Syria: Wielki sukces ofensywy w Idlib, cywile po stronie rządu

Dwa tygodnie temu informowaliśmy o znacznych postępach sił rządowych w prowincji Idlib (północno-zachodnia Syria). Jesteśmy bardzo radzi, iż możemy przekazać wieści o kolejnych. Wówczas (30 grudnia 2017 roku) linia frontu kształtowała się jeszcze w taki sposób, że niektórzy komentatorzy wyrażali wątpliwości, co dokładnie jest celem operacji. Obecnie jednak ciągły napór Syryjskiej Armii Arabskiej i wysunięcie linii frontu w kierunku północnym potwierdzają przypuszczenia większości analityków – celem ofensywy jest odzyskanie kontroli nad bazą lotniczą Abu ad-Duhur, leżącej blisko miasta o tej samej nazwie. Do czasu swego upadku w 2015 roku, stanowiła ona najważniejszy bastion sił rządowych w prowincji Idlib, oraz jeden z symboli walki dla prorządowej części społeczeństwa – żołnierze bronili się w niej przez trzy lata.

Aby zrozumieć, jak wiele udało się uzyskać siłom rządowym, należy wpierw przedstawić stan kontroli sprzed ofensywy – dokładnie miesiąc temu:

Stan posiadania na 09.12.2017.

Wyzwolono ponad 400 km2 prowincji Ildib. Obecnie czoło zgrupowania sił rządowych (prowadzone przez siły doborowej 4. Dywizji Zmechanizowanej) znajduje się w odległości zaledwie kilku kilometrów od wspomnianego miasta i bazy lotniczej. Trwają intensywne bombardowania umocnionych pozycji dżihadystów wokół nich. Pomaga w tym również lotnictwo rosyjskie, jednak nie w tak dużym zakresie co wcześniej – wiele maszyn zostało już wycofanych z Syrii po tym, gdy prezydent Putin ogłosił oficjalnie wycofanie „znacznej części” sił rosyjskich z tego kraju. Oprócz tego ważną rolę odgrywa dywizja generała Suheil al-Hasana („Tiger Forces”) oraz elementy 9. Dywizji Zmechanizowanej.

(stan obecny, na 09.01.2018)

Widoczne na mapie szare terytorium to niewielka enklawa ISIS – dżihadyści przenieśli się tam kilka miesięcy temu, opuszczając miasteczko Ukajribat z przyległościami (tereny położone ok. 30-40 km na południowym wschodzie), uwalniając również cywilów wziętych jako zakładników. Natomiast w przenosinach pomogła Daesz aktywność ich podziemnych komórek na zajmowanym obecnie terenie. Nie wiadomo dokładnie, jak osiągnięto taki stan rzeczy – inaczej niż w przypadku ugody między kurdyjskim SDF a Daesz w prowincji Hasaka, nadal brak „przecieków” o jakimkolwiek zawartym porozumieniu. Na razie lokalne bandy ISIS nie atakują sił rządowych, za to „podgryzają” terytorium dżihadystów dawnej An-Nusry. W ostatnich dniach przejęli od nich około tuzina wiosek.

Natomiast pilnowanie wcześniejszych „granic” z dżihadystami powierzono Narodowym Siłom Obrony (sojusz syryjskich milicji, odpowiednik Obrony Terytorialnej – znane też w skrócie jako NDF) oraz oddziałom zagranicznym. Na poniższej mapie, udostępnianej w połowie grudnia przez źródła powiązane z syryjską „opozycją” przedstawiono dość wiernie ich dyslokację w rejonie miast Halfaya, Muhradah i Tayyibat al-Imam (wszystkie na północ od Hamy). Jedyna uwaga jest taka, że widoczne nań doborowe oddziały „Tiger Forces” i libańskiego Hezbollahu zostały później w większości przerzucone jako wsparcie ofensywy Syryjskiej Armii Arabskiej. W ubiegłym tygodniu dołączyły do nich oddziały palestyńskie Liwaa Al-Kuds.

Miejscami bywało, że siły obronne milicji chwiały się, czasem wręcz cofały pod uderzeniami dżihadystów – chcących zmusić syryjskich dowódców do wydzielenia posiłków dla nich z głównego zgrupowania uderzeniowego, co by tym samym osłabiało jego natarcie. Jednak koniec końców, wypełniły one swoje zadanie – a ofensywa nie została spowolniona, ani tym bardziej przerwana.

Co ciekawe, ujawniły się też prorządowe nastroje części ludności cywilnej na terytoriach nadal pozostających pod władzą dżihadystów. W niedzielę 7 stycznia mieszkańcy miejscowości Abu Alej, Jib Al-Qassab, Maksar Tahtani, Maksar Fouqani oraz Khiriyah wyszli na ulice w proteście przeciwko okupującym je grupom zbrojnym. Protestujący nieśli ze sobą syryjskie flagi i portrety prezydenta Asada, wzywając członków wszelkich antyrządowych grup zbrojnych do opuszczenia wspomnianych miejscowości. Ten akt odwagi mógł ich drogo kosztować – jednak tym razem dżihadyści, przyciśnięci mocno ofensywą syryjskiej armii, nie zdecydowali się na jakiekolwiek działania przeciwko cywilom. Oprócz tego, dżihadyści obwiniali cywilów z okolic Sindżar, już zdobytych przez syryjski rząd, o sympatyzowanie z „ideologią partii Baas” – co według nich miało pomóc siłom rządowym w uzyskaniu tak szybkich postępów. Wspomniane miasto przeszło pod kontrolę sił rządowych wczoraj. Wcześniej natomiast przywódca tzw. Wolnej Armii Syrii obwinił terrorystów HTS o nieumiejętne powstrzymywanie oddziałów Damaszku.

Co ciekawe, zmagających się z kryzysem morale terrorystów odwiedził Bilal Abdul Kareem – pochodzący z Nowego Jorku konwertyta na islam wahabicki, znany nam już „ostatni komediant Aleppo” (tudzież „ostatnia małpa” – zdania w tej materii są podzielone. Wymienione przydomki, nadane mu przez prorządowych Syryjczyków, stanowią nawiązanie do propagandy mass-mediów zachodnich z 2016 roku).

Rozmawiał on zarówno z członkami grup działających pod egidą tzw. Wolnej Armii Syrii (FSA) jak i dżihadystami z Hayat Tahrir al-Sham (dawna Al-Nusra / Al-Kaida syryjska). Wielu z nic nie wyglądało nawet na Arabów – zaś jeden z wypowiadających się terrorystów (zapewne Pakistańczyk z Wielkiej Brytanii) mówił po angielsku, z wyraźnym akcentem niższych klas społecznych, osób urodzonych i wychowanych w Anglii. Mężczyźni tłumaczyli, że zamierzają stawić czoła armii „niewiernych” („nusayri”) – rozumiejąc pod tym określeniem siły syryjskiego rządu. Dodawali też, że sytuacja frontowa jest „bardzo dobra” (sic!), a także, iż nie potrzebują „służących jedynie dla dolarów” we własnych szeregach, bo i bez nich dadzą sobie radę. Rzecz jasna, był to kolejny z całej serii propagandowych „reportaży” Kareema, mający na celu podniesienie zarówno morale dżihadystów, jak i ich zwolenników na całym świecie. Niestety, nadal nie widać by władze USA zamierzały jakoś ukrócić działalność propagandową jednego z własnych obywateli.

Morale dżihadystów chciał podtrzymać również znany „kleryk dżihadu” – operujący w Syrii od 2013 roku Saudyjczyk Abdullah al-Mohaysini. Jednak jego przemówienie do przegrywających dżihadystów, bardzo płaczliwe w swej wymowie (do tego stopnia, że wygłaszający sam miał łzy w oczach), odniosło raczej skutek odwrotny do zamierzonego. Oczywiście spotkało się ono z lawiną prześmiewczych komentarzy ze strony zwolenników syryjskiego rządu.

Jak widać na załączonym screenie z przemówienia, „kleryk dżihadu” ma raczej nietęgą minę…

Pomimo trudnej sytuacji, nie ustają walki wewnętrzne między grupami dżihadystów w Idlib. Dwa dni temu w stolicy stołecznego miasta tej muhafazy miała miejsce ogromna eksplozja – jak podają źródła prorządowe, wybuch samochodu-bomby koło ośrodka szkoleniowego Emiratu Kaukaskiego zabił około stu osób (zarówno terrorystów jak i cywilów); widoczna na nagraniu skala ataku jest naprawdę duża. Oprócz tego, kolejnych czterech watażków terrorystycznych zostało zastrzelonych przez nieznanych sprawców.

Posiłki dla walczących z rządem dżihadystów przysłali natomiast członkowie tzw. Islamskiej Partii Turkiestanu – głównie Ujgurzy operujący w rejonie Jisr ash-Shugur. W przeważającej większości posiadają oni obywatelstwo chińskie.

Zajmowana przezeń okolica jest na razie dość spokojna, oprócz nich znajduje się tam dużo Czeczenów. Ludność arabska w większości wyniosła się stamtąd już dawno, za to na ich miejsce fanatycy sprowadzili członków własnych rodzin. Warto zauważyć, że wbrew doniesieniom wielu mediów Chiny wcale nie wysłały swych jednostek specjalnych do walki z nimi (czy innymi terrorystami operującymi w Syrii), wiadomości te okazały się podobnym „fejk niusem” co analogiczne doniesienia rok i dwa lata temu. Jednak i tym razem wielu w to uwierzyło – nawet nasza Agencja Wywiadu nie ustrzegła się tego błędu – choć taki krok nie zgadzał by się również z chińską logiką polityczną. Chińczycy bowiem dążą do tego, by osiągać jak najwięcej stosunkowo małym kosztem, a wchodzenie do wojny traktują jako przyznanie się do klęski, tj. niemożności osiągnięcia pożądanych rozstrzygnięć na drodze negocjacji, „przeczekania” wroga lub intryg. Natomiast wysłanie chińskich oddziałów specjalnych przeciwko Ujgurom w Syrii mogłoby zaostrzyć niepokoje w zachodnich Chinach (prow. Sinciang) – co nie opłacało by się rządowi w Pekinie, zagrażając również rozwojowi tzw. Nowego Jedwabnego Szlaku.

(na podst. Al-Masdar, Muraselon, CNN, FB, Twitter oprac. M. Mazur)

 

Dodaj komentarz