty, nie wspominając o żałosnych próbach stworzenia współczesnego okultyzmu, bledną przed tym obrazem. Wirth operuje w realiach znacznie bardziej starożytnych od powstania starożytnego hebrajskiego lub fenickich systemów zapisu, które według śródziemnomorskich badaczy są uważane za najbardziej starożytne kulturowo. Herman Wirth z łatwością interpretuje Biblię, każdą z jej przypowieści, wszystkie jej lingwistyczne trudności, każdy symbol i każdy fragment. Cała teologia z Księgi Kapłanów zostaje przed nami ujawniona. Stary Testament jest szczegółowym opisem Tradycji Pierwotnej i hiperborejskiej formuły, ale nie jest on jedynym i wyjątkowym. Raczej można powiedzieć, że jest on równy innym mitologicznym konstruktom, takim jak hinduizm, buddyzm, greckie, irańskie, słowiańskie i germańskie mitologie oraz mity Indian, Majów, Afrykańczyków i ludów Oceanii. Rytualne tatuaże Maorysów, specjalny język inicjacyjny ich mędrców, Zachodnioafrykański alfabet języka Bamun – wszystko to sugeruje boską rzeczywistość, która jest tak czysta jak wspaniałe i poetyckie fragmenty Tory. Co więcej, Herman Wirth poświęcił swoją ogromną książkę liczącą ponad 1000 stron, Palestinabuch, temu tematowi. Niestety, nikt nie może jej przeczytać, nie ważne jak bardzo by chciał. W 1969 została ona wykradziona z domu starego profesora przez nieznanych sprawców. Ktoś bardzo pragnął, aby ta interpretacja Starego Testamentu nie istniała, nawet w formie manuskryptu.

W 1945 Herman Wirth, po 7 latach inwigilacji przez Gestapo, został internowany w obozie koncentracyjnym. Co z jego zbiorów zostało pozostawione przez bestie z Gestapo, zniszczyli „cywilizowani” Amerykanie. Herman Wirth, zacięty przeciwnik tępego szowinizmu i członek antyhitlerowskiego podziemia, przeszedł przez męczeński i upokarzający proces „denazyfikacji”. Zwycięzców nie interesowały szczegóły. Jeszcze mniej interesował ich proto-język ludzkości, północna starożytna ojczyzna, przedbabelski język i sekret run. Jedna ze zwycięskich stron była zainteresowana niczym więcej ponad pieniądze i komfort, a druga strona została kompletnie pochłonięta przez własny totalitaryzm oraz iluzoryczne i raczej prostolinijne konstrukty Engelsa. Sam fakt, że Herman Wirth był „nordycystą” i wyznawał teorię „kręgów kulturowych” (Kulturkreise), co było oznaką „mizantropii”, okazał się być wystarczający do wykreślenia jego nazwiska z oficjalnego towarzystwa naukowego razem z takimi postaciami jak Klages, Baeumler, Kossina, Horbringer i inni. Wirth jednak miał szczęście, gdyż jego uczeń i następca Wolfram Sievers, który był również głównym członkiem podziemia zamieszanym w przygotowanie zamachów na Hitlera i Himmlera, został stracony w wyniku procesów norymberskich. Jednak w erze przesilenia zimowego, w środku nocy polarnej, taki rezultat jest czymś naturalnym.

Heidegger mówił: „Współcześni ludzie są tak bardzo oderwani od światła Bytu, że są nieświadomi tego, iż żyją w ciemności. Wobec kompletnego braku Światłości, ciemność przestaje być ciemnością z powodu braku porównywalnego bytu.” Wirth był podobnego zdania, tyle że Światłość i Byt identyfikował ze zrozumieniem Boskiego Roku, źródła języka, myśli, symboli i duchowych nauk. Pisał on:

Sakralne znaczenie roku jest zupełnie nieznane współczesnemu, mieszkającemu w mieście człowiekowi. Dla niego rok jest jedynie czymś abstrakcyjnym, pojęciem doczesnym nie różniącym się niczym od innych interwałów czasowych, na których opiera się „społeczno-ekonomiczne” życie. Rok istnieje dla niego tylko w kalendarzu, księgach rachunkowych i zmianach garderoby. Współczesny człowiek mieszczański nie uczestniczy już w rytmie stworzenia. Jego spotkanie z Rokiem-Bogiem następuje tylko sporadycznie, podczas wakacji lub katastrof naturalnych. W celu powrotu do przeżywania roku, współczesny człowiek musi „ozdrowieć” od swojego cywilizowanego istnienia, które jest oderwane od doświadczenia bytowania. Kiedy tempo życia i pracy człowieka staje się szybsze, rośnie też wtedy przepaść między nim, a co raz bardziej ludzkim rokiem i cyklem jego życia-przeznaczenia. „Ozdrowienia” potrzebują w szczególności „społeczni” ludzie którzy, wyzwoleni ze wszelkich naturalnych praw Roku-Boga , zmieniają noc w dzień i dzień w noc, używając czasu „optymalne”, w rzeczywistości jednak marnując go. Bóg-Rok odnawiał ludzi, ale nie mogą odnaleźć oni wewnętrznej drogi do niego. Gdyby rozumieli jego całe znaczenie, nigdy by nie zaczęli szalonej pogoni za Mamonem, czyniąc pieniądz celem życia, nigdy nie zaczęliby wierzyć, że bezsensowna industrializacja i powiększenie miast są nieuchronne i nigdy nie byliby pogrążeni w tak głębokim materializmie, który pieczętuje biedę, słabość i nicość w ich duszy, duszy „współczesnej ludzkości”. Głównym powodem tych chorób współczesnych ludzi jest wypadnięcie z wiecznego rytmu Roku-Boga. Oni sami nie żyją, lecz żyje za nich coś zewnętrznego i obcego. Gniją w swoich ciałach oraz duszach i starzeją się już w młodości.

Herman Wirth dożył bardzo sędziwego wieku i zmarł w roku 1981. Jego całe życie stanowił bój, bezinteresowny aktywizm i przygotowywanie Duchowej Rewolucji. Niedługo przed swoją śmiercią wypowiedział się dla małej niemieckiej gazety regionalnej „Humus”: „Moje życie zawsze było dążeniem do Duchowej Rewolucji”. Jak wszyscy bohaterowie w tych mrocznych czasach, na poziomie zewnętrznym odniósł on porażkę, lecz na poziomie duchowym triumf i zwycięstwo. Im czarniejsza noc, tym bliżej jest do promieni Złotego Świtu, Aurora Consurgens. Wśród nas żył człowiek, który odkrył wielkie tajemnice, starożytne monogramy przeszłości. Człowiek, który w całości odbudował język wielkiej Tradycji Pierwotnej i jest jednak całkowicie nieznany, niezauważony, niezrozumiany i nieczytany. Pomimo tego, że Julius Evola nazwał Wirtha jednym ze swoich trzech nauczycieli (razem z Guénonem i Guidem da Giorgiem), a sam Guénon zadedykował mu swoją najbardziej znaną recenzję cyklów i symbolizmu ras ludzkich, tradycjonaliści do dnia dzisiejszego ignorują tego wielkiego autora. To jest tak dziwne, że aż rodzi podejrzenia. Czy nawet wybrańcy znajdują się w cieniach i całunach kosmicznej północy? Czy ich niedbalstwo i chęć do utrzymywania się za wszelką cenę w ortodoksji nie jest wyrazem ich własnej parodii i matactwa?

Dzieło Hermana Wirtha nie zostało jednak utracone. Światłość Północy bije w naszych sercach. Królowa Śniegu ujęła nasze dusze i olśniła je zaklęciami polarnych snów. Tutaj, pośród arktycznej nocy, w Arctogai, my, pod inicjacyjną nazwą „Kai” – odrodzeni, zmartwychwstali i należący do wiosennej połowy Boskiego Roku – układamy z sopli lodu magiczne słowo Ewigkeit, ulubione słowo niemieckiego profesora Hermana Wirtha.

Aleksandr Dugin

(z języka angielskiego przełożył Tomasz Szymkowiak)

6 komentarzy

  1. Jak widać cały ten Dunin to okultyzm i nic więcej

  2. Piotr Kozaczewski

    @Szakal: „…Dobre czasy tworzą słabych ludzi , słabi ludzie tworzą złe czasy , złe czasy tworzą twardych ludzi . Twardzi ludzie tworzą dobre czasy . …” – bardzo mi sie to spodobało, pozdrawiam.

  3. Piotr Kozaczewski

    „…Jedyny prawdziwy rasizm powinien być skierowany przeciwko agresywnym miernotom, i próżnym lecz pustym głowom, członkom wszechobecnego „spisku miernot”, sekretnemu zakonowi tych, którzy posiadają przeciętne umiejętności zjednoczonych w celu stałego i nieodmiennego niszczenia wspaniałych planów bohaterów i geniuszy. …” – członkowie związku dobrze uzbrojonych i wyszkolonych psychopatów łatwo mogą sami sobie wydać się bohaterami i geniuszami. Jakież to satanistyczne i masońskie!

  4. Okruchy świata z poprzedniego cyklu . Na równi z „dziwnymi” znaleziskami przedmiotów przemysłowych z przed tysięcy lat . Najlepiej poznany , mechanizm z Antykithiry nie miał swoich odpowiedników aż do XVIII wieku . A nawet przyjmując załamanie technologiczne w trakcie Rzymskiego podboju Grecji powinny znajdować się resztki wcześniejszych , mniej skomplikowanych planetariów i zegarów .
    Podobnie wedyjskie opisy użycia broni jądrowej , potwierdzone badaniami izotopowymi .
    Moim zdaniem ludzie schyłku poprzedniego wieku żelaza (nie epoki żelaza)byli technologicznie równie albo nawet i bardziej rozwinięci od nas .
    Zgnuśnieli , zdegenerowali się i coś wymknęło się z pod kontroli . W swojej masie pozbawieni umiejętności technicznych , wysoce wyspecjalizowani w swoich dziedzinach nie umieli zastąpić najprostszych narzędzi . Szybko upadli praktycznie do epoki kamienia łupanego .
    Nie idealizowałby bym ich . Bardziej szacunek należy się tym którzy przetrwali wśród ruin i dali początek tym mitom snując przy ogniskach opowieści o złotym wieku .
    Dobre czasy tworzą słabych ludzi , słabi ludzie tworzą złe czasy , złe czasy tworzą twardych ludzi . Twardzi ludzie tworzą dobre czasy . Może zająć to dziesiątki , setki pokoleń .
    Problem w tym że przyjęcie takiej na historii rozbija kamień węgielny cywilizacji morza . Liniowy rozwój ludzkości od zwierząt do bogów . Zamiast wiecznego wzrostu tylko kolejne cykle .
    Historia nie kryje tego w mniejszej skali a jak wiadomo czym wyżej wejdziesz tym boleśniejszy będzie upadek .

Dodaj komentarz