Adam Danek: Filozofia rewolucji antymodernistycznej (I). Wprowadzenie

Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad tym, jaka formuła pozwoliłaby najlepiej ująć metapolityczny fundament faszyzmu i ruchów będących jego odpowiednikami w krajach innych niż Włochy. Dopiero niedawno wpadła mi w ręce praca „Początki ideologii faszystowskiej (1918-1925)” autorstwa wybitnego historyka faszyzmu Emilia Gentilego. Opisując poglądy jednego z najoryginalniejszych faszystowskich ideologów, Curzia Malapartego (Suckerta), wyłożone w jego książce „Rewolta przeklętych świętych” (1921), Gentile wprowadza termin „rewolucja antymodernistyczna”.

Pojęcie rewolucji antymodernistycznej kończy długi spór o to, czy faszyzm miał charakter rewolucyjny, czy reakcyjny. Prawda jest bowiem taka, że był jednocześnie rewolucyjny i reakcyjny. Dążył do zniszczenia modernizmu jako formacji kulturowej i ustanowienia w jego miejsce nowego ładu, wzorowanego jednak na porządku przednowoczesnym lub będącego jego oczyszczoną i udoskonaloną wersją. Posługiwał się nowoczesnymi narzędziami w celu zdruzgotania samej nowoczesności.

Przed scharakteryzowaniem idei, z których wyrosła rewolucja antymodernistyczna, trzeba najpierw doprecyzować, co należy tu rozumieć przez nowoczesność. Chodzi właśnie o modernizm jako formację kulturową, tożsamą w zasadzie z wyrosłą na Zachodzie cywilizacją mieszczańską. Jej wyróżnikami stały się takie tendencje, jak: racjonalizm, pozytywistyczny naturalizm w teorii poznania i filozofii nauki, indywidualizm i atomizm społeczny, optymizm historiozoficzny i wiara w postęp, parlamentaryzm w polityce, liberalizm uzupełniany przez coraz większy egalitaryzm i przechodzący w socjaldemokratyzm podbudowany łagodną wersją filozofii marksistowskiej. Cywilizacja nowoczesna ma twarz Settembriniego z „Czarodziejskiej góry”.

Filozofia rewolucji antymodernistycznej w dużym stopniu pokrywa się z ideami przewodnimi tzw. przełomu antypozytywistycznego z końca XIX i początku XX wieku. Jej korzenie sięgają jednak jeszcze okresu triumfującego pozytywizmu. Jako myśliciel, którego dzieło dostarczyło inspiracji twórcom ideologii faszystowskiej, wymieniany jest historyk i historiozof Jacob Christopher Burckhardt (1818-1897). Urodził się i uformował umysłowo w epoce romantycznej; pisał głównie w czasach dominacji pozytywistycznego klimatu intelektualnego; umierał, kiedy gmach wzniesiony przez pozytywistów burzyły już nowe prądy. Burckhardt przeniósł dziedzictwo romantyzmu przez jałową pustynię, w jaką zamienił humanistykę pozytywizm, choć nie zamknął się całkowicie na wpływ tego ostatniego. Stworzył własną, nie-heglowską i niemarksistowską odmianę historyzmu. Z pozytywistami dzielił sceptyczny stosunek do religii, postrzegając ją głównie jako narzędzie realizacji celów politycznych. Wizji dziejów jako linearnego postępu przeciwstawił teorię wstrząsających ludzkich światem kryzysów kultury, wywoływanych nie przez „zmianę stosunków produkcji” czy rewolucje naukowo-techniczne, ale przez powracające periodycznie zjawisko utraty wiary w dotychczasowe wartości i bolesnego zastępowania ich przez nowe idee – a zatem pogląd, iż to sfera duchowa determinuje zmiany w sferze materialnej, nie odwrotnie. Dla Burckhardta optymizm historiozoficzny był tylko usprawiedliwieniem dorabianym do postaw utylitarnych, czyli chciwości kapitalistycznych dorobkiewiczów i karierowiczów. Szwajcarski myśliciel uznawał też światopogląd optymistyczny za sprzeczny z chrześcijaństwem. Głosił, że kapitalizm i industrializacja barbaryzują kulturę, a związany z nimi podział pracy prymitywizuje człowieka pod względem umysłowym. Jako wzorcowy przykład nowoczesnych barbarzyńców wskazywał Amerykanów. Stwierdzał, iż „wojna jest czymś boskim” i rozwijał teorię dziejowej roli „ducha narodu”, ucieleśnianego przez wybitnych przywódców. Kreślił wizję „państwa jako dzieła sztuki” i „wojny jako dzieła sztuki”, tworzonych świadomie przez wolę wybitnych postaci historycznych. Wieszczył, że liberalizm i demokracja same utorują drogę do władzy swoim przeciwnikom, a na ich gruzach rządy obejmą Gewaltmenschen, brutalni terribles simplificateurs panujący za pomocą nagiej siły. W jego poglądzie, iż historią kierują tajemnicze, niemierzalne moce, można się dopatrzyć zaczątków późniejszej „filozofii życia” (Lebensphilosophie), tak ważnej dla faszyzmu. W faszystowskiej doktrynie powrócą również takie wątki rozwinięte przez Burckhardta, jak irracjonalizm i swoisty niereligijny spirytualizm, pesymizm historiozoficzny, heroizm, antymaterializm, antykapitalizm i antyamerykanizm.

Do podstawowych składników światopoglądu nowoczesnego należał pozytywistyczny naturalizm poznawczy, czyli przekonanie, że wszystkie zjawiska zachodzące w świecie da się przeanalizować i racjonalnie wyjaśnić przy użyciu matematycznych i doświadczalnych metod zaczerpniętych z przyrodoznawstwa. Naturalizm wiódł do materialistycznej wizji świata i ją uzasadniał. Przeciwko nowoczesności jako formacji kulturowej obracał się zatem wysiłek tych teoretyków nauki, którzy jeszcze w czasach dominacji pozytywizmu wykazywali, iż próby zgłębienia rzeczywistości specyficznie ludzkiej za pomocą procedur laboratoryjnych (znanego nam „szkiełka i oka”) prowadzą donikąd, ponieważ przedmiot nauk humanistycznych (duch) ma właściwości całkowicie odmienne od świata przyrody (materii). W ten sposób wyodrębniali oni świat ducha jako sferę suwerenną względem racjonalistycznie pojmowanego rozumu, nieprzenikliwą dla nauk przyrodniczych, do której dostęp otwierają zupełnie inne drogi poznania. Tym samym negowali możliwość skonstruowania jakiejś „fizyki społecznej”, wymyślonej przez liberalnych naukowców i ideologów, a w konsekwencji zadawali kłam materialistycznym ciągotom nowocześniaków. Ważną rolę w tej walce o królestwo ducha odegrał między innymi badeński filozof Wilhelm Windelband (1848-1915), gdy w słynnej mowie rektorskiej „Historia a przyrodoznawstwo” (1894) ustalił odrębny status metodologiczny nauk idiograficznych (humanistycznych, zwłaszcza historycznych) w stosunku do nauk nomotetycznych (przyrodniczych)*. Jeszcze większe zasługi na tym samym polu położył Wilhelm Dilthey (1833-1911), który wprowadził rozróżnienie na nauki o duchu (Geisteswissenschaften) i nauki o naturze (Naturwissenschaften). Dilthey przeszedł do historii jako ojciec hermeneutyki, teorii rozumienia. Wyjaśnianiu, polegającemu na racjonalnym i empirycznym ustalaniu związków przyczynowo-skutkowych, które sprawdza się tylko w naukach o naturze, przeciwstawił rozumienie jako metodę specyficzną dla nauk o duchu, polegającą na odtwarzaniu cudzych myśli i przeżyć, a nawet doświadczaniu ich samemu w akcie pogłębionej refleksji. Kierunek hermeneutyczny, zapoczątkowany przez Diltheya, kontynuowali potem m.in. sławny twórca „socjologii rozumiejącej” (tzw. szkoły Verstehen) Max Weber (1864-1920)** oraz angielski historyk i filozof Robin George Collingwood (1889-1943), który głosił, że badania historyczne to sztuka „przedostawania się do umysłów innych ludzi”.

Paradoksalnie, do pogrzebania racjonalistycznej wizji świata przyczynił się radykalny, schyłkowy nurt pozytywizmu, jakim był empiriokrytycyzm. Ten kierunek w filozofii nauki, choć przeciwstawny hermeneutyce, rozwijał się równolegle do niej. Jego pierwszy wielki przedstawiciel Richard Avenarius (1843-1896) był siostrzeńcem i chrześniakiem Richarda Wagnera. Dla Avenariusa nauka miała charakter totalizujący: w naturalny sposób dążyła do zaspokojenia występującego w ludzkim umyśle pragnienia jedności, a więc do światopoglądu monistycznego, do pojęcia ostatecznego i najwyższego. Pojęciem tym było według niego doświadczenie, jedyna i finalna rzeczywistość. Avenarius odrzucił wszelkie formy dualizmu, jak podział na ducha i materię, psychiczność i fizyczność, powinność i byt, podmiot i przedmiot. W jego oczach wszystkie one stanowiły produkt introjekcji, czyli sztucznego zabiegu konstruowania własnego wnętrza w przeciwstawieniu do świata zewnętrznego. Świat zewnętrzny wobec ludzkiego „ja” nie istniał, ponieważ kategorie takie jak „rzecz” czy „substancja” są jedynie konwencjami językowymi służącymi do oznaczania składników doświadczenia trwalszych od innych. Nie istniało również samo „ja”, ponieważ doświadczenie polega na oddziaływaniu ośrodkowego układu nerwowego i otoczenia, pomiędzy którymi nic nie pośredniczy. Zarówno rzeczy, jak i myśli powstają w ramach doświadczenia. Modernistyczną wizję świata, z jej wiarą w racjonalny postęp i supremację nauki, podkopywały także ustalenia drugiego wielkiego przedstawiciela empiriokrytycyzmu, Ernsta Macha (1838-1916). Według tego darwinisty nie istniały jakościowe różnice między przednaukowym doświadczeniem zapisywanym w języku potocznym a nowoczesnymi teoriami naukowymi. Mach utrzymywał ponadto, że nauka zawsze składa się z „przesądów” – gotowych i sformułowanych uprzednio twierdzeń, weryfikowanych jednak przez nieustanne doświadczenie. Podobnie jak Avenarius, Mach uważał doświadczenie za jedyną rzeczywistość. Głosił, iż w doświadczeniu objawiają się zbiory „elementów”, takich jak barwy, dźwięki, przestrzenie czy czasy, które nazywamy „rzeczami”, jeżeli wiążą się w mniej lub bardziej trwałe i powtarzalne zespoły, a „wrażeniami”, jeśli odnosimy je do siebie jako postrzegane. Ciała fizyczne były dlań jedynie symbolicznymi znakami myślowymi stosowanymi do wyodrębniania zespołów elementów o określonym stopniu trwałości. Również kategorie takie jak przestrzeń, czas, atom, cząsteczka, osobowość, przyczyna itp. postrzegał jako symbole, służące grupowaniu pewnych elementów, o ile jest to użyteczne. W filozofii empiriokrytyków pozytywizm doszedł do swego kresu i dokonał samolikwidacji. Nowoczesność jako formacja kulturowa opierała się na założeniu, że istnieje racjonalny podmiot, zdolny do coraz lepszego poznawania i opanowywania świata. Empiriokrytycyzm rozbił i unicestwił podmiot poznający, rozpuszczając go w świecie, który z kolei okazał się płynnym wirem bezosobowego doświadczenia. W charakterystycznej dla niego negacji rozgraniczenia między duchem i materią, w dążeniu do uzyskania bezpośredniego oglądu rzeczywistości ostatecznej, do radykalnego zagłębienia się w nią i zjednoczenia z nią widzimy coś w rodzaju świeckiego mistycyzmu. Jednocześnie ujmowanie rzeczywistości jako nieustającego procesu (doświadczenia), napędzanego przez siły, których nie da się precyzyjnie zidentyfikować i opisać, zbliżało empiriokrytycyzm do „filozofii życia”. Dodajmy, że empiriokrytykiem młodszym o pokolenie od założycieli kierunku był Aleksandr Bogdanow (1873-1928), jeden z najoryginalniejszych myślicieli politycznych rosyjskiego bolszewizmu – ten sam, przeciw któremu Lenin napisał słynny pamflet „Materializm a empiriokrytycyzm. Krytyczne uwagi o pewnej reakcyjnej filozofii” (1909).

Twórcy hermeneutyki w swoich pracach wykładali arkana sztuki „przenikania do cudzych umysłów”, jednak pozostawała ona dla nich tylko szczególną techniką refleksji. O krok dalej poszedł jeden z najważniejszych przedstawicieli „filozofii życia” i laureat nagrody Nobla, Henri Bergson (1859-1941), przywracając znaczenie intuicji jako pozaracjonalnej drodze poznania. Bergson wywarł bezpośredni wpływ na rodzące się idee włoskiego faszyzmu. Powoływali się na niego przywódca futurystów Filippo Tommaso Marinetti (1876-1944) czy Agostino Lanzillo (1886-1952), syndykalista i wczesny faszystowski myśliciel polityczny. Z wywodów Bergsona faszyści zaczerpnęli m.in. głoszony również przez Diltheya pogląd o prymacie przeżycia (Erlebnis) nad refleksją w procesie kulturotwórczym oraz przekonanie, iż wielkie formacje cywilizacyjne nie są wytworami rozumu, lecz wybuchów irracjonalnej energii życiowej (élan vital), której wyrazem jest czyn.

Grunt dla rewolucji antymodernistycznej oprócz intuicjonizmu i witalizmu Bergsona użyźniały inne rozwijające się wówczas irracjonalistyczne i woluntarystyczne kierunki w filozofii, takie jak pragmatyzm Williama Jamesa (1842-1910), zaliczanego niekiedy do reprezentantów „filozofii życia”. James, uważany w swoim czasie za narodowego filozofa Ameryki, również odrzucał typową dla cywilizacji nowoczesnej koncepcję wiedzy jako obiektywnego efektu racjonalnego, naukowego poznania rzeczywistości. Zgodnie z założeniami pragmatyzmu czyn wyprzedza teorię i jest jej źródłem. To czyn stwarza rzeczywistość, a skuteczność czynu stanowi kryterium prawdziwości teorii. Do tej samej grupy zaliczyć można fikcjonalizm Hansa Vaihingera (1852-1933), myśliciela, który przeszczepił nietzscheanizm do filozofii nauki. W swoich pracach, zwłaszcza zaś w dziele „Filozofia »jak gdyby«” (1911) autor ten wyrażał pogląd, że wszystkie teorie są tworzone arbitralnie i żadna z nich nie jest obiektywnie prawdziwa. W nauce, tak jak w innych dziedzinach życia, zwycięża nie teoria najbliższa prawdy czy najlepiej uzasadniona, ale ta, której zwolennicy wykażą najwięcej energii (woli mocy) w jej narzucaniu. Idee Vaihingera przeszczepili na grunt włoski dwaj filozofowie bezpośrednio sympatyzujący z ruchem faszystowskim – Giuseppe Rensi (1871-1941) i Adriano Tilgher (1887-1941), przy czym Tilgher nazywał swoją filozofię relatywizmem, a Rensi swoją sceptycyzmem.

Trudny do przecenienia wkład w rozwój rewolucji antymodernistycznej wniosły też nowe prądy w naukach społecznych i politycznych, które przy użyciu ściśle nowoczesnych narzędzi badawczych wyprowadzały wnioski druzgoczące dla optymizmu, racjonalizmu i egalitaryzmu cywilizacji mieszczańskiej. Georges Sorel (1847-1922) dowodził, iż wielkie przemiany dziejowe nigdy nie są dziełem mas, lecz zdeterminowanych mniejszości. Gaetano Mosca (1858-1941) ukazywał, iż każdy ustrój, nawet najbardziej liberalny i demokratyczny, jest jedynie „formułą polityczną”, to znaczy fasadą skrywającą rządy wąskiej grupy. Vilfredo Pareto (1848-1923) analizował całą historię jako proces „krążenia elit”, czyli walk jednych oligarchicznych mniejszości o odebranie władzy innym. Robert Michels (1876-1936), badając socjologię partii politycznych, sformułował „żelazne prawo oligarchii”, zgodnie z którym każda organizacja, choćby najbardziej oddana demokratycznym ideałom, stopniowo przekształca się w strukturę hierarchiczną, kierowaną przez kilka osób.

Benito Mussolini w 1923 r., na krótko przed jego śmiercią, uczynił Paretę senatorem. Michels do końca życia pracował naukowo we Włoszech i nawet wstąpił do Narodowej Partii Faszystowskiej. Największy wpływ na przyszłego Duce wywarł jednak francuski socjolog Gustave Le Bon (1841-1931). Sam Mussolini podkreślał, że wielokrotnie czytał jego najgłośniejsze dzieło, „Psychologię tłumu” (1895). Le Bon przekonywał w niej, iż epoka nowoczesna jest właśnie erą rządów tłumu. Tłumy zaś są nieskłonne do rozumowania, ale skłonne do działania. Nie powoduje nimi myślenie, postępują irracjonalnie. Pojmują jedynie proste idee. Ich uczucia szybko się zmieniają. Tłumy są nastawione konserwatywnie, lecz wykazują skłonność do anarchii i niszczycielstwa, gdy czują, że nikt nimi nie kieruje. Mają potrzebę wiary i zawsze szukają autorytetów, dlatego chętnie podporządkowują się silnym osobowościom. Autorytarny przywódca nakłoni zwykłych ludzi do bohaterstwa, jeśli umie rozbudzić w nich namiętności. Swoboda w życiu społecznym nie jest więc niczym dobrym – według Le Bona wzrost cywilizacji to proces ograniczania wolności jednostki.

Rewolucja antymodernistyczna w filozofii i nauce stanowiła odpowiednik rewolucji konserwatywnej w polityce – albo raczej jej przygotowanie. Wprawdzie wymienieni powyżej myśliciele w większości nie uważali się za konserwatystów, ale przecież na ogół nie uważali się za takich również sami twórcy rewolucyjnego konserwatyzmu. Dotyczy to zarówno autorów pokroju Ernsta Niekischa, Friedricha Hielschera, Hansa Günthera, Ernsta von Salomona, Valeriu Marcu czy Hansa Blühera, jak i volkistów, a także poglądów Ernsta i Friedricha Georga Jüngerów z lat dwudziestych, kiedy obaj bracia stali blisko narodowego bolszewizmu.

Szeroko pojęta tradycja polityczna z okresu międzywojennego, określana potocznie mianem faszyzmu, posiada zatem bogate i głębokie podstawy intelektualne – wbrew temu, co wydaje się liberalnym i lewicowym komentatorom głównego nurtu, którzy w faszyzmie widzą prymitywną agresję i nic więcej. Oni nie znają filozofów rewolucji antymodernistycznej, ale też w ich przypadku trudno spodziewać się czegoś innego niż ignorancja. Nie zna ich natomiast również prawica, w tym nielicznie reprezentowana w Polsce prawica rewolucyjna. Gdyby ktoś kiedyś, wzorem zgranego postkomunistycznego tygodnika, pokusił się o napisanie „Niezbędnika faszystowskiego inteligenta”, dzieła wszystkich przywołanych tu autorów powinny się w nim znaleźć.

Adam Danek

P.S. A dopóki niezbędnik taki nie powstał, warto przeczytać:

– Richard Avenarius, Ludzkie pojęcia świata, Warszawa 1969

– Henri Bergson, Dwa źródła moralności i religii, Kraków 2007

– Henri Bergson, Ewolucja twórcza, Kraków 2005

– Henri Bergson, Wstęp do metafizyki, Warszawa 2016

– Jacob Burckhardt, Czasy Konstantyna Wielkiego, Warszawa 1992

– Jacob Burckhardt, Kultura Odrodzenia we Włoszech. Próba ujęcia, Warszawa 1991

– Robin George Collingwood, Autobiografia. Z dziejów mojego myślenia, Kraków 2013

– William James, Pragmatyzm, Kraków 2016

– Wilhelm Dilthey, Budowa świata historycznego w naukach humanistycznych, Gdańsk 2004

– Ernst Mach, Analiza wrażeń i stosunek sfery fizycznej do psychicznej, Warszawa 2009

– Robert Michels, Oligarchiczne tendencje organizacji, [w:] Jerzy Szczupaczyński (red.), Władza i społeczeństwo. Antologia tekstów z zakresu socjologii polityki, t. 1, Warszawa 1995

– Gaetano Mosca, Historia doktryn politycznych, Warszawa b.d.w.

– Vilfredo Pareto, Uczucia i działania. Fragmenty socjologiczne, Warszawa 1994

– Georges Sorel, Rozważania o przemocy, Warszawa 2014

– Georges Sorel, Złudzenia postępu, Kraków 2015

– Hans Vaihinger, Filozofia Nietzschego, Lwów 1904

– Max Weber, Etyka gospodarcza religii światowych, Kraków 2006

– Max Weber, Etyka protestancka a duch kapitalizmu. Protestanckie „sekty” a duch kapitalizmu, Warszawa 2010

– Max Weber, Gospodarka i społeczeństwo. Zarys socjologii rozumiejącej, Warszawa 2002

– Max Weber, Polityka jako zawód i powołanie, Kraków 1998

– Wilhelm Windelband, Historia i przyrodoznawstwo, [w:] Beata Borowicz-Sierocka, Czesław Karkowski (red.), Neokantyzm. Wybór tekstów, Wrocław 1984

* Windelband był neokantystą. Neokantyzm zaś pozostawał sztandarowym kierunkiem filozoficznym zwolenników nowoczesności. Z tego powodu prof. Jacek Bartyzel pisał przekornie jakiś czas temu, że hiszpański faszyzm, reprezentowany przez Ramira Ledesmę Ramosa czy Ernesta Giméneza Caballera, był odroślą liberalizmu, ponieważ wyrósł na pożywce neokantyzmu, nauczanego w Hiszpanii przez Joségo Ortegę y Gasseta. Jak pokazują powyższe przykłady, nie każdy neokantyzm musi wspierać cywilizację mieszczańską i liberalną.

** Zwłaszcza jako przedstawiciel antymaterialistycznej tzw. młodszej szkoły historycznej w ekonomii.

Jeden komentarz

  1. Stary, dobry Adam Danek! :3

Dodaj komentarz